Secrets of London
[09.09.1972] Ain't no way that I can leave you stranded - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5)
+--- Dział: Ulica Pokątna (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=19)
+--- Wątek: [09.09.1972] Ain't no way that I can leave you stranded (/showthread.php?tid=4751)

Strony: 1 2 3


RE: [09.09.1972] Ain't no way that I can leave you stranded - Brenna Longbottom - 11.05.2025

[inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=XfKy7uD.jpeg[/inny avek]
Zaklęła, gdy coś wbiło się w jej rękę podczas próby przesunięcia kawałka ściany, po przebitej dłoni pociekła krew, a ból przeszył i nadgarstek, kiedy spróbowała odruchowo zablokować ręką ten kawałek muru, by do końca nie zmiażdżył mu nogi – istniała całkiem spora szansa, że ona też będzie potrzebowała pomocy uzdrowiciela. Właściwie na pewno będzie potrzebowała pomocy uzdrowiciela, bo złapała ten mur w bardzo, bardzo złym miejscu.
– To nie trzeba cię już wyciągać? – spytała, przez zęby zaciśnięte z bólu, zanim zabrała się do dalszego przesuwania gruzów. Nie mogła narzekać, przynajmniej w tej chwili: ostatecznie jej przynajmniej nie przygniotła żadna kamienica. Ach, i nie zniszczyła żadnego munduru aurora, miała na sobie tylko marynarkę BUM, która po tylu godzinach i tak w ogóle nie przypominała niczego innego niż szmata.
Różdżka?! Mógł chyba stracić nogę, otaczał ich dym, i gdzieś tam szalał pewnie ogień – bogowie, prawie cieszyła się, że przez dym nie może tego sprawdzić – a on chciał różdżkę?!
– Poszukamy jej później. Spróbuj wyciągnąć nogę – powiedziała, ponownie unosząc fragment ściany, tym razem ledwo się podniósł wciskając pod mur własne kolano – by odciążyć lewą rękę, dać mu więcej czasu na cofnięcie się… i przy okazji jakby to opuściła, żeby nie rozbić mu tej nogi do końca. Najwyżej oboje skończą tutaj kulawi.

AF: czy zrobię sobie bardziej krzywdę przy podnoszeniu kawałka ściany?
[roll=PO]

Syknęła, gdy nie wyszło za pierwszym razem - i spróbowała po prostu znowu. Chociaż tak, teraz to już było pewne, że potem będzie musiała pokazać tę rękę jakiemuś uzdrowicielowi.

[roll=PO]


RE: [09.09.1972] Ain't no way that I can leave you stranded - Atreus Bulstrode - 11.05.2025

- No jasne - zabrzmiał na okropnie urażonego jej sugestią. - Zostaw mnie tutaj, na środku ulicy, ze złamaną nogą, żeby mnie ci Śmierciożercy DOBILI! - wyglądał na poważnego, ale może to z szoku, a przynajmniej, cholera, sam na to liczył. Trochę, oprócz tego że go bolało, myślał już o tym jaki opieprz dostanie. Widział oczyma duszy ściągniętą w powadze twarz Florence i Basiliusa. W szczególności tego drugiego, bo przecież nie minęło parę godzin od momentu, kiedy się z nim widział i ten zszywał mu nogę.

Dzielna była i może by jej to przyznał w jakikolwiek sposób, ale na pewno nie w tym momencie. Była w nim jakaś złość - że sam nie był w stanie się stąd wygrzebać i został ranny. Na to, że musiał w tak dużym stopniu polegać na niej. A mógł na przykład zwrócić większą uwagę na to gdzie stał i żeby się odsunąć, zamiast wcześniej martwić się o nią.
- Gdybym ją miał - zaczął zrzędliwym tonem. - To bym się stąd mógł sam wygrzebać - poinformował ją, walcząc sam ze sobą, żeby nie dopowiedzieć coś tam o ogólnej szybkości tych działań. W końcu jednak uniosła część zawaliska, dając mu przestrzeń do poruszenia się i wtedy wreszcie zaparł się, chcąc odczołgać od kawałka ściany, który zrobił mu najwięcej krzywdy.

Skrzywił się wyraźnie, bo kiedy się poruszył, poczuł na nowo w jak kiepskim stanie była ta noga. Pewnie połamana, ale niestety nie był lekarzem i nie mógł sam się na miejscu wyleczyć, żeby nie robić z siebie kaleki.
- Eh, kurwa - plecy na nowo dotknęły bruku. Na nowo przeżywał swoją porażkę i zastanawiał się, czy na pewno to był ten moment, kiedy koniecznie trzeba było zawitać do Munga. - Dzięki - mruknął w jej stronę, odwracając twarz do niej. - Ale następnym razem może nie stój tak blisko jak coś się wali, co? Nie trzeba będzie się tobą martwić - czy to była jej wina? Owszem.


RE: [09.09.1972] Ain't no way that I can leave you stranded - Brenna Longbottom - 11.05.2025

[inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=XfKy7uD.jpeg[/inny avek]
Też cofnęła się i opadła na bruk, lewą rękę ostrożnie podpierając o kolano. Dłoń drżała jakoś tak sama z siebie, pokryta krwią, nadgarstek stanowczo protestował przeciwko jakimkolwiek ruchom, i Brenna wolała się jej za bardzo nie przyglądać i udawać sama przed sobą, że wszystko jest w porządku – tak naprawdę nie było, ale w tej chwili w Londynie mieli setki osób w poważniejszym stanie, a jej najwyżej zostanie blizna na pamiątkę po tym, że za późno dostanie pomoc.
Wciąż była oszołomiona. Wciąż kręciło się jej w głowie, wciąż głosy służb zajmujących się rumowiskiem mieszały się dla niej z krzykami o tym, że spłonie i wciąż gdzieś w gardle i żołądku tkwiły jakby fizyczne wręcz kulki paniki na wspomnienie ognia, który buchnął, gdy tu wybiegła. Być może poza martwieniem się o niego, powinna się poderwać i ruszyć pomóc i innym, ale jeszcze nie w pełni docierało do niej, co się dzieje.
– To ty stałeś za blisko – wytknęła, podpierając się prawą ręką i spoglądając na nogę, pełna obaw, że ta okaże się zmiażdżona albo oni się tutaj kłócili, a on się wykrwawiał. Na całe szczęście, chyba nie miał krwotoku i nie groziła mu kariera pierwszego aurora z drewnianą nogą w historii Ministerstwa Magii, a przynajmniej nie wyglądało na to na pierwszy rzut oka. Nie była uzdrowicielką, nie mogła więc ocenić, czy nie doszło do żadnych przemieszczeń, ukruszeń i tym podobnych atrakcji, ale tej nocy jej standardy wobec stanu zdrowia swojego i innych były dość niskie: póki ludzie żyli i nie mieli zostać kalekami, nie zamierzała narzekać. – Albo działasz za wolno. Głowa cała? Nie widzisz podwójnie? Trzeba cię odstawić do uzdrowicieli.
Mogła spróbować zawołać Cedrica. W pobliżu w teorii mógł być i oddział ratunkowy, ale pewnie mieli pełne ręce roboty. Czy Atreusa w tym stanie w ogóle można było teleportować do Munga?
Dźwignęła się powoli, zakasłała i zaczęła szukać tej jego różdżki – z dziwnym przeświadczeniem, że jak tego nie zrobi, to on mimo tej złamanej nogi postanowi zrobić to sam.

[inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=XfKy7uD.jpeg[/inny avek]


RE: [09.09.1972] Ain't no way that I can leave you stranded - Atreus Bulstrode - 11.05.2025

- Za blisko ciebie - rzucił pod nosem, jakby to nie sam budynek był tutaj problemem, a jej bezpośrednia okolica. Może było coś w tym, że niektórzy uważali ją za chodzącą klątwę, bo przecież to nie było normalne, żeby dookoła człowieka tyle się działo. Atreus lubił akcję, ale lubił tez wygrywać, a Brenna była jak magnes na sytuacje nieszczęsne.

Na całe szczęście też nie wykrwawiał się tutaj właśnie. Krew była w środku - czyli dokładnie tam gdzie powinna, co parę razy z głupią miną zdarzyło mu się już mówić tak samo przypadkowym uzdrowicielom, jak i własnej rodzinie.
- Wypraszam sobie - obruszył się wyraźnie i to nawet nie z tą przerysowaną manierą, w którą zdarzało mu się często uderzać. - Byłoby w sam raz, gdybyś nie stała do ostatniej chwili jak kołek. Ty chyba chcesz zginąć - na całe swoje nieszczęście, tak samo jak kumulowała dookoła siebie pecha, to sama wychodziła z tych sytuacji obronną ręką, a przynajmniej tak Atreus był gotowy się w tym momencie upierać. - Potrójnie - zrzędził. - Ba, poczwórnie. Ale nie martw się, nic mi nie jest. Trochę się usztywni i będzie jak nowa - głos miał ostry i uciążliwy, ale mimo tego nie było w nim agresji. Może jakiś żal i nawet nie tyle do niej, co do samego siebie. Bo Bulstrode dochodził do okropnego wniosku, że bardziej jak o siebie, to martwił się o nią. Widział, jaka jest wymęczona, jak krew ciecze jej z ręki, a mimo tego wstaje i idzie szukać tej pierdolonej różdżki. - Możesz wrócić do swoich spraw, ja sobie dam radę.


RE: [09.09.1972] Ain't no way that I can leave you stranded - Brenna Longbottom - 11.05.2025

[inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=XfKy7uD.jpeg[/inny avek]

Jeśli szło o klątwę, to była właściwie pewna, że jedna na niej ciąży, ale to była współklątwa, dzielona z Basiliusem i zamierzała się upierać, że on był równie przeklęty jak ona – w końcu to on znalazł w lesie zwłoki, jego próbowała zabić mordercza ławka, i on trafił na jakieś wariackie zebranie rodzinne, gdzie go naćpano. Całkiem bez jej pomocy, ona potem tylko się pojawiła to posprzątać, więc mieli mniej więcej równy bilans (obok takich wydarzeń jak dźgnięcie jej nożem, wpadnięcie do dołu pełnego dziwnej mazi i albo klątwa śmiertelnego pecha).
Nie odpowiedziała na jego słowa odnośnie tego stania za blisko, uśmiechnęła się blado, już skupiona na poszukiwaniach – i przy okazji rozglądaniu się, czy na pewno nikt inny nie potrzebował pomocy – może dlatego, że skoro miał siłę rzucać takie uwagi, to znaczyło, że żył i żyć będzie, może z innego powodu.
– Nie, właściwie to nie. Dlaczego bym miała, skoro są ludzie, do których chcę wrócić? – spytała, z pewną ulgą dostrzegając różdżkę blisko miejsca, w którym upadł: wytrąciło mu ją z ręki i na szczęście nie upadła za daleko. Darowała sobie już wykłócanie się, że wcale nie stała jak kołek, potknęła się i natychmiast poderwała, gdy zobaczyła, że jednak się wali. – Ale dzisiaj każdy w cholernej Anglii może umrzeć, bo przypadkiem dostanie cegłą w głowę, uciekając z własnego domu. No jasne, zostawię cię tutaj, na środku drogi, ze złamaną nogą, żeby cię śmierciożercy dobili – zacytowała, odwracając się i wciskając mu różdżkę w dłoń. – Mogę spróbować sprowadzić tu Lupina, żeby się tobą zajął, odstawić cię do twojego domu albo do szpitala. Ale nie mam pojęcia, jak wygląda tam sytuacja. Szybka decyzja.
Może w poczekalni kłębił się tłum ludzi, może nie przyjmowali już nikogo, kto akurat nie umierał, a może śmierciożercy zabili połowę personelu – w tej chwili Brenna nie była już pewna absolutnie niczego. Istniała też szansa, że jak go tam podrzuci i on odkryje, że ma czekać długie godziny, to w swoim uporze postanowi sobie wyjść i zemdleje gdzieś na ulicy, więc wolała tego nie wymuszać.


RE: [09.09.1972] Ain't no way that I can leave you stranded - Atreus Bulstrode - 11.05.2025

Najgorsze było w tym wszystkim to, że ona wcale nie chciała się z nim sprzeczać. Szukanie zaczepki było łatwe i przyjemne, bo emocje miały gdzie znaleźć ujście, a Atreus właśnie zmagał się w swojej głowie z wizją kalectwa na resztę nocy, tłumaczenia się siostrze i kuzynowi, a także ze zwyczajnym stresem. Właśnie tak cholernie dbał o to, by znajdować sobie wymówki by nie przejmować się innymi. Florence była bezpieczna, bo była na zmianie w szpitalu. Basilius był bezpieczny, bo biegał po Londynie z pogotowiem ratunkowym. Orion był bezpieczny, bo był cholernym aurorem, który dodatkowo potrafił o siebie zadbać. Kamienica i reszta familii tez byli bezpieczni, bo zwyczajnie w niej ukryci za zaklęciami i przekładniami.

Przez lata nauczył się bardzo zgrabnie unikać niewygodnych dla niego emocji, a zżerające poczucie winy, że nie było się na miejscu, było jednym z nich. Myślenie też, czy komuś coś się stało, to była jedna rzecz, ale patrzenie na to w odległości niemal na wyciagnięcie ręki?

Zacisnął zęby, łapiąc za podaną mu różdżkę, ale nie było w tym niczego z nadąsanego chłopaczka, do jakiego zdarzało mu się upodabniać. Złapał ją za rękę, nie chcąc pozwolić by się odsunęła - za tą która krwawiła.
- A co z tobą, hm? Krwawisz - przypomniał jej. Nawet jeśli miała się o wiele lepiej od niego, to niewiele to właśnie zmieniało. - Ty też możesz dostać cegłą w głowę. Mogłaś nią dostać nawet teraz.

Ale zamiast niej to on dostał. Całe szczęście, nawet jeśli mogło wyglądać na to, że wcale nie jest z tego zadowolony. Brenna miała przecież te wszystkie super ważne rzeczy, które wypełniały jej czas po brzegi - te wszystkie razy które czuł jak więź mu ciążyła, kiedy nie było ich w pracy nie zostały tak zwyczajnie wyrzucone przez niego do kosza i usunięte z pamięci.
- Lupina? - skrzywił się wyraźnie, jakby zaproponowała mu najobrzydliwsze lekarstwo. - I jak właściwie chcesz go tu ściągnąć, co? - zakpił zwyczajnie.


RE: [09.09.1972] Ain't no way that I can leave you stranded - Brenna Longbottom - 11.05.2025

Tej nocy działo się naprawdę zbyt wiele złych rzeczy, żeby faktycznie miała ochotę się z kimkolwiek kłócić, nawet jeśli na tę pierwszą zaczepkę odruchowo odpowiedziała odbiciem piłeczki. Poza tym tkwili na gruzach, miał złamaną nogę, i w pierwszym momencie wcale nie była pewna, czy poza nią nie mają tu do czynienia i z innymi ciekawostkami, jak obrażenia wewnętrzne czy poważne urazy głowy, przez które mógł zaraz dramatycznie umrzeć jej na rękach.
W odróżnieniu do niego wiedziała też, że jej bliscy nie są bezpieczni. Spora ich część robiła to samo, co ona czyli biegała po mieście, próbując pomagać innym i ta przysłowiowa cegła w głowę mogła trafić każdego z nich. Próbowała o tym nie myśleć, mimo to ta świadomość tkwiła cały czas gdzieś z tyłu jej głowy.
– Ta, nie mam talentu do wydobywania ludzi z ruin – przyznała, spoglądając wreszcie na tę nieszczęsną rękę, która złapana zwyczajnie zabolała. Prawdopodobnie gdyby złapała ten fragment chociaż odrobinę mniej sprawnie, to zmiażdżyłoby w końcu albo jego nogę, albo jej palce. I tak, mało brakowało, żeby też dostała tę cegłą w głowę, albo całym stosem cegieł, ale po prostu… nawet jeśli miała na to dużo większe szanse niż przeciętny mieszkaniec Londynu, tej nocy zdawało się jej, że bogini grała ich losami w kości. Każdy mógł dostać niski wynik. – Do tej pory miałam dziś farta.
Z uchodzeniem obrażeniom, oczywiście, bo z innymi rzeczami niekoniecznie było już tak pięknie. Tak jak tutaj, gdy bardzo schrzaniła zaklęcie. Albo kiedy nie zdążyła rzucić czaru, żeby ocalić pewną biedną, skaczącą z balkonu kobietę przed połamaniem sobie nóg.
– Ognie chyba… chyba zaczynają dogasać. Lokal mojej znajomej ocalał, może widziała kogoś z moich krewnych, na pewno ma jakieś eliksiry, pomoże mi – zbyła to krótko, zupełnie nieświadoma przyszłości, w której wpisano jeszcze więcej pecha i dostanie bardzo trefnej mieszanki magicznych ziółek. I tak chciała tam wpaść, choćby po to, by sprawdzić, czy nie znajdzie tam innych. – Przepraszam, że nie mam pełnego katalogu uzdrowicieli do wyboru, karygodne niedopatrzenie z mojej strony. Tylko o Lupinach wiem, że nie tkwią w tej chwili w Mungu i tylko Cedric zna fale.
Wprawdzie do tej pory nie czuła się z nimi na tyle pewnie, żeby zgłaszać tę umiejętność jako nabytą, ale kiedy cały London płonął, to nie było coś, nad czym by się w ogóle zastanawiała.


[inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=XfKy7uD.jpeg[/inny avek]


RE: [09.09.1972] Ain't no way that I can leave you stranded - Atreus Bulstrode - 13.05.2025

Bardzo go w tym momencie drażniła.
Drażniła, bo przyzwyczajenie rwało się do tego, żeby tylko ją podburzyć i wyciągnąć z niej jakąkolwiek gwałtowniejszą reakcję. Ale z drugiej strony przecież wcale tego nie chciał. Atreus miał to do siebie, że łatwo się denerwował i równie łatwo próbował tę złość rozładowywać. Póki mógł machać różdżką ze względną swobodą i był w stanie stać na dwóch nogach - trzymał się w ryzach, siły przekierowując do oceny sytuacji i sprawnemu zapobieganiu wszystkiemu, co mogło się spierdolić. Ale teraz stracił grunt pod nogami, dosłownie, bo już wcale nie był dzielnym panem aurorem tylko uszkodzonym funkcjonariuszem, który nie miał wyboru, tylko musiał zdać się na kogoś innego. To Brenna go wyciągnęła i to ona teraz musiała mu pomóc w znalezieniu uzdrowiciela. A Atreus bardzo też nie lubił o pomoc prosić czy w ogóle jej wymagać. Kiedy coś mu było, z właściwym dla siebie zirytowaniem szedł do rodziny, trochę jakby pomoc byli mu winni. Jakby robił im łaskawość, że w ogóle postanowił coś z niedogodnościami zrobić.

Zmarszczył brwi, nieco niezadowolony z tego, jak zbywała jego obawy. Jak obojętna się wydawała i jak bardzo zdawała się nie przejmować sobą. A może drażniło go to tak bardzo dlatego, że zachowywał się w taki sam sposób.
- Wiesz, hm? I skąd to wiesz? Przybiegł ci powiedzieć i go chwilowo tylko zgubiłaś? - Brenna wcale nie zasługiwała na to, żeby na nią krzyczeć, dlatego nie podnosił głosu, ale nie mógł się obronić przed sarkastycznym tonem, przerwanym jakimś zmęczonym sapnięciem, kiedy spróbował się podnieść na nogi - albo raczej na nogę. - I jak go zawołasz, hm? Bo ja nie mam zamiaru.

czy ustoję XD
[roll=TakNie]


RE: [09.09.1972] Ain't no way that I can leave you stranded - Brenna Longbottom - 13.05.2025

Podobnie jak on miewała skłonności do bagatelizowania swoich obrażeń, ale też nie miała problemów z proszeniem innych o pomoc, gdy trzeba było się ranami zająć. Teraz po prostu… byli w takiej sytuacji, że póki była w stanie ustać na nogach, zamierzała z ogromnym uporem powtarzać, że nic – mi – nie – jest. Za to jeśli chciał ją wkurzyć i wyciągnąć z niej gwałtowną reakcję, to uznając, że teraz po prostu sobie wstanie, wybrał naprawdę najlepszą możliwą drogę. Nawet ona, jak kilka miesięcy temu się połamała, to grzecznie siedziała na tyłku, dopóki Slughornówna jej nie pomogła! I doskonale wiedziała, że nie zrobiłaby wtedy więcej niż dwa kroki, gdyby nie wsparcie. Ona bagatelizowała? To co wyprawiał on?!
– Odbiło ci? – spytała, też się podrywając. O nie, nie próbowała pomóc mu wstać, miała wręcz nadzieję, że mu się nie uda i może zwali się z powrotem na ziemię, zanim zdąży się wyprostować i przyjąć taką pozycję, z której upadek będzie dużo bardziej bolał. Łapać, gdyby się przewracał, proszę bardzo, pomagać, za żadne skarby. Dał radę, niestety, może dzięki wrodzonemu fartowi Prewettów, a może uderzył się w łeb tak mocno, że jeszcze nie do końca docierał do niego ból. Szkoda, bo absolutnie sobie zasłużył, żeby przy pierwszym ruchu się wywalić. – I co teraz? Masz zamiar stąd odmaszerować? Czy będziesz sobie tak stał na baczność do rana na ruinach, posępnie spoglądając na gruzy i udawał, że się doskonale czujesz?
Tak, teraz też się zaczynała wkurzać, bo nie dość, że zdawał dążyć do tego, żeby zrobić sobie krzywdę, nie była pewna, czy w jakimś ślepym uporze, czy żeby zrobić jej na złość, to jeszcze przeciągał wszystko, a chociaż na razie nie wydawało się, aby ktoś wokół potrzebował pomocy, przy gruzach byli ludzie… to przecież sytuacja wcale nie była opanowana.
– A ja cię o to proszę? Sama mogę go zawołać, ale jak trzeba cię będzie związać, żebyś dał mu sobie pomóc, to chyba prościej poczekać aż wreszcie tutaj zemdlejesz.

[inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=XfKy7uD.jpeg[/inny avek]


RE: [09.09.1972] Ain't no way that I can leave you stranded - Atreus Bulstrode - 14.05.2025

Zdrowy na umyśle to on w tym momencie zdecydowanie nie był, chociaż pewnie gdyby nie zdenerwowanie i cała sytuacja, z wyliczonym uśmiechem odpowiedziałby jej że owszem, na jej punkcie. Wystarczyło to tylko nieco zmodyfikować.
- Owszem, przez ciebie - odpowiedział jej, niby to złośliwie, ale w gruncie rzeczy to bardzo z siebie zadowolony, bo ta zaraz poderwała się z miejsca, żeby ewentualnie zapobiec kolejnym jego uszkodzeniom albo pogorszeniu stanu nogi. - Teleportuję się. Może znowu dzisiejszego wieczoru się rozszczepię, ale tym razem nie na nodze, a mi głowa zwyczajnie odpadnie - prychnął, chociaż próba odmaszerowania wcale nie prezentowała się aż tak źle. Przynajmniej lepiej jak samo stanie i patrzenie na gruzy. Szkoda, cholera, że Basilius nie miał fal i nie mógł jego poprosić o pomoc.

- Tak? No ładnie. Szkoda, że dopiero w takiej chujowej sytuacji człowiek się dowiaduje, inaczej dużo rzeczy dzisiejszego wieczora mogło być prostsze. Żadnego Lupina - obruszył się na koniec, w sumie zdając sobie dopiero teraz sprawę, że nie był pewien o którym konkretnie mówiła. Ten smarkacz od Heather jeszcze nie wydawał się aż taki zły, ale z miejsca uznał ze chodzi o Cedrica. W sumie to na tym etapie opierał się mu tylko dla zasady.

- Możesz mnie też - objął ją ramieniem, skoro stała tak blisko, chociaż raczej odrobinę niezgrabnie się na niej uwiesił, na moment tracąc stabilność przy próbie oszczędzania dalej nogi - Odstawić do szpitala. I przy okazji dać sobie te rękę chociaż obandażować.