Secrets of London
[7.03.72] Uważaj, bo odleci! - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5)
+--- Dział: Niemagiczny Londyn (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=22)
+---- Dział: Klinika magicznych chorób i urazów (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=18)
+---- Wątek: [7.03.72] Uważaj, bo odleci! (/showthread.php?tid=521)

Strony: 1 2


RE: [7.03.72] Uważaj, bo odleci! - Florence Bulstrode - 17.11.2022

- Panie Friskey, bardzo proszę pilnować synów. Dla dobra pańskiej córki nie możemy się teraz rozpraszać - ostrzegła Florence jeszcze, przeczuwając, że jego tyrady wcale się nie skończyły. Jeśli nie darł się na nie znowu, to chyba tylko dlatego, że wcześniej zdumiała go ilość piór na ręku syna, których wcześniej nie zauważył, a potem ich nagłe zniknięcie.
Wciąż mamrotał coś pod nosem i obserwował je podejrzliwie, ale tym razem nie napadał na uzdrowicielki, pozwalając im działać.
Bulstrode zamyśliła się na chwilę, gdy Fernah poprosiła, by pozwolić jej odczynić zaklęcie. Analizowała pośpiesznie jej dotychczasowe wyniki, profil magiczny i historię pacjentów. W końcu machnęła różdżką - ale nie, nie próbując odczarować Mirabel, a dotykając lekko ręki panny Slughorn.
Episkey.
Jeśli chciała się brać za przypadek już dość poważny, nie mogła się rozpraszać. Ból w rękach, nawet niewielki, mógł zadecydować o niepowodzeniu zaklęcia lub sukcesie.
- Pokaż mi najpierw tego ptaszka. Proszę, Mirabel, co ty na to? - rzuciła Florence, tym razem wyczarowując niewielkiego kwiatka i podtykając go dziewczynce, by samej zacząć oglądać jej imponujące, orle skrzydła. Wyglądało jej to na przypadek transmutacji... albo bardzo udany, albo wręcz przeciwnie.
Ci chłopcy kiedyś napędzą wiele problemów w Hogwarcie. A jeżeli ich matka nie była rozsądniejsza od ojca, to niech Merlin ma wszystkich w swojej opiece, gdy już dorosną.
- Przecudny przypadek transmutacji użytej niezgodnie z podręcznikami. Po prostu wspaniały, można z niego pisać prace naukowe. Wydaje mi się, że jeden czar nie wystarczy, trzeba będzie użyć i rozproszenia, i transmutacji, usuwając pozostałości po skrzydłach. Jeśli dobrze pamiętam, już usuwałaś efekty nieudanej transmutacji, prawda? Próbuj, przytrzymam ją - powiedziała, wyciągając ręce, by przejąć dziewczynkę. Chociaż podtrzymywała ją głównie jedną ręką, w drugiej wciąż trzymając różdżkę. Musiała szybko zareagować, jeśli coś pójdzie nie tak. Inaczej ojciec dzieci z całą pewnością spróbuje je udusić. Ewentualnie uderzy w kolejne krzyki.


RE: [7.03.72] Uważaj, bo odleci! - Fernah Slughorn - 17.11.2022

Nim przeszła do czarów, podziękowała Florence, za uleczenie. Zdecydowanie łatwiej jest się skupić, kiedy twoje ręce nie są poranione, a krew nie wsiąka w rękawy.

Podzielała fascynację panny Bulstrode, mogąc teraz w spokoju przyjrzeć się skrzydłom. Wyglądem nie odstawały ani trochę od tych prawdziwych orlich, o ich działaniu w ogóle nie wspominając. W końcu wszyscy w gabinecie i również na korytarzu się o tym przekonali. Gdyby nie to, że ojciec pacjentki życzył sobie, by natychmiast ją odczarowano, Fernah chętnie lepiej przyjrzałaby się jej skrzydłom. Może odkryłaby coś, co mogło pomóc jej w badaniach? Niestety, czas na to nie pozwolił.

Fernah wyprostowała się, skupiając swe myśli na pierwszym zaklęciu, które wybrzmiało z jej ust:

– Finite!

[roll=PO]

Zaraz potem, wykonując powłóczysty ruch różdżką oraz wypowiadając słowa inkantacji, rzuciła zaklęcie, które miało transmutować resztkę zmian na ciele dziewczynki. Zmarszczone czoło wskazywało, że stażystka jest nadzwyczaj skupiona.

[roll=Z]

Po pierwszym zaklęciu skrzydła zamigotały, po czym orle pióra zaczęły rozpływać się w powietrzu. Zaraz potem drugi czar dokonał tego, czego nie dokonało pierwsze zaklęcie. Pozbyło się wszelakich ptasich elementów z ciała dziewczynki, która zwieńczyła działania panny Slughorn cichym i przeciągłym "Och!".

Fernah zdała sobie sprawę, że zapomniała oddychać, co też nadrobiła kilkoma głębszymi oddechami. Udało się!, ta myśl wybuchła jej w głowie i spowodowała, że na pobliźnionych ustach wykwitł uśmiech. Spojrzenie na Florence przywołało młodszą kobietę do porządku.

– Mirabel, czy lubisz czekoladowe żaby?– spytała, chcąc sprawdzić, czy zaklęcia również zadziałały na głos dziewczynki.




RE: [7.03.72] Uważaj, bo odleci! - Florence Bulstrode - 17.11.2022

Florence uważnie obserwowała każdy ruch różdżki młodej uzdrowicielki, a potem ostrożnie posadziła Mirabel na łóżku i rozsunęła kombinezon, oglądając plecy dziewczynki - która gorliwie pokiwała głową na pytanie, czy lubi czekoladowe żaby. Wyglądało na to, że skrzydła zostały usunięte przepisowo.
- Niezła robota - pochwaliła Fernah. Dość oszczędnie, ale Florence ogólnie była raczej skąpa w wydzielaniu pochwał. Sięgnęła po eliksir, wcześniej przygotowany przez pannę Slughorn i rozlała go na dwie porcje. Pan Friskey w tym czasie przepchnął się ku nim i zaczął sam przypatrywać się córce.
- No. Wreszcie - oświadczył z taką ulgą, że chyba nawet nie miał już chęci na nie krzyczeć.
- Proszę podać córce i synowi po porcji eliksiru. W ten sposób, jeśli coś jeszcze zostało, powinno wypaść - powiedziała, bezceremonialnie wtykając mu fiolki w ręce. Nie zamierzała walczyć z dziećmi osobiście, aby wypiły paskudnie smakująca miksturę, niech on się wykaże... - Ty nie masz żadnych piór?
- Nieeee! - zapewnił chłopiec, wycofując się w kąt. To on wcześniej jej umknął i zwiał, by schować się w jednej z sal pod łóżkiem.
- Na pewno? Jeśli ich nie usunę teraz, pokryją całe ciało, twarz, zastąpią włosy, wszędzie będą tylko pióra...
- Proszę ich nie straszyć!
- oburzył się pan Friskey, przygarniając do siebie córkę. Nie był już tak wściekły ani przejęty jak wcześniej, ale najwyraźniej jego charakter nie należał do najłatwiejszych. Albo miał bardzo, bardzo zły dzień.
- Nie mam piór! Naprawdę! Miała je mieć tylko Mirabel!!!
- Cóż. Tym, że pańscy synowie chcieli się pozbyć siostry, zajmie się już pewnie pan sam?
- spytała Florence, obracając ku mężczyźnie od chłopca. Do tej pory zachowywała niewzruszony wyraz twarzy: teraz pierwszy raz się uśmiechnęła, szeroko, pozornie radośnie, choć uśmiech nie sięgał oczu.


RE: [7.03.72] Uważaj, bo odleci! - Fernah Slughorn - 17.11.2022

Pochwały od Florence Bulstrode były na wagę złota. Oczy Ferny rozszerzyły się trochę, kiedy usłyszała słowa uznania i nawet jeżeli były zdawkowe, to i tak miały moc.

– Dziękuję. – wymamrotała i przesunęła się, robiąc miejsce panu Friskeyowi.

Schowała różdżkę w zakamarkach uzdrowicielskiej szaty i odetchnęła głęboko. Kolory powróciły na jej oblicze, kiedy to przyglądała się, jak ojciec dzieci próbuje przekonać je, by wypiły paskudny eliksir. Sytuacja przywołała wspomnienia, gdy wraz z siostrą były chore i matka poiła je jakimś eliksirem na odporność. Smakowało jak stopy trolla, zresztą to określenie wymyśliły wspólnie.

Przeniosła spojrzenie na drugiego z braci, który zarzekał się, że nie posiada żadnych piór. Wychodziło na to, że ich praca była tutaj skończona. Friskey odburknął, że zajmie się swoimi dziećmi i nawet podziękował im, co Fernah skwitowała uśmiechem.

– Polecamy się. – kiwnęła głową w stronę mężczyzny i podeszła do uzdrowicielki. – Czy mogę pani pomóc w czymś jeszcze?

Przed całą tą sytuacją niosła kartoteki paru pacjentów na recepcję, ale… Możliwość towarzyszenia pełnoprawnemu uzdrowicielowi przy obchodzie była znacznie ciekawsza i przez to kusząca. Na tyle, by Paprotka postanowiła odłożyć w czasie dostarczenie papierzysk.




RE: [7.03.72] Uważaj, bo odleci! - Florence Bulstrode - 17.11.2022

Florence skrzyżowała ramiona na piersiach, obserwując, jak pan Friskey i trójka jego pociech opuszczają salę. Potem jeszcze nawet zerknęła za nimi na korytarz, chcąc upewnić się, że faktycznie sobie pójdą i żadne z dzieci, broń Merlinie, nie umknie spod opieki ojca, by ukryć się w którejś z sal.
Mieli tutaj naprawdę wystarczająco dużo problemu bez takich cudów.
Dopiero gdy zniknęli jej z oczu, Bulstrode cofnęła się, by zapisać datę wizyty, nazwisko pacjenta oraz wydany eliksir w notatniku. Później musiało to dodatkowo trafić do oficjalnych rejestrów. Wolała nie zdawać się w takich wypadkach tylko na rejestrację, gdzie czasem panowało za duże zamieszanie.
- Zamierzam sprawdzić stan pacjentów pod dwunastką i wypisać pacjentkę spod siódemki, jeśli nie ma już efektów ubocznych klątwy. O ile w międzyczasie nie wpadnie nikt, komu buty zjadają nogi. Możesz iść ze mną, jeżeli nie masz nic ważniejszego do zrobienia - powiedziała Bulstrode. Chwilowo nie potrzebowała już asysty, ale Fernah okazała się przydatna przy ogarnianiu małej katastrofy, jaką bez wątpienia była rodzina Friskeyów, więc nie było powodów, aby jej odmawiać.
Zatrzasnęła notatnik, wsunęła go do kieszeni uzdrowicielskiej szaty, a potem poprawiła ubranie. Pozbyła się z niego dwóch zabłąkanych piórek z orlich skrzydeł, wygładziła rękaw, nieco pomięty, kiedy szarpała się z dzieciakiem.
- Tylko rozczesz włosy - rzuciła jeszcze. Lekka nerwica natręctw Florence objawiała się w różny sposób, a tu łączyła się z przekonaniem, jak powinien prezentować się uzdrowiciel.
Wymaszerowała z sali, ruszając na szpitalny korytarz.

Koniec sesji