![]() |
|
[Jesień 72, 09.09 Księżycowy Staw Basilius, Miles & Thomas] The Song of the Jellicles - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Anglia (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=6) +--- Dział: Inne części Anglii (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=145) +--- Wątek: [Jesień 72, 09.09 Księżycowy Staw Basilius, Miles & Thomas] The Song of the Jellicles (/showthread.php?tid=4908) Strony:
1
2
|
RE: [Jesień 72, 09.09 Basilius, Miles & Thomas] The Song of the Jellicles - Millie Moody - 13.07.2025 Dotyk jak mantra, tarcie skóry o siebie jak cicha modlitwa dziękczynna. Palce między włosami, palce na karkach, na barkach, w końcu dotarły do łopatek i Miles przycisnęła mężczyzn do siebie raz jeszcze, zaborczo, choć aż tyle i tylko tyle na ile starczało jej sił. – Nie myślałam o tym wczoraj... nie myślałam tylko robiłam. Ale myślę dziś i cieszę się, że nic Wam się nie stało. Nie ogarniam swoich koszmarów i.. kurwa cieszę się, że nie są prawdziwe. – Jeszcze - syknął okrutny głos w głowie, bo każdy miał swój, ten najsroższy, najmniej przyjemny, najbardziej złowrogi. Bezwzględny. Ale syk ten był zduszony ciężarem miłości i spokoju, który płynął z serc, dwóch serc infekując to trzecie. To było dziwne, leżeć tak pod nimi na hałdzie swoich jeszcze świeżych przecież ubrań, ale Miles rzadko kiedy zwracała uwagę na to, co jest dziwne. Wrażenie było piorunujące w ten ciepły sposób letniego deszczu obmywającego spieczoną ziemię. Jak pierwszy łyk piwa po przekopaniu ogródka Bertiego. Jak złapanie znicza. Jej znicz teraz nie miał co prawda skrzydeł, ale dysponował podwójnym pakietem kończyn i głów. – Boję się, że jak Was puszczę to znikniecie – wymamrotała, zdając sobie sprawę ile napięcia ma w swoich ramionach, ile strachu, ile niepewności nagłej szarpiącej skurczem ręce. – A tak jak leżę, to myślę sobie, że jeszcze dziesięć minut i mogłabym wstać zrobić Wam kawę chłopaki... Chyba nie ma nic przyjemniejszego z rana niż taka pobudka... – bablała trochę w zmęczeniu i nie ogarnianiu do końca co się wokół niej dzieje. Adrenalina koszmaru w końcu rozlała się i uszła z ciała, pozostawiając przyjemne odrętwienie i wszechobecny zapach spalenizny. Wczoraj była w piekle. Wczoraj byli w piekle. – A może rzeczywiście umarłam i trafiłam do raju? Jak myślicie? – kurczowe trzymanie przeszło w przyjemne głaskanie pomiędzy łopatkami. Trochę brakowało im skrzydeł. Nie otwierała oczu. Wolała fantazjować na temat koloru ich piór... – Dostaliście liry, czy macie etat w chórze? RE: [Jesień 72, 09.09 Basilius, Miles & Thomas] The Song of the Jellicles - Thomas Figg - 19.07.2025 Na wspomnienie wczorajszej nocy poczuł jak włos syna karku stają mu dęba. Absolutnie była to szalona noc i to w zupełnie innym tego słowa znaczeniu niż sam by wolał to potem pamiętać. Ale kto wie co jeszcze przed nim, może miał świetlaną przyszłość wbrew pozorom? Tylko nie potrafił jej (o ironio) dostrzec. Ten moment przypominał mu nieco ten czas kiedy wrócił z polowania na doppelgangera, tylko że to on się jej czepiał kurczowo. Chciał już rzucić jakimś dowcipem, że też się cieszy, że widzi ją całą i zdrową ale jak raz wykazał oznaki posiadania czegoś takiego jak zdrowy rozsądek i zamknął gębę, aby nie popsuć tej chwili. Dlatego po prostu pozwolił się tulić niczym ukochana przytulanka po okropnie koszmarnym śnie - samemu chłonąc obecność tej drobnej istoty, którą wraz z bawiłem przygniatali teraz. Obecność Basiliusa za to byłą czymś nowym, nie wiedział czy dobrym czy ... Nowy, lepszy model - jeszcze zobaczysz... Głos w głowie również miał pożywkę z jego tymczasowego kalectwa. Kiedy pierwszy strach o Millie już minął i tak samo zadowolenie z tego, że nic jej nie jest już opadło to w głowie faktycznie pojawiły mu się wątpliwości. Czy to po tym co jej wczoraj wyznał? Wystraszył ją? To dlatego wybrała sen na podłodze? Tak intensywnie o tym wszystkim myślał, że pewnie gdyby mógł, to by teraz z uszu leciała mu taka para że Ekspres Hogwart by mógłby być zazdrosny. Na nic nie wpadł, niczego nie wymyślił i miał jeszcze więcej niezadanych pytań niż wcześniej - ale chociaż liczba odpowiedzi była taka sama. Za to dał się rozproszyć miłym poczuciem bezpiecznej przyjemności, kiedy to kurczowy ucisk stał się przyjemnym głaskaniem między łopatkami - aż bezwiednie zamruczał jak kot zadowolony z głasków. - Ja się nigdzie nie wybieram - wymruczał i zaraz dodał - A nawet jakbym był tak głupi i chciał, to zanim bym znalazł wyjście byś mnie zdążyła spacyfikować - żartobliwe nuty dość jasno zdradzały, że wręcz uśmiecha się podczas mówienia tych słów. - Leż, kawa nie zając, też musisz odpoczywać - tak po prawdzie to egoistycznie po prostu chciał spędzić tak jak najwięcej czasu - nawet jeśli obecność Prewetta go nieco krępowała. Cichy, krótki chichot wyrwał się z jego ust na wspomnienie raju. - Oczywiście, mamy długie sukienki z olśniewającej bieli, piękne aureole połyskujące nam nad głowami i obaj śpiewamy w chórze. Wiesz jaka to frajda tak podrzeć nieco ryja? - chichot na porów wyrwał mu się z gardła niekontrolowanie. Chyba ewidentnie uderzył się w głowę zbyt mocno wczoraj. - Obudziłem się czując jakby przebiegło po mnie stado hipogryfów... - zaczął - Więc nie jesteśmy w raju, ale w piekle chyba też nie... Nie jestem pewien, nie poznaje okolicy z widoku. - dodał jeszcze. RE: [Jesień 72, 09.09 Basilius, Miles & Thomas] The Song of the Jellicles - Basilius Prewett - 20.07.2025 Żyli... A niestety nieprzyjmenym, chociaż naturalnym, skutkiem ubocznym życia było to, że każda miła chwila musiała się kiedyś skończyć, albo dlatego, że trzeba było wrócić do rzeczywistości i zająć się ważnymi sprawami, albo dlatego, że do człowieka powoli zaczynało docierać, że ta miła chwila była jednocześnie dość niezręczną chwilą. W tym przypadku były to te obie rzeczy. A że najwyraźniej miał wczoraj za dużo szczęścia w życiu, to jeszcze do tego wszystkiego dopadł go kaszel. Dziwny ucisk w klatce piersiowej, sprawił, że, chociaż nie do końca dalej chciał, wysunął się z ucisku Millie i odkaszlnął. Dym z masywnego pożaru miasta jednak drażnił słabe płuca nawet na kilka godzin później. No kto by się tego spodziewał? – Tak, żyjemy. I jesteśmy tutaj – wydusił nieco ochryple, trochę bezwiednie, kładąc dłoń na nodze Millie, aby zaznaczyć, że wciąż był obok. – Thomas, jako twój uzdrowiciel nie pozwalam ci być w anielskim chórze, aż nie udowodnisz, że twoje oczy są na tyle sprawne, że nie potkniesz się chodząc po chmurach w tej długiej szacie. I tak. Leżcie jeszcze. Powinniście odpoczywać. – Oni mogli odpoczywać. Jego goniła praca. Musiał się pozbyć resztę czerwonej farby których wczoraj z siebie nie doczyścił. I zapachu spalenizny. I jeszcze opatrunek Thomasa. A potem wypadało coś zjeść, wziąć leki na wzmocnienie i udać się to pracy. W pracy natomiast musiał w pierwszej kolejności zorientować się w stratach i zobaczyć czy ktoś z jego bliskich tam nie leżał. Ciekawe, czy będzie dzisiaj jakieś spotkanie, aby omówić strategię, czy raczej wszyscy będą próbować działać najlepiej jak potrafili bez większego odgórnego planu. I ilu w ogóle magimedyków zostało rannych? Oh, musiał też przesłać trochę papierów, których z wiadomych powodów nie zdążył przesłać wcześniej. Może też uda mu się zgarnąć mocniejsze lekarstwa dla Thomasa niż te które miał w swojej torbie. A po pracy musiał wziąć więcej ubrań z domu i odwiedzić matkę i Electrę. I może Icarusa i Monę? Na pewno wyśle im listy jeszcze z pracy, aby się nie martwili. Po powrocie do tego miejsca musi też zorientować się gdzie może spać, bo przecież Millie nie mogła leżeć na stercie ubrań. No właśnie. Millie. Musiał jakoś podstępnie upewnić się jak naprawdę się trzymała. I czy jadła. Było tu w ogóle jakieś jedzenie? I tak przydałoby się zrobić zakupy. Ile w ogóle osób tutaj mieszkało. Musiał się zorientować. Tak. Tego było dużo. – Powinienem się zbierać. No dobrze. Chyba trochę sam się okłamywał. Nie wysunął się z tego objęcia tak szybko dlatego, że miał obowiązki, czy bo złapał go kaszel, a przynajmniej nie był to główny powód. Wysunął się, bo chyba nie powinien czuć się tak spokojnie i dobrze w jakimś dziwnym podłogowym przytulaniu w którym uczestniczyli Thomas i Millie. Może był też nieco przewrażliwiony po ostatnim nieco podobnym razie, zwłaszcza, że o tamtym myślał naprawdę długo. RE: [Jesień 72, 09.09 Basilius, Miles & Thomas] The Song of the Jellicles - Millie Moody - 28.07.2025 Może Basilius nie powinien być taki przewrażliwiony, skoro tym razem leżał "na górze"? No i nikt nie miał ciastka, którym można było umazać twarz. Nie trzymała go na siłę, oczywiście, ale jego odejście posypało i resztę - pozostała dwójka absolutnie nie pozostała na podłodze, a Miles dźwignęła się i pomogła powrócić Thomasowi na łóżko. A potem zmieniła zdanie, w końcu musieli się umyć. Wszyscy troje. Nie razem oczywiście. Zamiast roztrząsać taką formę przebudzenia, jej mocne i słabe strony, Miles szybko opracowała plan w którym pomaga im ogarnąć śniadanie i poranną toaletę, a potem jak przystało na dobrą magiczną taksówkę podrzuci Basiliusa do szpitala. Podczas śniadania zrobiła też z rozpędu więcej kanapek - część dla siebie na dzień, część dla Prewetta do pracy i część dla Figga na rekonwalescencję. Muszę znaleźć Alastora – informowała o swoich planach – Muszę upewnić się, że Eden też nic nie jest – jak bardzo sparowała jej się w głowie ta dwójka? Ogień jednak odparował resztę łez w tej materii. Tak jej się wydawało. – Potem wrócę ogarnę dla Ciebie obiad Tommy i będę Cię karmić jak dzidziusia albo wyjebie Ci to na ryj – Kanapki nie były jakieś wybitne, woskowany papier dział jako dobre zawinięcie tego tylko dlatego, że był umagiczniany. – Potem zrobię zakupy i skoczę do Ciebie do szpitala Liszek, jakieś życzenia co do kolacji? – pierdolona tradycyjna żonka z niej wychodziła, jakaś część milsowej duszy umierała z każdym słowem. Na szczęście potem mogli się spokojnie pokłócić na temat tego, że Thomas wcale nie chciał jej pomocy, a Liszek wcale nie chciał jej gościnności, zdążyła na nich nawrzeszczeć, postraszyć głodówką, obiecać bimber i wspólne karty na wieczór, więc trochę podładowała się nim każdy ruszył w swoją stronę z nadzieją, że ich drogi przetną się w mniej niż 15 godzin. Londyn chyba nie zamierzał spłonąć po raz drugi? Koniec sesji
|