![]() |
|
[Yule 1970] Christmas is here - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Poza schematem (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=29) +--- Dział: Retrospekcje (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=25) +--- Wątek: [Yule 1970] Christmas is here (/showthread.php?tid=5440) Strony:
1
2
|
RE: [Yule 1970] Christmas is here - Dora Crawford - 19.12.2025 Dziewczyna zebrała wszelkie potrzebne składniki i zaczęła je mieszać, tworząc tym samym ciasto. Trochę je pougniatała, ale wreszcie rozłożyła je na stolnicy i rozwałkowała, tak żeby łatwiej jej było powycinać kształty. Postawiła na klasyki; śnieżynki, choinki i może trochę krzywe mikołaje. A potem do pieca. rzemiosło ◉◉○○○ na gotowanie [roll=N] Po zapakowaniu ciasteczek do piekarnika, spróbowała tych Millie, zgadzając się z Brenną że wyszły bardzo dobre. Potem natomiast przyszło jej grzecznie czekać, więc siedziała przy stole kiedy grzaniec Nory postanowił się zbuntować. Garnek zasyczał, płomienie podskoczyły, a Longbottom wyciągnęła różdżkę, w próbie ratowania całego przedsięwzięcia. Raz, drugi i zadziałało, całe szczęście, ale jak na zawołanie, w tym samym momencie w powietrzu pojawił się zapach spalenizny. Piekarnik. Crawleyówna podskoczyła na równe nogi i dopadła do niego, ale kiedy otworzyła drzwiczki, buchnęła z nich chmura sinego dymu. Zakaszlała rozpaczliwie, sięgając po szmatkę i chcąc nią rozwiać chociaż nieco smród, zanim nie sięgnęła po blachę i wyciągnęła ją na zewnątrz. Spalone. - Mamy dzisiaj szczęście, nie ma co... - mruknęła, ale mimowolnie obejrzała się za siebie, żeby sprawdzić czy przypadkiem Erik nie stanął za blisko drzwi do kuchni. RE: [Yule 1970] Christmas is here - Nora Figg - 19.12.2025 [inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=dAd6e1k.jpeg[/inny avek] Norka wstawiła garnek na ogień. Grzaniec, niby nic trudnego, prawda? No nie powinno być niczym trudnym, cóż, jak widać dzisiaj nieco ją to przerosło, nim jednak zorientowała się, że coś jest nie tak, to przeniosła wzrok na Brennę, która poprawiała jemiołę pod sufitem. Spoglądała na krzak i zaczęła się zastanawiać nad tym, czy jest ktoś kogo chciałaby spotkać pod jemiołą. Próbowała o tym myśleć, jednak jakoś nikt nie przychodził jej na myśl. Nie miała czasu na miłostki, cały jej wolny czas zajmowało doskonalenie swoich umiejętności i opieka nad córką. Być może jeszcze kiedyś, w dalekiej przyszłości będzie chciała znaleźć się z kimś konkretnym pod jemiołą, być może jeszcze kiedyś komuś skradnie pocałunek, ale na pewno nie teraz. Z rozmyślań o jemiole wyrwał ją ten dziwny, bardzo charakterystyczny dźwięk, coś syknęło, coś co znajdowało się blisko niej. GARNEK, WINO tuż obok. Nienienienienie, jak mogła do tego dopuścić? Nie wiedziała, nie miała pojęcia, kto to widział coś takiego? Taka doświadczona kucharka, żeby odwalała takie rzeczy? Garnek musiał być pęknięty, powinna była go sprawdzić, ale tego nie zrobiła. Odsunęła się o krok i patrzyła na tę katastrofę, nie miała przy sobie różdżki, więc nawet nie miała jak tego naprawić, co za syf, a miały to być takie przyjemne święta, jeszcze nie była w swojej kuchni, narobiła tutaj bałaganu. OLABOGA. Kto to widział, patrzyła jak zaczarowana w to zamieszanie. Na szczęście Brenna zareagowała, gdy tylko to zrobiła Malwa zaczęła sprzątać, a ona dalej stała, patrzyła, nie dowierzała. - Popsułam Wam kuchnię. - Odpowiedziała do przyjaciółki, nie przejmując się zupełnie swoim stanem, bo nic chyba jej się nie stało, gorzej z kuchenką. RE: [Yule 1970] Christmas is here - Millie Moody - 20.12.2025 [inny avek]https://wallup.net/wp-content/uploads/2016/02/31149-Antonina_Vasylchenko-brunette-women-748x1121.jpg[/inny avek] Miles na widok miny Brenki rozprominiła się jak wiosenne słoneczko i nawet nie rzuciła żadnego adekwatnego komentarza, jak niewiele trzeba, by przyjaciółka sobie wsadzała grzybki do ust. A potem Dorcia, jednorożec srający tęczą na łące pochwalił wypiek, więc już w ogóle była w czterdziestym siódmym niebie. – Myślicie że Eryczkowi też zasmakują? – I z racji tego, że Moody prędzej podejrzewała Erika o życie w cnocie od urodzenia aniżeli harce po tej samej stronie barykady, zgarnęła miseczkę ruszając na łowy kolejnej zażenowanej miny do kolekcji licząc na ostre bronienie się przed jej chujowniczkami. – ERIK TOTALNIE NIE UWIERZYSZ CO SIĘ ODJEBAŁO W KUCHNI! – zawołała radośnie, czując się już na tyle swobodnie, że nawet jej brewka nie tykła. Entuzjazm zalewał jej mózg i chociaż gdzieś wewnątrz niej pozostawało napięte oczekiwanie jak wszystko się zjebie, tak na ten moment panujący wkoło chaos przydawał jej energii i wiary w to, że to Yule będzie wyjątkowo udane. Nie pomagała za bardzo w gaszeniu tego pożaru. Zamiast tego szukała swojego przerośniętego, dwumetrowego znicza by wsadzić mu twarz jak najwięcej ciasteczek się dało. RE: [Yule 1970] Christmas is here - Erik Longbottom - 22.12.2025 — Faktycznie, trochę za bardzo skupiliśmy na Warowni od strony wewnętrznej — stwierdził, przykładając dłoń do ust, jakby właśnie uświadomił sobie coś okropnego. — Dobrze, że udało ci się wywiesić cokolwiek na balkonie, skoro świerku nawet nie tknęłaś. — Zagryzł dolną wargę, starając się nie dać po sobie poznać, że próbuje podpuścić młodszą siostrę. — A ten... Płot? Nie zapomniałaś o płocie? Wiem, że nie jest w najlepszym stanie, więc w sumie może nawet lepiej, gdyby nie było go widać z ulicy, ale tam też przydałoby się coś wywiesić. Nawet jakaś kolorowa wstęga by się nadała. Przygotowałaś coś, prawda?? [inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=kyqyonj.png[/inny avek]
Och, był okropny. Cóż by to by za widok, gdyby Brenna wzięła to wszystko na poważnie i wyjęła z szafy zakurzony kask przeznaczony do prac na wysokościach i zajęła się jeszcze poważniej dekorowaniem Warowni? Kto wie, może nawet zaprzęgłaby wszystkich gości do robienia jakiegoś kolorowego łańcucha, który objąłby cały płot znajdujący się na froncie działki? — Uuu, to widzę, że się przygotowałaś — mrugnął do Nory porozumiewawczo. — Jak już wylądujemy przy kominku z ognistą, to będę musiał pójść po jakieś warcaby albo szachy czarodziejów. Popraw mnie, jeśli się mylę, ale kiedy graliśmy razem po szkolnych imprezach, to budził się w tobie instynkt prawdziwego stratega. — Uśmiechnął się półgębkiem. Uwielbiał, kiedy Figg nagle zmieniała zasady gry i stwierdzała, że zwykły pion nagle potrafił skakać po całej planszy bez względu na układ pól. Było w tym coś bardzo pociesznego. — Przydałoby mi się parę wskazówek od pani generał przed powrotem z urlopu. Kto wie, może będziesz powodem mojego awansu. Kiedy reszta drużyny udała się do kuchni, Erik odczekał dłuższą chwilę, nim ruszył za nimi, zerkając za nimi z kwaśną miną na twarzy. Jego obecność tam... Nie była zbyt bezpieczna. Dla nikogo. Nie do końca wiedział, z czego to wynikało, ale w jego obecności wszystko tam mogło pójść nie tak. Szklany imbryk mógł rozbić się na tysiące kawałków. Ciasto mogło nie wyrosnąć w piekarniku pomimo rzuconych na niego zaklęć. Zupa mogła stać się za słona. Noże mogły zacząć latać w powietrzu. Naprawdę lepiej było trzymać się na bezpieczną odległość... Jakieś pięć do ośmiu kroku od progu kuchni, bo wtedy... Akurat, gdy się zatrzymał, jego spojrzenie skrzyżowało się ze wzrokiem Menodory. — No wiesz? Ranisz mnie, Doro — rzucił dramatycznie, przykładając otwartą do okolic swojego serca i cofając się jeszcze o pół kroku. Czy naprawdę mu nie ufała? — Jestem aż nader świadom swoich ograniczeń. Kuchnia, te wszystkie sprzęty, sztućce, miski i noże... To moja największa słabość. Nie mogę nawet znaleźć się w pobliżu zwykłego imbryku, czemu więc miałbym buszować tam, teraz kiedy dookoła unoszą się te wszystkie fantastyczne zapachy i... ''Popsułam wam kuchnię...?'', powtórzył po przyjaciółce bezgłośnie. Stanął na palcach, jakby to miało dać mu jakąś dodatkową przewagę. Cóż, przynajmniej tego wypadku nie można było przypiąć jemu. Trzymał się na bezpieczną odległość i niczego nie dotknął. Można go było zrugać chyba tylko i wyłącznie za to, że odezwał się na tyle głośno, że było go słychać w całej kuchni. — Nie musisz krzy... — zaczął, gdy Millie w końcu go dopadła i zaczęła wymachiwać przed oczami chujo-ciastkami. Bo Erika nie dało się oszukać; wcale nie wyglądały na grzybki. Zwłaszcza dla znawcy tematu. — Minęłaś się z powołaniem, wiesz? Ale to w sumie dobrze. Jeśli kiedyś znudzisz się BUMem, to zawsze będziesz mogła zarobić krocie na jakimś kramiku na sabatach. Arcykapłanka na pewno będzie zachwyco... Przerwał, bo Mills nagle wykorzystała okazja i wrzuciła mu jedno z ciastek do buzi, kiedy akurat bardziej rozchylił usta. Erik wgryzł się w niepewnie, aby po chwili pokazać jej kciuka w górę. RE: [Yule 1970] Christmas is here - Brenna Longbottom - 24.12.2025 – Och bzdura, popsuł się tylko jeden garnek – zapewniła Brenna, mierząc Norę przez moment spojrzeniem, by upewnić się, że ta się nie poparzyła. Sięgnęła ku jej rękom i dokładnie obejrzała dłonie, a dopiero potem złapała za ścierkę, by ostrożnie przerzucić rzeczony garnek do śmieci, podczas gdy Malwa szybko i sprawnie usuwała wszelkie ślady po tym, co zostało rozlane. – Żebyś wiedziała, co działo się tutaj kiedyś, kiedy Erik postanowił zrobić jajecznicę – rzuciła, oglądając się z uśmiechem na brata, który zajrzał do pomieszczenia. – Szkoda tylko, że grzaniec przepadł, bo pachniał wybornie, ale zrobisz go nam kiedy indziej. Nie żeby Brenna faktycznie planowała wypić więcej niż jeden łyk. Podczas Yule skupiła się na zabawie i na ludziach, którzy ją otaczali, ale ostatnie parę tygodni stawiało ją trochę na baczność. – Nie przejmuj się, mamy mnóstwo jedzenia – rzuciła jeszcze w stronę Dory, posyłając jej pocieszający uśmiech, kiedy okazało się, że ciasteczka zupełnie się spaliły. Może i powiedziałaby jeszcze coś w stylu, że spalenizna jest zdrowa i zjadła tę spalonkę, by Crawleyówna lepiej się poczuła, ale teraz miała do zrealizowania misję lub nawet Misję. Prawdopodobnie Brenna doskonale wiedziała, że Erik ją podpuszczał. I może właśnie dlatego zamierzała dać się podpuścić. – Dobra, mamy chyba jeszcze jakiś kwadrans, zanim wszyscy zaczną siadać do stołu… – oceniła, zerkając na zegarek. – To ja zdążę jeszcze udekorować mur przy bramie! – oświadczyła niemalże radośnie. Przemknęła obok Millie, porywając jeszcze jedno ciasteczko, zanim dopadła do szafy w przedpokoju, gdzie upchnięto pudło z niewykorzystanymi dekoracjami. Naciągnęła na siebie płaszcz, a potem dźwigając rzeczone pudło ruszyła odśnieżoną ścieżką prosto ku bramie. Niebo już pociemniało, wraz z wczesnym, zimowym zmierzchem i zaczynały błyszczeć na nim gwiazdy, więc musiała się spieszyć. Ale brat rzucił jej wyzwanie, więc oczywiście, że brama i mur zostaną udekorowane i zrobi to na czas! RE: [Yule 1970] Christmas is here - Dora Crawford - 26.12.2025 Dora cała poczerwieniała i ze stresu, bo właśnie spaliła porcję ciastek i zasmrodziła kuchnię, i z faktu że właśnie spojrzała Erikowi prosto w oczy i on ją na tym przyłapał!!! Zastygła na moment, czerwieniąc jeszcze bardziej, bo ona naprawdę nie chciała tutaj rzucać oskarżeń i być niemiłą. - To nie tak! - krzyknęła nawet, machając rozpaczliwie ścierką. - Ja nic takiego nie powiedziałam przecież! - głos jej się trochę od tej rozpaczy załamał, bo gdyby tylko miała właśnie dostęp do zmieniacza czasu, to przekręciłaby go maksa i dopilnowała tych nieszczęsnych ciastek. Potem równie żałośnie spojrzała na Brennę, która kazała się jej nie przejmować. To tak przecież nie działało i Longbottom doskonale o tym wiedziała. Dziewczyna otworzyła zrezygnowana okno, żeby chociaż odrobinę przewietrzyć w kuchni, a potem zerknęła jeszcze raz na poczerniałe ciasteczka. Domki, mikołaje, choinki śnieżynki i kiście jemioły. Uniwersalny symbol zwiastujący wszystkim, którzy się pod nim znaleźli, że oto czas na buziaki. Ale Dora chyba nigdy nie uważała, że miała kogoś kogo chciałaby pod tą jemiołą całować. W policzek, po przyjacielsku - okej, może. Ale tak inaczej? A co ważniejsze; kto by chciał ją całować pod tą jemiołą, skoro nie potrafiła nawet upiec ciasteczek? Zgarnęła spaleniznę z patelni i wrzuciła ją do miski, nie mogąc jeszcze zebrać się w sobie, żeby zwyczajnie wyrzucić ją do śmieci. Może potem coś z nią zrobi. Nawiezie ogródek, czy coś. No bo co innego? - Mur przy bramie? - uniosła spojrzenie na Brennę, która zaraz znikła za rogiem pomieszczenia, idąc po pudło z dekoracjami. W sumie to nie był taki zły pomysł, więc Crawley sama otrzepała ręce, zdjęła z siebie fartuszek i ruszyła ubrać się w płaszcz, by ostatecznie ruszyć na dwór w ślad za przyjaciółką. |