![]() |
|
[19.09.1972] But first... tea - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5) +--- Dział: Wokół Magicznych Dzielnic (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=118) +---- Dział: Ministerstwo Magii (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=17) +---- Wątek: [19.09.1972] But first... tea (/showthread.php?tid=5264) Strony:
1
2
|
RE: [19.09.1972] But first... tea - Victoria Lestrange - 20.11.2025 – Nacisk ze strony rodziny? – upewniła się i próżno było w niej szukać jakiegokolwiek kpiącego uśmieszku, bo nie uważała tego za zabawne. Było raczej… normalne, zwłaszcza wśród konserwatywnych, starych rodów, które miały zamiłowanie do tradycji. – Nie spodobały ci się lekcje? – dopytała jeszcze, ale najwyraźniej tak, skoro zrezygnował, a teraz prezentował podobny poziom wtajemniczenia jak i ona: czyli poziom podłogi. – No to może skarb – stwierdziła po chwili zastanowienia i wyciągnęła rękę po jedno z ciasteczek, które przyniosła na talerzyku. Zatrzymała ruch na dwie sekundy, kiedy Atreus przyznał, że na ślub idzie z Brenną, ale zaraz odzyskała rezon i droga ciasteczka do buzi została pokonana gładko. Kupiło jej to odrobinę czasu, żeby pozbierać myśli. Z Brenną? Zastanawiała się jak to się stało, że akurat z nią, czy stało za tym coś więcej… Nie miała tutaj absolutnie nic przeciwko – ot, zaskoczenie i to wszystko. – Nie wybieram. Nie zostałam zaproszona – wzruszyła ramionami, bo jak nie to nie. Co prawda znała się z Geraldine kilka lat i miały stały kontakt – Yaxley załatwiała jej składniki do eliksirów, w zamian właśnie za nie. Natomiast Greengrass… Do niego miała wątpliwości po tym, co wydarzyło się w lipcu na spotkaniu Towarzystwa Herbologicznego. – Ktoś musi pracować, żeby inni mogli się bawić – uśmiechnęła się ironicznie. – Ano właśnie dlatego mam nadzieję, że smok się nie pokaże. Po pierwsze narobi szkód, nawet jeśli jest szansa, że padnie, po drugie wierz mi, nie chciałbyś stanąć oko w oko z wściekłym smokiem. Po trzecie wyobraź sobie jaki potem będzie bajzel do sprzątnięcia – poza tym, to że Yaxleyowie lubili biegać za wszystkim co się rusza… Jeszcze trochę i będzie można ich przyrównać do kłusowników, jeśli zaatakują smoka na terenie rezerwatu. RE: [19.09.1972] But first... tea - Atreus Bulstrode - 21.11.2025 - Powiedzmy że nie jestem typem który przepada nad zastanawianiem się nadmiernie, co też może przynieść jutro. Co będzie to będzie - wzruszył ramionami. Zawsze żył bardziej tu i teraz, zamiast rozwodzić się nad przeszłością lub zastanawiać co czekało na niego następnego dnia, ale można to chyba było uznać za jakąś cenę aurowidzów, których trzecie oko przecież właśnie na tym się koncentrowało. Na tym, co ich otaczało i co mogli dostrzec w danym momencie. Lekcji wróżbiarstwa nie nazwałby też naciskiem, a przynajmniej nie w pełnym tego słowa znaczeniu. Było to raczej mile widziane, ale nie sądził by ktokolwiek dążył do tego we wręcz despotyczny sposób. - Skarb byłby fajny - westchnął krótko. Może było w tym odrobinę z marzeń małych chłopców, by biegać za mapami skarbów i bawić się w piratów. - Nie pierdol - wymsknęło mu się, kiedy parsknął, nie do końca pewien czy bardziej go to bawi czy zwyczajnie niedowierza. - Ale w sumie, czemu mnie to dziwi. Też nie dostałem zaproszenia. Ale w takim razie będę się bawić za nas oboje - mrugnął do niej porozumiewawczo. Miał tylko nadzieję, że będzie tam trochę żywiej niż na urodzinach bliźniaków, na których był jeszcze z Elaine. Sięgnął jeszcze po jedno z ciasteczek, które przyniosła im do herbaty. - To co, który raport pierwszy? - zapytał jeszcze z zaczepnym uśmiechem, stwierdzając jednak że może lepiej byłoby dla niego, żeby wsunął się z powrotem za swoje biurko. Nawet nie przez Victorię, a żeby przypadkiem ktoś mu nie dorzucił swojej nudnej roboty. Koniec sesji
|