Secrets of London
[10.09.1972] A table for two (Astoria Avery, Renigald Malfoy) - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5)
+--- Dział: Niemagiczny Londyn (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=22)
+--- Wątek: [10.09.1972] A table for two (Astoria Avery, Renigald Malfoy) (/showthread.php?tid=5399)

Strony: 1 2


RE: [10.09.1972] A table for two (Astoria Avery, Renigald Malfoy) - Astoria Avery - 03.04.2026

Brunokrwisty. Czy wierzyła w tę wersję? Była wygodna, łatwo rzucić odpowiedzialność na grupę osób, której się szczerze nienawidzi. Tamtej nocy jednak widziała zbyt wiele, by zamknąć wszystko w tak prostym wniosku. Widziała panikę, która nie miała twarzy ani nazwiska. Ludzi uciekających bez względu na to, kim byli i skąd pochodzili. Strach, który był wspólny - lepki, wszechobecny, odbierający wszystkim jednakowo oddech. Levi obiecał jej wszystko wyjaśnić, dlatego wolała powstrzymać się od przedwczesnych osądów. Jedyne, co na pewno wiedziała, to że stała się pionkiem w czyjeś grze - poboczną szkodą, która nie miała większego znaczenia. I ani trochę jej to nie odpowiadało.
- Chyba jeszcze za wcześnie na sensowne wnioski - odezwała się w końcu, a jej głos był cichy, lecz stabilny. Jej dłoń, jeszcze przed chwilą spoczywająca swobodnie przy talerzu, zatrzymała się w pół ruchu. Palce lekko zacisnęły się na kielichu, jakby potrzebowała tej fizycznej stabilności. Na moment spojrzała w stronę okna, gdzie za ciężkimi zasłonami majaczyło chłodne światło księżyca.
Upiła odrobinę wina, ale zanim zdążyła powiedzieć coś jeszcze, dźwięk otwieranych drzwi przeciął spokojną ciszę jadalni. Podniosła wzrok i napotkała spojrzenie matki, która właśnie wróciła do domu. Wyglądała dokładnie tak, jak można się było spodziewać po kimś, kto wracał z długiego dnia pełnego obowiązków - a jednocześnie ani przez moment nie traciła tej niemal nienaruszalnej elegancji, która zdawała się być jej drugą naturą. Materiał jej szaty wciąż układał się perfekcyjnie, choć w jego linii można było dostrzec drobne ślady zmęczenia: lekkie załamanie przy ramieniu, minimalne przesunięcie tkaniny, które zdradzało, że dzień był długi. Jej skupione spojrzenie zatrzymało się na Renigaldzie, a twarz automatycznie się rozpromieniła. Jakby sama obecność młodego Malfoya była wystarczającym powodem, by na nowo przybrać tę bardziej towarzyską, niemal melodyjną tonację bycia.
- Renigaldzie! - jej głos rozbrzmiał ciepło, z nutą autentycznej ulgi, która wyraźnie przebiła się przez zmęczenie. Podeszła bliżej, nie tracąc ani chwili, jakby sama jego obecność była dobrą wiadomością tego dnia. - Jak dobrze widzieć cię całego.- Zatrzymała się przy stole, przyglądając mu się uważnie, niemal badawczo, jakby chciała upewnić się, że rzeczywiście stoi przed nią bezpieczny i nienaruszony. W jej spojrzeniu pojawiła się troska, która nie była udawana ani wymuszona. Astoria obserwowała to w milczeniu. Widziała, jak jej matka jednym spojrzeniem ogarnia sytuację - stół, zastawę, ich dwoje siedzących naprzeciw siebie. I jak w tej samej chwili coś w jej wyrazie twarzy zmienia się niemal niezauważalnie. Delikatny błysk. Starsza kobieta uśmiechnęła się lekko, przenosząc spojrzenie między nimi.
- Muszę przyznać, że bardzo ładnie razem wyglądacie - zaczęła lekko, a w Astorii wezbrało zirytowanie na oczywiste sugestie matki.
- Mamo... - mruknęła posępnie; w jej głosie pobrzmiewało coś więcej niż zwykłe upomnienie. Była tam nuta zmęczenia, może nawet odrobina zawstydzenia, którą starała się ukryć pod spokojem. Jej spojrzenie na moment uciekło ku Renigaldowi. Nie chciała, żeby czuł się zakłopotany, szczególnie że był tutaj gościem.


RE: [10.09.1972] A table for two (Astoria Avery, Renigald Malfoy) - Renigald Malfoy - 09.04.2026

Według Malfoya winnym może być każdy. Niektórzy mogliby wykorzystać okazję zamieszania i dopuścić się ataku na nielubianych osobach, sąsiadach a ukaranym nie zostanie. Doświadczył nienawiści brudno krwistej na sobie. Dlatego przypisał im zniszczenie jego mieszkania. To, że widziana była mnoga liczba mrocznych znaków na niebie, to inna sprawa. Nie miał nic przeciwko działaniom Śmierciożerców, którzy robili porządek ze szlamami i szlamolubnymi. Nie wierzyłby także w to, że oni mogliby podrzucić ogień do jego mieszkania. W jakim celu mieliby to rodzić, skoro podzielał ich poglądy, ale nie angażował się?

Zmarszczył brwi, widząc że Astoria odmówiła podzielenia się swoimi przypuszczeniami, kto mógł zaatakować miasto. On jej powiedział, trzymając się ich zasady szczerości. A ona co?

- Ja ci powiedziałem. Sądziłem, że jeżeli mnie o to pytasz, podzielisz się także swoimi spostrzeżeniami.
Upomniał ją. Lecz też zauważył, iż próbowała zachować stabilność swoich emocji? Milczała więcej niż ją znał. Dlaczego nie chciała podzielić się z nim swoimi uwagami? Przecież nie doniesie na nią, jeżeli sprzymierzała się z kimś, kim nie powinna. On sam dostał ostry wykład od ojca, za spoufalanie się z Weasleyową.

Przyjacielska kolacja, została przerwana pojawieniem się członka rodziny Astorii. Słysząc otwierające się drzwi, Renigald pytająco spojrzał na Astorię. Długo nie musiał czekać na jakąkolwiek odpowiedź, gdyż Pani Avery od razu zastała ich w jadalni. Jak na dżentelmena przystało, wstał od razu ze swojego miejsca, odkładając serwetkę z kolan na stół.

- Pani Avery.
Posłał kobiecie lekki uśmiech powitania gospodyni, jak na gościa przystało. Nie robił nic, gdy mu się tak przyglądała, potwierdzając słowami, że jego widok ją ucieszył. A tym bardziej, że był w jednym kawałku.
- Miło to słyszeć.
Odpowiedział uprzejmie. Czując nutę niezręczności, czując ciągłe obserwowanie jego i Astorii razem. Spojrzał kątem oka na Astorię, jakby sprawdzał jej zachowanie czy wyraz twarzy. Jak oceniała obecność własnej matki w tej chwili.
Gdy kobieta oświadczyła, że "ładnie razem wyglądają", Renigald uśmiechnął się pewniej.
- Tylko się przyjaźnimy. Pomogłem jej ostatnio, chciała mi podziękować wspaniałym posiłkiem.
Wyjaśnił, licząc że kobieta kupi tę wersję. Nie kłamał przecież. Nie myśleli aby być razem na wieczność. Sam był zdania, że Astoria zasługiwała na kogoś lepszego od niego. Spojrzał też na nią, chcąc wybadać czy jej ta odpowiedź pasowała, czy nie zranił czasem jej uczuć, o których mógł nie wiedzieć.