Secrets of London
[16.09.1972] Rendez vous | Aidan, Lyssa - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5)
+--- Dział: Aleja horyzontalna (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=20)
+--- Wątek: [16.09.1972] Rendez vous | Aidan, Lyssa (/showthread.php?tid=5184)

Strony: 1 2


RE: [16.09.1972] Rendez vous | Aidan, Lyssa - Aidan Parkinson - 15.10.2025

Może powinien, a może nie powinien. Gdyby jego umysł miał ogarnąć więcej niż czystokrwiste stereotypy, to najpewniej by wybuchł - poruszanie się wśród stereotypów, prostych słów i brutalnej prawdy było jego żywiołem, on nie dałby rady w innym świecie. Był na to za leniwy, za bezpośredni i - niestety - za głupi.
- Energiczny? Tak. Rezolutny? Co to w ogóle znaczy? - wzruszył ramionami, ale panna Dolohov podsunęła mu pewną myśl. Nudziła się, tak? - A co, nudzisz się?
Machnął ręką na książki. No miał ich dużo, czytał nawet sporo, ale inną sprawą było to ile informacji z ksiąg z biblioteki Maeve zostało w tym wielkim łbie.
- Dobra, żabciu, chodź - nie chciała być żabą? To jej problem, zostanie żabą. - Uwierz mi, że gdybym cię podrywał, to byś o tym wiedziała.
Obruszył się nieco, bo przecież jeżeli chciał, to potrafił. Po prostu teraz nie chciał, okej? Wypił whisky do końca, na raz, bo i tak niewiele mu zostało. A potem szarmancko wyciągnął rękę do Lyssy. Na moment na jego twarzy pojawił się uśmiech: wcale nie tajemniczy i nie czarujący, raczej cwaniacki, z tego typu uśmiechów, które mówiły “hej, mam 11 lat i właśnie wpadłem na KURWA SPRYTNY pomysł!”.
- Jak się nudzisz, to chodź, załatwię ci rozrywkę. I obiecuję nie tknąć cię palcem, nie musisz się obawiać - nie znała go, ale akurat obietnice traktował bardzo poważnie. Mogła mu nie ufać by teraz wyjść i pójść gdzieś w pizdu, wiadomo, ale z drugiej strony zarówno jego matka, jak i jej ojciec wiedzieli, z kim była i co robiła. Raczej nie było się czego obawiać.
- Tylko powiedz mi, czy twoje delikatne podniebienie udźwignie żarcie na wynos?


RE: [16.09.1972] Rendez vous | Aidan, Lyssa - Lyssa Dolohov - 15.10.2025

- Pytasz bo nie umiesz czytać czy po prostu umknęło ci to w edukacji? - zapytała bez mrugnięcia okiem, celowo nie dopuszczając w jej słowach możliwości, że było to po prawdzie retoryczne pytanie. Uśmiechnęła się lekko i bez większych emocji, bo to nie było tak że się nudziła. To było zwykłe, normalne spotkanie w jakiejś obtłuszczonym barze, co ją ani grzało ani ziębiło. Fajerwerków jednak tutaj nigdzie nie było.

Lyssa pokręciła nieco nosem na tę nieszczęsną żabcię, bo miała przecież imię i po coś ono istniało we wszechświecie, ale nie powiedziała nic, kiwając tylko ugodowo głową na jego zapewniania, że gdyby tylko chciał to by potrafił. Jasne, śpiewka stara jak świat.

Spojrzała jednak na niego, jak na trędowatego, kiedy wyciągnął do niej ręce, nie mając zamiaru korzystać z jego nagle nabytej szarmanckości czy nawet zainteresowania. Ostatni raz zaciągnęła się papierosem, dogaszając go w jego szklance, po czym upiła jeszcze parę łyków swojego piwa. Nie skończyła go, ale nie zamierzała teraz zerować całej reszty.

- Wiesz, w momencie kiedy dodajesz takie teksty, to dopiero wtedy człowiek zaczyna się zastanawiać, czy przypadkiem nie będzie na odwrót. Idzie ci więc świetnie - ale mimo tego i lekkiego, drwiącego uśmiechu, podniosła się ze swojego miejsca, dając znać że nie ma nic przeciwko. - Po spróbowaniu normalnego angielskiego jedzenia, chyba niewiele rzeczy mnie przerośnie. To gdzie chcesz iść?

[inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=C7zRNIw.png[/inny avek]


RE: [16.09.1972] Rendez vous | Aidan, Lyssa - Aidan Parkinson - 22.10.2025

- To będzie niespodzianka - powiedział z błyskiem w oku. Nie chciała jego szarmanckości, to nie. Mu też jakoś niespecjalnie zależało na tym, żeby Lyssa wpadała mu w ramiona, bo umówmy się - była ładna, okej, ale już od pierwszych chwil spotkania Aidan zakwalifikował ją do innej kategorii niż na jedną noc. Nie miała w sobie tego czegoś, co sprawiałoby, że mężczyźni chcieliby ją posiąść, wykorzystać i porzucić. Może i miała ładną buzię, może i miała pyskaty język, ale brakowało jej tego czegoś, co wrzuciłoby ją do wora, a wór: do jeziora. Przede wszystkim zamiast piszczeć i truć dupę, że na pewno jakaś wykwintna restauracja ocalała i powinien ją tam zabrać: po prostu się dopasowała. To było dość... Interesujące. - Co masz do londyńskiego żarcia?
Przepuścił ją w drzwiach odruchowo. Wcale nie chciał, żeby wyglądało to tak, że nagle zaczął ją lubić czy coś - po prostu tę manierę wpoiła mu Victoria i to dosyć brutalnie. Być może Vika nie używała przemocy w swoich naukach, ale jak Merlina kochał: miała w sobie coś, co sprawiało, że mężczyźni się jej bali. Nawet on czy taki Stanley. Jebana terrorystka Lestrange.

Wyciągnął niemalże od razu papierosa i wsadził go do ust, chwilę zezując najpierw na lewo, potem na prawo, zanim zdecydował się go odpalić.
- Nie chce mi się chodzić. Teleportujemy się do Budy? I zanim mi odpyskujesz: tak, to nazwa knajpy. Jest w mugolskiej części i na szczęście nie spłonęła. Możemy mówić o mugolach co chcemy, ale żarcie mają super. I to takie zwykłe, a nie że jesz i nagle zmienia ci kolor włosów - wyciągnął rękę w stronę Lyssy. - Jestem funkcjonariuszem Ministerstwa, więc nie musisz się bać, że wylądujemy gdzieś w rowie i cię ukatrupię.
Jeżeli się zgodziła - po prostu się teleportował z nią. Jeżeli nie, to po prostu by wzruszył ramionami i w milczeniu zaprowadził ją na Pokątną, a potem do Kotła i przeszliby do mugolskiej części Londynu. Ruch to zdrowie.


RE: [16.09.1972] Rendez vous | Aidan, Lyssa - Lyssa Dolohov - 29.10.2025

Niespodzianka. Yay. Lyssa uśmiechnęła się, o ile można było nazwać uśmiechem grymas przeciętnej białej osoby, która mijając się z kimś na ulicy rozpoznawała znajomą twarz, albo w tym wypadku - walczyła sama ze sobą żeby nie skrzywić się wyraźnie. To nie było tak, ze nie lubiła niespodzianek, ale zwyczajnie nie wierzyła w Parkinsona i jego zdolności do miłego zaskakiwania.
- Angielskiego - poprawiła go, bo nie chodziło przecież o jedzenie w jednym mieście, nie. Wszyscy tutaj się zachowywali, jakby nie umieli gotować. - Jak na kraj, który podbił pół świata posiadającego jedne z najlepszych przypraw, jedzenie tutaj jest okropnie bez smaku - westchnęła, z jakąś lekką odrazą kryjącą się w kącikach ust.

Wyszli na ulicę, a ona z przyzwyczajenia chyba nawet nie zwróciła uwagi na to, że przepuścił ją w drzwiach. To przecież było naturalne zachowanie, do którego zdążyła się przyzwyczaić. Jego słowa jednak... cóż, one już nie do końca się jej spodobały.
- Teleportować? - uniosła lekko brew. - Możemy się przejść - zadecydowała, wzruszając ramionami. Nonszalancko, jakby zwyczajnie nie miała zamiaru dalej robić tak, jak mu się to wymarzyło, ale prawda była taka że ostatnie czego chciała, to go zwyczajnie obrzygać. Ruszyli więc w stronę Pokątnej, do Kotła i do mugolskich dzielnic Londynu. W ciszy, oczywiście. Przecież ona nie będzie produkować

Koniec sesji

[inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=C7zRNIw.png[/inny avek]