![]() |
|
[Jesień 72, 19.09 OMSHM | Victoria, Atreus & Anthony] Coffee's aroma I can't ignore - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5) +--- Dział: Wokół Magicznych Dzielnic (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=118) +---- Dział: Ministerstwo Magii (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=17) +---- Wątek: [Jesień 72, 19.09 OMSHM | Victoria, Atreus & Anthony] Coffee's aroma I can't ignore (/showthread.php?tid=5305) Strony:
1
2
|
RE: [Jesień 72, 19.09 OMSHM | Victoria, Atreus & Anthony] Coffee's aroma I can't ignore - Victoria Lestrange - 30.03.2026 – Ja… pytałam Dolohova o te wizje. Tak, wiecie, bardzo prywatnie, to mąż mojej kuzynki. Napisałam do niego list, ale nigdy nie otrzymałam odpowiedzi. Może nigdy nie odczytał mojej wiadomości, może zawalony listami od fanów ten przegapił… – nie mogło być przecież tak, że tak utalentowany, uhonorowany wręcz jasnowidz, bodaj ten, któremu ufała pod tym względem najbardziej (z natury nie mając wielkiej miłości do jasnowidzów, przez wzgląd na to, że chciała wierzyć, że los wcale nie jest zapisany w gwiazdach, że każdy jest swoim własnym sterem i okrętem), nic o tych wizjach nie wiedział. Fakt jednak, że ludzie, którzy w ogóle o tych przepowiedniach usłyszeli, myśleli raczej o Samhain, moooże o Mabon (choć dlaczego? Voldemort tylko raz zaatakował podczas sabatu, bardzo zresztą konkretnego, swoje „panowanie” ogłosił podczas bardzo losowej daty). – Ja nie byłam wcale przeciwna, a przynajmniej nie z początku – odparła, patrząc kątem oka na Atreusa. – Dałam się przebadać z początku, ale później nikt już się ze mną nie kontaktował, więc zaczęłam szukać rozwiązań na własną rękę. Kapłani kowenu, spirytysta, jasnowidz, Egipt, biblioteka kowenu… – dopóki nie spotkała się z nekromantką w Egipcie nie miała nic przeciwko badaniom na sobie przez osoby trzecie, by się tego gówna pozbyć. Teraz miała na to zupełnie inny pogląd rzecz jasna. – Chodzi o czarne róże z ogrodu mojej rodziny. Może słyszeliście, że pojawiły się nagle i zajęły cały ogród. Moja ciotka twierdzi, że to już się kiedyś wydarzyło. Że już kiedyś się pojawiły w Maida Vale oraz na Polanie Ognisk – dlaczego akurat tam? Wszystko, co związane z czarnymi różami, to była jedna wielka zagadka, która łamała głowę Victorii, choć obecnie odsunęła sprawę ogrodu na dalszy plan. Spalona Noc wywróciła wszystko do góry nogami. – Rozmawiałam o tym z Harper, powiedziała mi, że ona się zgadza i że przydziela mi tę sprawę, no i… Czekam. A czas ucieka. A w Maida Vale dzieją się dziwne rzeczy. Ludzie doznają dziwnych wizji, niektóre rzeczy same się przestawiają, ktoś zakopał dziwne fiolki z eliksirem w ziemi… I nie wiadomo kto, bo ogrodnicy mają zakaz zajmowania się różami, a te rosną sobie w najlepsze – wylała to z siebie, tę frustrację, która toczyła jej żyły przez cały ten czas. – I elfy. Elfy się boją, a to ich dom i nie wiem już co mam zrobić z tym wszystkim. Jakakolwiek informacja byłaby dla mnie na wagę złota, Anthony – wiedziała, że pewnych rzeczy zrobić się po prostu nie da, tym bardziej że to nie drugie piętro było tu problemem, a to cholerne dziewiąte. A potem wysłuchała słów wuja. Miał w sumie dużo racji: to, co się wydarzyło w Spaloną Noc mogło zostać wykonane właśnie dlatego, ze Voldemort zaczerpnął z Limbo – bo Victoria sądziła, że dokładnie to się tam wydarzyło. Wydarł tę energię dla siebie i rozdarł granicę pomiędzy światami, co skończyło się przebiciem dziwacznych drzew rosnących do góry nogami na Polanę Ognisk i wichurą, która miała swój początek w Limbo. – Dolina to faktycznie początek wszelkich anomalii. Wichura, widma, słońce i księżyc jednocześnie na niebie… – tak, rozmawiała już z Anthonym o tym pomyśle i to było coś, co miało prawo bytu. Może i by im faktycznie pomogło. Ale Dolina Godryka… Victoria trochę uniakłą teraz tego miejsca, nawet jeśli nie do końca mogła i robiła dobrą minę do złej gry, nie przyznając się na głos, jak bardzo ja to wszystko bolało… A potem rozsiadła się, przyglądając się „pojedynkowi”. RE: [Jesień 72, 19.09 OMSHM | Victoria, Atreus & Anthony] Coffee's aroma I can't ignore - Atreus Bulstrode - 31.03.2026 Atreusowi wcale nie wydawało się, że spodziewanie się kolejnej katastrofy podczas Samhain było aż takim dziwnym podejściem. W momencie kiedy dotarło do ludzi, przynajmniej tych co niektórych, dlaczego w ogóle Beltane wybrał, sprawa wydawała się prostsza. A druga taka noc, dziejąca się na podobnych zasadach, wypadała właśnie w Samhain. Jeśli Voldemort chciałby zagarnąć więcej mocy i coś z nią zamieszać, powinien celować właśnie wtedy. Powinien, ale przepowiednie mówiły o całkiem przypadkowym dniu. Ogień strawił Londyn, dokładnie tak jak przepowiedziałą Florence i wielu innych. Bulstrode pokiwał głową na słowa Anthony'ego, chociaż niekoniecznie podzielał jego entuzjazm, jakoby Longbottom był najlepszą możliwą osobą do zajęcia się badaniami na polanie ognisk. Siedział sobie w tej swojej Komnacie Przepowiedni i pewno posiadał jakieś inne atuty, ale oprócz tego auror prędzej pchnąłby tam kogoś od Śmierci czy Czasu, czy jakie tam oni w Departamencie Tajemnic mieli jeszcze inne salki i komisyjki. Jego starania co do przejrzenia aury Shafiqa przyniosły przyjemne efekty i mimowolnie uśmiechnął się z zadowoleniem, kiedy zobaczył otaczające mężczyznę kolory. Oklumenci frustrowali go, ale jak przyjemnie było pokonać te ich bariery i spojrzeć pod narzucaną przez nich woalkę. - Większość z tych rzeczy działa się dookoła Polany Ognisk w gruncie rzeczy. Miejsce kultu i tak dalej, nie na darmo do tej pory działy się tam wszystkie sabaty. I nie na darmo pewnie Isobell wybrała potem Stonehenge, ale to drugie jest teraz mniej istotne. Mówiłem już chyba o tym Patrickowi, ale zastanawiałem się nad tym, czy przypadkiem nie chodzi tylko o czas, czyli moment kiedy granica między światami jest cienka, co i samo miejsce. Magia to emocje, tak? Silnie na nie reaguje, wiążą ją one na przykład też w przedmiotach, bo przecież widmowidz potrzebuje czegoś odpowiednio nacechowanego, żeby w ogóle zobaczyć tego echo. Więc czemu nie miejsca; od pokoleń Polana Ognisk nasiąka tymi emocjami, które tym bardziej były podsycane podczas trwającego sabatu - bardziej wyrzucał z siebie słowa, niż zmierzał do jakiegoś konkretnego wniosku. - Jeśli chodzi o samo ewentualnie pozbywanie się naszego balastu to też mi przeszło przez głowę czy nie musielibyśmy odtworzyć wszystkich warunków, które miał sam Voldemort. Sabat, miejsce kultu, nasiąknięte energią magiczną, a do tego kamienie runiczne, które potem wygrzebano z ziemi po Beltane - upił kolejne łyki kawy. - Ale Isobell powiedziała, że ta energia nic nam nie zrobi. RE: [Jesień 72, 19.09 OMSHM | Victoria, Atreus & Anthony] Coffee's aroma I can't ignore - Anthony Shafiq - 07.04.2026 To miała być zwykła rozmowa przy kawie.
Tymczasem... Nawet nie krył zdziwienia. Dolohov nie odpowiedział na list Victorii, w sumie czemu by miał, chyba nie byli blisko, szczególnie, że Anthony akurat tę Lestrengównę ukochał sobie najbardziej, jawnie okazując jej atencje, co mogło skazać ją na brak przychylności ze strony wieszcza. Shafiq nie wątpił również w fakt, że to jego anam cara jest najwybitniejszym jasnowidzem, więc nie zdziwiłby się, że Morpheus uzyskał ekskluzywny dostęp do wskazówek od Matki, choć cóż.. tak dobrego mniemanie nie miał o klątwołamaczce, która w innej dziedzinie poszerzała swe kompetencje, niekoniecznie w jasnowidzeniu. ...tymczasem...
Czarne róże na polanie ognisk. – To trzeba koniecznie sprawdzić. Kiedy konkretnie one się pojawiły na Polanie? Mógłbym przewertować bibliotekę Parkinsonów, zaangażować ciotki do tego, żeby przetrzepały występujące w tym czasie anomalie. Jeśli pozwolisz, dałbym znać również Niewymownemu Longbottomowi. Wiem, że na dniach będzie próbował dostać się bliżej zdawałoby się osi naszych problemów... Ech, Bagshot mocno oberwał, a przydałby się niezależny historyk kopiący w przeszłości, by znaleźć odpowiedzi chociaż na część pytań dręczących nam w teraźniejszości. – żachnął się choć w sumie przeszła mu przez myśl pewna osoba. Pewnie gdyby nie nekrolog i kolejne pogrzeby w których przyszło mu uczestniczyć nie pomyślałby o swojej dalekiej kuzynce, ale... To nie był jednak problem na obecną rozmowę. Przeczesał palcami włosy, próbując fizycznie zmusić się do tego, żeby jego znerwicowany umysł nie pognał zbyt daleko. – Szczerze mówiąc... Nie wiem czy zasadnym jest traktowanie tego stanu jako balast – powiedział bardzo, bardzo powoli. – Niedogodnością jest to, że nie do końca wiemy co możecie i w jaki sposób możecie. Ani czy istnieje szansa by wyczuć... pozostałych, którzy niekoniecznie nabawili się tego biegnąc za zamaskowanymi oprawcami, by ich wsadzić do Azkabanu. Czy Isobell powiedziała Ci coś jeszcze? – zapytał.– A co z tą dziwaczną wiedźmą od Trelawneyów? Ta rodzina się specjalizuje w Limbo, dobrze kojarzę? |