Secrets of London
[09.09.72] Duch w gratisie | Julian & Jolene & Alice & Hestia - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Anglia (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=6)
+--- Dział: Dolina Godryka (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=23)
+--- Wątek: [09.09.72] Duch w gratisie | Julian & Jolene & Alice & Hestia (/showthread.php?tid=5310)

Strony: 1 2


RE: [09.09.72] Duch w gratisie | Julian & Jolene & Alice & Hestia - Hestia Bletchley - 08.01.2026

Stali tak wtuleni i przez krótką chwilę Hestia powoli zaczeła oswajać się z myślą, że chyba rzeczywiście nie czekają już na nich żadne inne nieprzyjemności.
I wtedy coś nie tak zaczęło się dziać z tatą.

Tato? – zapytała niepewnie, widząc niepokój ojca. Szybko wyswobodziła się z rodzinnego uścisku i rozejrzała dookoła, aby zobaczyć czy przypadkiem ktoś nie postanowił ich zaatakować, ale wszystko wydawało się o dziwo spokojne. Wszystko poza jej tatą.

Mój triumf to porządek świata, w którym nie musimy ukrywać naszej magii.

Zmarszczyła  w pierwszej chwili próbując znaleźć kontekst dla czegoś co tego kontekstu nie miało. Co on miał na myśli? Jak to porządek świata w którym nie muszą ukrywać magii? Czyjej magii? Przecież... To nie miało sensu. I jeszcze ten głos... Niby należał do jej ojca, ale... Ale jakby nie. Jakby ktoś mówił za niego. Szybko zerknęła na matkę, jakby liczyła,  że Jolene Bletchley miała odpowiedzi na wszystko jednocześnie próbując nie myśleć z narastającą paniką o wszystkich możliwych scenariuszach.
Tato? – powtórzyła, zmuszając swój głos do większej pewności siebie. – Tato co się dzieje?

Ponownie spojrzała na dwie pozostałe członkinie jej rodziny, ale nikt inny nie wypowiadał nagle tak dziwnych słów, ale i tak coś musiało być nie tak. Co jeśli to nie był jej ojciec? Co coś go opętało? Czy byłaby w wstanie zareagować na czas, aby uratować ich wszystkich? Czy byłaby w stanie w ogóle zareagować?

Proszę cię tato. Powiedz coś. Coś normalnego. Proszę cię. Błagam – powtarzała sobie w myślach, wpatrując się w ojca.


RE: [09.09.72] Duch w gratisie | Julian & Jolene & Alice & Hestia - Alice Bletchley - 24.01.2026

Alice w Mungu widziała tej nocy wiele straszliwości, jednak nic nie było tak przerażające jak widok ojca w takim stanie. Zawsze wydawał się jej niesamowicie silny. Był aurorem, walka z czarnoksiężnikami była jego codziennością. Dlaczego więc w jego słowach, tak dziwnych, jakby nienależących do niego, czaiło się tyle bólu? Tyle słabości, bezsilności? Jego musiało to wszystko dotknąć najmocniej.

– Tato, wszyscy z nas przeżyli. Jesteśmy cali – powiedziała, siląc się na spokój. Chyba to jedynie chęć pomocy go jej dawała. Jednocześnie, gdyby powiedziała, że wszystko jest dobrze, skłamałaby. Widziała też z zewnątrz, że dom także ucierpiał. Bała się, jak ojciec na to zareaguje. Złapała więc go za rękę. Tylko gesty, bez słów, wydawały się w tej chwili odpowiednie.

Spojrzała na Hesię, potem na mamę – najsilniejsze kobiety na świecie. Podziwiała je tak bardzo: mamę za wytrwałość podczas pracy w Mungu, a siostrę za to, jak dobrze sobie poradziła. Jednocześnie Alice miała nadzieję, że Spalona Noc nie zostawi blizn na całe życie. Że będą w stanie wyjść z tego i żyć jak dawniej. Właściwie tylko o tym marzyła.

– Musimy sprawdzić, co z domem – rzekła cicho. – Chyba... im szybciej to zrobimy, tym mniej będzie nas bolało. A nuż nie jest tak źle? – Nie zabrzmiała zbyt przekonująco.


RE: [09.09.72] Duch w gratisie | Julian & Jolene & Alice & Hestia - Jolene Bletchley - 27.01.2026

Obrazy ognia pojawiające się w głowie Jo już napełniały ją lękiem, więc gdy usłyszała słowa płynące z ust męża... Serce jej zamarło. Choć dobrze zdawała sobie sprawę, że Julian z własnej woli nigdy nie powiedziałby czegoś takiego, w tej chwili emocje wzięły górę. Podobnie jak z narastającą paniką, racjonalne wyjaśnienia teraz do niej nie trafiały.

Reszta Bletchleyów najpierw usłyszała szloch, a potem zobaczyła łzy płynące po jej policzkach.
– D-dlaczego... Czemu my... – Jolene była twardą babką i rzadko kiedy łamała się pod wpływem emocji, lecz ta noc kompletnie zniszczyła jej psychikę. Kiedy tylko zdawało się, że sytuacja choć trochę się polepsza, ci popaprańcy w kapturach wynajdowali coraz to nowsze sposoby na zniszczenie jej życia. Jo wiedziała, że musi jakoś się trzymać dla dobra swoich bliskich, ale nie miała już na to sił. Nie miała też żadnej odpowiedzi na pytające spojrzenie Hestii. Była za słaba by stanowić w tym ciężkim czasie wsparcie dla swojej rodziny i ta świadomość raniła ją jeszcze bardziej.

Głos Alice wydawał jej się bardzo odległy, jednak zrozumiała najważniejsze słowa z wypowiedzi córki. Dom... Być może wynikało to z narastającego poczucia zagrożenia, ale Jolene bała się tego, co mogli znaleźć w środku. Nawet jeśli budynek nie wydawał się bardzo zniszczony od zewnątrz, Śmierciożercy byli w stanie sponiewierać ich dobytek w ramach jakiegoś sadystycznego pokazu siły.

Niemniej Alice miała rację; kiedyś i tak należało sprawdzić co się stało z ich nieruchomością, więc lepiej było mieć to z głowy niż wymyślać czarne scenariusze. Jo przełknęła ślinę i spróbowała zebrać w sobie resztkę sił.
– Tak... Trzeba go sprawdzić. – wydukała, powstrzymując szloch. Cholernie się bała, jednak musiała stawić temu czoła, przestraszona lub nie.


RE: [09.09.72] Duch w gratisie | Julian & Jolene & Alice & Hestia - Julián Bletchley - 08.03.2026

Ogarnij się. Masz robotę do wykonania. Chcesz znowu zawieść wszystkich? Już raz widziałeś swoich przyjaciół martwych. W życiu naoglądałeś się śmierci aż nadto. Chcesz dopisać do tego teraz dziewczynki? Chcesz zostać wdowcem?
Każda z tych myśli spychała wiszące nad nim ostrze coraz niżej, jak kat nad skazańcem, który wiedział, że stal i tak prędzej czy później opadnie na kark.
— Dom. Sprawdzić, tak. Trzeba… tak. Nie… — mężczyzna rzucał pojedyncze hasła, chwytając się ich, aby nie utonąć. Jednocześnie autor zamrugał celem pozbycia się mgły, która mlecznymi mackami oplotła jego umysł. To było nie do pomyślenia, gwałt na własnym ciele, żeby takie słowa kiedykolwiek wyszły z jego ust.
— Nie. Sprawdzę w środku pierwszy. Zostańcie tu — powiedział stanowczo, a w swoim byciu bestialskim jestestwie zignorował załzawione policzki żony, drżenie strachu w głosie Alice i pytania Hestii.

Bał się, że jeśli spojrzałby na nie jeszcze raz, nie byłby w stanie zrobić ani kroku dalej, a więc ruszył w stronę domu. Z kolei zatrzymał się w progu zanim jeszcze przekroczył linię drzwi.

W Londynie zapach spalenizny był ostry, gryzący. Tutaj… Co oni poczynili z jego domem? Mężczyzna uniósł różdżkę odrobinę wyżej.

3k na kształtowanie, rozświetlenie pomieszczeń
[roll=Z]


RE: [09.09.72] Duch w gratisie | Julian & Jolene & Alice & Hestia - Hestia Bletchley - 31.03.2026

Nagle wszystko było dokładnie takie jak chwilę wcześniej. Tata znowu zachowywał się na tyle normalnie na ile było to możliwe w jego sytuacji, ale...
Może powinniśmy jednak iść do Munga? – zaproponowała niemal szeptem, tak naprawdę nie mając pojęcia co powinna z tym zrobić. Chyba chciało jej się płakać. Nie, nie chyba. Na pewno chciało jej się płakać, bo czemu nagle działy się takie rzeczy? Przeżyli. Ich dom stał. Czy nie zasłużyli już więc na spokój?

Na całe szczęście Alice w tym wszystkim miała chyba najwięcej rozsądku. I racji. Należało sprawdzić co się działo z domem. Jednak gdy ojciec oznajmi, że zrobi to sam i ruszył naprzód, Hestia najpiere przełknęła głośno ślinę i na chwilę wtuliła się w matkę. Potem jednak wzięła głęboki oddech, chwyciła różdżkę i sama poszła w stronę domu, próbując rzucić podobne zaklęcie światła.


Rzut na kształtowanie III, stworzenie światła na końcu różdżki
[roll=Z]

Możliwe, że była tym wszystkim zbyt zmęczona, bo zaklęcie po prostu nie zadziałało. Nie miało to jednak znaczenia, bo po pierwsze nie planowała się wycofać, nawet gdyby ojciec jej kazał, po drugie tata już i tak wszystko rozświetlił, a po trzecie już od progu powitało ich coś, co dość jasno zasugerowało, że chyba jednak z domem nie było wszystko w porządku. Przedpokój nie wyglądał normalnie. Dziwna czarna sadza osiadła na meblach. Hestia ostrożnie dotknęła drewnianej konsoli, na którą zazwyczaj rzucała klucze i aż skrzywiła się gdy zobaczyła, że smolista sadza została na opuszkach jej palców.
To chyba nie jest normalne – mruknęła, a potem niemal nie podskoczyła, gdy z głębi domu rozległo się upiorne zawodzenie.


RE: [09.09.72] Duch w gratisie | Julian & Jolene & Alice & Hestia - Alice Bletchley - 02.04.2026

Alice weszła do domu razem z mamą, ściskając jej dłoń. Ten dom wiele znaczył... dla nich obu, jednak to Jolene Bletchley stworzyła z niego miejsce, w którym chciało się być. Stanowiła duszę tego miejsca. Dlatego Alice nie wyobrażała sobie, jak musiała cierpieć, kiedy przed jej oczami malował się ten obraz. To, co budowała przez tyle lat... teraz zostało skażone czymś mrocznym, sprzeczny z tym, co to miejsce dotychczas reprezentowało. Dlatego dziewczyna musiała być tu dla niej... nieważne jak sama cierpiała.

Nie było w tej sytuacji na miejscu bać się o swoje rękopisy, a jednak coś w sercu Alice drżało na myśl, że czarna smoła, która pokryła ściany, mogła osadzić się też na kartach jej nowej powieści. Zganiła się za tę myśl. Włożyła w to ogromnie dużo pracy, owszem, ale obecnie... miała na głowie ważniejsze sprawy. Musiała być silna dla mamy, która zawsze dla Alice stanowiła wzór siły, a teraz się kruszyła na kawałeczki. Dla Hestii, która była taka młoda i taka dzielna, ale wciąż potrzebowała starszej siostry, dla taty, który czuł się teraz winny, a przecież nie powinien.

– Być może uda się to jakoś... sprzątnąć? – jej głos zabrzmiał słabo. Szczególnie, że po tych słowach rozległ się jakiś dziki, mrożący krew w żyłach skowyt. Alice poczuła, że serce zamiera jej w piersi. – Co to... co to było? – zająknęła się.

Wtedy go ujrzała, przy wejściu do salonu. Najpierw pomyślała, że na ziemię zwalił się jakiś mebel, być może kredens. Ten jednak stał na miejscu, pokryty czarną sadzą. A na podłodze... na podłodze... leżał człowiek. Mężczyzna, być może koło czterdziestki. Chorobliwie blady, nieruchomy. Najgorsze były jego oczy. Wpatrywały się tępo przed siebie.

Alice poczuła mdłości i natychmiastową potrzebę, by uciec stamtąd, ile sił miała tylko w nogach. Nie potrafiła nic wydusić. Słowa zamarły jej w gardle, łzy znowu pocisnęły się do oczu. Nie mogła w to uwierzyć. Zebrać myśli. Nawet jak się odwróciła, wciąż widziała te oczy.


RE: [09.09.72] Duch w gratisie | Julian & Jolene & Alice & Hestia - Jolene Bletchley - 02.04.2026

Oczywiście, jej durny mąż musiał jak zawsze sam pchać się w niebezpieczeństwo. Jolene dobrze wiedziała, że nie mogła wygrać z jego chęcią bycia bohaterem, niezależnie od tego jak bardzo by nie próbowała (zresztą, ta odwaga była jedną z cech, przez które się z nim zakochała). Po trzydziestu latach związku z aurorem, Bletchley zdawała sobie również sprawę, że z ich czwórki to właśnie Julian miał największe doświadczenie z radzeniem sobie w kryzysowych sytuacjach. Z racjonalnego punktu widzenia, najbezpieczniej by było gdyby on sam sprawdził w jakim stanie było wnętrze ich domu.

Jednak Jo nie potrafiła teraz myśleć racjonalnie i nie chciała pozwolić mu wejść w mrok samemu. Nie po tym, jak z jakiegoś powodu (wstydu? poczucia winy?) nie był w stanie spojrzeć w oczy swoim najbliższym.

Najwyraźniej jej dziewczynki miały podobne zdanie, bo ruszyły za ojcem w stronę wejścia do domu. Hesia, która bardziej wdała się w starego, poleciała pierwsza. Natomiast bardziej przezorna Alice cały czas trzymała się przy matce.

W końcu cała czwórka Bletchley'ów znalazła się wewnątrz swojego domu, który był... nie do poznania. Całe wnętrze pokryte było sadzą; wszystkie ściany, meble i dywany miały na sobie czarny osad. Jolene wolała nie myśleć o tym, ile będzie kosztowało przywrócenie nieruchomości do poprzedniego stanu; już sam widok zdewastowanego wnętrza łamał jej serce. Mówiło się, że rzeczy fizyczne szczęścia nie dają, lecz dla Bletchley miejsce to stanowiło coś więcej niż cztery ściany. To tutaj postanowili z Julianem założyć rodzinę. W tym ogrodzie zapuściły korzenie jej pierwsze sadzonki. Na tej podłodze uczyła się chodzić Alice, a następnie także i Hesia. Tutaj wracała po pracy wiedząc, że niezależnie od tego jak źle będzie się działo na świecie, to miejsce będzie stanowił bezpieczną ostoję. Po smutnych wspomieniach z rodzinnego domu, Jo starła się stworzyć dla swoich bliskich przestrzeń, w której będą się czuć bezwarunkowo kochani. A teraz widok ukochanego miejsca na ziemi łamał jej serce.

Nie wspominając o tym, że mroczne wnętrza wywoływały atmosferę strachu. Jolene odnosiła wrażenie, jakby ktoś ich obserwował, choć mógł być to efekt jej wcześniejszej paranoi. Te obawy okazały się uzasadnione, gdy z wnętrza domu wydobył się upiorny skowyt.
– Uważaj. – chwyciła Alice za ramię, choć ten gest miał dodać otuchy także jej samej. Gdy spojrzenie Bletchley trafiło na to, czemu przyglądała się starsza córka, powietrze opuściło jej płuca.

Była przywyczajona do widoku zwłok przywożonych i wywożonych z Munga. Nawet pracując w administracji szpitala napatrzyła się osoby trwale okaleczone w brutalnych wypadkach. W ciągu ostatnich paru godzin widziała już o wiele za dużo cierpienia i śmierci. Lecz nic nie mogło ją przygotować na widok martwego człowieka w jej domu.

Leżącego na środku salonu.

Z nożem wbitym w plecy.

Dlaczego oni? Czego jeszcze ich rodzina będzie musiała doświadczyć w tej niekończącej się nocy ognia i bólu? Jolene zrobiło się słabo i chyba tylko dotyk córki sprawił, że nie osunęła się ze szlochem na kolana. Najwyraźniej Bletchley'om nie było dane doświadczyć dzisiaj ani chwili spokoju, ponieważ gdzieś z wnętrza wydobyły się kolejne jęki, tym razem jednak dało się pośród nich usłyszeć pełne gniewu słowa.

– SZLAMY! Jebane szlamy! To wszysto ich wina!

Nagle przed czwórką czarodziejów pojawiła się półprzeźroczysta aparycja mężczyzny, którego wybałuszone oczy były przerażająco podobne do tych należących do trupa leżącego na podłodze.

– To te jebane szlamy mnie zabiły! – zawył duch.


RE: [09.09.72] Duch w gratisie | Julian & Jolene & Alice & Hestia - Julián Bletchley - 02.04.2026

4 kropki, rozproszenie, rzut na tarczą ochronę na Jolene i córki
[roll=PO]


RE: [09.09.72] Duch w gratisie | Julian & Jolene & Alice & Hestia - Julián Bletchley - 07.04.2026

Wszystko było nie tak, jak być powinno.
Auror przekroczył próg i powoli ruszył w głąb korytarza. Obejrzał się przez ramię, jego wzrok spoczął na Hestii. Upewniwszy się, że stała cała, zwrócił się ku wnętrzu domu. Wyciągnął dłoń oraz przesunął palcem po powierzchni jednego z mebli. Czarna, lepka sadza przylgnęła do skóry. Uniósł rękę bliżej światła, które biło z końca jego różdżki. Powoli starł go o drugi palec. Czy czarna sadza miała to samo źródło, co duszący dym w Londynie?

Mężczyzna nie odezwał się ani słowem. Tam, gdzie zwykle wisiały ramki, winny znajdować się znajome twarze. Uśmiechy utrwalone w czasie zostały zastąpione przez nieporadne, powykrzywiane i uchwycone w chwili desperackiego gestu, ślady dłoni. Klątwa? 

W odpowiedzi na nieznany, przeciągły głos, mocny łuk srebrzystej magii przeciął powietrze, mający na celu odgrodzenie kobiet od wpływu wroga. Błysk uformował się na sekundę w przejrzystą kopułę, aby jedynie po chwili pęknąć z trzaskiem jak cienkie szkło. Kurwa, co z niego był za auror.
Wrócił — wyszeptał głos. — Wrócił morderca — plama ciemności rozlała się jak atrament. Z korytarza wyłonił się kształt barków. Potem była twarz. Zapadnięta i trupio blada… Mężczyzna był pochylony nienaturalnie do przodu. Z jego pleców wystawał nóż, który był wbity po rękojeść. — Julian… — wychrypiał duch. — Obrońca szlam…
Byt zachichotał, a z jego ust popłynęła cienka strużka czarnej cieszy, która zniknęła zanim dotknęło podłogi.
— Nie potrafisz ich ochronić! — wrzasnął. Jego głos odbił się od ścian. Z kredensu posypały się filiżanki. — Nawet teraz! Nawet tutaj! Taki z ciebie auror?! To ty mnie zabiłeś, Julianie! Ty i twoje parszywe, mugolskie szczury! Ty ich tu przyprowadziłeś! To przez takich jak ty Londyn gnije! To przez was krew jest w kanałach, a czystość kona!
To nie mógł być zwykły poltergeist ani nawet duch z traumą tragicznej śmierci. Ten był przesiąknięty nienawiścią, ideą, obsesją. Musiał tkwić w chwili własnego mordu i zbudować sobie z niej cały świat.
Powiedz im — wyszeptał z jadowitą czułością. — Powiedz córeczkom, jak mnie zabiłeś. Powiedz żonie, jak kłamałeś. Powiedz, po której stronie stoisz, ścierwie.