Secrets of London
[Yule 1951] last christmas | Geraldine, Benjy - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Poza schematem (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=29)
+--- Dział: Retrospekcje (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=25)
+--- Wątek: [Yule 1951] last christmas | Geraldine, Benjy (/showthread.php?tid=5449)

Strony: 1 2


RE: [Yule 1951] last christmas | Geraldine, Benjy - Geraldine Greengrass-Yaxley - 19.02.2026

[inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=u4Y1Mi7.jpeg[/inny avek]

Dla Geraldine było to całkiem oczywiste. Świat był miejscem, które musiało się do niej dopasować, jeśli nie? Cóż, mogła go zmienić, wtedy nie będzie miał wyjścia. Ojciec zawsze powtarzał jej, że może być kim pragnie, że nie ma żadnych granic, że tylko ona jest odpowiedzialna za to, co jej się przytrafi. Wierzyła w to, że tak jest, bo dlaczego niby Gerard miał ją kłamać? Myślała, że dla wszystkich jest to oczywiste, że każdy ma takie podejście, bo przecież to było całkiem normalne, że rodzice w ten sposób opowiadali o tym, co może się zdarzyć. Rzadko kiedy opuszczała Snowdonię, wydawało jej się, że wszędzie tak to działa.

Widziała, że chłopiec na nią patrzył, nie wydawało jej się, aby uznał to co mówiła za głupie, co ją podbudowało, może faktycznie to wszystko miała dużo sensu? Musiało mieć, nie mogło być inaczej. - Wiesz, świat jest wystarczająco duży, żebyś mógł sobie wziąć jego kawałek, całkiem spory. - Wzruszyła jedynie ramionami, bo wydawało jej się to całkiem proste, każdy mógł wziąć kawałek dla siebie i tak jeszcze sporo by go zostało.

- Jeśli chcesz to możesz sobie zabrać kawałek góry, tam jest las i gdzie latać, fajnie, że lubisz latać, chodzenie bywa nudne, latanie na pewno takie nie jest. Może będziesz mógł latać na smoku? To byłoby super, a smoki też mieszkają w górach, znajdziemy Ci taka górę, żeby były tam smoki, a jak nie smoki to chociaż hipogryfy. - Uważała zwierzęta za ciekawsze do przemieszczania się niż miotły, wzbudzały też strach, nie to, co kawałek patyka między nogami.

- Wiadomo, samemu jest bardzo nudno, dużo fajniej mieć kogoś ze sobą. - Pokiwała jeszcze twierdząco głową na jego słowa. To brzmiało jak całkiem dobry układ. Mogli razem ścigać się na smokach, biegać po lasach, bawić się, naprawdę wyglądało to w jej głowie całkiem fajnie. Nie mogła się doczekać, aż uda im się spełnić to marzenie, a musiało się spełnić, kiedy się czegoś bardzo pragnęło to zawsze udawało się to osiągnąć - tak powtarzał jej ojciec.

- No jaha, że sztama, teraz już się nie wykręcisz. - Odparła z entuzjazmem, to brzmiało jak naprawdę poważna umowa, zamierzała się do niej stosować, miała wrażenie, że spotkała dzisiaj kogoś niesamowitego, że też nigdy wcześniej nie udało im się tak do siebie zbliżyć.

Miała wrażenie, że dzieci siostry ojca są nudne, zawsze miały idealnie czyste, wyprasowane ubrania, pięknie ułożone włosy i kije w tyłku, wystarczyła jednak chwila na dworze, wśród śniegu, aby zauważyła, że jej kuzyn był do niej bardziej podobny niż się spodziewała. Musiała mu zaproponować, żeby wpadł do nich na wakacje, kiedy nie było śniegu można było tutaj świetnie spędzać czas, mieli jezioro, mogli sobie w nim pływać, czy chodzić z ojcem do lasu, nie miała pojęcia, czy wiedział o tym, że Gerard pozwalał jej strzelać z łuku. Będzie musiała mu to wszystko powiedzieć, ale to później, mieli teraz jeszcze trochę do zrobienia w tym miejscu, w końcu śnieg też był super.

- Będę Cię odwiedzać, myślę, że pozwoliłyby na to. Nie chcę, żebyś tak całkiem zniknął, bo wydajesz się fajny. - Nie miała filtra, mówiła, co jej ślina na język przyniosła, nie widziała w tym niczego złego. Chciała się jeszcze z nim spotkać, nie mogła pozwolić, żeby zamieszkał gdzieś w środku lasu, między łosiami, jeszcze nie zdążyła się z nim pobawić tak jakby chciała, ani pokazać mu tego wszystkiego!

Później wyruszyli w drogę, trzymała się mocno sanek, ale to nie pomogło. Tak jak obiecała - zabawa była fantastyczna, ojciec nie miał w zwyczaju przejmować się tym, że wiózł za sobą dzieci, zresztą wiedział, że im zależało na jak najlepszej zabawie, niekoniecznie jak najbardziej bezpiecznej, więc dostosowywał się do oczekiwań uczestników kuligu. Geraldine nie przestawała się śmiać, zimne powietrze docierało do jej płuc, twarz była czerwona od śmiechu i zimna, ale bawiła się wyjątkowo dobrze. Uwielbiała Yule, naprawdę, szczególnie kiedy miała wspaniałe towarzystwo.

Niestety przez jeden z zakrętów doszło do nagłego zakończenia ich podróży, wypadali w śnieg, Yaxley wylądowała w jednej z zasp, z której wyszła całkiem szybko, okryta śniegiem. Nie wydawała się być szczególnie tym przejęta, to na pewno nie był pierwszy raz, kiedy ojciec zgubił ją w śniegu, dostrzegła swojego kompana i podbiegła do niego.

- Pewnie szybko nie zauważą, że nas nie ma, więc możemy się bawić. - Nie, żeby wcześniej nie mogli, brak dorosłych w pobliżu jednak powodował, że możliwości było jeszcze więcej. Nie musieli przejmować się tym, że coś może się nie spodobać rodzicom.

Zaczęli robić bałwana, każde toczyło swoją kulkę, liczyła na to, że uda im się stworzyć naprawdę wielkiego, na pewno tak będzie, mieli przecież sporo siły i sporo śniegu, nic nie mogło im w tym przeszkodzić.

- Na pewno tak sobie pomyślą, a my po prostu jesteśmy super bez magii! - Nie potrzebowali wcale czarów, by stworzyć niesamowitego bałwana, nie zmieniało to jednak faktu, że fajnie byłoby zaskoczyć dorosłych, na pewno będą podziwiać ich arcydzieło.

- Oczy można zrobić z kamyków, poszukam jakichś! - No jasne, że bałwan potrzebował oczu, i rąk i wszystkiego, musieli znaleźć tylko odpowiednie materiały, aby wyglądał groźnie, skoro miał ich chronić przed stadem wilków. Geraldine zaczęła rozglądać się po okolicy w poszukiwaniu czegoś, co mogło im się przydać, a było tu sporo skarbów, kamyki, szyszki, gałęzie - można było z tego zrobić cuda.

- Mój brat jest trollem, więc to by się zgadzało. - Podobało jej się to, że chłopiec również widział to podobieństwo.

Nie miała pojęcia ile czasu spędzili w okolicy, robiło się jednak coraz chłodniej i zimniej, ich bałwan wyglądał naprawdę wspaniale, kiedy go skończyli. Trochę czasu po tym jednak nadjechały sanie, z których wysiedli dorośli z niezbyt przyjaznymi minami, nikt nie słuchał tego, co mieli do powiedzenia, panowała raczej grobowa atmosfera, słyszała, że coś do siebie krzyczeli, mówili o nieodpowiedzialności, o tym, że mogli tu umrzeć, a przecież było tak fajnie. Nie zdążyła nawet pożegnać się ze swoim kuzynem, bo gdy dojechali pod dom jego rodzice zabrali go ze sobą i opuścili Snowdonię. Miała wrażenie, że wydarzyło się coś złego, chociaż było tak fajnie, dorośli byli jednak dziwni.


Koniec sesji