Secrets of London
[4.09.1972] You say that you love me | Oliver, Ambrosia - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5)
+--- Dział: Ulica Śmiertelnego Nokturnu (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=21)
+---- Dział: Podziemne Ścieżki (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=49)
+---- Wątek: [4.09.1972] You say that you love me | Oliver, Ambrosia (/showthread.php?tid=4815)

Strony: 1 2


RE: [4.09.1972] You say that you love me | Oliver, Ambrosia - Oliver McKinnon - 07.11.2025

- No widzę, widzę - powiedział, puszczając jej rękę. Chwilę milczał, a potem... Parsknął śmiechem. Popacał ją po głowie, jak dziecko, chociaż doskonale wiedział, że absolutnie nie powinien tego robić, bo zaraz mu tę rękę odgryzie. - I co, da się mówić wprost? Da się. To cenna rada, siostrzyczko, mężczyźni są nieskomplikowani i najlepiej jest mówić od razu, co ci na wątrobie leży.
Tak na wszelki wypadek cofnął się o dwa kroki, żeby nie oberwać od rozjuszonej siostry, bo może i wyglądała na 15 lat, ale charakter to miała jak zgryźliwe babsko, które dobijało osiemdziesiątki. Uniósł w końcu ręce w pozycji obronnej, jakby się poddawał - wywiesił niemą, białą flagę, na znak że tak, siostrzyczka ma rację.
- To teraz posadź dupsko i wszystko mi opowiedz. Może nie jestem super w te klocki, ale możemy spróbować to z ciebie zdjąć. Albo w sumie kogoś znajdziemy, bo domyślam się, że mamusia nie wchodzi w grę? - zapytał, mrużąc oczy. W sumie dziadek pewnie by sobie poradził. Ale czy na pewno chcieli mu zawracać gitarę takimi drobnostkami? - Chociaż czy ty przypadkiem nie zajmujesz się klątwami i takimi o? To na stałe jest? Powiedz, że nie, bo na początku było zabawnie, ale jak utknę z twoją młodszą wersją, to chyba cię gdzieś zamknę a samemu wyrwę sobie żyły.


RE: [4.09.1972] You say that you love me | Oliver, Ambrosia - Ambrosia McKinnon - 22.11.2025

Gówno widział, ale nie powiedziała tego na głos, świdrując go spojrzeniem zielonkawych oczu. Przeskakiwały, od oczu, przez resztę twarzy, w końcu taksując go całego spojrzeniem, jakby się zastanawiała czy aby na pewno na przed sobą tego samego półgłówka co wcześniej. Matko, jak ona by chciała się teraz mylić i żeby to nie był to jej własny, rodzony brat z krwi i kości, tylko jakiś chujek którego można było tak zwyczajnie wystawić za drzwi.

Ale niestety, nie ważne ile się na niego patrzyła, to wciąż miała przed sobą swojego drogiego brata. Mogła go mniej upuszczać w dzieciństwie na głowę, to może nie zrobiłby się taki... no, taki. Taki koślawy mentalnie.

Przede wszystkim, to nie miała zamiaru nigdzie siadać, dlatego stała jak stała. Rozluźniła się jednak nieco, już nie spinając do ewentualnego sprintu po schodach, zamiast tego odwracając przodem do Olivera. Kiedy tak stała na tych paru schodkach, to przynajmniej byli równi wzrostem.
- A co mi mama zrobi? Wywróży jak te klątwę zdjąć? - zapytała z przekąsem, splatając ręce przed sobą w defensywnym geście. Mamusia to mogła im co najwyżej zrobić herbatki i powiedzieć, że wszystkim się zajmie. To zawsze było pomocne i rozgrzewające serduszko, ale ona chciała efektów teraz, a nie biegać jako małolata. - Kiedy ja ci się niby tymi klątwami zajmowałam, co? Duchy to nie klątwy, baranie - fuknęła, krzywiąc się przy tym, no bo mógł chociaż trochę się postarać. - Ja nie wiem! Ja nic nie wiem, w tym jest cały problem - wystrzeliła dłońmi ku górze, w dramatycznym geście. - Ja nie wiem jak działają klątwy, Ollie. Ja się nie pisałam na taki los i takie rzeczy. Nienawidzę tych cholernych poltergeistów, bo właśnie robią takie gówno, denerwując wszystko i wszystkich.

Nienawidziła zleceń, które dostawała na zajęcie się poltergeistami, dlatego jeśli ktoś nie chciał płacić wtedy trzykrotnie, to zwykła odsyłać go z kwitkiem, albo gdy była w dobrym humorze, to do Sebastiana. Poltergeisty były zwyczajnie problematyczne i nie na jej głowę, a kuzyn wydawał się w ten sam sposób podchodzić do każdego przypadku. I z taką samą ilością narzekania. Do tego jego przynależność do kowenu nie pozwalała mu zmieniać cen w trakcie zlecenia, a jej złe duchy podczas egzorcyzmów szeptały wyższe kwoty.
- Słońce, jak sobie wyrwiesz żywy, to będzie to troszkę zanadto dramatyczne, biorąc pod uwagę że pewnie nawet od tego nie odejdziesz na tamten świat. - przypomniała mu, nad wyraz cierpliwie. - Ja sobie tak myślę, że my chyba będziemy musieli potrzebować dziadka. Nie wiesz czy coś robi teraz?

[inny avek]https://i.pinimg.com/736x/10/12/2c/10122cc4d71343a05ab7786bc936dff9.jpg[/inny avek]


RE: [4.09.1972] You say that you love me | Oliver, Ambrosia - Oliver McKinnon - 11.12.2025

Nadął policzki i zmrużył oczy. A więc taka była? On jej tu różne rozwiązania proponował, a ona co?
- Mama zna kogoś na pewno, kto jest zajebisty w ściąganie klątw - odpowiedział urażonym tonem, krzyżując ręce na klatce piersiowej. Boże, co on zrobił w poprzednim życiu, że los pokarał go taką siostrą? Ugryzł się w język, żeby nie powiedzieć jej, że jest głupsza niż ustawa przewiduje. Ale była. - Duchy, klątwy, barany - jeden chuj.
Odgryzł się elegancko, dając jej ewidentnie do zrozumienia, że w dupie w sumie miał, co ona tam robiła w tej Srataraxii. Dlaczego to nie mogła być jakaś inna wiedźma, którą mógłby wyjebać za drzwi, tylko jego rodzona siostra? Skrzywił się.
- Dobra, ale teraz to ty dramatyzujesz. Okres masz, czy co? - burknął, marszcząc nos. Obrzydliwe, chociaż w sumie to współczuł kobietom, że raz w miesiącu krwawiły i nie zdychały. Ciężko było czemuś takiemu ufać.

A gdy powiedziała o dziadku, spoważniał. Odchrząknął, przestąpił z nogi na nogę. No, tego się nie spodziewał, że akurat tak ciężkie działa wytoczy. Kochał dziadka a dziadek kochał ich, ale żeby mu dupę zawracać takimi pierdołami?
- Rosie, jesteś pewna, że chcesz mu głowę zawracać? - zapytał, unosząc dłoń do policzka. Potarł go w zamyśleniu, przeskakując wzrokiem z siostry na biureczko, za którym przed chwilą siedział. - Zamknął się w swoim gabinecie i cośtam robi. Nie mówił co, ale chyba jest zajęty. Słuchaj, na pewno nie chcesz być taka młoda? Może to lepsze niż jakiś eliksir wiecznej młodości?
Raz kozie śmierć. Wkurwiły ją zmarchy, to może wizja wiecznej młodości będzie kusząca?


RE: [4.09.1972] You say that you love me | Oliver, Ambrosia - Ambrosia McKinnon - 26.12.2025

Rosie przeprowadzała w swojej głowie skomplikowaną debatę, sama ze sobą oczywiście bo z kim innym, na temat tego że nie wypada jej udusić brata gołymi rękoma. Po pierwsze, mama by była smutna. Po drugie, tata byłby zawiedziony. Po trzecie, gadzina i tak by wstała za pięć minut, jak gdyby nigdy nic. Kurwa co ją brała od tego wszystkiego i całego jego pierdolenia. Ale ona tu była podobno starsza i doroślejsza, więc wzięła głęboki oddech.

Bardzo, bardzo głęboki oddech.

- Zamknij się i mnie słuchaj, bo nie będę powtarzać, Oliver. Ja się dziadka nie boję, a jak ty srasz w majty to sobie tutaj zostań i czytaj dalej książkę. W sumie to i tak nie jesteś mi potrzebny. Idę zatem do dziadka, bo najwyraźniej jest to jedyna aktualnie kompetentna osoba w tym przybytku. Pilnuj, kurwa, stołka - pokazała mu środkowy palec, język, a następnie odwróciła się na pięcie i pobiegła po schodach na górę, zmierzając do gabinetu właściciela Kościanego Zamtuza.

[inny avek]https://i.pinimg.com/736x/10/12/2c/10122cc4d71343a05ab7786bc936dff9.jpg[/inny avek]

Koniec sesji