![]() |
|
[14.10.72, Wyspa Posępna] Gdzie umilkły głosy McClivertów - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Wyspy Brytyjskie (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=125) +--- Dział: Szkocja (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=127) +--- Wątek: [14.10.72, Wyspa Posępna] Gdzie umilkły głosy McClivertów (/showthread.php?tid=5332) |
RE: [14.10.72, Wyspa Posępna] Gdzie umilkły głosy McClivertów - Erik Longbottom - 20.11.2025 — Tak? — Przekrzywił lekko głowę, posyłając rudowłosej dziewczynie zaskoczone spojrzenie. — A co miałaś na koniec szkoły z zajęć z wróżbiarstwa? Wiesz, wolałbym wiedzieć, jak często masz rację w takich przypadkach. — Uśmiechnął się krzywo. — Autentycznie byłbym wdzięczny, gdyby to była szybka akcja ratunkowa.
Wtedy moglibyśmy odtrąbić, chociaż taki sukces, skomentował bezgłośnie, rozglądając się uważnie po rozciągającej się pod nimi ziemi. Klify, kamienie, więcej kamieni... Z perspektywy lotu ptaka wyspa faktycznie wydawała się niezamieszkana, nie licząc budowli McBoonów, która znajdowała się niedaleko. Porzucona. Zapomniana przez wszystkich. Aż do teraz. Kiedy czas przeznaczony na dokonanie wstępnych oględzin terenu dobiegł końca, Erik poszybował za Heather w stronę Brenny i reszty grupy Zakonu Feniksa. — Wydaje mi się, że jest względnie bezpiecznie — zawyrokował Erik, gdy na powrót znaleźli się przy grupie po krótkim zwiadzie powietrznym. — Nie zauważyłem żadnych oczywistych oznak niebezpieczeństwa. Armia ludojadów nie krąży po okolicy, a przynajmniej nie ma ich na powierzchni. — Zamilkł na moment. — Radziłbym jednak mieć różdżki w pogotowiu. Kto wie, czy te stworzenia nie wykopały sobie jakichś podziemnych tuneli, czy przejść w skałach, a ostrożności, jak wiadomo, nigdy za wiele. Wypuścił powoli powietrze z ust, rozglądając się po raz ostatni na prawo i lewo, zanim ponownie podwyższył pułap lotu. Nie podobała mu się wizja tego, że kwintopedy mogły się rozgościć na wyspie na tyle, aby zbudować sobie całą siatkę podziemnych przejść między kluczowymi punktami na powierzchni. A czemu? Bo to by sugerowało, że mogą bardzo szybko przemieszczać się z miejsca na miejsca, kompletnie ignorując potencjalne utrudnienia terenowe, z jakimi musiałaby się mierzyć reszta ich grupy. Byliby jak na widelcu, pomyślał z niezadowoleniem, tym bardziej wytężając wzrok, gdy wraz z Heather zaczęli lecieć w kierunku zamczyska. — Zgadzam się. W pełnej rozciągłości — zawtórował Rudej, przyglądając się budowli. — Ciekawe, czy po pozbyciu się lokalnego paskudztwa byłaby zdatna do zamieszkania... Mimowolnie obejrzał się za siebie w kierunku siostry. Doprowadzenie posiadłości w Dolinie Godryka na pewno już teraz pochłonęło masę środków, ale może wspólnymi siłami udałoby im się uzbierać parę galeonów na taką morską twierdzę? Jak by ją nazwali? Warownia 2.0? Uber Warownia? Gniazdo Feniksa? (Percepcja) Erik rozgląda się po okolicy x1
[roll=Z]RE: [14.10.72, Wyspa Posępna] Gdzie umilkły głosy McClivertów - Jonathan Selwyn - 21.11.2025 – Jak jest zbudowany ten zamek? Heather i Erik dadzą radę zerknąć na ten dziedziniec z lotu? Hm... Ewentualnie któreś z nich może spróbować narobić jakiegoś hałasu? Zrzucić z nieba pod zamek duży kamień z czyjąś skarpetką i zobaczyć czy potwory go usłyszą, wyczyją i jakoś zareagują? – Zaproponował żałując że nie mieli ze sobą jakiś naturalnych rozmiarów lalek, tak aby udawały przed potworami potencjalne ciała. I że raczej kanibalizm odnosił się do legend o ich powstaniu niż zjadaniu swoich kolegów w potworowatości. Szli dalej, a Jonathan przeniósł spojrzenie na Thomasa. – Zakładałem, że w takim wypadku najwyżej ktoś spróbuję się teleportować, wyleci miotłą przez okno, lub po prostu nami się znudzą. No i mielibyśmy przynajmniej pewność, że możemy bezpiecznie spać w jednym pokoju, gdybyśmy musieli tu dłużej zostać, lub gdzie ktoś mógłby dojść do siebie, gdyby Merlinie nie pozwól, został zaatakowany. Poza tym zawsze możesz w jego okolicy postawić pułapkę, aby mieć pewność że nie zostaną za długo w pobliżu. Ale rozstawienie ich większej ilości to dobry pomysł. Co masz konkretnie na myśli mówiąc o utworzeniu przejść? Oczywiście sam Jonathan, chociaż nie był na miotle, rozglądał się uważnie próbując wyczulić zmysły na cokolwiek co mogłoby zasugerować, że nadciągały problemy. Percepcja III, rozgpądanie się [roll=Z] RE: [14.10.72, Wyspa Posępna] Gdzie umilkły głosy McClivertów - Brenna Longbottom - 21.11.2025 – Możemy mieć problemy z teleportacją, skoro wyspa jest nienanoszalna… i w sumie jedyne miejsce, gdzie wiemy, że nie wylądujemy w gnieździe kwintoped, to ta plaża. Ląd był trochę za daleko, aby dało się teleportować tam bezpośrednio, a czy teleportacja działała na samym terenie zamku, to musieli dopiero się przekonać, jak już upewnią się, że nie wylądują w żadnej ścianie. – Mam nadzieję, Tommy, ale jeśli opowieść jest prawdziwa, te stwory wymordowały cały klan czarodziejów. I to klan dostatecznie potężny, żeby je przekląć. Mam obawy, że walka z nimi, kiedy zbierze się całe stado, będzie trudna. Wolałabym, żebyśmy ich unikali przynajmniej póki nie upewnimy się, że mamy jakieś bezpieczne miejsce – przyznała ostrożnie. Problem polegał na tym, że – co dobra z przyrody Dora mogła wiedzieć – praktycznie nikt nie wiedział za wiele o kwintopedach. Thomas być może znał tę legendę z podręczników dla klątwołamaczy: Ministerstwo wiele razy próbowało złapać jakąś kwintopedę, aby zdjąć z niej klątwę. Ale wzięcie tych stworzeń żywcem i ich przetransportowanie okazało się praktycznie niemożliwe – były silne, zaciekłe, krwiożercze i w dodatku nadzwyczajnie sprytne. Prawie jakby naprawdę pod potworną powłoką kryli się ludzie. Oszalali może, na pewno nie mający śladów czegoś takiego jak moralność, ale bez wątpienia będący w stanie kalkulować. - Najlepiej sprawdzić, czy Cormac i Finn coś zrobili, i spróbować to wykorzystać... tak myślę. O ile faktycznie będziemy musieli szukać ich poza zamkiem. Szczęśliwie była nieświadoma, że jej brat planował, aby zrobiła tutaj takie ciekawe zakupy – rozglądała się więc po prostu i przystanęła przy murze, przesuwając dłonią po długiej rysie w pobliżu wejścia. – Wygląda trochę jak pazury. Oby ten ślad nie był świeży – mruknęła. Erik i Heather jako pierwsi dotarli na miejsce i mogli przelecieć nad dziedzińcem – pustym – i murami. Longbottomowi w pewnym momencie, gdy przelatywał w pobliżu muru, rzuciło się coś w oczy – jedno z pomieszczeń na piętrze, które mijał, miało… drewniane okiennice, teraz zatrzaśnięte. Z gatunku tych, które zdecydowanie nie miały szans przetrwać setek lat: być może Cormac lub Finn właśnie tu osiedli i próbowali zabezpieczyć je przed chłodem? Dorze, gdy weszli na dziedziniec, przy jednym z wejść do samego zamku rzuciło się coś w oczy: znaki, naniesione na mur. Zdawało się jej, że rozpoznaje niektóre runy. Może była to pamiątka po poprzednich właścicielach – a może Finn lub Cormac zadbali o ustawienie paru pieczęci, by potwory nie wdarły się do wnętrza budynku, w którym prowadzili poszukiwania…? Jonathan rozglądając się nie dojrzał żadnych śladów po bestiach, ani gdy szli na górę, ani gdy dotarli na dziedziniec. Dostrzegł za to dwie inne rzeczy. Po pierwsze, mógłby przysiąc, że światło mignęło w jednej z wieżyczek, ale może tylko się mu to zdawało? Mrugnął i już niczego nie widział – a nikt z grupy nie wyłapał tego fenomenu. Po drugie, gdy jego wzrok padł na studnię, położoną na dziedzińcu, zauważył w jej pobliżu, na rozmokłej ziemi, ślady stóp i porzucone wiadro. Cormac albo Finn musieli być tutaj niedawno – maksymalnie dwa dni temu – a w ziemi nie odcisnęło się nic, co przypominałoby łapy. Z pewnością mężczyźni albo tuż po wysłaniu listu albo tuż przed jego wysłaniem byli w tym miejscu i jeśli coś ich zaatakowało, raczej nie na dziedzińcu. Proszę was o odpisy do wieczora 25.11. Możecie kręcić się po dziedzińcu albo już wejść do środka czy – w przypadku postaci na miotłach – kombinować w inny sposób. Po rozpoczęciu kolejnej tury tutaj zacznę też już wrzucać sesje z drugiego etapu. RE: [14.10.72, Wyspa Posępna] Gdzie umilkły głosy McClivertów - Dora Crawford - 24.11.2025 - Możemy zostawić okienko, żeby się teleportować - rzuciła w kontekście zabezpieczania pokoju i tego, co miał na ten temat do powiedzenia Thomas. Pewnie byłoby to o wiele bardziej skomplikowane, ale zawsze była to jakaś opcja. Samo tworzenie bezpiecznych korytarzy dla nich było dobrym pomysłem, ale nie była pewna czy w ogóle mieli na to aż tyle czasu. Zabezpieczenie jednego pomieszczenia to jedno, ale dłubanie przy przejściach mogło być tak samo czasochłonne jak i niebezpieczne. Bo im więcej czasu spędzali w zamku, snując się po nich i robiąc hałas, tym bardziej zwiększali szanse na przyciągnięcie niebezpieczeństwa. Brenna jednak rozwiała ewentualne wątpliwości co do teleportacji. Faktycznie, jak to powiedziała, nienanoszalność wyspy mogła być problemem i Dora nagle wcale nie była taka pewna, czy chciała sprawdzać jak to wszystko by działało. Uśmiechnęła się do Figga lekko, kiedy już ruszyli w kierunku ruin i kazał się jej trzymać blisko. Dobrze było wiedzieć, że ktoś miał oko na nią konkretnie, ale Dora ogólnie najbezpieczniej kiedy się czuła, to z innymi Zakonnikami. Była więc teraz wśród swoich, nawet jeśli za rogiem mogły się czaić pięcionogie potwory. Dziedziniec przywitał ich pustką. To chyba było dobrze, a przynajmniej sprawiło, że dziewczyna odetchnęła z ulgą, rozglądając się dookoła, na podobieństwo innych. Pewnie trzymałaby się blisko innych, gdyby coś nie zwróciło jej uwagi na jednym z murów. Ruszyła więc w tamtą stroną, ówcześnie pociągając Thomasa za rękaw i kiwając głową w tamtym kierunku. Kiedy zatrzymała się pod ciągiem znaków, wyłuskała z torby notatnik, przenosząc na jego kartki poszczególne runy. - Poznaję niektóre, chyba, ale reszta? Myślisz, że to jakieś zabezpieczenie? RE: [14.10.72, Wyspa Posępna] Gdzie umilkły głosy McClivertów - Heather Wood - 24.11.2025 - Wolałabym nie wspominać o mojej ocenie z wróżbiarstwa... - Erik wiedział, gdzie uderzyć. Heather unikała tych lekcji jak ognia, tak praktycznie to ledwie zdała ten bezużyteczny przedmiot, co wcale nie przeszkadzało jej w afirmowaniu tego, że dzisiaj będzie całkiem nieźle i optymistycznie. Jak widomo nastawienie było sporą częścią sukcesu. Dotarli w końcu do swoich towarzyszy, właściwie to nie mieli im nic ciekawego do powiedzenia, bo z góry wszystko wyglądało całkiem nieźle, żadnych krwiożerczych bestii, które planowały ich zeżreć nie widać było na horyzoncie. Ruszyli dalej, nie mogła się doczekać, aż zobaczą z bliska ten zamek, naprawdę niesamowicie się prezentował. Ona i Erik dolecieli na miejsce jako pierwsi. Nie mogła powstrzymać się od tego, aby przelecieć się po dziedzińcu, nic jednak nie zwróciło jakoś szczególnie jej uwagi, trudno by by o to było skoro wpatrywała się przede wszystkim w budynek, który był ogromny i piękny, mimo tego, że widać było po nim upływ czasu. - Myślisz o zakupie nowej nieruchomości? - Zapytała Erika, bo trochę tak zabrzmiały te słowa. Gdyby zamek faktycznie można było kupić, to chętnie by go w tym ubiegła, uwielbiała rywalizację, a, że nie miała na co wydawać galeonów, to pewnie chętnie spróbowałaby mu go podkupić. To dopiero była myśl. Tylko, czy faktycznie mogłaby zamieszkać na takim zadupiu? No nie, zdecydowanie nie, potrzebowała do życia zgiełku Londynu, co nie zmieniało faktu, że mogłaby tu pojawiać się raz w roku, prawda? albo raz na dwa lata? RE: [14.10.72, Wyspa Posępna] Gdzie umilkły głosy McClivertów - Jonathan Selwyn - 25.11.2025 – W każdym razie lepiej mieć zabezpieczone miejsce i martwić się tym jak z niego wyjść, niż go nie mieć i martwić się tym, że nie mamy gdzie się schować, czy odpocząć. Zwłaszcza, że może już jest coś przygotowane – podsumował jeszcze temat schronienia, wciąż rozglądając się po okolicy, kiedy coś przyciągnęło jego uwagę. – Widzieliście to? – spytał, gdy nagle w jednej z wieżyczek mrugnęło światło, albo tak przynajmniej mu się wydawało. – Miałem wrażenie, że tam... – Tutaj wskazał okno wieżyczki. – Przed chwilą coś błysnęło. Chyba światło. Odwrócił się za siebie, aby zobaczyć czy w jego otoczeniu nie było niczego, co mogło w tak dziwny sposób odbić blask, ale nic takiego nie rzuciło mu się w oczy. Może rzeczywiście ktoś tam był, a cała sprawa nie będzie wymagała od nich nocowania tutaj i uciekania przed potworami? Natomiast tego, że przy studni zobaczył czyjeś ślady był już bardziej niż pewny, zwłaszcza że nie ważne ile razy by nie mrugał, czy nie przenosił gdzieś spojrzenia oznaki czyjejś bytności nie znikały. – Musieli być tutaj jakieś dwa dni temu, albo nawet wcześniej – powiedział wskazując towarzyszom swoje znalezisko, nie dodając że niestety zginąć można było w kilka sekund, więc te dwa dni wcale nie dawały im żadnej gwarancji na to, że Cormac i Finn byli bezpieczni. I jeszcze to wiadro. Czemu je tutaj upuścili? Coś zobaczyli? Zapomnieli o nim? Skoro jednak najwyraźniej dobrze mu szło wypatrywanie rzeczy, Jonathan spróbował przyjrzeć się jeszcze raz śladom, aby zrozumieć dokąd dokładnie prowadziły. Próbuję przyjrzeć się bardziej śladom, percepcja III [roll=Z] RE: [14.10.72, Wyspa Posępna] Gdzie umilkły głosy McClivertów - Erik Longbottom - 25.11.2025 — Ah, rozumiem. W takim razie witam w klubie nieoświeconych — zażartował słabo Erik, posyłając dziewczynie krzywy uśmiech. — Do mnie też nigdy nie przemawiały te zajęcia w szkole. Ot, kolejna gałąź magii do której trzeba mieć konkretne talenty. W moim przypadku trzecie oko nigdy się nie otworzyło. Nie żebym tego z góry oczekiwał. Te dary to chyba w dużym mierze loteria.
Kiedy lecieli nad dziecińcem, Erik nie mógł się powstrzymać przed tym, żeby nie pogwizdać pod nosem. Budowlę zdecydowanie nadgryzł już ząb czasu, jednak zamczysko zdecydowanie robiło wrażenie. Nieco niepokojące z uwagi na to, że wyglądało na zapuszczone, ale było to miejsce... Z potencjałem. Ile mikro-kawalerek by się tutaj zmieściło. — Nie wiem jeszcze, może wypadałoby? Mam wprawdzie łódkę w Londynie, ale to nie to samo — odparł z wahaniem, pozwalając sobie na ciężkie westchnienie. — Po pożarze w Dolinie Godryka chyba dobrze by było mieć jakiś dobrze zabezpieczony lokal. Na wypadek gdyby Śmierciożercy szykowali dla nas kolejną niespodziankę w najbliższych miesiącach. Albo nawet tygodniach. — Pokręcił z niezadowoleniem głową. — Samhain już za rogiem, a ja dalej czuję się, jakbyśmy ledwo wrócili z Londynu po Spalonej Nocy. Nie dziwił się, że Brenna zaczęła kombinować z bezpiecznymi kryjówkami. Jej tajne mieszkanie w mieście, Księżycowy Staw... Dostęp do tych miejsc tylko nabierał na znaczeniu, gdy człowiek zaczynał orientować się, że jeszcze kilka takich wypadków w okolicy Doliny Godryka, a Strażnica mogła zacząć wymagać przeniesienia. Afery ze zjawami w Kniei Godryka, Spalona Noc - w okolicy kręciło się coraz więcej obcych ludzi powiązanych już nawet nie tyle z czarnoksiężnikami co Ministerstwem Magii. A taki Departament Tajemnic mógłby nie uszanować tego, że ktoś poza nimi ma parę tajemnic, biorąc pod uwagę sytuację w okolicy. Erik pokręcił głową, odsuwając od siebie tę myśl. — Widzisz to? — rzucił nieoczekiwanie do Heather, wskazując palcem na okno jednego z pomieszczeń na wyższych kondygnacjach budynku. — Ktoś zabezpieczył okno. Cała reszta lata, jak im się żywnie podoba. — Omiótł wzrokiem pobliskie okna: w niektórych były tylko pojedyncze okiennice, w innych brakowało ich kompletnie, a jeszcze co poniektóre zdawały się zniszczone i w pełni poddawały się mocy lokalnych podmuchów wiatru. — Ktoś tam mógł być... Albo z jakiegoś powodu próbował uchronić przed czymś to pomieszczenie. Poruszył lekko trzonkiem miotły, zbliżając się w stronę okna. Korciło go, aby posłać w stronę muru zaklęcie, które po prostu otworzyłoby okiennice. Pytanie tylko, czy nie narobiłoby to zbytniego chaosu i nie ściągnęło problemów na ich przyjaciół na dole. Jeśli kwintopedy zadomowiły się wewnątrz budowli, to kto wie, na ile wrażliwe były na wszelkiego rodzaju ingerencję w to, co się działo w jego murach? Kiedy oboje znaleźli się pod samymi okiennicami, Erik spróbował nimi delikatnie poruszyć, żeby je delikatnie odsunąć (o ile było to możliwe od zewnątrz). (Aktywność Fizyczna) Erik próbuje delikatnie otworzyć okiennice od zewnąterz x1
[roll=W]RE: [14.10.72, Wyspa Posępna] Gdzie umilkły głosy McClivertów - Thomas Figg - 26.11.2025 Pokiwał jedynie głową na znak, że rozumie to co powiedziała Brenna, wolał nie wygłaszać swoich przekonań, że nie ma nieśmiertelnych i niezniszczalnych stworzeń, są tylko takie, na które sposobu nie znaleziono jeszcze. Stanowczo coś go pchało w kierunku tego kursu, do którego reszta chciała jednak się nie zbliżać i siłowego rozwiązania sprawy już od początku. Zerknął jeszcze na Dorę i stanowczo porzucił ten pomysł, chociażby kontynuować ten myśli. Jak już jaką kwintopende spotka to będzie mógł zapewne na niej potestować, ale tak... Nie mógł przecież poddać się swoim mrocznym zapędom, nawet jeśli był wśród zakonników, wszystko miało swoje granice i im mniej osób wiedziało co w nim siedzi, tym lepiej. - O ile one się na niej nie pojawią nagle... - mrukną tylko cicho, bardziej do siebie na wspomnienie tego, ze plaża jest bezpieczną nomen omen przystania. - Myślę, że nic nie powinniśmy brać tutaj za pewnik, że jest bezpieczne - wtrącił jeszcze swoje trzy knuty. Bez słowa sprzeciwu dał się pociągnąć Crawfordównie w kierunku murów, bo przecież stojąc w miejscu to nic nie zdziałają - Wyglądają na to, że tak - powiedział zaglądając przez ramię Dorze, aby przyjrzeć się uważniej runom. - Poczekaj, odszyfrujmy całość, żeby być pewnym - w przeciwieństwie do przyjaciółki, zamiast notować runy, przyglądał się im na murach i delikatnie zbadał ich fakturę opuszkami palców. W ciszy jaka wokół panowała, głos Jonathana nie był taki trudny do usłyszenia. Zerknął w stronę zamku, starając się wyłowić, czy faktycznie tam coś widać, czy może starszemu czarodziejowi, coś się przywidziało? Percepcja: ◉◉○○○ - przyglądam się co w zamku piszczy [roll=N] RE: [14.10.72, Wyspa Posępna] Gdzie umilkły głosy McClivertów - Brenna Longbottom - 26.11.2025 Biorąc pod uwagę, że w oczach Brenny kwintopedy były po prostu krwiożerczymi bestiami, nie potępiała by Thomasa za próby ostatecznego rozwiązania. Rzecz w tym, że miała jednak wrażenie, że skoro cały klan bezlitosnych Szkotów, rzucających klątwy zamieniające w potwory, nie poradził sobie z tymi stworami… To naprawdę wolała nie ryzykować. Wejść, sprawdzić, co spotkało Cormaca i jego przyjaciela, wyjść. Oderwała spojrzenie od śladów po pazurach, spoglądając najpierw na Jonathana, a potem tam, gdzie wskazywał. Niczego nie dostrzegała: w oczach Thomasa też wieża wyglądała po prostu… jak zwykła wieża. Żadnego światła. Jeżeli tam było, musiało zgasnąć. – Nic nie widzę. To mogło być odbicie światła zachodzącego słońca? – spytała, chociaż nie, niekoniecznie zakładała, że tak było. Miała wręcz nadzieję, że Selwyn się nie mylił: może Finn albo Cormac byli w tej wieży? To naprawdę byłoby najlepsze rozwiązanie. – Mam wrażenie, że tę kratę da się opuścić, jeżeli użyjemy magii. Jest trochę przerdzewiała, ale zawsze w razie czego trudniej będzie im wejść niezauważonych… Tylko najpierw upewniłabym się, że… …że już nie ma ich w środku… - …że będziemy tu zostawać tej nocy – dokończyła. Mogli natknąć się na ich zaginionych albo na informację, gdzie byli czy, niestety, też na ich ciała. A wtedy nie będą musieli przeszukiwać wszystkiego dokładnie. Dora i Thomas tymczasem przypatrując się znakom mogli orzec, że część z nich była stara, zatarta, prawdopodobnie od dawna nie działająca. Przez jeden z nich biegło pęknięcie – być może powstało naturalnie, a może od pazura kwintopedy. Kilka z nich to były jednak pieczęcie, niedokończone, ustawione prawdopodobnie przez Cormaca: być może usiłował wykorzystać stary układ, aby zwiększyć poziom bezpieczeństwa podczas swoich badań. Prawdopodobnie też we dwoje byliby w stanie go dokończyć. W zamku nie było pułapki, za to gdyby otworzył drzwi, przekonałby się, że z drugiej strony znajduje się skobel, nieporadnie naprawiony: ot by staromodnie „zaryglować” wejście od środka. Nie żeby to naprawdę mogło kogoś powstrzymać, zważywszy na stan samych drzwi. Wiadro mogło zostać po prostu przewrócone przez wiatr: Jonathan nie dostrzegł niczego, co świadczyłoby o śladach walki albo obecności kwintoped. Za to im bardziej się im przypatrywał, tym mocniej miał wrażenie, że przy studni była jedna osoba, i że chodziła w jakby niewłaściwy sposób – ślady jednej nogi wyglądały inaczej niż tej drugiej. Brenna na słowa Jonathana ruszyła ku niemu i bez słowa zmieniła się w wilka, a potem zaczęła węszyć. Tymczasem z góry dobiegł ich zgrzyt: Erik omal nie sprawił, że okiennica poleciała im na głowy, ale zdołał ostatecznie ją otworzyć. I gdy zajrzeli z Heather do środka, mogli się upewnić, że pomieszczenie wyglądało, jakby ktoś niedawno go używał w charakterze gabinetu – na starym stole wciąż leżały papiery, w kominku musiało niedawno się palić. Wiedzieli już, w której części zamku zapewne tamta dwójka urządziła sobie bazę. Samego Cormaca jednak na pewno tu nie było. Percepcja w wilczej postaci [roll=PO] Odpisy tutaj proszę do wieczora 30.11 – można się pokręcić, zaproponować, co chcecie zrobić, sprawdzić, etc. Jeśli się wyrobię to dziś, jeżeli nie, to jutro, zacznę wrzucać wam wstępy do waszych sesji na 2 etapie. RE: [14.10.72, Wyspa Posępna] Gdzie umilkły głosy McClivertów - Thomas Figg - 27.11.2025 - Moim zdaniem nie ma co krążyć w te i z powrotem na tutaj, to tylko tworzy możliwość ataku zaskoczenia i zniweczenia tego co zrobimy tu dzisiaj - popatrzył uważnie na Brennę, dobrze, że niektórzy z nich cierpieli na bezsenność, to mogło im nieco ułatwić odpoczynek. - Myślę, że po prostu będziemy musieli trzymać warty w nocy i tyle - rzucił jeszcze nim wraz z Dorą zajął się badaniu run umieszczonych na murach. - Cóż, ktoś się spieszył chyba, widzisz, tutaj nie dokończył procesu - wskazał jedną z niedokończonych pieczęci. - Ale to i tak by pewni nie zadziałało, bo tutaj jest uszkodzona - podwinął rękawy kurtki, na tyle na ile zdołał, co nie było takie proste i skinął głową Dorze. Upewnił się jeszcze, że te nowe runy nie miały na celu wyrządzić krzywdy przebywającym wewnątrz murów. - Dobra, to czas się tym zająć i naprawić co zostało zepsute - powiedział zabierając się najpierw za właśnie za naprawę uszkodzonej pieczęci, jeżeli chcieli jakkolwiek czuć się tu bezpiecznie to najpierw musieli zająć się przecież starymi zabezpieczeniami. dopiero potem mogli dokończyć to nad czym pracował Cormac. |