Secrets of London
[21.09, ranek] Auntie, I'm scared - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5)
+--- Dział: Aleja horyzontalna (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=20)
+--- Wątek: [21.09, ranek] Auntie, I'm scared (/showthread.php?tid=5244)

Strony: 1 2


RE: [21.09, ranek] Auntie, I'm scared - Brenna Longbottom - 16.10.2025

Na pewno nie przyznałaby, na ile jest źle gdyby… no nie to, że było źle, że potrzebowała pomocy i że poprzednia próba nie skończyła się powodzeniem. I w dodatku że właśnie zachowała się jak ktoś zupełnie szalony.
– Nie chcę sobie nawet wyobrażać, co by było, gdybym tak zachowała się w pracy. Dzisiaj pogadam o przesunięciu najbliższych dyżurów – powiedziała Brenna, w duchu niechętnie też postanawiając uprzedzić ojca, aby był czujny, gdyby zrobiła coś takiego podczas rodzinnego Mabon. Wierzyła, że Philippa zdoła jej jakoś pomóc, ale wolała nie ryzykować: kilka dni zajmowania się papierami w odosobnieniu, obserwując… objawy… to było coś, co nie zaszkodzi. Zwłaszcza że nikt nie mógł zagwarantować, że za pierwszym razem uda się im znaleźć najlepszą drogę i wszystko odejdzie jak ręką odjął. To było jakieś wyjątkowo potężne zaklęcie jebanego Voldemorta.
Czy ten człowiek w ogóle… nie, inaczej: czy on w ogóle był jeszcze człowiekiem? Czy pobyt w Limbo uczynił go podobnego tym, których uważali za bogów?
– Jestem tu – odparła, uśmiechając się, odrobinę krzywo. Nie była pewna, czy jeszcze w Anglii został ktoś, komu ufała całkowicie i bez zastrzeżeń – może najbliższy był tego Erik? – ale ufała Philippie na tyle, aby zaryzykować i w gabinecie nie siedział z nią żaden z jej krewnych. Dlatego, chociaż spięła mimowolnie ramiona, gdy kobieta sięgnęła po wahadełko, nie drgnęła. Nie próbowała zamykać oczu, nie odpychała wahadełka. Posłusznie podążyła za nim wzrokiem, bodaj pierwszy raz w życiu poddając się takiej mocy dobrowolnie, a czar, tkany przez panią Barclay chwycił ją w swoje sidła.
Oddech, wciąż wcześniej nie do końca równy, bo to nie tak, że Brenna była spokojna, i wciąż oczekiwała, że zaraz coś się stanie, zaczął się uspokajać. Twarz rozluźniła się, a spojrzenie stało się mniej skupione. Brenna wpatrywała się w wahadełko, nieruchoma.
Philippie udało się wprowadzić ją w stan hipnozy i uczynić podatną na sugestie.


RE: [21.09, ranek] Auntie, I'm scared - Philippa Barclay - 17.10.2025

Miała rację, Philippa zdawała sobie sprawę z tego, że gdyby do podobnego incydentu doszło publicznie, to mogło się skończyć niemałą katastrofą. Na szczęście Brenna zniszczyła tylko jej meble, to nie było nic takiego, nie zważając na to, jakie inne konsekwencje mogły wyniknąć, gdyby do takiego wypadku doszło gdzieś indziej.

- Tak będzie bezpieczniej. - Wydawało jej się to słusznym posunięciem, nie mogły bowiem mieć pewności, że hipnoza przyniesie oczekiwane efekty. To nie tak, że Barclay nie ufała swoim umiejętnością, Merlin jeden jednak póki co wiedział co tak naprawdę trzeba było naprawić. Oczywiście zamierzała spróbować jakoś zaradzić temu problemowi, nie zamierzała poddawać się na samym początku, wypadało spróbować i zobaczyć, co z tego wyniknie.

Dostrzegła zmianę w zachowaniu dziewczyny, gdy wyciągnęła wahadełko, a Longbottomówna podążała za nim spojrzeniem. Ulżyło jej, miała wrażenie, że Brenna była dzisiaj wyjątkowo oporna na jej czary, co raczej nie zdarzało się zbyt często. Pierwsze koty za płoty. Byleby dalej wszystko szło w jak najlepszym kierunku.

Hipnoza zadziałała, wprowadziła dziewczynę w stan, o który jej chodziło.

Nie zamierzała zwlekać, nie mogła mieć pewności co do tego, jak długo utrzyma czar. Musiała od razu przejść do konkretów, zająć się sprawą. - Musisz zapomnieć o wszystkim, co powoduje strach przed ogniem, wyprzyj ze swojej głowy wspomnienia z tamtej okropnej nocy. Nigdy do tego nie wracaj, pozbądź się ich. Zapomnij o tym co wzbudza Twój lęk. - Głos Philippy był stanowczy, bardzo pewny, jednak nadal go nie unosiła, mówiła bardzo spokojnie. Poruszała przy tym nadal wahadełkiem, aby wszystko poszło po jej myśli.




RE: [21.09, ranek] Auntie, I'm scared - Brenna Longbottom - 19.10.2025

Myśli stały się zamglone, umysł zapadł się w przedziwny stan, unosząc gdzieś pomiędzy jawem a snem, wola zaś... czy można było mówić o jej złamaniu, skoro ostatecznie Brenna sama podążyła wzrokiem za ruchem wahadła i pozwoliła, aby zaklęcie Philippy chwyciło ją w swoje sidła? Niemniej nie mogła teraz przeciwstawić się woli pani Barclay. Najpierw jej oddech uspokoił się, potem panika, na myśl o ogniu, dymie, tym jak jest niebezpieczna i że ktoś ma grzebać jej w głowie, ustąpiła.
A potem nadeszły kolejne rozkazy.
I Brenna...
Zapomniała.
Tę chwilę, w której kamienica zawaliła się z hukiem.
Kiedy grzebała pośród gruzów i zdawało się jej, że dym ku niej sięga, i że rozbrzmiewają w nim głosy, pełne nienawiści.
Strach, jaki wtedy czuła, wbijający się w serce niby szpileczki wciskane pod skórę.
Wspomnienia ognia, dymu wdzierającego się w płuca, nadciągających z ciemnych kłębów istot, które tak naprawdę nie były materiale, ale to nie oznaczało, że nie mogły jej skrzywdzić... to wszystko ulatywało. A może tylko zostawało zamknięte gdzieś w jej głowie, tak głęboko, że Brenna nie miała szans już do tych fragmentów dotrzeć. Piętno, wypalone na jej duszy ogniem, wygasało. Być może jeszcze nie do końca: może jarzyło się jeszcze słabo, ale… przynajmniej teraz była szansa, aby tę ranę zaleczyć.
A potem Brenna zamrugała, spojrzenie powoli odzyskiwało ostrość.
Fotel spłonął, niemal doszczętnie. Cofnęła się więc po prostu i opadła powoli na podłogę, jakby nogi się pod nią ugięły: może ze stresu, może z ulgi, a może po prostu, bo zabrakło jej doszczętnie sił. Nie powinna sobie na to pozwalać, nie chciała sobie na to pozwalać, a jednak przez moment czuła, jakby brakowało jej powietrza. Podparła się plecami o ścianę, zadzierając głowę, by spojrzeć na Philippę. Brenna wiedziała, po co tu przyszła, wiedziała, że o czymś zapomniała… ale nie miała pojęcia o czym. I nie była pewna, jak się z tym czuje. Na pewno nie czuła się dobrze, ale…
– Udało się? Chyba… Chyba nie pamiętam… wszystkiego z tamtej nocy? – powiedziała, z nietypową dla siebie niepewnością, splatając palce, by opanować ich drżenie. Próbowała sobie przypomnieć przebieg Spalonej Nocy, ale nagle pojawiły się… luki. Dużo luk.


RE: [21.09, ranek] Auntie, I'm scared - Philippa Barclay - 20.10.2025

Barclay wiedziała, że pozwolenie komuś na zajrzenie do swojego umysłu wiązało się z ogromnym zaufaniem, nie było jednak innej opcji, kiedy dziewczynę męczyły takie wspomnienia, w pewien sposób została postawiona pod ścianą. Zwłaszcza, że mogło się to wiązać z konsekwencjami, które mogły dotyczyć innych osób. Coś takiego jak tutaj mogło się jej przytrafić w miejscu pełnym ludzi, mogła komuś zrobić krzywdę, zupełnie nieświadomie, nikt jednak nie patrzył na intencje, liczyły się czyny, a zatem musiałaby ponieść odpowiedzialność za podobny wyskok. Na szczęście mogła jej pomóc, a przynajmniej tak się jej wydawało. Niezbadane bowiem były tajemnice ludzkiego umysłu.

Philippa starała się usunąć tylko te fragmenty wspomnień, które były konieczne, to, co mogło wzbudzać strach, przypominać najgorsze chwile z pożarów. Brenna podążała wzrokiem za wahadełkiem, była posłuszna, udało jej się wprowadzić ją w ten dziwny stan, kiedy mogła wpływać na jej umysł.

W końcu skończyła, gdy pozbyła się wszystkiego, co wydawało jej się móc mieć wpływ na to, co działo się z Longbottomówną.

- Udało się, ale musisz uważać. Nie wiem, jak szybko to zacznie działać, daj sobie czas, wszystko powinno wrócić do normy, jednak nie wiem, jak szybko. - Wolała być z nią szczera, Brenna musiała na siebie uważać w najbliższym czasie, nie było sensu udawać, że jest inaczej.




RE: [21.09, ranek] Auntie, I'm scared - Brenna Longbottom - 21.10.2025

Bolała ją głowa. Nie była pewna czy ze stresu, czy na skutek hipnozy, która wymazała część jej wspomnień. Miała ochotę natychmiast sięgnąć po notatnik i zacząć porównywać swoje zapiski z tym, co pozostało w jej głowie, ale tu musiało poczekać. Zwłaszcza że powinna wziąć się w garść – i to szybko – bo czekała ją dzisiaj praca. Mnóstwo pracy, jeśli chciała wyjednać u Bonesa możliwość posiedzenia nad niektórymi rzeczami w domu. Z dala od ludzi, którym mogłaby zrobić krzywdę, gdyby jednak talent Philippy nie sprawił, że dolegliwości ustąpią jak ręką odjął.
Brenna zwyczajnie wciąż bała się podnieść swoją różdżkę.
– Jasne. Będę ostrożna – obiecała. Wydawało się jej, że była taka do tej pory, ale najwyraźniej to było za mało. Co mogła zrobić jeszcze? Przecież nie mogła cały czas chodzić naćpana eliksirami uspokajającymi. Dużo, dużo ziółek. Cholera, że też jutro było Mabon: inaczej pewnie cały dzień spędziłaby po prostu sama, najlepiej gdzieś nad wodą na odludziu, testując, jak teraz wpłynie na nią obecność ognia…
Wstała powoli i uśmiechnęła się do Philippy.
– Dziękuję. Dam znać, jeśli… po prostu dam znać. I poszukam podobnego fotela – obiecała. Nim się pożegnały, podniosła w końcu różdżkę, ostrożnie, samymi czubkami palców, jakby bała się, że gdy tylko weźmie ją do ręki, znów z tej tryśnie ogień.
Kto wie.
Może faktycznie właśnie tego się bała.
Koniec sesji