Secrets of London
[13/9/1972] The weight of water, the way you told me to look past everything | BF, PB - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Anglia (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=6)
+--- Dział: Inne części Anglii (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=145)
+--- Wątek: [13/9/1972] The weight of water, the way you told me to look past everything | BF, PB (/showthread.php?tid=5350)

Strony: 1 2 3


RE: [13/9/1972] The weight of water, the way you told me to look past everything | BF, PB - Prudence Fenwick - 19.11.2025

[inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=5MpbmET.jpeg[/inny avek]

- Nie do końca to miałam na myśli, ale... to też brzmi dobrze. - Usta uniosły jej się w uśmiechu. Benjy był niemożliwy, potrafił tak łatwo spowodować, że całe napięcie, po prostu gdzieś znikało. Odwracał jej uwagę od tego, co jeszcze chwilę wcześniej zaczynało jej ciążyć. Nie było jednak sensu tego rozkładać na części pierwsze, skupiać się na przeszłości, której przecież nie mogli zmienić, nie mieli wpływu na to, co wtedy się wydarzyło. Dobrze było poznać przyczynę, ułożyć to sobie w głowie, wreszcie dostać powód dlaczego to wyglądało tak, a nie inaczej. Nie uważała jednak, że roztrząsanie tego w tej chwili miało jakieś większe znaczenie, to niczego nie zmieniło. Mimo tego, jak wyglądała ich przeszłość odnaleźli się w teraźniejszości, zbliżyli się do siebie pomimo tego wszystkiego. Wreszcie postępowali właściwie.

Może i wspominali o tym, że to był tylko moment w teraźniejszości, tak, czy siak zasługiwali na swoje szczęśliwe zakończenie, nawet jeśli miało ono trwać tylko przez jakiś okres czasu, którego póki co nie mogli nawet określić. Zasługiwali na to po tym, co przeszli. Mogli wreszcie sięgnąć po to, czego potrzebowali. Tej nocy wiele się zmieniło, przekroczyli granicę, jednak nie tylko tą fizyczną, otworzyli się przed sobą na nowo, dali sobie szansę i zupełnie tego nie żałowała.

Całkiem naturalnie odnalazła się u jego boku, przy jego ciepłym ciele, liczyła na to, że to był jeden z pierwszych takich poranków, nie miałaby nic przeciwko temu, by jak najczęściej budzić się w ten sposób. Czuła wyjątkowy spokój, taki, jaki nie towarzyszył jej od dawna i wiedziała, że jest to jego zasługą.

To nie tak, że nie pomyślała o tym, aby zamknąć ten notes i zająć się tą bardziej palącą potrzebą, którą wzbudzał w niej jego dotyk, delikatny, a jednak przeszywający dreszczem. Postanowiła jednak kontynuować lekturę, im szybciej ją skończy tym szybciej będą mogli kontynuować odnajdywanie się w tej nowej sytuacji, w której się znaleźli, a mieli jeszcze wiele do odkrycia, co do tego nie miała najmniejszych wątpliwości.

- Tak wiem, zdaję sobie sprawę z tego, że w takich domach z jakiego pochodzisz wszystko musi być idealne, nawet charakter pisma. - Oczywiście, że przywiązywali wagę do najdrobniejszych szczegółów, jakby to, że ktoś postawi kropkę nad i w nieodpowiedni sposób miało faktycznie większe znaczenie. - Nigdy jednak się tym nie chwaliłeś, teraz chcesz mi zaimponować? Rychło w czas. - Po tym, jak w przeszłości wiele razy powtarzała mu, żeby pisał starannie, nieco bardziej się postarał, naprawdę uważał, że to był idealny moment na takie popisy. - Wiesz, niby jestem w stanie uwierzyć Ci na słowo, jednak skoro sam chcesz mi to udowodnić, to chętnie sprawdzę Twoje umiejętności. - Na pewno znajdzie coś do pisania w kieszeni swojego płaszcza, tyle, że póki co nie miała zamiaru się podnosić, zbyt wygodnie jej było w miejscu, w którym się znajdowali. Nie chciała póki co niszczyć tej ich plątaniny ciał.

- Masz jeszcze co do tego jakieś wątpliwości? - Naprawdę? Wydawało jej się, że sprawa była jasna, fakty mówiły same za siebie. - Lecę, leciałam i najpewniej zawsze będę lecieć. - Z niektórymi rzeczami nie dało się walczyć. Nie miała też najmniejszego oporu, by się do tego przyznać. Skoro już przestali przed sobą ukrywać to co było i aktualnie się działo.

Nie wypuszczała tej jednej kartki ze swojej dłoni, przynajmniej jak na razie. Być może postanowi ją ze sobą zabrać jako potwierdzenie tego, czego nigdy nie mieli szansy sobie wyjaśnić. Nie wiedziała, czy gdyby przeczytała to wcześniej coś by się zmieniło, jednak teraz nieco zmieniło jej spojrzenie na tamte wydarzenia. Nie, żeby tego potrzebowała, bo przecież i bez przeczytania tej notatki nie miała najmniejszego problemu z tym, aby ponownie dopuścić go do siebie. Niby wiedziała, że powinna być rozsądna, że mogła się sparzyć, ale właśnie tego chciała. Już dawniej myślała o tym, jakby to było gdyby, a nie miała jeszcze pewności co do tego, że widział ją w ten sposób, w który ona patrzyła na niego. Nie spodziewała się tego, że tak prosto będzie odnaleźć jej się w jego ramionach, znaleźć tam swoje miejsce, to jednak działało, przynosiło ukojenie, którego potrzebowała. Nie chciała tego analizować, tym razem postanowiła odpuścić, dać się ponieść chwili, która była wyjątkowa. Na pewno zapamięta ją na długo, tak właściwie to nie sądziła, że kiedykolwiek wyprze ze swojej pamięci.

- Po tym co mówisz nie mogę się oprzeć, aby to przeczytać. - Naprawdę sądził, że ot tak pozwoli sobie teraz na pominięcie tej jakże istotnej treści? Dobre sobie, wzbudził w niej zbyt wielką ciekawość. Zresztą nawet jeśli nie teraz, to na pewno do tego wróci.

- Nie sądziłam, że to zauważałeś. - Wręcz przeciwnie wtedy wydawało jej się, że widział w niej to co najgorsze, jak widać jednak nie do końca tak było. Ona sama w przeszłości ignorowała te dziwne uczucie, którego nie potrafiła nazwać pojawiające się zawsze kiedy był tuż obok. Wystarczała jego obecność, by coś, bardzo głęboko zaczynało drgać. Nie chciała wtedy tego nazywać, wiedziała, że to nie powinno w niej tkwić, teraz jednak nie wzbraniała się przed tym, nie musiała uciekać, mogła pozwolić sobie odczuwać te wszystkie emocje, które siedziały w niej od lat.

Niby mówił do niej, jednak miała wrażenie, że skupiał się na czymś innym, coś odwracało jego uwagę i była o tym przekonana. Przeniosła wzrok na notes, właśnie przesuwał palcami po jednej z jego stron, musiało chodzić o ten przedmiot.

- Hmm? - Przesunęła nieco głowę, żeby zobaczyć, o co dokładnie mu chodzi. Nie pasowało mu coś w jego własnych notatkach? Dziwne.

- Nie jesteś jasnowidzem, prawda? - Na pewno zdążyłaby się już tego o nim dowiedzieć, gdyby tak było, a treść, która znalazła się w notesie, na tych ostatnich kartkach nie pasowała do reszty. Nie były to wspomnienia Aloysius'a, a Benjy'ego, chociaż czy właściwie można to było nazwać wspomnieniami. - Są tam daty? - Zmrużyła oczy, by nieco bardziej się temu przyjrzeć.




RE: [13/9/1972] The weight of water, the way you told me to look past everything | BF, PB - Benjy Fenwick - 20.11.2025

Zacząłem mówić zanim zdążyłem to przemyśleć - klasyk. Prudence zawsze wyciągała ze mnie reakcje, których normalnie bym nie wypuścił z ust, i tym razem też tak było, gdy tylko uniosła na mnie wzrok, a na jej ustach pojawił się ten drobny uśmiech, wiedziałem, że mnie miała, całego, bez obrony, bez dystansu, bez udawania. Łatwiej było żartować, kiedy nasze ciała już dawno porzuciły dystans - ta bliskość była oszałamiająca w najdelikatniejszy sposób. Leżeliśmy otwarcie, ciepło w obliczu ciepła, bez żadnej gry, z jej włosami rozsypanymi po mojej piersi, z moimi palcami wędrującymi po jej skórze, jakbym spieszył się, żeby nadrobić wszystkie lata, podczas których nie miałem do niej dostępu. Każdy centymetr jej ciała pachniał porankiem, ciepły oddech łaskotał mi szyję, a ja tonąłem w tym tak chętnie, że aż mnie to samego zaskakiwało. Coś we mnie drgnęło - nie ten tani, prosty impuls pożądania, ale coś bardziej ukorzenionego, znajomego, wypartego zbyt dawno temu, żebym umiał to nazwać.
Prue zaczęła wertować kolejne kartki dziennika, a jej uwaga zawisła na moich notatkach - była tak skupiona, że niemal mogłem poczuć ciężar jej spojrzenia. Musiałem przyznać sam przed sobą, że w takich chwilach potrafiłem być wyjątkowo masochistyczny wobec siebie samego, bo obserwowanie jej - tego, jak się poruszała, marszczyła nos, wodziła palcami po papierze - naprawdę wciągało mnie całkowicie, na tyle, żebym pozwolił jej zagłębiać się w moje najbardziej prywatne treści z przeszłości. Było w niej coś, co sprawiało, że nawet najgłębsze napięcie znikało w powietrzu, jakby nigdy nie istniało. Wiedziałem, że to nie była tylko fizyczność - to była nasza wspólna chwila, moment, w którym wszystko, co było skomplikowane, stawało się proste. Pozwalaliśmy sobie być tym, kim naprawdę byliśmy, bez zasłon, bez ukrywania emocji. Jej obecność łagodziła wszystko w mojej głowie, czując coś takiego, łatwo było uwierzyć, że to, co przeszliśmy, nie poszło na marne. Oczywiście, że przeszłość wciąż miała ostre krawędzie, ale gdy tak leżeliśmy, nagrzani ciepłem kominka i tym własnym, całkowicie nieplanowanym, to wszystko traciło swój ciężar. Mieliśmy prawo, choćby na tę jedną chwilę, nie zastanawiać się nad tym, co wtedy zrobiliśmy źle, nad słowami, których nie powiedzieliśmy, nad gestami, których zabrakło.
To, że teraz mogliśmy wreszcie robić właściwie - to było coś, czego nigdy bym się po nas nie spodziewał, nie po ostatniej dekadzie, nie aż do początku września, a jednak. Czułem, jak wtuliła się we mnie jeszcze odrobinę bardziej, tak naturalnie, jakbyśmy już od lat budzili się razem w tej plątaninie koców. Jej oddech ocierał mi się o obojczyk - lekki, niespieszny - spokojny w sposób, który sam z siebie bym jej nigdy kiedyś nie przypisał.
- No, tak. - Mruknąłem teatralnie urażony. Parsknąłem pod nosem, bo w tym jednym zdaniu zmieściła pół mojego dzieciństwa. Oczywiście, wiedziałem, że miała rację - nigdy się tym nie chwaliłem, nawet nie próbowałem się jej posłuchać i pisać ładnie. Nie chwaliłem się jej wieloma rzeczami, które mogłyby coś zmienić, byłem wtedy zbyt durny, zbyt sfrustrowany i rozkojarzony wszystkim, co nie było nią, a powinno, oj, powinno. A teraz? Teraz leżała na mnie, a ja naprawdę rozważałem, czy nie dać jej do ręki elegancko wykaligrafowanej kartki i udowodnić, że nie jestem analfabetą. Musiałem odchrząknąć, żeby się nie roześmiać z czystej, odrobiny zbyt intensywnej radości - z tego spokoju, którego brakowało mi przez lata, nawet jeśli wtedy nie wiedziałem, jak go nazwać. Teraz czułem go w każdym miejscu, w którym stykała się ze mną jej skóra, i nawet jeśli daliśmy sobie absurdalne, niedorzeczne wręcz usprawiedliwienie, że to moment, „chwila w teraźniejszości, wakacyjny romans”… To właśnie ta chwilowość szczypała najbardziej, bo coś we mnie chciało więcej.
- Cały mój diabelski plan, ploszę ja ciebie, pszes te lata polegał na tym, szebyś myślała, sze piszę jak półanalfabeta. Maskowałem mój talent. Specjalnie. - Przesunąłem dłonią po jej udzie, kiwając głową, by sobie przytaknąć. - Nie chciałem cię na wstępie zauloczyś zbyt pięknym zawijasem, bo byłoby po tobie, a ja czekałem na odpowiedni moment. Oto nadszedł. Podaj mi piólo.
Nie poruszyłem się jednak ani o centymetr, jej też nie zamierzałem wypuszczać z moich ramion - byliśmy splątani zbyt wygodnie, a ja nie miałem najmniejszej ochoty zmieniać czegokolwiek. Podobało mi się to, jak się we mnie wtulała, podobało mi się jeszcze bardziej, co jej ciało robiło, gdy przesuwałem dłonią po jej skórze. Spojrzałem na nią z tego bliskiego dystansu, a moje serce, zamiast grzecznie bić, odwaliło coś kompletnie nieodpowiedzialnego.
- No… Dobsze. - Mruknąłem półszeptem. - To mnie tlochę latuje. Bo nienawidziłbym byś jedynym idiotą w tej lelasji. - Wywróciłem oczami, uśmiechając się lekko, tak jakby było to oczywiste, że w tym momencie nie mogłem zachować powagi. - Cholela, Pludence… - Mruknąłem, przesuwając dłonią po jej plecach, nie spuszczając wzroku z notesu. - Zawsze masochistycznie to sobie lobiłem, selio. Nie mam pojęsia, jakim cudem nie zauwaszyłaś wszystkiego. Te… - Przerwałem, nieco teatralnie unosząc rękę, by delikatnie przesunąć jej kosmyk włosów za ucho, tak, jak robiłem to już wcześniej, z niejaką bezczelnością, której nigdy nie ukrywałem. Nawet jeśli tego nie wiedziała, obserwowałem każdy drobiazg, gest, krzywiznę jej uśmiechu - to wciąż tam było, we mnie, w tych wszystkich drobnych sygnałach, które ignorowała.
„Po tym, co mówisz, nie mogę się oprzeć, aby to przeczytać.”
Parsknąłem krótkim śmiechem.
- Tak, tak, wiem. Wzbudziłem w tobie naukowo-badawczy głód wiedzy. Kto by pomyślał, sze mój chaos notatkowy będzie elotycznym bodźcem piętnaście lat później. - Mruknąłem, celowo drażniąc się z nią tym tonem. Westchnąłem cicho, unosząc brew, żeby podkreślić całą absurdalność tej mojej rzekomej, chociaż w praktyce nieistniejącej, bezwstydnej szczerości.
Zerknąłem na stronę, którą właśnie przewróciłem, potem dalej, potem jeszcze dalej - najpierw myślałem, że to po prostu jakieś moje stare bazgroły, których nie pamiętałem, ale nie. Pismo było świeższe, równiej prowadzone - kurwa, nawet ładniejsze. Miało zawijaski.
- Nie jestem jasnowidzem. - Mruknąłem, wyjątkowo nie podłapując żartu, przeglądając kolejną stronę, na której nietypowo ładny charakter pisma opisywał scenę, której nigdy nie przeżyłem. Przekładałem kartki jedna po drugiej, czując, że powoli podnosiło mi się tętno - nie jakoś dramatycznie, po prostu czułem ten znajomy, przyspieszony puls gdzieś w nadgarstkach, który pojawiał się, kiedy próbowałem zrozumieć coś, co nie miało prawa istnieć. - Nie mam nawet… Najmniejszego talentu w tym kielunku. - Zaprzeczyłem, bez skupienia. Faktycznie, gdybym był, na pewno bym się tym chwalił, choćby po to, żeby zrobić na niej wrażenie. Gdybym był… Nie spieprzyłbym tamtej zimy. Gdybym był, pewnie nie zjebałbym tylu rzeczy po drodze.
- N— - Zacząłem, i wtedy dostrzegłem margines.
Na nim - data.
Nie dzisiejsza.
Nie wczorajsza.
Jutrzejsza.
Jutro, pojutrze.
Trzy następne dni.
Przez sekundę miałem ochotę zamknąć notes, rzucić go gdzieś obok, wciągnąć ją na siebie i nie myśleć o niczym. Jej ciepło, ciężar na moim ciele, dotyk dłoni, oddech na mojej skórze - wszystko to krzyczało, że przyszłość może poczekać. Szczególnie, gdy już była napisana.
- Tak. - Mój głos był cichy, ale w środku czułem, że coś się właśnie ścisnęło - ktoś bardzo szczegółowo, detalicznie, chwila po chwili, wydarzenie po wydarzeniu, dopisał fragment mojego życia, o którym nie wiedziałem, i cholernie mi się to nie podobało.
[inny avek]https://64.media.tumblr.com/16723d998d34717fd8c4a269433dbc2a/b776a4167d01ae7d-3a/s250x400/eaaadb60545eb57ba1232093e468214b6fa0f97e.pnj[/inny avek]


RE: [13/9/1972] The weight of water, the way you told me to look past everything | BF, PB - Prudence Fenwick - 20.11.2025

[inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=5MpbmET.jpeg[/inny avek]

Odsłonili się przed sobą całkowicie. Przyszło im to całkiem naturalnie, nie zadawali pytań, nie analizowali tego, sięgnęli po to, co było im pisane już dawno temu. Miała pewność, że mieli skończyć w ten sposób, inaczej przecież nie wpasowałaby się tak idealnie w jego ciało. Mogłaby nawet stwierdzić, że byli dla siebie stworzeni, mimo tej sporej różnicy wzrostu. To działało, nie wątpiła w to nawet przez moment. Nie chodziło tylko o zaspokojenie potrzeb, tych przyziemnych, nad którymi nie dało się panować, oczywiście, że nie mogła mu się oprzeć, nie potrafiła nad sobą panować, jednak kiedy tak leżała obok niego to liczyło się coś więcej, spokój, którego nie czuła od lat i pewność, że znajduje się u boku właściwej osoby. Starała się o tym nie myśleć, nie zastanawiać się, bo wiedziała, że to tylko chwilowe, że niedługo się rozsypie, jednak póki mogła chciała napawać się tym zupełnie nowym uczuciem, właściwie nigdy nie było jej tak dobrze. Pokazała mu swoje mankamenty, uprzedziła go o tym, że jest trochę popsuta, no, może bardziej niż trochę, a on tak po prostu to zaakceptował, wziął ją z tym całym pakietem dziwności, jakby to nie było nic wielkiego. To było naprawdę miłą odmianą, nie musiała się ukrywać, udawać, mogła przy nim być po prostu sobą, a to wiele dla niej znaczyło.

- Ach, czyli ukrywałeś te swoje wybitne zdolności z troski o mnię. Niesamowite. - Poruszyła delikatnie głową kiedy się uśmiechnęła. Wszystko było jasne, jak słońce. - Byłeś bardzo asertywny, jeśli o to chodzi, teraz jednak rozumiem, wszystko nabiera sensu. Faktycznie mogłabym przepaść i sobie z tym nie poradzić. Dobrze, że teraz jestem na to gotowa. - Czy była bardziej gotowa niż wtedy na to, aby się nim zauroczyć? Pewnie nie, dało się w ogóle być przygotowanym na coś takiego? Nie wydawało jej się. Tak łatwo jednak odnajdywała się w tym, co zaczęli robić. Czuła, że może zakończyć się to złamanym sercem, ale nie chciała się powstrzymywać, zbyt długo zajęło im dojście do tego momentu. Teraźniejszość musiała jej wystarczyć, nie było mowy o przyszłości, ale chciała sięgnąć po to wszystko, chciała przekroczyć kolejne granice, chciała wprowadzić do swojego życia nieco światła, zbyt długo wybierała ciemność.

- Co dwóch idiotów, to nie jeden, co nie? - Miał rację. Zdecydowanie łatwiej było ulec temu wszystkiemu ze świadomością, że on robił to samo, że nie tylko ona czuła się w ten dziwny sposób. Widziała to w jego oczach, a przynajmniej tak się jej wydawało. Razem mieli w tym przepaść, w tej chatce z dala od całego świata stało się to jedną z naprostszych decyzji, które mogli podjąć. Rzeczywistość wydawała się im na to pozwalać, dała im na to czas.

- Może po prostu nie chciałam tego widzieć... - To również było prawdopodobne. Jego ręce błądziły po jej ciele, widziała, że nie mógł się powstrzymać od dotykania jej, nie wydawało jej się, aby to były przemyślane gesty, robił to całkiem naturalnie, tak po prostu, jakby od zawsze ich poranki wyglądały właśnie w ten sposób. Sama zresztą bez mniejszego problemu wpasowała się w jego ramiona, jakby to było dla nich zupełnie normalne i robili to od lat.

- Nikt nie był w stanie tego przewidzieć, najwyraźniej jednak warto było prowadzić te zapiski. Nigdy nie wiesz, co może pobudzić kobietę. - Oczy jej błysnęły, drażnił się z nią, jak zawsze, nie byłby sobą, gdyby tego nie robił.

Obserwowała go uważnie. Widziała, że nastrój mężczyzny się zmienił. Te notatki, zakończenie dziennika, sama namówiła go, aby tam zerknął, nie spodziewała się, że coś może pójść nie tak. Widziała, że próbuje zrozumieć, co się działo. Nie był jasnowidzem, to było całkiem jasne, nie mógł tego przewidzieć, zapisać wcześniej, wiec dlaczego, niby tak się stało. To było dziwne.

Daty, daty sugerowały, że to, co zostało zapisane na kartkach miało się dopiero wydarzyć, trzy kolejne dni. Tylko skąd ktoś wiedział, skąd on wiedział?

Odetchnęła głęboko. Może dałoby się coś z tego? Właściwie dlaczego nie. Być może uda jej się znaleźć jakieś odpowiedzi. Przeniosła spojrzenie na szafkę, z której wcześniej ściągnęła notes, zwróciła uwagę na to, że były tam świeczki, jedna do połowy wypalona, ale trzy całe. Cztery powinny jej wystarczyć. Nie zastanawiała się zbyt długo, widziała jego minę, chciała znaleźć odpowiedź na pytanie, które pojawiło się na pewno w jego głowie, bo w jej też zaistniało, kto i dlaczego, jakim cudem, właściwie tych pytań było dosyć wiele.

- Sekunda. - Powiedziała cicho, i zaczęła wyplątywać się z jego objęć. Nie, żeby chciała to robić, naprawdę było jej wygodnie tuż przy nim, kiedy czuła ciepło jego ciała, zapach, oddech na szyi, ale to mogło chwilę zaczekać, tak, zamierzała do tego wrócić, chociaż najpierw wypadało zająć się tą bardziej naglącą sprawą.

- Spróbuję czegoś. - Dodała jeszcze, aby wyjaśnić dlaczego nagle postanowiła się podnieść.

Nie przejmowała się tym, że była zupełnie naga, nie czuła wstydu, czy potrzeby narzucenia na siebie czegokolwiek, to również mogło zaczekać. działała szybko, pewnie, metodycznie, nie robiła tego pierwszy raz. Doskonale wiedziała do czego dąży. Sięgnęła po świeczki, wpatrywała się w nie krótką chwilę mrużąc przy tym oczy, to musiało wystarczyć. W jednej dłoni nadal trzymała notes, który okazał się przynieść jej poza odpowiedziami pytania których chyba i Benjy się nie spodziewał.

Znalazła kawałek miejsca, na drewnianej podłodze, ułożyła krąg ze świec, prowizoryczny, ale na tę chwilę to musiało im wystarczyć. Różdżka, potrzebowała różdżki, aby je zapalić. Odnalazła ją wśród ubrań, które również leżały na podłodze. Zapaliła świece, jednym wprawnie rzuconym zaklęciem. Mogła przejść do tej nieco bardziej skomplikowanej części zadania, które miała do wykonania.

Usiadła w kręgu, złapała notes w dłonie, skupiła się na przedmiocie, ignorowała wszystko, co działo się wokół. Potrzebowała dowiedzieć się czegokolwiek. Oddychała powoli, spokojnie, miarowo. Nic nie mogło jej rozproszyć, to powinno wystarczyć, musiało się udać. Opowiedz mi swoją historię. Naprawdę liczyła na to, że przedmiot jej wysłucha.



[roll=Z] ◉◉◉○○ - percepcja, rzucam na widmowidzenie


RE: [13/9/1972] The weight of water, the way you told me to look past everything | BF, PB - Benjy Fenwick - 20.11.2025

„Spokój” - tak, to słowo uderzyło mnie mocniej niż wszystkie wcześniejsze myśli, gdy pojawiło się w mojej głowie. Wprawdzie zawsze uważałem, że jestem facetem, który nie ma w sobie podobnej miękkości, a już na pewno nic, co „pasuje idealnie” do kogokolwiek, ale przy niej… Cholera, wszystko było inne. Moje ręce „błądziły”, tak, ale prawda była taka, że odnajdywały coś, czego dawno mi brakowało. Jej skóra na mojej, nasze oddechy, ciężar ciała na moim ramieniu. W momencie, gdy patrzyłem na nią, jeszcze wtuloną we mnie, z rozczochranymi włosami i tym rozgrzanym spojrzeniem, nad którym zawsze udawała, że ma kontrolę… Wiedziałem, że to, co właśnie między nami zaszło, nie było tylko jakąś kiepską, porywczą decyzją w odciętej od świata chatce. To było zbyt naturalne, za łatwe, jakbyśmy oboje - ona i ja - po prostu przestali udawać, że nie ciągnęło nas w tę samą stronę od dawna. Nie zastanawiałem się nad tym dotykiem, po prostu był, jakby moje ręce nauczyły się jej wcześniej niż ja sam, drobne, ciepłe ciało wpasowało się w moje ramię tak naturalnie, że miałem wrażenie, iż już tak leżeliśmy kiedyś, w jakimś innym życiu. Byłem lżejszy na duchu, jakbym pierwszy raz od lat nie musiał trzymać się na straży. Miałem w myślach wyłącznie nas, ten absurdalny sposób, w jaki na siebie wpadliśmy, jakbyśmy nie tyle podjęli decyzję, co zostali w nią wepchnięci przez coś, co chwilowo wydawało się silniejsze od rozsądku. Ale nie przeraziło mnie to. Zdziwiło - tak. Zaskoczyło. Ale nie przestraszyło. Nie wiedziałem, czy byliśmy temu „przeznaczeni”, brzmiało to jak coś, z czego bym się droczył, gdybym nie był zajęty tym, żeby nie gapić się na nią zbyt miękko, ale nie mogłem zaprzeczyć, że pasowała do mnie tak naturalnie, że walnęło mnie to obuchem w głowę. Nawet ta różnica wzrostu, o której zawsze żartowałem, nagle stała się czymś normalnym.
Uśmiechnęła się tak lekko, że poczułem, jakby ktoś zwolnił hamulec wewnątrz mojej klatki piersiowej. Wiedziałem, że życie miało talent do psucia rzeczy, które działają zbyt dobrze, ale w tej chwili… Nic nie chciałem zmieniać.
- Natulalnie. Jestem człowiekiem o wielkim selcu. Ofialą własnej potencji, mosna powiedzieś. - Mruknąłem, udając powagę, chociaż kąciki ust same unosiły mi się do góry. Tak - doskonale wiedziałem, co mówię, jakżeby nie. Zerknąłem na nią spod półprzymkniętych powiek, uśmiechając się szeroko, jeszcze wciągnięty w to ciepło, w jej oddech muskający mi ramię, w tę absurdalną lekkość, której nie czułem… Chyba nigdy. Nie robiłem tego nigdy, nikomu nie dawałem aż takiej swobody w dostępie do moich myśli, nie w ten sposób, nie pozwalałem na to, żeby ktoś tak po prostu miał mnie przy sobie, bez żadnej osłony, bez jednego z moich idiotycznych mechanizmów, które zwykle działały jak mur, albo przynajmniej jak drut kolczasty. I wcale nie zamierzałem tego analizować, chociaż brzmiało to jak pierwszy krok do katastrofy.
Parsknąłem, ledwo ruszając się spod niej, podparłem się lekko na łokciu, patrząc na nią z góry. Brzmiało to tak… Trafnie. Nie romantycznie, nie słodko, po prostu prawdziwie - w sposób, który trochę mnie dezorientował.
- Absolutnie. - Odparłem. - Ale wydaje mi się, sze jesteśmy wyjątkowo kompetentnymi idiotami. - Przesunąłem kciukiem po wnętrzu jej dłoni, bardziej odruchowo niż świadomie. Jej skóra była miękka pod moimi dłońmi, a ja nie potrafiłem nie dotykać jej co chwilę, tak jakby brak kontaktu miał sprawić, że zniknie, rozwieje się w powietrzu jak wszystkie dobre rzeczy, które nie powinny były mi się trafić. - W końcu widzisz mój wkład intelektualny. - Pokiwałem głową z udawaną powagą. - Paltnelstwo opalte na lównym poziomie głupoty to balso stabilny fundament.
Nie powiedziałem tego na głos, ale podobała mi się ta jej gotowość, nawet jeśli była pozorna, oboje wiedzieliśmy, że żadna gotowość nie chroni przed tym, co nadchodzi.
A potem ten cholerny dziennik. I te daty. Daty, które nie miały prawa się zgadzać, i to dziwne uczucie, które sam miałem w żołądku, kiedy przeczytałem zakończenie dziennika. Pokój zrobił się cichszy, chociaż niby nic się nie zmieniło.
- Zaczekaj, co—
Dobrze znałem to spojrzenie - skupione, przesuwające się z jednego punktu na drugi, aż w końcu zapalające się tą charakterystyczną iskrą. Wszystko, co robiła, było tak spokojne, tak metodyczne, absolutnie pewne, że nawet nie próbowałem jej przeszkadzać. Milczałem, opierając się na łokciu, jedną ręką przesuwając po jeszcze ciepłym miejscu na kocach, gdzie leżała chwilę temu. Nie chciałem jej przerywać, ale nie potrafiłem też nie patrzeć.
Zapaliła świeczki jednym ruchem różdżki, bez wahania, bez patrzenia nawet na mnie, jakby świat poza kręgiem przestał istnieć.
Usiadła w nim, nogi skrzyżowane, plecy wyprostowane, włosy lekko rozsypane po ramionach. Spojrzałem na notes, spoczywający w jej dłoni, jak artefakt - na ten dziwny, cholernie niewygodny ciężar wiedzy, który nagle spadł nam na głowy. Wyglądała jak ktoś całkiem inny niż ta kobieta, która jeszcze chwilę temu żartowała mi do ucha, denerwując mnie w najbardziej przyjemny sposób z możliwych. Przyglądałem się jej jak ostatni idiota, z otwartymi oczami, wiedząc, że wpadłem po uszy. Nie przez bliskość, nie przez ciało.
Przez to właśnie.
Przez tę cholerną kobietę siedzącą nago w kręgu świec, próbującą wydobyć tajemnicę z notesu, który nie miał prawa istnieć w tej formie.
Ale nie odezwałem się ani słowem.
Nie śmiałem.
To był jej moment.
A ja byłem debilem, który nie umiał przestać jej podziwiać.
[inny avek]https://64.media.tumblr.com/16723d998d34717fd8c4a269433dbc2a/b776a4167d01ae7d-3a/s250x400/eaaadb60545eb57ba1232093e468214b6fa0f97e.pnj[/inny avek]


RE: [13/9/1972] The weight of water, the way you told me to look past everything | BF, PB - Prudence Fenwick - 20.11.2025

[inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=5MpbmET.jpeg[/inny avek]

Prue od lat nie pozwoliła sobie na to, by znaleźć się tak blisko koło kogokolwiek. Tak właściwie mogłaby stwierdzić, że to był pierwszy raz. Od samego początku była z nim zupełnie szczera, pokazywała mu swoje wszystkie dziwactwa, a on nie traktował ich jako coś złego. Zresztą nie powinno jej to zaskoczyć, kiedy byli dzieciakami postępował podobnie, akceptował ją taką, jaka była, to się nie zmieniło. I mimo, że nie wiedzieli kim są, gdy ponownie się spotkali, to jakoś udało im się odnaleźć, jakby wszechświat chciał dać im kolejną szansę. Nie mogła nie zastanawiać się nad tym dlaczego tak się stało. To nie było chyba normalne, jaka właściwie była szansa na to, że spotkają się po latach, tak nagle, zupełnie przypadkowo? Musieli znaleźć się w tym samym czasie i przestrzeni w tym samym miejscu, a zdarzyło im się to dwa razy. Los zdecydowanie tego chciał. Skoro tak się stało nie zamierzała negować tego pomysłu, wręcz przeciwnie postanowiła wpuścić go do swojego życia, jakby nic złego się między nimi nie wydarzyło, jakby to była najbardziej naturalna rzecz na świecie. Zresztą teraz wiedziała, że przeszłość była dużo bardziej skomplikowana, niż jej się mogło wydawać.

Czuła, że on również po prostu na to przystał. Na ten chwilowy czas, który mieli spędzić wspólnie, widziała jak na nią patrzył, miała wrażenie, że podobny błysk pojawił się i w jej oczach. Odnaleźli się, okazało się to być czymś czego się nie spodziewała, ale niosło ze sobą wiele dobrego. To, co wydarzyło się w nocy, co działo się teraz, to jak bardzo pragnęli siebie nawzajem tylko ją w tym utwierdzało i była pewna, że nie było to tylko tym najbardziej zwierzęcym pożądaniem, przez te kilka dni przecież zdążyli poruszyć tak wiele tematów, wyjaśnić sobie wiele, coraz bardziej się przed sobą otwierali. Wolała nie nazywać tego uczucia, które zaczynało się w niej budzić, wiedziała, że to może okazać się jej klęską, bo przecież poruszyli też to, że mieli mieć swój okres ważności, to nie miało być na stałe, wiedziała jednak, że bardzo łatwo przyszłoby jej się przyzwyczaić do tego, że tak mógł wyglądać jej świat.

Parsknęła, gdy usłyszała jego kolejne słowa. Nie mogła się powstrzymać. Trafił jej się naprawdę złotousty chłopak, nie ma co. - Na tę Twoją potencję można zawsze coś zaradzić. - Uśmiechnęła się do niego całkiem niewinne, jak miała w zwyczaju, niestety akurat chyba on potrafił rozgryźć te wszystkie jej spojrzenia, miała wrażenie, ze zna ją jak nikt inny. Mimo tego, że przecież przez tyle lat nie utrzymywali kontaktu, to nadal tak po prostu ją czytał, jakby była otwartą księgą. Rozumiał ją i jej metody postępowania, jakby były najbardziej proste na świecie.

- Tak, tego również nie można nam odmówić. - Oczywiście, że byli wyjątkowo kompetentni, nie było sensu się z tym spierać. Kompetentni idioci - nie brzmiało to najgorzej, zawsze mogli być po prostu idiotami.

- Byłam bardzo oporna na to, aby go dostrzec. - Wiedziała przecież, że jest bystry jak mało kto, jako jedyna osoba był w stanie toczyć z nią te śmieszne wojenki słowne, i prowadzić gry, które doprowadzały ją do szaleństwa.

- Grunt to znaleźć jakikolwiek fundament. - Głupota mogła powodować stabilność, bo czemu by nie. Słabo by było, gdyby w tej kwestii wyjątkowo się różnili, na szczęście doszli do tego, że wszystko się zgadzało.

Poranek nieco się skomplikował przez dziennik, który okazał się nieść ze sobą coś więcej niż tylko widmo przeszłości. Nie zastanawiała się zbyt długo nad tym, jak powinna postąpić, co zrobić. To wydawało się być dla niej całkiem jasne. Mogła spróbować dowiedzieć się czegoś więcej. Nie pytała o zgodę, zezwolenie, po prostu zaczęła działać. Dość szybko przeszła z tego zupełnie lekkiego trybu, podczas którego niczym się nie przejmowała, po prostu cieszyła się z tego, że byli tu razem na ten nieco zimniejszy, bardziej profesjonalny. Wiedziała, że może jej się udać wyciągnąć z tego notesu coś więcej, widziała też jego minę, kiedy zobaczył te notatki, to spowodowało, że po prostu się tym zajęła. Przyszło to jej całkiem naturalnie, zawsze była w gotowości.

Świeczki same się znalazły, to prosiło się o to, by z nich skorzystać. Nie odpowiedziała mu, wiedziała, że połączy kropki bardzo szybko, mógł domyślić się, co zamierzała zrobić, słowa nie były tutaj potrzebne, teraz liczyły się czyny. Stworzyła krąg, w którym usiadła. Wyprostowana niczym struna, zupełnie nie przejmując się tym, że mógł ją teraz widzieć taka obnażoną, nie chodziło tylko o jej nagie ciało, ale o całą resztę, którą nie miała w zwyczaju się chwalić. Nie musiała się obawiać jego reakcji, wiedziała, że nie będzie to dla niego niczym dziwnym, miała wrażenie, że mało co było go w stanie zadziwić.

Zrobiła to, co zamierzała. Skupiła się na tym nieszczęsnym notesie. Trzymała go w dłoniach, wyciszyła się bardzo, ignorowała to, co działo się wokół niej. Liczył się tylko notes który miała w ręce, i to, co mógł jej pokazać. Zależało jej na tym, by sięgnąć jak najgłębiej, dostrzec, jak najwięcej obrazów, bo chodziło o niego, chciała dać mu jakieś odpowiedzi, dowiedzieć się, co spowodowało to, że pojawiły się te notatki, bo to nie było normalne, zależało jej na tym, by mogła się do czegoś przydać, Benjy pomógł jej wiele razy w przeciągu ostatnich dni, teraz ona mogła mu się za to odwdzięczyć.

Nie trwało to długo, w pewnym momencie jej oczy otworzyły się szeroko, dłonie zadrżały, najwyraźniej to, co robiła działało.


!igraniezwidmowidzeniem


RE: [13/9/1972] The weight of water, the way you told me to look past everything | BF, PB - Pan Losu - 20.11.2025

Jesteś całkowicie przekonany, że widzisz scenę zapisywania tych wydarzeń w dzienniku. Zapisała je w młodości osoba, która wylosowała tę Sumę. Ktoś igra z czasem lub waszymi umysłami.


RE: [13/9/1972] The weight of water, the way you told me to look past everything | BF, PB - Benjy Fenwick - 20.11.2025

Leżałem i patrzyłem na nią, ale nie tak, jak patrzyło się na kogoś, kto był obok. Patrzyłem tak, jak patrzyło się na coś, co nie powinno w ogóle istnieć, a jednak jest, dokładnie tu, w tej chwili, i oddycha tym samym powietrzem. Jej oczy miały w sobie ten sam błysk, który pamiętałem sprzed lat, tylko że teraz był w nim ogień, którego wtedy jeszcze nie znałem.
Wszechświat dał nam drugą szansę? Brzmiało to absurdalnie, ale tak właśnie to czułem. To, że spotkaliśmy się ponownie - dwa razy - wydawało się zbyt precyzyjne, w czasie i przestrzeni, żeby nazwać to przypadkiem. Nie wierzyłem w przeznaczenia, figury na niebie ani wielkie układy sił, ale wierzyłem w ludzi - w to, jak reagują, gdy pojawia się ktoś, kto ma dla nich znaczenie. Ona miała, zawsze miała. To, co działo się między nami od kilku dni - rozmowy, milczenia, półsłówka, spojrzenia, otwarte rozmowy, dotyk - to wszystko prowadziło nas tutaj. A to, co wydarzyło się w nocy, było tylko kolejnym krokiem. Nie jedynym, nie najważniejszym, ale nieprzypadkowym.
Od początku była ze mną szczera, pokazywała mi wszystko, nawet to, co uważała za swoje „dziwactwa”. Zabawne - nigdy nie odbierałem ich jako czegoś dziwnego, dla mnie były… Nią - cechą charakterystyczną, jak odcisk palca.
Parsknięcie, kiedy rzuciłem o tej mojej „potencji”, było warte każdej zaczepki. Zmrużyłem oczy, bo to jej niewinne spojrzenie znałem aż za dobrze.
- Ach, czyli tak? - Odpowiedziałem, unosząc brwi. - Ploponujesz jakieś ślodki zaladcze? Boję się zapytaś, jak baldzo dlastyszne. - Mruknąłem. - Myślałem, sze chcesz ją wykoszystaś, nie zwalczaś. - Cmoknąłem z niedowierzaniem, sunąc spojrzeniem w zrozumiałym kierunku, wymownie unosząc brwi - wolałbym raczej nie pozbawiać świata, ani nas, akurat tej mojej zalety. Największej, jaką miałem, patrząc na to, jak kształtował się mój charakter. No, nie było łatwo, ale już to przecież wiedziała - prawda?
Uśmiech, którym mnie obdarzyła, był dokładnie tym rodzajem uśmiechu, który od lat działał mi na nerwy i na klatkę piersiową jednocześnie - ta mieszanka niewinności i absolutnej świadomości tego, co robiła, potrafiła rozbroić, zanim człowiek zdążył się zorientować, że właśnie był atakowany.
Przez chwilę byliśmy zanurzeni w lekkiej, niemal żartobliwej atmosferze, a potem pojawiło się to - daty, zdania, które nie mogły tam być wcześniej.
Kiedy Prue przełączała się na tryb działania, nie było sensu jej zatrzymywać. Kiedyś, dawno temu, jeszcze zanim dorosłość postanowiła nas zniszczyć, też miała w sobie ten błysk - ten, który mówił, że nie odpuści, dopóki nie dowie się wszystkiego. Wtedy byłem tylko chłopakiem, który starał się za nią nadążyć. Teraz znów nim byłem. Znałem ją, każdy grymas, każdy gest, każdy sposób, w jaki przewracała oczami, gdy próbowałem być zabawny, a jednak teraz miałem wrażenie, że patrzę na nią po raz pierwszy.
Kiedy była dzieckiem, miała w sobie tę samą nieugiętość, potrafiła spalić świat jednym spojrzeniem, a ja - cóż - zawsze byłem tym, który podsuwał jej zapałki. Wtedy to było proste, teraz… Teraz było o wiele trudniej, bo to już nie była tylko Prue - to było coś więcej. Była piękna w ten spokojny, niebezpieczny sposób, nie jak ktoś, kto próbuje kusić - jak ktoś, kto wie, czym gra, jakie karty ma w dłoni, czasami nawet przed tym, zanim na nie spojrzy.
Miałem wrażenie, że świat zwolnił, a wszystko inne przestało istnieć. Tylko ona i ten cholerny notes, który stał się teraz jakimś łącznikiem między tym, co było, a tym, co dopiero miało nadejść. Wiedziałem, dlaczego to robiła, nie musiała mi tłumaczyć. Zawsze próbowała coś naprawić, coś zrozumieć, coś ocalić. A teraz chciała zrobić to dla mnie. Nie byłem w stanie jej tego zabronić, nigdy bym nie potrafił, chociaż to też nie było dla mnie normalne zachowanie.
Spojrzałem na nią - na tę dziewczynę, która kiedyś rzucała we mnie książkami, a teraz siedziała naga w kręgu świec, z magią pulsującą w dłoniach. Światło świec odbijało się w jej włosach, na policzkach, rzucając na nie cienie ciemnych, długich rzęs, w każdym drobnym ruchu dłoni - w jednej z nich trzymała ten przeklęty notes, a jej palce poruszały się po nim delikatnie. Nie odwracałem wzroku - nie potrafiłem. Czekałem.
[inny avek]https://64.media.tumblr.com/16723d998d34717fd8c4a269433dbc2a/b776a4167d01ae7d-3a/s250x400/eaaadb60545eb57ba1232093e468214b6fa0f97e.pnj[/inny avek]


RE: [13/9/1972] The weight of water, the way you told me to look past everything | BF, PB - Prudence Fenwick - 21.11.2025

[inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=5MpbmET.jpeg[/inny avek]

- Tak, faktycznie lepiej nie pytaj, bo mogą Ci się nie spodobać. - Mrugnęła do niego jeszcze porozumiewawczo. Na pewno przemyśli sobie dokładnie sposób, w jaki może mu pomóc, coś zaradzić na tę jego dolegliwość. Prue tak już miała, szukała najlepszych rozwiązań, czyż nie? Mieli trochę czasu, aby z tym sobie poradzić i zamierzała wykorzystać ten czas w najbardziej odpowiedni sposób, chociaż odrobinę mu ulżyć.

Poranek był lekki, niemalże sielankowy. Dawno nie czuła takiego spokoju i poczucia, że wszystko jest na swoim miejscu. Nie chciałaby być gdzieś indziej, z nikim innym. Może było to nieco niespodziewane, zupełnie dla niej nietypowe, ale cieszyła się z tego, że pojawił się ponownie na jej drodze. Nie pamiętała już jak to jest pozwalać sobie na więcej, zatracać się w spojrzeniach, czy gestach. Zresztą to nigdy nie było takie proste, jak teraz. Nasuwało jej się na myśl, że mieli tak skończyć, zobaczyć jak to jest kiedy mogli razem przekroczyć wszystkie granice, potrzebowali do tego, żeby znaleźć się w tym miejscu nieco czasu, ale może to też wpłynęło na ich korzyść. Byli dorośli, bardziej świadomi niż wtedy, w przeszłości, przeszli swoje, a to i tak nie zmieniło ich podejścia do siebie. Od zawsze miał specjalne miejsce w jej życiu, nawet wtedy kiedy nie było im do końca po drodze to właśnie on wzbudzał w niej najsilniejsze emocje, to o czymś świadczyło, wolała jednak aktualnie nie rozmyślać nad tym o czym. Niektórych rzeczy lepiej było nie nazywać, bo to mogłoby tylko wszystko popsuć.

Nastrój nieco się zmienił, kiedy sięgnęła po ten notes. Doceniała to, że jej przed tym nie powstrzymał, wręcz przeciwnie, nie wydawał się mieć nic przeciwko temu, żeby zajrzała w przeszłość. Przyniosło to Prudence odpowiedzi, zmieniło jej podejście, dało do myślenia.

Nie zastanawiała się nawet sekundy nad tym, co powinna zrobić z notesem, kiedy pojawiły się te kartki, zapiski, które nie pasowały do całej reszty. Było to dla niej całkiem naturalne, chciała dowiedzieć się tego, skąd się tam wzięły. Szczególnie, że widziała co było tam napisane, nie do końca umiała stwierdzić, jak te notatki mogły się tam znaleźć, Benjy również tego nie wiedział, więc musiała zapytać o to przedmiot. Na szczęście potrafiła to robić, jej umiejętność czasem mogła się do czegoś przydać. Ceniła sobie ją, chociaż wiedziała, że niektórzy nie uważali tego, za coś normalnego. Ona traktowała to jako dar, kolejne możliwości z których mogła korzystać, od zawsze zresztą widziała więcej, czuła więcej, a, że przeszłość ciekawiła ją najbardziej, to nie mogło jej się lepiej trafić w loterii genetycznej.

Szybko przygotowała sobie miejsce do działania, nie pytała o zgodę, po prostu to zrobiła wiedząc, że Benjy to zrozumie. Wprowadziła się w trans, wiedziała, że jej się to uda, nic jej przecież nie rozpraszało, była wyjątkowo stabilna, wszystko świadczyło o tym, że musiało jej się udać.

Jej ciało nadal znajdowało się w kręgu, oczy, zamglone spojrzenie świadczyły jednak o tym, że nie do końca była obecna w tej chatce. Odpłynęła, zniknęła w przeszłości.

Była niemalże pewna tego, że w powietrzu wyczuwała charakterystyczny zapach ozonu, który pojawiał się po burzy. Znalazła się w tej samej chatce, właściwie to przy jej drzwiach, na werandzie. Widziała chłopca, tego o błyszczących oczach, ciemnych, rozczochranych włosach, siedział na schodach, oparty o balustradę i zapisywał coś w notesie, podeszła nieco bliżej, rzuciła okiem na otoczenie i zauważyła kolejne znajome sylwetki, tyle, że w jeziorze. To musiały być wakacje, trudno jej było stwierdzić, który to był rok, które wakacje.

Chłopiec wydawał się nie zwracać uwagi na to, co działo się wokół niego, zapisywał coś bardzo skrupulatnie, widziała, jak przewracał kartki, zapisywał kolejne z nich, podeszła bliżej, stanęła nad nim, żeby zerknąć na to, co robił. Miała ochotę przeczesać mu palcami te niesforne włosy, pamiętała, że zdarzało jej się to robić, gdy byli dziećmi, kiedy mówiła mu o tym, że znowu wygląda tak, jakby strzelił w niego piorun. Rzuciła w końcu okiem na kartkę, którą właśnie zapisywał. Widziała datę, to były te same daty, które oni zauważyli przed chwilą. Tylko jak? Jak to było możliwe, że Benjy wtedy był w stanie przewidzieć coś, co stanie się za kilkanaście lat?

Mrugnęła w końcu, odetchnęła głęboko, nie do końca wiedziała, co myśleć o tym, co przed chwilą zobaczyła, przeniosła wzrok na Benjy'ego, który nadal leżał na tym ich całkiem przytulnym posłaniu, które sobie zorganizowali, nie do końca spodziewała się zobaczyć, to co zobaczyła.

- To dziwne. - Powiedziała w końcu, nieco zachrypniętym głosem.

- Widziałam, jak Ty to zapisywałeś. - Musiała się z nim tym podzielić, chociaż nie miała pojęcia, jak na to zareaguje. Coś było nie tak, może ktoś specjalnie zmienił to, co pamiętał ten notes, czy w ogóle dało się tak zrobić? Trans przyniósł jeszcze więcej pytań, zamiast dać odpowiedzi.




RE: [13/9/1972] The weight of water, the way you told me to look past everything | BF, PB - Benjy Fenwick - 21.11.2025

Myślałem, że to będzie zwykły poranek, sielankowy, leniwy, jeden z tych, które nie zdarzały się zbyt często w życiu takich ludzi, jak ja, taki, który zapisuje się w pamięci na później - na te gorsze chwile, kiedy człowiek musi sobie przypomnieć, że świat nie zawsze był otoczony ostrymi krawędziami. A potem wzięła ten dziennik, wyjmując go spomiędzy książek, i wszystko się zmieniło.
Tak naprawdę już wtedy coś we mnie miękło, ten poranek był zbyt spokojny, zbyt ciepły, zupełnie nieprzystający do życia, które zwykle prowadziłem. A ona… Ona była tak blisko, tak swobodna, jakbyśmy nigdy nie byli dla siebie nikim innym, niż tylko tym właściwym wyborem, i chociaż nie zamierzałem jej o tym mówić, prawda była taka, że nie przypominałem sobie, kiedy ostatnio czułem coś takiego - ten rodzaj lekkości, która nie brała się z adrenaliny, euforii, z używek, z czegokolwiek innego, tylko z tego, że drugi człowiek leży obok ciebie i wszystko jest… Właściwe.
Prue.
Ta sama, która dawniej doprowadzała mnie do szału jednym słowem.
Ta sama, która z roku na rok stawała się bardziej zamknięta, bardziej niedostępna, aż w końcu zniknęła mi z życia.
Jej mrugnięcie - to krótkie, szybkie porozumiewawcze - sprawiło, że parsknąłem pod nosem, zanim zdążyłem się powstrzymać. Była w tym tak dobra, w droczeniu się, w balansowaniu między niewinnością a czymś zupełnie odwrotnym. Zawsze miała tę dziwną umiejętność wywoływania we mnie reakcji, które nie miały żadnego sensu, choćbym próbował je nazwać, wcisnąć w jakieś logiczne ramy - nic z tego. Po prostu działała na mnie, jak zaklęcie, którego nikt nie nauczył mnie odczarowywać. Patrzyłem na nią, kiedy rozciągała się lekko na posłaniu, a potem przysuwała się znów do mnie. Było w niej coś… Miękkiego, chociaż jednocześnie niewiarygodnie silnego. Jej spojrzenie było tak pewne, tak… Domowe, jakkolwiek absurdalnie to brzmiało, że aż coś mi się przewróciło pod żebrami. Ten spokój, który miała w oczach, kiedy na mnie patrzyła, sprawiał, że chciałem zrobić cokolwiek, żeby został w niej jak najdłużej. Wiedziałem, że nie powinienem się do tego przyzwyczajać, a robiłem to szybciej, niż było rozsądnie. Nie udało się.
Miałem wrażenie, że powietrze w chacie zatrzymało się razem z jej oddechem, a temperatura w chacie spadła o kilka stopni, chociaż ogień dalej palił się w kominku. Widziałem w jej oczach tę zmianę - z beztroskiej, niemal uroczej dziewczyny w kobietę, która wie, co robić, i robi to natychmiast. Może dlatego nie powstrzymałem jej, gdy wzięła notes - może dlatego nie powiedziałem „hej, zostaw to na później, wróć tu do mnie”. Wiedziałem, że to byłby zły ruch. Byliśmy… Kompatybilni - głupi duet, kompetentni idioci, kiedyś, teraz. Znałem te jej pomysły aż za dobrze, wiedziałem, że potrafiła wszystko przeanalizować na sto sposobów, zanim ktokolwiek zdążyłby dojść do wniosku, iż może trzeba coś przeanalizować. Ale jej trans to był inny świat. A ja? Ja najwyraźniej miałem być jej ekscytującym przypadkiem badawczym. Leżałem oparty o zmiętoloną poduszkę, a ona krzątała się przy tym nieszczęsnym notesie, jakby właśnie zamierzała otworzyć bramę do przeszłości. Patrzyłem na nią i myślałem o tym, jak inaczej potoczyłyby się nasze życia, gdybyśmy wtedy, jako dzieciaki, wiedzieli, kim będziemy, kiedy znowu się zobaczymy. Pewnie i tak rozwaliłbym wszystko w minutę… Mimo to wyobrażenie było kuszące.
Gdy odpłynęła - naprawdę odpłynęła - poczułem, jak ścisnęło mnie pod żebrami, to była irracjonalna reakcja, jasne - Prue robiła to nie raz, wiedziała, co robi, a mimo to w moim ciele pojawił się instynkt. Pilnuj jej.
Więc pilnowałem.
Nawet jeśli nie wypadało.
Nawet jeśli powinienem udawać, że jestem tylko obserwatorem.
Podparłem się na łokciu, przesunąłem się bliżej krawędzi posłania, żeby w razie czego móc ją złapać, gdyby nagle osunęła się do tyłu, to było bardziej odruchowe niż świadome. Patrzyłem, jak siedziała w tym kręgu, wyprostowana, pewna siebie. Ogień świec odbijał się na jej skórze, ciemne włosy spływały jej po plecach. I choć byłem całkowicie nagi, choć ona była całkowicie naga, nie było w tym ani krzty wstydu, ani cienia seksualności w złym znaczeniu - tylko surowa prawda, coś czystego i głębokiego. Płomienie świec co jakiś czas przygasały i rozświetlały się ponownie, jakby reagowały na coś, czego ja nie widziałem. Nie wiedziałem, ile to trwało. Minutę? Pięć? Dziesięć? Czy to w ogóle były minuty? A może sekundy, przeciągnięte do granic możliwości? Czas rozciągnął się tak, jak zawsze w takich momentach. Płomień świec odbijał się w jej źrenicach, ale one nie widziały już ognia.
- Plue…? - Wyrwało mi się cicho, miękko, tak absolutnie nie w moim stylu, że gdybym był kimś innym, wyśmiałbym samego siebie. Kiedy podniosła na mnie wzrok - wciąż zamglony, jakby nie do końca wróciła z miejsca, w którym przed chwilą była - coś we mnie drgnęło, tak gwałtownie, że aż sam się zdziwiłem. Zawsze uchodziłem za człowieka, który wszystko trzymał na dystans. Zgryźliwość, ironia, humor - to były moje stałe narzędzia. Ale teraz? Teraz jedyną rzeczą, którą czułem, było to nieznośnie ciepłe, zbyt miękkie pragnienie, by ją do siebie przyciągnąć i upewnić się, że nic jej nie jest, to właśnie było najdziwniejsze - ta gotowość, niewymuszona, naturalna. Tak samo naturalna jak to, że nie przekroczyłem kręgu. Wiedziałem, że nie wolno - zawodowo, ale nie tylko - krąg był granicą, ochroną, jej przestrzenią. Nie ruszyłem się do niej, bo wiedziałem, że takich rzeczy nie powinno się przerywać bez wyraźnego powodu, ale całe moje ciało było gotowe - już w półruchu, jak pies gończy, który nasłuchiwał, czy powinien pobiec do właściciela - jeśli tylko dałaby znak, wystarczyłby jeden oddech, jedno jej „chodź”, a znalazłbym się przy niej natychmiast. Patrzyłem tylko na nią, gotów ruszyć, jeśli skinęłaby dłonią, jeśli spojrzałaby w sposób, który znaczył „potrzebuję cię bliżej”. Jasne - doskonale potrafiła sobie radzić sama, ale tym razem naprawdę nie musiała, byliśmy w tym razem, czymkolwiek to było.
A to było… Jej słowo „dziwne” zawisło w powietrzu, jak dym - trochę zbyt gęste, duszne. Nadal siedziała w kręgu, naga, ale nie w sposób, który miał cokolwiek wspólnego ze wstydem czy intymnością. Wyglądała… Odlegle, eterycznie, jakby jedna jej część nadal była tam, gdzie ją zabrało to cholerne połączenie talentu, transu i odwagi. Była taka delikatna w tej chwili.
Nie krucha, bo Prue nigdy nie była krucha, ale w jakiś sposób odsłonięta, bardziej niż wtedy, gdy leżała obok mnie bez żadnych warstw między nami.
- Dziwne? - Powtórzyłem półgłosem, ale to nie była prośba o wyjaśnienie, bardziej instynktowne odbicie jej tonu. Głos miałem niższy, niż zwykle, bardziej miękki, chyba pierwszy raz w życiu nie było w nim nic ze sarkazmu. Jak… Ja? Nie brzmiało to mądrze. Ani pewnie. Raczej jak głos kogoś, komu właśnie powiedziano coś, co nie powinno być możliwe. Wsunąłem dłonie we włosy, przeczesałem je nerwowo, a potem opuściłem ręce, przyglądając jej się uważnie. Wyglądała, jakby jej ciało wróciło, ale reszta… Nie do końca - trans zostawił na niej ślad, ten rodzaj napięcia w barkach i łopatkach, który widziałem u niej wcześniej tylko raz. Różnica była taka, że wtedy byłem blisko, a teraz - łamanie kręgu mogłoby być błędem, wiedziałem to. Wstałem więc z posłania i podszedłem bliżej, ale nie wszedłem do kręgu - zatrzymałem się przy jego krawędzi, jakby istniała niewidzialna granica, której nie powinienem przekraczać. Klęknąłem naprzeciwko, oparłem przedramię o kolano i spojrzałem jej prosto w oczy. Nie po to, żeby ją „uratować”, nie po to, żeby ją prowadzić - po prostu… Chciałem ją mieć bliżej. Chciałem poczuć, że wróciła, że jest tu naprawdę, w tej chatce, że nie została gdzieś pomiędzy wierszami tego cholernego notesu.
Patrzyłem na nią, nie spuszczając wzroku ani na jej nagie ciało, ani na świeczki, ani na dziennik - dopóki nie dodała, co zobaczyła. Przez sekundę nic nie powiedziałem, bo zdanie uderzyło mnie tak, jakby ktoś z całą siłą pchnął mnie w pierś. Zmrużyłem oczy, przesuwając językiem po zębach w zamyśleniu - nie miałem pojęcia, co z tym zrobić. Jeszcze. Wypuściłem powietrze powoli, bardzo powoli.
- Okej… - Wyszeptałem. - Okej, w posządku. To… To duszo. - Bo co innego miałem powiedzieć, zwłaszcza przy tym poziomie wiedzy? Oczywiście, że chciałem ją spytać o wiele rzeczy, ale ogień w kominku przygasł już prawie całkowicie, w chatce zaczęło robić się coraz chłodniej, a podłoga, sama w sobie, i tak nie należała do najcieplejszych miejsc. - Chodź, kochanie… Zostawmy to na chwilę. Ten cholelny dziennik czekał lata, nie spieldolimy nic, jeszli poczeka jeszcze chwilę. - To słowo wyszło mi tak bezmyślnie, że dopiero po chwili dotarło do mnie, co powiedziałem - nie w sensie romantycznym, nie przekornym, nie flirciarsko - spokojnie i cicho. To zabrzmiało jak najbardziej naturalna rzecz na świecie, może dlatego, że naprawdę nią teraz było. Pochyliłem się delikatnie do przodu, nadal nie dotykając kręgu, ale zmniejszając odległość między nami do absolutnego minimum, moje palce zatrzymały się tuż nad deskami - przy samej granicy światła świec. - Mosemy wlóciś pod koc, okej? - Mruknąłem półgłosem, bardziej instynktownie niż świadomie. Nie przejmowałem się tym, że byliśmy nadzy, ona siedziała w kręgu jak jakaś starożytna kapłanka, ja klęczałem pół metra od niej z bijącym sercem, nie wiedząc, co myśleć, wskazałem brodą na posłanie za mną - ten nasz prowizoryczny kokon ciepła, jeszcze pachnący nocą. - Połowa ciepła w tym pokoju to ja. Powinnaś s tego skoszystaś. - Uśmiechnąłem się półgębkiem. - A jutlo… - Skrzywiłem się krótko. - No, cósz. Notatki są s jutla. To cholelnie upszejmie s ich stlony, mamy całą dobę, szeby dowiedzieś się, o chuj chodzi.
[inny avek]https://64.media.tumblr.com/16723d998d34717fd8c4a269433dbc2a/b776a4167d01ae7d-3a/s250x400/eaaadb60545eb57ba1232093e468214b6fa0f97e.pnj[/inny avek]


RE: [13/9/1972] The weight of water, the way you told me to look past everything | BF, PB - Prudence Fenwick - 21.11.2025

[inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=5MpbmET.jpeg[/inny avek]

Miało być lekko i przyjemnie, z początku tak było, nie wydawało się, aby cokolwiek mogło zahwiać ten spokój, który panował w chatce. Tyle, że musiała być sobą, sięgnęła po ten notes, bo nie umiała się oprzeć, by poznać jego treść, zanim właściwie wiedziała, co w nim znajdzie. Pozwolił jej to zrobić, pozwolił jej zajrzeć do swojej przeszłości, tyle, że na tym się nie skończyło. Coś poszło nie tak. Pojawiły się te fragmenty, które nie pasowały do reszty, które były opisem dni, które dopiero miały nadejść. To było zastanawiające, nie mogła teraz odpuścić, właściwie to od razu stwierdziła, że spróbuje ustalić jakieś fakty, dowiedzieć się skąd te zapiski mogły się wziąć na tych kartkach. Mogła to zrobić, to nie było nic skomplikowanego, przecież robiła podobne rzeczy od lat.

Decyzja była prosta, odruchowa, chociaż szkoda jej było porzucać ten wyjątkowy poranek, zupełnie inny od wszystkich, chwile w której czuła, że coś się zmieniło, może ruszyło, może drgnęło gdzieś w niej. Nie zakładała, że odnajdzie się w tej sytuacji tak dobrze, bo przecież miała w zwyczaju wszystko analizować, rozkładać na czynniki pierwsze, tym razem tego nie robiła, nie potrzebowała bo i bez tego to co robili wydawało jej się najbardziej właściwą rzeczą na świecie. Po co analizować coś w takich momentach? Mogła porzucić pewne przyzwyczajenia, nie musiała ich się trzymać kurczowo, tym bardziej, że czuła, że przy nim nic jej nie grozi, nie miał wykorzystać jej chwilowej bezradności, czy odsłonięcia się. Ufała mu i wierzyła, co było dla Prudence rzadkością, właściwie to jej się nie zdarzało. Tym razem jednak chciała wierzyć, tak po prostu, bo nic nie wydawało się być bardziej właściwe.

Postanowiła więc skorzystać ze swojej wiedzy, z tego, co potrafiła. Naprawdę zależało jej na tym, aby dać mu odpowiedzi na te pytania, które się pojawiły, chciała się do czegoś przydać, w końcu mogła to zrobić, bo przecież ona również miała swoją niszę, w której mogła zabłysnąć. Nie chodziło jednak o błysk, a o to, że lubiła się czuć potrzebna, tak po prostu, całkiem naturalnie jej to przychodziło.

Przygotowała się do swojego zadania, na tyle na ile mogła, całkiem skrupulatnie jak na dostępne zasoby, nigdy nie podchodziła do tego lekkomyślnie, wiedziała, że magia rządzi się swoimi prawami, których trzeba przestrzegać, nie postępowała głupio, chociaż nie był to najwspanialszy krąg, który przygotowała. Musiał zadziałać, to musiało wystarczyć w tej chwili, nie zawsze przecież miała przy sobie swój ulubiony zestaw świec, no i nie świecie tutaj były najważniejsze, a jej zmysły, to od nich wszystko zależało. Nastawiła się na to, że jej się to uda, robiła to przecież często, wiadomo, przedmioty nie zawsze chciały słuchać jej próśb, ale tym razem była naprawdę bardzo mocno zmotywowana, aby zdobyć potrzebne informacje.

Musiała przestawić się z tej lekkiej wersji siebie na bardziej metodyczną, nie było to wcale takie trudne, widać było, że wiedziała, co robi, że nie ma najmniejszego problemu z tym, by wprawić się w odpowiedni nastrój. Dość szybko udało jej się osiągnąć swój cel. Odpłynęła, pozwoliła sobie przenieść się w przeszłość. Widziała go w niej, piszącego w tym notesie, który trzymała w rękach, który pozwolił jej obejrzeć te wspomnienia, to coś jej w tym wszystkim nie pasowało. Znała jego charakter pisma, pamiętała szczegóły, każdą literę, przecinki, wymienili tak wiele listów, coś się w tym wszystkim nie spinało, to ją niepokoiło, a zarazem jeszcze bardziej wzbudzało ciekawość, bo Prudence uwielbiała dowiadywać się prawdy.

Wróciła, po kilku minutach, może mniej, nie była w stanie stwierdzić, jak długo jej nie było, traciła wtedy poczucie czasu. Odetchnęła głęboko, pozwoliła sobie wziąć bardzo głęboki haust powietrza. Dopiero po chwili się rozejrzała.

Dotarł do niej jego głos, brzmiał póki co jednak jak echo, był nieco rozmyty. Przymknęła na moment oczy, by w pełni wrócić, znaleźć się w końcu całą sobą z powrotem. Zaczęła mówić, nie do końca składnie, nie do końca wszystko, ale musiała zacząć wypluwać z siebie słowa, zamilkła na moment, aby ułożyć sobie wszystko w głowie. Nie chciała dochodzić do pochopnych wniosków, ale one same się nasuwały, widziała, jak to robił, to na pewno był on.

Benjy znalazł się bliżej, podniósł z ich całkiem miękkiego posłania i zatrzymał tuż przed kręgiem, w którym nadal się znajdowała, póki co jeszcze się nie ruszała, trans kosztował ją nieco energii, wolała mieć pewność, że w pełni wróciła.

- Mam wrażenie, że coś jest nie tak. - Z tą wizją? Być może, tylko, że nigdy dotąd jej się nie zdarzyło widzieć czegoś, co nie miało miejsca, a przecież mówił, że tego nie pisał, wierzyła jego słowom, tylko dlaczego więc to wszystko wyglądało w ten sposób. Wizje nie kłamały, Benjy też nie kłamał, więc co właściwie się wydarzyło?

- Chciałam znaleźć odpowiedź. - Mruknęła jeszcze cicho, nie była zadowolona z tego, jak się to potoczyło, ale on miał rację. Dziennik mógł poczekać, nie musieli tego robić teraz, oczywiście, że nie zamierzała porzucić tego tematu, nie teraz kiedy jeszcze bardziej się komplikował, bo Prue lubiła wiedzieć, to było dla niej kolejnym wyzwaniem.

Dopiero po chwili dotarło do niej, że nazwał ją kochaniem, na moment zawiesiła wzrok na jego spojrzeniu, wyszło to z jego ust całkiem naturalnie, wystarczyło, by ją przekonać do opuszczenia tego kręgu. Uniosła się bardzo powoli, jakby nie była do końca pewna, że całkowicie wróciła, po chwili przekroczyła krąg, już pewniejszym krokiem. - To dobry pomysł, bo zrobiło się chłodno, zawsze tak jest. - Dodała jeszcze, a przynajmniej ona to odczuwała w ten sposób, jakby moment w którym zastygała na chwilę powodował, że całe ciepło uciekało z jej ciała.

Miała ochotę się teraz w niego wtulić, otoczyć jego ramionami, wiedziała, że przyniesie to natychmiastowy efekt, spojrzała jednak na kominek, właściwie to na drewno w nim dogasające. - Wiem, że jesteś tutaj najbardziej właściwym źródłem ciepła, chętnie to wykorzystam, ale może mógłbyś zorganizować trochę więcej drewna? Może nam się jeszcze przydać. - Nie musieli się nigdzie spieszyć, a wcale nie miała ochoty jeszcze się stąd ulatniać. Być może na moment przerwali swoją sielankę, ale Benjy miał rację mogli do niej wrócić, jeszcze chwilę korzystać z tego, ze rzeczywistość się o nich nie dopominała.