Secrets of London
[1955, Hogwart] To naprawdę nie jest randka - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Poza schematem (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=29)
+--- Dział: Retrospekcje (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=25)
+--- Wątek: [1955, Hogwart] To naprawdę nie jest randka (/showthread.php?tid=5316)

Strony: 1 2


RE: [1955, Hogwart] To naprawdę nie jest randka - Cathal Shafiq - 08.01.2026

Przez ułamek sekundy Cathala korciło, aby na to wyzwanie to wykazania się zareagować w najpaskudniejszy sposób, czyli naruszając przestrzeń osobistą Helloise. Powstrzymało go chyba głównie to, że jakieś resztki rozsądku podpowiadały, że jeszcze nie daj Merlinie wbrew temu, co mówiła o chłopaku, wykazałaby zainteresowanie, a obściskiwanie się w Łazience Jęczącej Marty było jedną z ostatnich rzeczy, na jakie miał ochotę. Ani w tym miejscu, ani ze smarkatą Puchonką.
Mógłby przysiąc, że coś syczało w jego głowie i teraz dla odmiany bardzo starał się absolutnie nie patrzeć w kierunku umywalki, wzrok utkwiwszy w pannie Rowle i duchu.
– Mam nazwisko!!! Jestem Marta Warren! – wrzasnęła Marta, głosem tak piskliwym, że Shafiq usta Cathala drgnęły w nerwowym tiku. – Zrujnuję wasze śluby!
– Muszę zapamiętać, aby w razie czego uciec do Vegas – skomentował Cathal, unosząc teraz wzrok ku sufitowi, jakby tam znajdowało się coś ciekawego. – Nie, panno Rowle. Parę lat temu byłem zainteresowany potworami, które ponoć tu się panoszyły i mordowały takie dziewczynki, jak ty. Historia Marty okazała się jednak… wyjątkowo mało interesująca.
Marta uniosła się, a jej dłonie trzęsły się ze złości. Widać oskarżenia o to, że historia jej śmierci nie była ciekawa, przekraczały już poziom tolerancji ducha. Prawda była zresztą taka, że sama w sobie opowieść rzeczywiście była nudna.
Byłaby.
Gdyby nie ten cholerny wąż przy kranie, gdyby nie legenda Slytherina, gdyby Cathal wciąż nie zastanawiał się, jakie słowa w obcym języku usłyszała dziewczyna…
– Mam nadzieję, że on cię zamorduje! Jak wtedy zamordowano mnie! – zawyła, wskazując przy okazji palcem na Cathala, nie uściślając, czy to on ma mordować Helloise, czy może jakiś tajemniczy „on” (tajemniczy, bo Marta chyba sama nie wiedziała, kto ją zabił ani nawet jak to zrobił) miałby zamordować Shafiqa.
– Sprawdzamy czy działa? – spytał Cathal niemal uprzejmie, ignorując krzyki ducha i zwracając się do Helloise.


RE: [1955, Hogwart] To naprawdę nie jest randka - Helloise Rowle - 08.01.2026

[inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=O9KYQ6C.png[/inny avek]Byli tacy ludzie, którzy szybko odpalali się gniewem i równie szybko gaśli (kochamy Woody’ego). I byli tacy, którzy odpalali się wolniej, ale gdy już ruszyli, toczyli się nieubłaganie jak kula śnieżna, dopóki nie rozbili się o jakąś ścianę — to była młoda Helloise.
Więc teraz chcesz mnie zamordować? Tego mam się bać? — Wyśmiała Cathala, nie zawracając sobie głowy rozumieniem tego, co chłopak tak naprawdę do niej powiedział. To nie miało znaczenia. — My? My nic nie sprawdzamy. Miałeś już szansę.
Różdżkę wycelowała w pieklącą się Martę.
— Marta Warren, prawie ją lubię. A jeśli sprawdzimy książkę — Rowle potrząsnęła brutalnie swoim cennym skarbem uniesionym wysoko w drugiej ręce, żeby Shafiqa przekonać, jak bardzo jej na księdze nie zależy — może zniknąć szansa, że zrujnuje twój ślub. O nie, niczego nie sprawdzamy. Chcę zobaczyć, jak ta pokraka zaryczy za twoją żoną na przysiędze!
Dziewczyna cisnęła książkę na wilgotną podłogę. To nakręciło ją jedynie mocniej. Odnajdywała coś szalenie upajającego w niszczeniu rzeczy, na których jej zależało. Trudno było wskazać coś, co dawało młodej Heli większe poczucie wolności, niż niszczenie samej siebie i rzeczy ją otaczających. Uznawała to za najwyższą manifestację tego, jak bardzo jej nie zależy, jak bardzo nie boi się niczego stracić i że nie zawaha się przed posunięciem dalej i dalej, i dalej. I jedyna opcja to jej ulegać. Najlepiej we wszystkim. Za każdym razem.
— To mnie zabij, jak chcesz! Co mnie to obchodzi! — krzyczała niemal wyzywająco, nie wiedząc, czy kpi z gróźb Marty, czy z Cathala. Z pewnością zaś okpiła swoją godność, wpadając w szyderczo-histeryczny szał przed niemal obcym chłopakiem.
Lawina się nie zatrzymywała. Książka, którą Helloise chroniła przez ostatnich kilka dni z nabożną czcią, nie została wystarczająco zmaltretowana. O nie. Teraz czarownica zwróciła różdżkę na smętnie rozmakający na podłodze wolumin i spróbowała go w gniewie podpalić.

rzucam jej kształtowanie z trolla, bcs she was this dumb
[roll=T]

Nie poddała się za pierwszym razem, mimo że z różdżki poleciały tylko smętne iskry. Od razu spróbowała raz jeszcze.

[roll=T]


RE: [1955, Hogwart] To naprawdę nie jest randka - Cathal Shafiq - 08.01.2026

Wrzaski, obrażanie, rzucanie przedmiotami i wreszcie niewielki pożar – tego było za wiele dla Jęczącej Marty w jej własnej łazience. Zawtórowała krzykowi Helloise, choć o wiele głośniej od niej, z mocą kogoś, kto nie odczuwał bólu gardła i tak naprawdę nie potrzebował powietrza, aby krzyczeć, aż wydawało się, że od tego dźwięku zaraz popękają lustra oraz bębenki w uszach.
A potem pomknęła do kabiny, w której przed laty umarła i zanurkowała w niej, a woda trysnęła z uszkodzonego sedesu, gdy „spuściła się” w nim woda, zalewając wszystko w pobliżu, mocząc podłogę i przy okazji gasząc niewielki pożar, który wywołała Helloise.
A Puchonka mogła się przekonać, że została w łazience sama.
Cathal Shafiq tracił zainteresowanie bardzo szybko, nie miał też cierpliwości do młodszych uczniów – poza Ulyssesem bodaj – i na pewno nie miał tejże do histerii. Może wyszedł już w momencie, gdy przewrócił oczami na jej oskarżenia o to, że chce ją mordować – nie powiedział jej tego, co pomyślał: że gdyby chciał ją zamordować, nie ostrzegałby, a po prostu tu zrobił, ale na pewno nie tam, gdzie tak łatwo byłoby go przyłapać. Może kiedy miotała się po łazience, wymachując różdżką, celując nią w Martę i potem podpalając książkę. W każdym razie panna Rowle nie zobaczyła go nigdzie w pobliżu.
A on zmierzając do lochów przyrzekał sobie…
Że nigdy więcej nie zbliży się do tej łazienki i że z randkami poczeka najmniej do dwudziestego piątego roku życia. Tak żeby kobieta, z którą będzie się umawiał, na pewno też nie była gówniarą.

Koniec sesji