Secrets of London
[2.09.1972, południe] The Death of Peace of Mind | Rodolphus, Astoria - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5)
+--- Dział: Ulica Pokątna (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=19)
+--- Wątek: [2.09.1972, południe] The Death of Peace of Mind | Rodolphus, Astoria (/showthread.php?tid=5223)

Strony: 1 2


RE: [2.09.1972, południe] The Death of Peace of Mind | Rodolphus, Astoria - Rodolphus Lestrange - 15.10.2025

Wydawało się, że powietrze wokół nich było przesączone benzyną, a zderzenie spojrzeń wywołało iskrę, która rozpaliła wszystko w ciągu jednej sekundy. Mogła robić kroki w jego stronę, mogłaby nawet spróbować go uderzyć - był wyższy, był na pewno silniejszy, ale przede wszystkim na pewno był mądrzejszy i z pewnością przyjąłby cios, nie unosząc nawet palca w górę, by się obronić. Policzek od niej byłby największą nagrodą.

Lecz nie uderzyła go. Zrobiła krok w jego stronę, wskazała na obraz, lecz jego wzrok nie poruszył się nawet o milimetr.
- Nie chcesz wiedzieć, za kogo cię mam, Avery - odpowiedział przez zaciśnięte zęby, dopiero zerkając na jaszczurkę, która podleciała do nich. - Ale jeszcze chwila, i zacznę uważać cię za głupią jeżeli myślisz, że zrobiłbym coś tak prymitywnego.
To chyba go ubodło najbardziej. Nie to, że go oskarżyła o knucie czy bycie złośliwym ale to, że uważała, że poniżyłby się w taki sposób, by zrobić “kawał”.

Jego wzrok przemknął po jej twarzy. Uniesiony dumnie podbródek, ciskające gromy oczy. W tej jednej chwili dostrzegł, jak bardzo Astoria dorosła i jak bardzo piękna się stała. Ale słowa, które płynęły z jej ust, niosły za sobą niepokojące informacje.
- Nie zamówiłem specjalnie fałszywki - powiedział po chwili milczenia. - Uważasz, że nie mam co robić, tylko interesować się tobą?
Kącik ust uniósł się lekko w kpiącym uśmiechu. Takie kobiety jak Astoria w jego opinii łatwo było sprowadzić do parteru pokazując im, jak bardzo nieistotne w czyimś życiu były. Nawet jeżeli nie było to do końca prawdą.

Wycofał się, zrobił krok w tył. Uniósł ręce, pokazując pupilkowi Avery, że nie zamierza krzywdzić jego pani. Nie uderzyłby kobiety czystej krwi, nawet jeżeli sama by o to prosiła.
- Idealna kopia, mówisz… - obrócił się teraz do niej bokiem, jakby stracił nią całkowicie zainteresowanie. Patrzył na obraz, który był oryginałem, i myślał przez chwilę. Wiedział, co należy zrobić. - Podaj mi ekspertyzę. I fałszywkę. Udowodnię ci, że twoje uprzedzenia wzięły górę nad zdrowym rozsądkiem.
Nie będzie się przenosił za granicę, ale z przyjemnością wyśle tam kogoś, kto załatwi sprawę za niego. Następnym podarkiem dla Astorii będzie księga, obita ludzką skórą sprzedawcy.


RE: [2.09.1972, południe] The Death of Peace of Mind | Rodolphus, Astoria - Astoria Avery - 15.10.2025

Nie zamierzała dać mu tej satysfakcji - choć przez ułamek sekundy, gdy napięcie sięgnęło zenitu, naprawdę miała ochotę uderzyć go w policzek. Powstrzymała się nie dlatego, że się bała, ale dlatego, że byłby to gest emocji, a ona nie pozwalała sobie na impulsy. Nie pozwoliła mu wytrącić się z równowagi. Potrafiła utrzymać nerwy na wodzy, nawet jeśli w środku gotowało się w niej jak w tyglu. Każdy mięsień jej ciała był napięty, lecz postawa pozostała nienaganna.
- Ależ nie, oświeć mnie - wypaliła, unosząc wyzywająco podbródek. Oczy miała zwężone, a wargi zaciśnięte w cienką linię. Wzięła powoli oddech, by powstrzymać się od zbyt gwałtownej reakcji.
Czy wierzyła, że zrobiłby coś tak prymitywnego? Oczywiście, że tak. Na pewno miał być to bardzo śmieszny żart, kosztem jej reputacji. Miałaby zignorować dowody, które były tuż przed nią? Uwierzyć mu na słowo? Niedoczekanie.
- Nie wierzę ci - zdecydowała, mierząc go wzorkiem. To wszystko byłoby zbyt dużym zbiegiem okoliczności. Próbował się bronić tylko dlatego, że został wykryty. - Uważam, że naprawdę chciałeś podarować obraz mamie i wykorzystałeś ten moment, żeby zabawić się moim kosztem - mówiła chłodno, z wyraźnym dystansem, jakby każde słowo musiała przez chwilę zważyć, by nie przelać w nie całego gniewu. Nie pozwoliła, by jego kpina ją dotknęła. Nawet jeśli wewnątrz wszystko w niej pulsowało - urażona duma, złość i to irytujące poczucie, że on znów próbuje ją sprowadzić do roli rozkapryszonej dziewczyny z przeszłości. Wyprostowała się jeszcze bardziej, jakby samą postawą chciała udowodnić, że nie miała w sobie nic z tamtej dziewczyny.
Smoczognik pozostał czujny, choć odpuścił bojową postawę, gdy mężczyzna wycofał się z jej przestrzeni osobistej. Astoria nie spuszczała z niego wzroku, pozwalając, by w jej spojrzeniu odbiła się cała pewność siebie, jaką potrafiła zbudować przez lata.
- Zgadza się. Niewidoczna gołym okiem. Co oczywiście ma sens, nie chciałeś, żebym od razu się poznała - próbował ją oszukać, to oczywiste. Na dodatek był na tyle bezczelny, by odwracać kota ogonem i oskarżać ją o fałszowanie dokumentów. Gdyby nie byli w jej służbowym środowisku, ta rozmowa potoczyłaby się całkowicie inaczej. Teraz chciała zachować jakieś resztki profesjonalizmu. Nie pierwszy raz ktoś przyniósł do analizy fałszywkę, jednak Rodolphus chciał zamydlić jej oczy, przekazać galerii podrobiony obraz, a na wszystkich dokumentach widniałoby jej nazwisko - dlatego tak się wściekała.
Powoli zamknęła pergaminy w ciężkiej teczce oprawionej skórą. Zamykając klapę, przesunęła pieczęć, by jej odbicie odbłysło w świetle lampy; następnie odwróciła się i ostentacyjnie położyła teczkę przed nim na biurku, tak by jej gest był równie jednoznaczny jak treść dokumentów.
- Nie potrzebuję dowodów. Potrzebuję, żebyś opłacił rachunek za moją pracę i wynosił się stąd. Razem ze swoimi obrazami.
Jej postawa nie zmieniła się: prosta sylwetka, spojrzenie stalowe jak ostrze, pogardliwe. W środku kłębiła się złość, ale nie pozwoliła, by wybuchła; kontrola była dla niej ważniejsza.


RE: [2.09.1972, południe] The Death of Peace of Mind | Rodolphus, Astoria - Rodolphus Lestrange - 15.10.2025

Uśmiechnął się. Cała ta złośliwość, która została jakiś czas temu pogrzebana głęboko, na moment ujawniła się na jego twarzy. To, że się wycofał fizycznie, nie oznaczało, że zamierzał jej odpuścić. Oskarżenia, które Astoria rzucała w jego kierunku, w ogóle nie miały pokrycia w rzeczywistości. Ale gdyby spojrzeć na to wszystko z boku, on zapewne zachowałby się dokładnie tak samo. Być może załatwiłby sprawę inaczej, mniej... emocjonalnie, niż ona, lecz efekt był taki sam.

Okres masz? cisnęło mu się na usta, lecz powstrzymał się. Pomyślał o Victorii, która za tego typu tekst złamałaby mu nos. Pomyślał o Primrose, która cisnęłaby w niego pierwszym lepszym przedmiotem, który znalazłaby pod ręką. Pomyślał o każdej jednej kuzynce, aż w końcu pomyślał o Bellatrix, która bez wahania rzuciłaby crucio prosto między jego oczy.
- Mocno przeceniasz moje zainteresowanie twoją osobą, Avery - powtórzył swoje wcześniejsze słowa. - Spójrz prawdzie w oczy - nie wiedziałem, że to właśnie ty będziesz zajmowała się analizą obrazów. Byłem umówiony z kim innym.
Zaatakował chłodną logiką niczym wąż, celnie i bezlitośnie wytykając kobiecie braki w rozumowaniu.
- Zbytnio dajesz się ponieść emocjom, moja droga. I zbyt wiele o mnie myślisz nawet po tylu latach - nie odwrócił się do niej plecami. Nie śmiałby odwracać się plecami do wkurwionej kobiety, nie był idiotą. Miast tego chwycił za papiery, oba, a następnie zrobił dwa kroki w tył. Przez otwarte przez niego drzwi weszło dwóch czarodziejów, którzy musieli słyszeć ich kłótnię, mimo że żadne z nich wcale nie krzyczało. Na pewno nie słyszeli nic z ich rozmowy, ale wyczuwali napiętą atmosferę. Wzięli obrazy, podczas gdy Lestrange sięgnął po książeczkę czekową. Wypisał coś na szybko, a potem machnął różdżką. Czek zgiął się w łabędzia, który podpłynął do Astorii, chcąc osiąść na jej ramieniu. Kwota, którą wypisał, była dwukrotnie wyższa, niż powinna.

- Wiesz... Gdyby tak nie słuchać tego, co wypływa z twoich ust, można by było się zakochać - rzucił jeszcze jadowitym tonem, doskonale zdając sobie sprawę z tego, że właśnie przekroczył granicę. I absolutnie nie chciał być tu w chwili, gdy skończy wypowiadać te słowa, więc po prostu zrobił krok w tył i zamknął drzwi. Usłyszał trzask pękającego szkła, które miałoby rozbić się na jego głowie, gdyby zareagował o sekundę za późno. Miód na jego uszy.

Koniec sesji