![]() |
|
[lipiec 1971] i know what you did last summer - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Poza schematem (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=29) +--- Dział: Retrospekcje (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=25) +--- Wątek: [lipiec 1971] i know what you did last summer (/showthread.php?tid=4909) Strony:
1
2
|
RE: [lipiec 1971] i know what you did last summer - Helloise Rowle - 10.12.2025 Kwiatowe płaszcze nie znaczyły jeszcze niczego ani o niczym nie przesądzały. Były ledwie miłą wskazówką. Podejrzeniem, że ten, który je nosi, nie pozostaje głuchym na piękno natury. Kwiatowe płaszcze posiadały inne, ważniejsze zalety: Helloise miałaby, na czym położyć rączki. Mogłaby wyskubać kwiaty z szaty Lucy. Płatek po płatku odzierać stopniowo wampirzycę z odzienia i czerpać z tego przeciągającą się przyjemność. Być może następnym razem. — Dlaczego miałabym mieć za złe, że odrzucasz mnie tak samo jak mugola? To twoja strata. — Wzruszyła ramionami, przyjmując jej prowokację raczej neutralnie. — Bardziej niż mugola chcę znać spojrzenie ptaka kołującego nad Doliną czy oko dzikiego kota zaczajonego w gąszczu. — Ton wiedźmy na moment zmienił się z leniwej poetyki na suchy konkret: — Odróżnia ich to, że zwierzęta nie próbują doprowadzić do zapaści życia na ziemi w imię własnej chciwości. Mugole to nic ponad szkodniki. Czarownica nie zdawała się przy tym nienawistnie zacietrzewiona. Nie o jej animozjach wobec gatunku niemagicznego było to spotkanie; temat obchodziła więc bez większego zaangażowania. Kolejne pytanie za to pogłębiło jej wcześniejszy wyraz zadowolenia. — Nie boję się. — Wyciągnięta ku Lucy ręka wystawiła się jeszcze bliżej niej. Rękaw cieniutkiej letniej szaty zaszeleścił, osunął się do łokcia. — Życie przelane z jednego kielicha w drugi. Bo będę żyła w tobie. Przez jakiś czas. Moje życie, moja energia przejdzie przez ciebie. To mi wystarczy. — A jeśli wampir nie zdecyduje się jej zabić, zdobędzie prócz tego nowe doświadczenie, którego była… szalenie ciekawa. RE: [lipiec 1971] i know what you did last summer - Lucy Rosewood - 24.12.2025 Lucy przechyliła głowę przyjemnie rozbawiona tym, co właśnie usłyszała. Przegryzła czekoladkę i gdy oblizała usta, aby upewnić się, że malinowe nadzienie nie pozostało na jej wargach, odezwała się ponownie. – Myślę, że wielu z moich pobratymców uznałoby twoje przekonania za niezwykle... – Brakujące samorefleksji. – Ironiczne. Lucy nie myślała o mugolach często. Czytała mugolskie książki. Mijała ich w swoim życiu. Podobnie zresztą jak czarodziejów. Istnieli. Z jednymi i drugimi musiała jakoś funkcjonować. Niektórzy zapadali jej w pamięć, ale przy rozmowie z większością rozmyślała, że wolałaby obecnie czytać jakąś książkę. Różnica była jednak taka, że przy osobach magicznych nie musiała jak głupia udawać, że wcale nie jest wampirem, czy maskować szarości na swojej skórze. Nie zmieniało to jednak faktu, że pewne inne wampiry uważały wszystko co chodziło na dwóch nogach i żyło zaliczało się do kategorii szkodników. Lucy nie zgadzała się z tą opinią. W końcu jaki szkodnik tak chętnie wystawiałby z własnej woli dłoń do ugryzienia? Podeszła bliżej kobiety i nie przerywając kontaktu wzrokowego, złapała bladą dłonią, wyciągniętą rękę. Mogła jeszcze dać sobie spokój, ale doskonale wiedziała, że nie ważne co zrobi, ta dziwna wiedźma z Kniei zapadnie jej w pamięć i jedyne, co mogła teraz z tym zrobić, to upewnić się, że i ona pozostanie w głowie Helloise. Poza tym tak dawno nie piła z człowieka... – W takim razie możesz mi życzyć smacznego – powiedziała czując jak ślina napływa jej do ust. Odcinające się na tle czerwonej szminkę kły rozbłysły bielą na chwilę przed tym, gdy przebiły skórę na nadgarstku, a krew rozpłynęła się po jej języku, lepiej niż jakakolwiek czekoladka. RE: [lipiec 1971] i know what you did last summer - Helloise Rowle - 06.02.2026 Różnica pomiędzy czarodziejami a mugolami była fundamentalna. Żaden czarodziej nie uczynił naturze tyle złego, ile uczynił mugol. Sama Helloise starała się żyć tak, aby swoim istnieniem dążyć do poprawienia harmonii w uniwersalnym systemie świata i więcej wnieść w niego dobra niż szkody. Nie była doskonała, nikt nie był. Niektórzy jednak z premedytacją dążyli do destrukcji Matki Ziemi. Dostrzegała czarownica wagę grzechów mugoli i była ona nieporównywalna do przewin po stronie magów. Sami mugole dostrzegą to może za piętnaście lat, gdy utworzą IPCC, zaczną obserwować dziurę ozonową i tak dalej. Miejsca wampirów nie szukała Helloise obok siebie. Nieumarli stanowili niejako osobną kategorię poza zbiorem istot żywych. Byli ucieleśnieniem pustego marzenia o nieśmiertelności, przeklętymi duszami skazanymi na wieczną wędrówkę. Ich geny nie liczyły się — nie mogli przecież płodzić. Najwięcej wampiry były podobne skale — wieczne, zimne, jałowe. Bogowie pozwalali życiu płonąć w tym kamieniu, obudzili w nim świadomość, pozwolili przechować ducha w wampirzej skorupie. Nic z tego jednak nie czyniło wampira prawdziwie żywym. Miał tyle tylko życia, ile ukradł go innym we krwi. — Smacznego. Choć przez całą kolację Helloise była raczej senna, samego momentu ekscytacji przed ugryzieniem doświadczyła czysto i intensywnie. Moment wbicia zębów Lucy był tego bolesnym zwieńczeniem. Ciało czarownicy spięło się gotowe do ucieczki — po czym już chwilę później wrażenia spowszedniały, mogła się na nich świadomie skupić. Wstrzymywane powietrze wypłynęło z płuc. Helloise zafascynowana chłonęła widok karmiącego się na jej nadgarstku stworzenia, wraz z krwią zabierającego jej życie oraz krążące w żyłach resztki opium. Nigdy wcześniej nie była konsumowana. Jeśli gryzły ją zwierzęta, to nie po to, aby się posilić, a odstraszyć — a teraz stała się posiłkiem. Helloise spróbowała rozprostować palce. Ból nasilił się — rwał stamtąd, gdzie wbite były zęby — lecz czarownica nie zatrzymała się, dopóki opuszkami nie sięgnęła policzka wampirzycy, dopóki nie pogłaskała tej żywiącej się na niej bestii. Ileż elektryzującej euforii znajdowała w zbliżaniu się do drapieżników. RE: [lipiec 1971] i know what you did last summer - Lucy Rosewood - 08.02.2026 Gdy poczuła, jak ciało Helloise się spina, szybko złapała jej przedramię jedną ręką, pilnując aby kobieta za bardzo się nie wierciła. Zaczęła zachłannie. Szybko. Całą swoją uwagę skupiając na bladym nadgarstku, kopalni czerwieni, której należało jak najszybciej pozbawić chociaż kilku rubinów. Krew Helloise była niczym przechadzka nocą po lesie. Podczas doświadczania jej łatwo było się zagubić, ale jeśli tylko wiedziało się jak iść... Wrażenia były niezapomniane. Dopiero spływającej po brodzie kropelki szkarłatu, przypomniały jej że powinna przystopować. Euforia smaku dalej rozlewała się po jej całym ciele, ale powili zaczynała się pilnowała, aby nawet najmniejsza kropla drogocennego płynu nie umknęła przed jej językiem, a leśny strumyk drogocennego płynu przypadkiem nie wysechł. Poluźniła uchwyt, czując jak kobieta dłoń gładzi jej policzek. Wolną rękę położyła na plecach czarownicy, gładząc ją w uspokajającym geście. W głowie jej szumiało. I szumiało. I szumiało i dopiero po chwili zorientowała się, że jej leśne źródło, musiało zostać jednak udekorowane jakimiś ziołami. Wreszcie oderwała się od nadgarstka i spojrzała na Helloise, wciąż oszołomiona, nie tylko smakiem, ale i... Czymś jeszcze. Zamrugała, próbując odgonić zamroczenie umysłu. Nie pomogło. Przyjrzała jej się przekrzywiając głowę, a następnie sięgnęła po serwetkę i przyłożyła do niewielkiej rany na zgrabnym nadgarstku. – Uroczo – mruknęła sennie, wolną dłonią poklepując ją policzku, uparcie próbując zrozumieć czemu wszystko nagle wydawało się takie zamglone. RE: [lipiec 1971] i know what you did last summer - Helloise Rowle - 20.02.2026 Pierwsze kilka zachłannych łyków sprawiło, że Helloise zaszumiało w głowie, lecz ani razu nie próbowała się wyrwać. Zgodziła się na to. Zaakceptowała z pełnym wachlarzem niebezpieczeństw, mimo że spoglądała ku nim bez radości — zostać wampirem wydawało się wyrokiem gorszym niż śmierć. Przechadzka nocą po lesie bywa zdradliwa. Nocą w ciemnym lesie z trudem odnajduje się prześwity wśród koron drzew. Ciemny las więcej niż wzrokiem poznaje się przez dotyk — szuka się pod stopami znajomej ścieżki i dłońmi wyczuwa znajomy układ drzew. Trzeba czuć las, bo inaczej — zgubiwszy się — całą noc można ślepo krążyć wokół domu i nigdy nie trafić na ścianę. Lecz wampirzyca karmiła się coraz wolniej. Okazała się łagodna i niemal troskliwa. W półmroku cichej chaty, gdzie jedynie sporadyczne skrobanie wiewiórek o dach przypominało, że nie są wśród podleśnego zakątka same, czarownica słyszała każdy łyk spijającej ją istoty. Czuła twarde, wgryzione w nadgarstek kły oraz miękkie usta wokół tej rany. Ból tępiał i wkrótce była już znów tylko słodka błogość. Nie z wampirzycy pochodził ten jad, który uskrzydlał umysł i mroczył ciało — lecz z wiedźmy. Zatrucie opium usuwało ból, łagodziło strachy, gniewy i smutki, dostrajało umysł, aby myśli drżały w rytmie anielskich niemalże melodii. Tym niebem Helloise podzieliła się przez krew z Lucy. Zachichotała krótko, gdy wampirzyca — skończywszy się posilać — przystawiła do ugryzienia serwetkę. Kobieta od razu odsunęła ów opatrunek, na którego materiale zdążyły odbić się krwawe ślady. Patrzyła ze swobodnym zainteresowaniem na broczącą leniwie krew oraz siniak, jakim nabiegły brzegi rany. — Uroczo — potwierdziła. Uniosła na Rosewood oczy, gdy ta dotknęła jej policzka. Sennym wzrokiem opiożercy przesunęła po bladej twarzy i zatrzymała się na ustach wciąż zaplamionych na czerwono. Zaplamionych nią. Pozwoliła przeklętej istocie zaczerpnąć ze swojego życia niemal jak w nekromantycznym rytuale, tyle że zupełnie organicznym. — Jesteś taka śliczna, wiesz? — wymruczała, obejmując wampirzycę ramionami wokół szyi. — Mówiłam. Że nie pożałujesz. Nakarmiłam cię. O czym jeszcze była nasza umowa? — Zbliżyła usta do ucha Lucy, łaskocząc lodowatą skórę ciepłym oddechem. — Ach, tak, pomogę ci w znalezieniu… kochanków. RE: [lipiec 1971] i know what you did last summer - Lucy Rosewood - 11.03.2026 Uroczo. Oh tak, zdecydowanie było jej uroczo. Zwłaszcza teraz kiedy wszystko wokół Lucy spowolniło, a świat zaczął nabierać zupełnie innych barw. Wampirzyca przeniosła spojrzenie na płynąca po zaczerwienionej skórze strużkę krwi, która miała niemalże ten sam kolor jak jej obecna "szminka". Uśmiechnęła się słysząc komplement i zaśmiała się cicho chociaż jej usta na razie pozostały zamknięte. Teraz gdy druga czarownica była tak blisko, Lucy już niemal zapomniała o krwi, skupiona na innych aspektach Helloise również wartych uwagi. Bo przecież teraz, gdy jej umysł został zawładnięty zarówno przez krew kobiety, jak i otulającą ją woń kadzideł i świeżo ściętej trawy, wampirzyca nie mogła się powstrzymać, aby nie widzieć w swojej gospodynie niezwykle urokliwej wróżki. Ale nie takiej z pozbawionych pazurów bajek, wtłoczonych na mdły papier bezbarwnych historyjek dla tych dzieci, których rodzice nie rozumieli, że dla ich pociech istnieją straszniejsze rzeczy na tym świecie, niż pełna grozy książeczka przed snem. Nie. Helloise ze swoimi złotymi lokami i błękitem oczu przypominała jej, że najwyraźniej wciąż istniały prawdziwe wiedźmy dodające światu urokliwych gotyckich odcieni. – Kochanków – wymamrotała, wpatrując się w znajdujące się tak blisko niej usta. Jedna z dłoni wampirzycy powędrowała do włosów Helloise, leniwie oplatając wokół palcami jedną z blond fal, a druga nieśmiało to muskała, to uciekała od ciała kobiety. Znowu zaśmiała się cicho, jak ktoś zadowolony ze swojego życia. – W takim razie pokaż mi tych kochanków. Z tymi słowami jej usta na chwilę złączyły się z ciepłymi ustami wróżki z lasu, odciskając nieznaczny czerwony ślad na różowych wargach smakujących jak polne kwiaty. RE: [lipiec 1971] i know what you did last summer - Helloise Rowle - 12.04.2026 Helloise nie wyobrażała sobie do tej pory, jak mogą smakować wieki piękna. Czas pachniał w jej wyobraźni kurzem i pleśnią, był obleczony w patynę, wysuszony i szorstki. Nie spodziewała się, że dawne piękno będzie świeżymi, miękkimi ustami, że poczuje na tych ustach metaliczny smak własnej krwi i ulotną słodycz czekolady. Ile ta kobieta przed nią liczyła lat i pocałunków? Ile miało ich jeszcze przyjść na te usta, gdy Helloise dawno już obróci się w proch? Będzie tylko krótkim rozbłyskiem przyjemności między milionami dni, cieniutką stroną w księdze wieków, wspomnieniem półprzezroczystym jak materiał szaty, po której błądziła dłoń wampirzycy budząca w blondynce napięcia i oczekiwanie. Pocałunek był krótki, ale Helloise podążyła za nim z westchnieniem. Oczarowana goniła wargi Rosewood, we wstrzymanym oddechu i głodnych rozanielonych oczach prosiła o więcej. Koniec sesji
|