![]() |
|
[Jesień 72, 8-9.09 Spalona Noc, sesja grupowa] Papa-paparazzi! - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5) +--- Dział: Aleja horyzontalna (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=20) +--- Wątek: [Jesień 72, 8-9.09 Spalona Noc, sesja grupowa] Papa-paparazzi! (/showthread.php?tid=4853) Strony:
1
2
|
RE: [Jesień 72, 8-9.09 Spalona Noc, sesja grupowa] Papa-paparazzi! - Dearg Dur - 13.06.2025 [inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=2xZ8Faw.jpeg[/inny avek] Spłoszona szczupła twarz skierowała się ku mówiącej do niej Tessie, a słowom kobiety udało się przebić do panikującego umysłu. Spokój starszej niewiasty, jej prezencja, to jak mówiła... BUmowczyni nie chciała oddychać, o nie. To wiązałoby się z przymusem ponownego posmakowania dymu, ryzyka, że w jej nozdrza wpadnie kolejny zwęglony płatek, a umysł wyostrzony magią rodu Burke znów pogalopuje ku histerycznym rozważaniom z czego ów popiół był zrobiony. Zacisnęła drobne usta, formułujący się wokół niej mur pomagał choćby dlatego, że zbierał do kupy jej rozhisteryzowane emocje, układając je w ciasny gorset interakcji z cywilem. – Nie jestem pani dzieckiem – odpowiedziała oschle, choć pewnym było, że gdyby nie obecność pani Longbottomowej, być może dalej pełzałaby po chodniku rozchwiana. –...przyjmę jednak coś do osłonięcia twarzy. Nie chcę... nie chcę używać poły swojego munduru – wytrzymała spojrzenie Quintessy nie odwracajac wzroku, choć nerwowy tik zdradzał, że owa poła mogła mieć coś wspólnego z jej stanem. Chwilę to potrwało (dosłownie jedno uderzenie serca), gdy złączyła przed sobą rozdygotane dłonie, by przestały drżeć. – I szklankę wody – dodała, po czym zgniotła zęby by zgnieść swoją czystokrwistą dumę. Była funkcjonariuszem policji, dochodziło do niej to z kim rozmawiała. Wszędzie te Longbottomy się panoszyły... – Poproszę. – wydukała, choć wcale nie cicho, po czym oparła się o ścianę i rzeczywiście żelazną wolą ścisnęła swój oddech, by miarowo zmusić się do życia dalej... RE: [Jesień 72, 8-9.09 Spalona Noc, sesja grupowa] Papa-paparazzi! - Jonathan Selwyn - 14.06.2025 I proszę. Dwa budynki ugaszone. Tak jakby urodził się, aby walczyć z ogniem. Od razu wszystkie wątpliwości Selwyna odnośnie własnych zdolnosći odeszły w niepamięć. Aparat go kochał. Paradoksalnie aparat nigdy go nie zawodził, chociaż mógł zrobić to na milion różnych sposobów, czy to dostarczając niewyraźne zdjęcie, lub takie które dodało mu kilka dodatkowych kilogramów. Jednak najwyraźniej na razie obecność fotografa pomagała mu w walczeniu z żywiołem ognia. No cóż... Możliwe, że aparat po prostu był stabilny w tym co miał mu do zaoferowania, nigdy nie czynił mu pretensji, nie rozumiejąc że Selwyn się o niego martwił i nigdy potem nie mówił słów, które mogłyby sugerować, że jednak ich znajomość nie jest aż tak stracona. Może rzeczywiście Anthony miał trochę racji w tym, że Selwyn potrzebował publiczności. Może. No dobrze miał. I no dobrze, może dalej myślał o tym, co powiedział mu chwilę temu, gdy zaatakował go tamten mężczyzna. Nie ważne. Ogień pewnie sprawiał, że wszystkie myśli były znacznie bardziej dramatyczne, a słowa sentymentalne. W końcu gdy ten dzień był jeszcze znacznie bardziej racjonalny, Shafiq wprost zasugerował mu, że nie są już przyjaciółmi. Byli już dość blisko antykwariat u Tessy i Jonathan upewnił się, czy reszcie nic nie było, a potem sam przyśpieszył kroku, aby znaleźć się jak najszybciej obok przyjaciółki. – Na bogów jak dobrze widzieć cię żywą – powiedział podchodząc do Longbottom, która właśnie rozmawiała z funkcjonariuszką Brygady Uderzeniowej. Nie zwracając jednak na to uwagi, Selwyn ujął ramiona czarownicy i przyjrzał się jej dokładnie. – Zaraz porozmawiamy. Jak widzisz moja droga udało nam się zgarnąć trochę osób. Nic ci nie jest? Masakra, wyobrażasz sobie, że ktoś mnie zaatakował? Gigantycznym ogniem! Oczywiście udało mi się obronić, ale wątpię, czy większosc osób byłaby w stanie uchronić się przed tak potężnym czarem! RE: [Jesień 72, 8-9.09 Spalona Noc, sesja grupowa] Papa-paparazzi! - Henry Lockhart - 16.06.2025 Kiedy podszedł do niego Morpheus Longbottom, Henry jakby wybudził się z transu. Fotografowanie było tak... mechaniczne, jakby był maszyną bez uczuć i myśli. Inaczej było z mówieniem. Ono stanowiło coś ludzkiego. Henry walczył ze sobą, by kompletnie nie załamać się przy kimś tak ważnym. Jak by wyglądał, gdyby teraz rozkleił się? Zaczął mówić, że nie daje rady, że chce do domu. Jakby był dzieckiem, a nie dorosłym. – Tak... Od początku – powiedział cicho, przełykając tworzącą się w gardle gulę. Musiał się ogarnąć, naprawdę. Być profesjonalistą. – Później prześlę wszystkie zdjęcia. Nie mógł nic więcej powiedzieć, bo zaraz mężczyźni zaczęli gasić kolejny pożar. Sklep z kartami tarota. Musiały się dobrze palić. Henry wziął głęboki oddech, starając się uspokoić. Przynajmniej teraz wiedział, że jego praca przyniesie światu coś dobrego. Czy mógł potem przyczynić się do powstania przeciwzaklęcia na jakąś klątwę? Może to wszystko mogło zapobiec dalszym katastrofom? Nie. Jego zasługi nie mogły być aż takie znaczące. W końcu był tylko dziewiętnastoletnim (prawie dwudziestoletnim) fotografem. Czy historię mogli tworzyć ludzie, którzy nie zdali Owutemów? Sieroty, które nie miały nikogo, tylko samych siebie? Bez czystokrwistego nazwiska ani szlachetnego pochodzenia, bez prospektów na przyszłość? Henry nie wiedział nawet, czy przeżyje do ranka. Odrobinę roztrzęsiony powrócił do robienia zdjęć. To była już kolejna porcja bohaterskich obrazów. I rzeczywiście, udało się im. Czyli była nadzieja... Szkoda, że Henry nie był w stanie jej poczuć. Że coś w nim zaczęło pękać. Ta bariera, którą trzymał całą noc... rozpadała się. Zupełnie jakby była zbudowana z kart, które nagle pochłonął ogień. Był z tymi ludźmi, tuż obok nich, ale samotność już dawno tak mu nie ciążyła. Grupa podeszła do nieznajomej kobiety, która zajmowała się właśnie młodą BUM-owczynią, wyraźnie ciężko przeżywającą tą noc. Henry stanął obok mężczyzn, odrobinę oddalony. Nie chciał się wtrącać, choć tak naprawdę bardzo potrzebował... czegokolwiek. Ci wszyscy ludzie byli w podobnym wieku, w którym byliby jego rodzice... gdyby ich też mu nie odebrano. Do oczu Henry'ego znów napłynęły łzy, tym razem niespowodowane dymem. Nie. Nie mógł myśleć o mamie i tacie. Nie teraz. Ogarnij się, człowieku – skarcił się w myślach. Zawada: Sierota RE: [Jesień 72, 8-9.09 Spalona Noc, sesja grupowa] Papa-paparazzi! - Anthony Shafiq - 17.06.2025 Dźwiganie torby było uciążliwe, ale nie niewykonalne. Czekał. Potrzebował. Dotrzeć. Na. Miejsce.
Oczywiście, gdzieś z tyłu głowy cieszył się, jak Jonathan prężnie wypina pierś, a Morpheus gnany nienawiścią, nie pali, a gasi to co napędzało teraz jego działania. Oczywiście, gdzieś z tyłu głowy cieszył się, że Lockhart, którego niezbyt tęga mina i nałożona skrupulatnie maska profesjonalnej obojętności zdradzała, że wietrzy on mało uczciwy precedens "przypisywania sobie zasług" później, w toku rozliczeń. Tymczasem jego towarzysze ukazywali się od jak najlepszej strony i zaraz mieli dotrzeć do Quintessy, która niosła pomoc i schronienie tym, którzy nie mieli już dachu nad głową, lub nie chcieli czekać, by się przekonać, że ten dach mają. Cieszył się, że ten młokos mógł się zdziwić, jak prawdziwe obrazy przyjdzie mu utrwalić. Cieszył się, że kto inny będzie mógł to zobaczyć. Cieszył się i rozpaczliwie trzymał się tej myśli, bo inaczej sam by się posypał, pod naporem wyrzutów sumienia, pod naporem potrzaskanego poczucia własnej wartości, pod naporem kołtunu myśli co mógłby zrobić wcześniej, a co nie było zrobione. Dotarli jednak do antykwariatu, kobieta odebrała z kilkoma nieśmiałymi zwrotami pod nosem od niego swój dobytek i zniknęła w jego wnętrzu. Selwyn i Longbottom witali się z gospodynią, a Lockhart zdystansował się, czekał. Anthony zrównał się z nim i już chciał coś powiedzieć, gdy zobaczył jego twarz. I... cóż... zbyt często widział tą twarz we własnym lustrze, gdy dopiero uczył się jak przesłonić wewnętrzną walkę dla świata. Powinien być może, całkiem prawdopodobne rzucić mu oschłą uwagę, kazać być mężczyzną, zachować honor i twarz. Przywołać go do porządku, smagnąć batem, zacisnąć mocniej gorset oczekiwań, które społeczeństwo miało zarezerwowane dla młodych silnych mężczyzn. Być może powinien zignorować problem osoby, którą najął do konkretnego działania, albo wręcz zmartwić się, zagrozić obcięciem kwoty, brakiem premii. Być może. Ale świat płonął i to nie był tylko jego świat czy drużyny, do której gwałtem się wepchnął i nie dał wypchnąć. To był też świat tego młodego człowieka, który być może nie chciał już patrzeć na te okrucieństwa, a Shafiq zmusił go do tej pielgrzymki. Odkrywanie prawdy, zapisywanie prawdy... Być może ten młody czlowiek dzisiaj kogoś stracił, a oni nie dali mu przestrzeni na to, by mógł opłakać tą osobę. Być może miał po prostu dość, tak jak Anthony miał wielokrotnie dość presji nakładanej przez ojca i matkę, oczekiwań, których nie mógł spełnić nie będąc ukochanym pierworowdnym, czy rozpieszczanym najmłodszym dzieckiem. Uwolniony od toreb, był mokry i lepki od potu, był śmierdzący spalenizną i farbą i nadpaloną farbą, był zmęczony, był roztrzęsiony. Był nieszczęśliwy strachem o Morpheusa i żałobą po Jonathanie. Był w tym wszystkim człowiekiem, tak jak człowiekiem był ów jasnowłosy młodzieniec próbujący okiełznać własne demony. Piekło potrafiło ukazywać skrajności ludzkiej natury. Spalać codzienność i odsłaniać prawdę. Nawet nie wiedział, kiedy ułożył dłoń na wąskim barku fotografa, nie wiedział kiedy zagarnął go do siebie opiekuńczo, ochronnie. Miał kilka lat więcej wprawy udawania, kontroli, miał kilka lat więcej by móc być wsparciem w tej wrażliwej chwili powszechnego smutku. – Świetnie sobie radzisz. Twoje zdjęcia pozwolą przeżyć, przetrwać nadziei, którą wszyscy teraz tak rozpaczliwie potrzebują. Dobrze, że do nas dołączyłeś. Twój wkład jest niezastąpiony...– Przytulał go do siebie w ojcowskim geście ojców, których obaj nie mieli. Przytulał i szeptał cicho w utytłane popiołem jasne włosy słowa, które sam by chciał usłyszeć, choć może nie on, a wrażliwe, niepewne dziecko w nim, które nigdy nie mogło pokazać, jak mu zależy na tym, by być częścią... czegoś. Czegoś co w książkach, które czytało nazywało się rodziną. Grupą. Małą społecznością. [inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=IOEcCyR.jpeg[/inny avek] RE: [Jesień 72, 8-9.09 Spalona Noc, sesja grupowa] Papa-paparazzi! - Quintessa Longbottom - 18.06.2025 Musiała przyznać, że ostatnio ewidentnie zmiękła. Wcześniej zapewne zrugałaby szalejącą BUM-owczynię i doprowadziła ją do porządku w lekko ostrzejszy sposób. Ale nie mogła nic poradzić na otaczający ich ogień, który skutecznie topił i formował jej serce w rozmokłą papkę. Poza tym zawsze miała słabość do młodych ludzi w opresji, którzy mogli być w wieku jej potencjalnego dziecka. To samo z niej wychodziło — chęć do ocierania umorusanego policzka kciukiem czy poprawienia przechylonego kołnierza, albo, ewentualnie, podcinania loków czy dawania rad, jak odpowiednio używać porady.
— W środku na pewno coś się znajdzie — rzuciła jedynie trochę szorstko, a potem oparła jedną dłoń na biodrach, a drugą przejechała powoli po czole. — Szybciej, dziecko, Londyn sam się nie ugasi. Kiedy byli młodsi czasami łapała się na tym, że traktowała Morpheusa niczym swoją niezwiązaną krwią progeniturę. Nie dzieliło ich aż tak wiele lat, ale poznała go przecież, kiedy był jeszcze dzieciakiem, chowającym się za podręcznikami, a ona wyrośniętą nastolatką. Pamiętała jak zaraz po pierwszym tańcu na jej ślubie z Woodrowem przecisnął się pomiędzy innymi gośćmi, żeby zaciągnąć ją na parkiet. Teraz zmuszona była patrzeć na jego oddaloną, cierpiącą twarz. Na umęczonego Anthony’ego, który pozostał w tyle, najwyraźniej szeptając kilka słów otuchy młodocianemu fotografowi. Skupiła się jednak na Jonathanie, który zaskoczył ją słowotokiem, dlatego ścisnęła mocniej jego ramię, jakby chciała go zakotwiczyć w tym momencie i sprowadzić go na ziemię. — Ciebie… was również — odparła zaraz, strzepując z jego ramion popiół, choć było to wyraźnie próżne działanie. Dodało jej to jednak trochę siły do mówienia dalej. Nawet uśmiechnęła się lekko, ciągnąc jeden z kącików ust w górę. — Oczywiście, nie sądzę, żeby ktokolwiek był w stanie cię przebić, miły. — Wejdziecie do środka? Z wami wszystko w porządku? Żaden nie dostał zaklęciem ani nie leje mu się krew? Jakieś nowe wieści? Pytania wylewały się z nią niczym potok, którego nie zdołała zatrzymać. Ludzie kłębili się w środku antykwariatu, a niektórzy z nich nawet wyglądali nieśmiało przez witrynę, starając się zrozumieć, co dzieje się na zewnątrz. RE: [Jesień 72, 8-9.09 Spalona Noc, sesja grupowa] Papa-paparazzi! - Morpheus Longbottom - 19.06.2025 Karty zgasły, nagłym świstem zamierania płomieni, a Morpheus, jak wiedziony zaklęciem, zrobił kilka kroków w przód, czując gorąc nadal tlących się zgliszczy, drewna, papieru. Nagłe zmiany ciśnienia przywołały nienaturalny podmuch, który przywiał do mężczyzny pył z kart i wir karteluszków. Projektów kolejnych talii, całkowicie sczerniałych od temperatury. Schylił się i z gliszczy wyciągnął metalową formę, trzymając ją przez swoją chustkę, aby nie poparzyć dłoni. Linoryt karty, której już nigdy nikt nie odbije. Koło Fortuny. Nie była to klasyczna karta. Skrzydlata bogini Fortuna stała na środku koła, że zawiązanymi oczyyma, nie chcąc rozróżniać między królami i chłopami, mężczyznami i kobietami, bogatymi i biednymi. Po każdej stronie koła stała inna postać, jedna po boku, druga siedziała na szczycie z uszami osła, aby wskazywać na ignorancję, trzecia, z ogonem, aby wskazać jej poniżenie, obracał się głową w dół, a pod kołem był zgniatany starzec. To zdecydowanie była talia Visconti-Sforza i chociaż Morpheus nie mógł w ciemności rozczytać napisów, odwróconych lustrzanie, wiedział, że każdej postaci towarzyszył napis, kolejno: Regnabo, Regno, Regnavi i Sum sine regno. Będę panował, panuję, panowałem, nie mam królestwa. Koło miało za to trzy okręgi, z których wewnętrzny to siła twórcza, środkowy to moc transformująca, a zewnętrzny to świat materialny, ta sama symbolika, co w trzech poziomach korony Hierofanta. Format upadku z łaski, po którym następuje odkupienie. Dramatyczne alegorie, postacie były abstrakcjami, a ich bohaterem było samo człowieczeństwo. Wyrzucił linoryt daleko od siebie, czując, że nie chce widzieć więcej, a przyszłość pcha się do niego, naciera na jego czaszkę. Dogonił grupę, nie myśląc o tej piekielnej Pani Fortunie. O tym, że raz jesteś na wozie, a raz pod wozem. Gdyby nie wyglądało to kretyńsko, pogroziłby płomieniom pięścią, aby przekazały bogom, że mają być albo bardziej specyficzni, albo mniej złośliwi w swoich wizjach i profecjach. Napotkawszy wzrokiem szwagierkę, Morpheus zwolnił trochę kroku, poprawił włosy, próbował zetrzeć spod nosa, z zarostu, resztkę swojej krwi. Nie było tego dużo, w uszach przestawało mu dzwonić, został tylko odległy pisk, jakby świst. I trochę czerwonej farby, smugi, która ciągnęła się od ciemienia w przypaloną szczecinę brody. Będzie co wyrównywać. Morpheus wyglądał dużo gorzej, niż jak wtedy, kiedy się rozstawali, po ogromnym sukcesie magicznego ratunku kilka godzin temu. Kilka żyć później tak na prawdę. — Wystarczająco żywi, żebyś nie musiała się przejmować — stwierdził, tak bardzo wesoło, ale tuż za jego oczami nie było już tego blasku, to tylko dogasający ogień odbijał się w czarnych z braku światła tęczówkach, nie życie. — Jak sobie radzisz? Przybywamy z odsieczą. Bardzo chciał żartować, ale nie podszedł za blisko, żeby nie zauważyła, jak trzęsie mu się ręką i jak nie może tego zatrzymać. Na dodatek miał poczucie, że coś się zbliża, coś nadchodzi, coś bardzo złego, a on nigdy nie ignorował tego dodatkowego głosiku. — Nie stójmy na zewnątrz, szybko, Henry, panie Lockhart, proszę również. Może trzeba kogoś wesprzeć, pomóc z bandażami, herbatą? — widać było po nim, że stagnacja go martwiła, denerwowała. Musiał działać. Oto nieustannie obracające się Koło Fortuny, które prowadzi ludzi i ich losy w górę i w dół. RE: [Jesień 72, 8-9.09 Spalona Noc, sesja grupowa] Papa-paparazzi! - Jonathan Selwyn - 20.06.2025 – Naprawdę Tesso, gdybyś widziała tę ścianę ognia, którą tamten na mnie rzucił. Ściana ognia! Kto by pomyślał, że takie coś siedzi w człowieku. I jestem wręcz pewny, że rzuciłby coś jeszcze znacznie gorszego, gdybym w porę go nie przestraszył – mówił dalej z dużym przekonaniem, nawet jeśli jego słowa, były raczej ładnym obrazkiem który ktoś namalował na rzetelnym raporcie z przebiegu sytuacji, niż prawda. Na jej słowa o krwi i zaklęciu, niemal nie zaśmiał się nerwowo. – Poza tym jednym incydentem ja nie. Anthony jest w farbie. Nie krwi. Morpheus dostał, ale nie wiem, czy ci się do tego przyzna. Na pewno chodzi, oddycha i chyba będzie z nim dobrze – rzucił szybko, zanim Morpheus do nich podszedł. Troszczył się o przyjaciela na tyle, aby jednocześnie podzielić się z Tessą swoimi zmartwieniami, ale i nieco załagodzić sytuację i nie stawiać Morpheusa w obliczu paniki jego rodziny. Zgodnie ze słowami Morpheusa wszyscy weszli do antykwariatu. No... Prawie wszyscy. Będzie musiał, chociaż bardzo niechętnie, sprawdzić zaraz czemu Anthony nie wchodził do środka. Pewnie z antykwariatem też się pokłócił. Oh, albo z Tessą. Czyżby i jej zrobił zakonnowa aferę? To... To wbrew pozorom byłoby naprawdę dla niego pocieszające. Chociaż... Czyli zrobiłby aferę też innym, a nie tylko jemu? – Rozmawiałem z Woodym. Wszystko z nim w porządku – oznajmił Tessie gdy już byli w środku. – Z Brenną też. Nora Nory to miejsce zbiórki dla tych, którzy próbują jakoś pomóc. Jest tam bezpiecznie i chyba dobrze będzie zajrzeć tam pod koniec nocy. Aby się przeliczyć – powiedział głównie do dwójki Zakonników, a aby inni nie myśleli za dużo nad jego słowami dodał jeszcze wskazując na Henry'ego. – Quintesso to jest nasz nowy wybitny fotograf Henry Lockhart. Żałuj moja droga, że nie widziałaś go przed chwilą w akcji. Muszę przyznać panie Lockhart, że działa pan dzisiaj jakby urodził się pan z aparatem w dłoni. RE: [Jesień 72, 8-9.09 Spalona Noc, sesja grupowa] Papa-paparazzi! - Henry Lockhart - 20.06.2025 Nie spodziewał się tego. Stał przez chwilę sztywno, jakby otumaniony, zszokowany. Właśnie uściskał go Anthony Shafiq we własnej osobie. Ubrudzony farbą i smołą, też przeżywający tą noc cholernie ciężko. Wszyscy, którzy nie byli Śmierciożercami coś dziś tracili. Henry uświadomił to sobie, rezygnując przez chwilę z myślenia o tym, jak bogacze mogli sobie łatwiej z tym wszystkim poradzić. No bo pewnie, że odbudowa miała być dla nich łatwiejsza, ale teraz, w tym momencie, gdy wszystko się waliło, a nigdzie nie było bezpiecznie... klasa nie grała roli. Dlatego po chwili, ostrożnie odwzajemnił gest. Przytulił się do Shafiqa i natychmiast poczuł to obce sobie straszliwe uczucie. To, czego sieroty takie jak on były pozbawione. Czego nie mogły czuć, dlatego, że po prostu nie było to im już dane. Chodziło o obecność rodzica. Ojca. To było chwilowe. Anthony Shafiq nie był Paulem Lockhartem, a Henry nawet nie miał pojęcia, jak to by było przytulać właśnie jego. A jednak ta noc była dziwna, pełna cierpienia, zła, dymu i bólu. Nie dało się wytrwać będąc samotnym. Nie sposób było sobie poradzić z przygniatającym ciężarem wszechobecnej śmierci. W ojcowskim objęciu Shafiqa czuł, jak jego bariera doszczętnie się kruszyła. Wydarły mu się ciche słowa, słyszalne tylko dla Anthony'ego. Myśl, którą wypierał przez całą noc. – Tak bardzo się boję – wyszeptał słabo. Myślał o tym, co by powiedział mu w tej sytuacji ojciec. Z tego, co wiedział, Paul na pewno by nie wyskoczył z czymś w stylu "weź się w garść". Był podobno wrażliwy, dobry dla innych. Opiekuńczy. Jak Henry mógł to czuć? Tęsknić za kimś, kogo nawet nie znał? Odsunął się od Anthony'ego i opuścił wzrok. Głupio mu było z tymi wszystkimi emocjami, które po sobie pokazał. Tylko jak dało się być chłodnym i profesjonalnym w takiej sytuacji? – Zaraz przyjdę – powiedział Tessie Longbottom. Czuł, że łzy spływały mu po twarzy, więc szybko otarł je rękawem. Shafiq nie był w stanie wejść do środka, ale Henry był w stanie jeszcze chwilę z nim porozmawiać przed wejściem. Zamienić kilka słów, podziękować, dodać sobie nawzajem otuchy. Kilka pożarów ugaszono, domy zostały ocalone, być może nawet wraz z życiami. Pocieszało to człowieka choć odrobinę. Że może nie wszystko jeszcze było kompletnie stracone. Że może po nocy nastanie świt, a wraz z nim, jeszcze przed odbudową, chwila na ochłonięcie. Trzeba było tylko przeżyć do tego momentu, dotrwać, by oglądać następne dni. Potem Henry pożegnał się z Anthonym. Miał nadzieję, że następne zdjęcia, które miał mu zrobić mogły znaleźć się co najwyżej w rubryczce z wywiadami w Proroku. Niby dziennikarz powinien się cieszyć, jak coś ważnego dzieje się na jego oczach, ale Henry już modlił się, by ta ważna rzecz rychło się skończyła. Kiedy został przedstawiony przez Selwyna w takich superlatywach, na jego twarzy nawet na chwilę zabłąkał się uśmiech. Może mógł być chociaż zadowolony z siebie i swojej pracy? – To nic wielkiego, naprawdę – odparł skromnie. – Cieszę się, że mogłem pomóc. Naprawdę. Mam nadzieję, że te zdjęcia przydadzą się, by może... może coś zmienić. Już nie czuł, że robił propagandę. Nie, to było coś innego. Morpheus mówił o badaniach nad przeciwzaklęciami, a ci ludzie... byli dobrzy. Czynili dobro, kiedy sytuacja tego wymagało. Kiedy łatwiej było schować głowę w piasek, dać się sparaliżować lękowi i uniknąć odpowiedzialności za świat dookoła. Nie, ci ludzie nie mówili "dajcie temu płonąć". Byli inni. Przynosili nadzieję na lepsze jutro. RE: [Jesień 72, 8-9.09 Spalona Noc, sesja grupowa] Papa-paparazzi! - Anthony Shafiq - 21.06.2025 Słowa płynęły. Emocje dziwne, nieintuicyjne, surowe, zaklęte w niezrealizowanym nigdy marzeniu. Świat płonął, ale też feniksy miały to do siebie, by odradzać się z popiołów. Czy i oni będą jak te mityczne stworzenia? Czy strzepną popiół z własnych skrzydeł i odnajdą siebie w swoim nowym życiu?
Podążył za Henrykiem, wcale nie chciał pozostawić ich samych, nie chciał zostać sam na ulicy, wobec chaosu, który trwał. Ingerencje Morpheusa i Jonathana odnosiły skutek, ten budynek był bezpieczny, wciąż jednak Londyn - całe miasto, bez względu na to czy po magicznej czy mugolskiej stronie płonął przy akompaniamencie skołowanych, rozszarpanych przerażeniem gardeł. Chciał schronić się razem z nimi, ale od progu uderzył w niego zapach. Straszliwy, pokryty teoretycznie ostrą, gryzącą wonią kadzideł i próbami wygnania go, wciąż jednak klątwa pozostawała w mocy, a płaczące czernią ściany sprawiały, że całe to schronienie śmierdziało ohydniej niż spalone domostwa i ich zawartość. Reakcja była zbyt silna, a żelazna wola nie była w stanie tego przykryć. Zachwiał się i co prędzej powrócił na zewnątrz, a jego ciało wzięło nad nim górę, gdy torsje wywinęły żołądek na drugą stronę. Kiedy jadł ostatnio? 10? 12 godzin temu? Ślina i żółć spływały umęczonych warg, kręgosłup zwinął się w obronnym geście, gdy kolanami sięgnął bruku. Dłońmi wsparł się o chłodną ścianę antykwariatu próbując jakkolwiek skupić się na spaleniźnie, na zapachu, który nie wywoływał w nim takiej reakcji. Może dobrze, że nie był w stanie wejść do środka. Może dobrze, że ich świat pozostawał ich światem, a brama okazywała się nie do przebycia. Może dobrze dla nich, że pozostał z tyłu. Odsunął się krok od przestrzeni, która brudem nie odbiegała ni jak od brudu wszystkiego co go otaczało. Oparł się o ścianę, ale rychło drżące kolana odmówiły mu posłuszeństwa i osunął się i tak na ziemię. Ukrył twarz w dłoniach i nie zauważył nawet, że ktokolwiek wyjrzał za nim na zewnątrz, że ktokolwiek pamiętał. To nie był koniec drogi... Gdy skończą, trzeba będzie iść dalej. Musiał zebrać siły. Wszyscy musieli. Koniec sesji
Zawada: Snob - z powodu Karty lokacji Quintessy, Anthony nie może wejść do środka, bo strasznie tam śmierdzi.
[inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=IOEcCyR.jpeg[/inny avek]
|