![]() |
|
[18.09.1972] chaos makes the muse | Ambroise & Prudence - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Anglia (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=6) +--- Dział: Inne części Anglii (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=145) +--- Wątek: [18.09.1972] chaos makes the muse | Ambroise & Prudence (/showthread.php?tid=5050) Strony:
1
2
|
RE: [18.09.1972] chaos makes the muse | Ambroise & Prudence - Prudence Fenwick - 13.08.2025 To też było całkiem przydatną umiejętnością - zaakceptować, że ktoś ma inną opinię i odpuścić. Nie próbować na siłę przepychać swoich mądrości, udowadniać drugiej osobie, że się myli i gówno wie. Można było postąpić jak oni, przyjąć, że każdy ma swoje doświadczenie, a takie, a nie inne podejście nie wynika znikąd. Prawda. Bletchley przywykła do analizowania, było to dla niej chlebem powszednim, rozkładanie wszystkiego na czynniki pierwsze i szukanie dziury w całym. Jej mózg tak już miał, nie walczyła z tym jakoś specjalnie, nie było to też dla niej jakoś szczególnie obciążające, może nieco ograniczające, ale nie potrzebowała w swoim życiu zbyt wiele ekscytacji. Tak właściwie ostatnio zaczęła nieco odpuszczać, pozwalała sobie na luz, którego raczej jej brakowało, jednak nie zmieniła się, aż tak bardzo przez te kilka dni. - Oczywiście, korzystną... - Nadal biła od niego pewność siebie, może to i lepiej, wiara w swój własny sukces była czymś, na co nie każdy miał odwagę. Zdecydowanie łatwiej było podążać za spełnianiem w swoich marzeń z taką pewnością siebie. Zdawała sobie sprawę z tego, że Ambroise świadczył już prywatne usługi, to mogło być dobre na początek, chociaż nie do końca wierzyła, że wszystkich ze swoich pacjentów przyjmowałby oficjalnie w swojej własnej praktyce. To bowiem mogło wzbudzać kontrowersje, ale na pewno jakiś procent z nich mógłby być niezłym zalążkiem na rozpoczęcie własnej działalności. - Niby tak, ale wiesz, jak to jest. - Wylosowała sobie kartę, zdawała sobie sprawę z tego, że mogła trafić lepiej, była więc nieco rozczarowana tym, co zobaczyła. Jasne, nie wierzyła jakoś specjalnie we wróżby, ustalili to już, tyle, że skoro już postanowili sięgnąć po tego tarota, a on zasugerował jej to, co może się wydarzyć akurat tą kartą... to bardzo łatwo jej było dopasować do tego historię. O tym też rozmawiali, że do każdego symbolu, wróżby jakoś można ułożyć opowieść, ta jej spinała się nie najgorzej. Miała ręce i nogi. - Mhm. - Może i chuja miały, może i nie powinny sugerować jej jak miała się bawić, jednak nieco ją to otrzeźwiło. Łatwo było zatracać się w tych przyjemnych chwilach, nie przejmować się tym, co miało nadejść, a teraz karty przypomniały jej o tym, że jest to ulotne, niedługo minie, znowu znajdzie się zupełnie sama w swoim mieszkaniu i jakoś będzie musiała wrócić do swojej szarej, może nawet bardziej czarnej codzienności. RE: [18.09.1972] chaos makes the muse | Ambroise & Prudence - Ambroise Greengrass-Yaxley - 13.08.2025 Tak, bez wątpienia wiedział jak to jest. Być może niespecjalnie interesowały go tajniki zgłębiania wiedzy na temat przyszłości, jednakże w jego dosyć długim i raczej chaotycznym życiu kilka razy zdarzyło mu się wysłuchać przepowiedni w jakimś stopniu dotyczącym jego własnego losu. Być może w większości przypadków nie był główną postacią podobnego scenariusza. Jak na osobę trzymającą się raczej twierdzenia, że dopuszcza do siebie tylko wąskie grono bardzo określonych ludzi, był poboczną figurą w życiu zatrważająco wielu osób. Ba, przez ostatnie miesiące miał wrażenie, że jest tym w aż nazbyt rozległym stopniu. Poniekąd przestając być głównym bohaterem jego własnego życia, a zaczynając stanowić tylko punkt oparcia dla otoczenia. Być może nie dając o sobie zapomnieć, jednak w znacznym stopniu skupiając się głównie na cudzych problemach, aby nie pogrążyć się w myśleniu na temat własnych. Doszedł do tego z końcem lata, uświadamiając sobie, od jak dawna w istocie nie robił zbyt wiele dla siebie. No, przynajmniej nie po to, aby być szczęśliwym. Teraz zamierzał to zmienić. Prywatna praktyka od dawna była czymś, o czym myślał, więc może nadeszła najwyższa pora, by rzeczywiście pchnąć sprawy w tym kierunku? Jeszcze nie wiedział, ale wydawało mu się to jedną z najbardziej logicznych opcji. Nie zamierzał jednak siedzieć i myśleć o tym w tej chwili. Nie był sam. O dziwo, doskonale zdawał sobie z tego sprawę i nie zamierzał być teraz pępkiem świata, podczas gdy Prudence wyraźnie przygasła. Wiele dało się powiedzieć na jego temat, ale nie był wampirem energetycznym. Nie czerpał satysfakcji z nieszczęścia ludzi, którzy nie życzyli mu źle. Nie, nie dziwił się takiej a nie innej reakcji dziewczyny. Wbrew pozorom, nietrudno mu było zauważyć, że w ostatnich dniach zrobiła się zdecydowanie szczęśliwsza. Być może nie mógł jej zarzucić zachowywania się jak dzierlatka. W głównej mierze nadal była sobą, nie przestawiła się całkowicie w tryb młodej gołąbeczki, ale bez wątpienia stała się mniej ponurą i wycofaną wersją siebie. Ciężko byłoby zaś zupełnie nie dostrzegać tego, co stanowiło powód tej zmiany. I równie trudno byłoby nie połączyć jednej kropki z drugą (przynajmniej wedle jego logiki), dochodząc do wniosku, czego tak właściwie doszukiwała się w tej nieszczęsnej wróżbie z tarota. Nie trzeba było być wielkim odkrywcą czy wyśmienitym profetą, najjaśniejszą gwiazdą pokolenia. Wystarczyło wyłącznie orientować się co nieco w dotychczasowej historii dziewczyny siedzącej przed Greengrassem. Reszta raczej sama nasuwała się na myśl. No, przynajmniej do pewnego stopnia, bowiem założenia, jakie powstały w głowie Ambroisa były znacznie dalsze od zwykłego końca turnusu, po którym wszystko powróci do szarej, a może nawet czarnej normy. Instynktownie dopisywał temu trochę inną część i dodatkowe obawy kierujące Bletchleyówną, bo nie mógł tego nie robić. Nie, gdy przecież był postacią poboczną w jej wcześniejszym życiowym dramacie. - To nie przepowiednia, której nie możesz zmienić, wiesz. Poza tym, to tylko jedna karta, nie cały rozkład. Ułamek obrazu - stwierdził zatem, nie zamierzając jednak wdawać się w żadne szersze dyskusje na ten temat. Nie. Nie uważał się za kogoś, kto posiadał jakiekolwiek predyspozycje, aby stanowić wsparcie moralne innych ludzi. Nie był ekspertem od psychiki i nie próbował swoich sił w magii z tym związanej. Był dosyć konkretnym człowiekiem o ugruntowanych przekonaniach, czasami może nieco nazbyt twardych, ale cóż. Tak już miał. Był w tym niezwykle stabilny, co sam bez wątpienia cenił. Nie próbował zatem pocieszać Bletchleyówny, nie. Zamiast tego mogli odłożyć karty, spędzając jeszcze chwilę na rozmowie i pozbywaniu się reszty przekąsek z talerzy, po czym rozejść się do swoich sypialni. Na szczęście dla dziewczyny, idąc dokładnie w tym samym kierunku, więc nie miała szans zgubić się drugi raz tego wieczoru. To już mógł dla niej zrobić. Koniec sesji
|