![]() |
|
[10.09.1972] Spojrzałam na to morze ruin i serce we mnie zamarło - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Anglia (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=6) +--- Dział: Dolina Godryka (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=23) +--- Wątek: [10.09.1972] Spojrzałam na to morze ruin i serce we mnie zamarło (/showthread.php?tid=5512) Strony:
1
2
|
RE: [10.09.1972] Spojrzałam na to morze ruin i serce we mnie zamarło - Victoria Lestrange - 09.02.2026 Czy bycie aurorem to był taki światły kierunek zawodowy? Na pewno prestiżowy, tego nie można mu było odmówić, ale trochę czasu trwało, nim Victoria tym aurorem została; czasu, w którym poszukiwała siebie i swojego miejsca, a gdy była tu gdzie była, wcale nie była pewna, czy to było odpowiednie. Czy nie popełniła błędu, czy nie powinna zająć się czymś innym? Rzadko o tym mówiła na głos, bo to przecież nie przystoiło pannie idealnej. Kto jednak, jak nie Primrose, wychowana w tym samym domu, wiedziała sama, jak to wyglądało? Jaką nakładano na nie presje, czego wymagano… więc to, że Primrose, gdy zobaczyła swoje wyniki egzaminów, zapłakała wiedząc, że nic z jej marzeń nie będzie, że ideał był niedościgniony, Victorię nie zaskoczyło ani trochę. Patrzyła teraz na siostrę z pewnym współczuciem, zupełnie nieświadoma tego, że Pierwiosnek najchętniej by jej wtedy pocięła mundur. – Kiedy zaczęłam pracować w BUM-ie – a poszła do BUMu wiedząc już dokładnie, że celem jest mundur aurora; że Brygada Uderzeniowa to tylko krótki przystanek. – Na pewno nie myślałam sobie, że to będzie wyglądać… aż tak – zmiany o różnych dziwnych godzinach, nadgodziny? Liczyła się z tym. Ale wtedy nie sądziła, że na horyzoncie pojawi się ktoś tak zdeterminowany jak psychopata Voldemort. Że ich rodzinny dom spłonie, bo Czarny Pan zechce pokazać Anglii, nie, całemu światu, swoją potęgę. – Wolę nie myśleć o tym, jak się czuję – przyznała z rozbrajającą szczerością. – Nie mam teraz czasu na myślenie o sobie – a Victoria trochę bała się wniosków, do których mogłaby dojść. Teraz były ważniejsze sprawy niż jej uczucia. Trzeba było wejść w tryb przetrwania, zająć się rodziną, bliskimi, sprawami w pracy, a nie… sobą. Na to przyjdzie odpowiedni czas. Mrugnęła kilka razy, zupełnie nieskładnie, patrząc na samotne krzesło, nie oponowała, gdy Primrose puściła jej dłoń i ruszyła pierwsza, a Victoria po chwili za nią. – Eeee – wyrwało jej się, jakże inteligentnie. – Znam głęboko religijnego egzorcystę – powiedziała w końcu, kiwając głową to w jedną, to w drugą stronę. Jak u licha, czemu to krzesło było w tak dobrym stanie…? – Ale nie cieślę, nie – dodała, zupełnie niepotrzebnie i wydobyła z kieszeni swoją różdżkę, bliźniaczo podobną do tej, której właścicielką była Primrose – a przynajmniej tak było kiedyś, bo Victoria nie wiedziała, czy coś się nie zmieniło. – Może ja spróbuję po prostu… – urwała po czym po chwili wahania machnęła różdżką, chcąc się upewnić, że nie kręci się tutaj żadna magia trzymająca to cholerne krzesło w miejscu. // Rozpraszanie ◉◉◉◉○ [roll=PO] RE: [10.09.1972] Spojrzałam na to morze ruin i serce we mnie zamarło - Primrose Lestrange - 20.02.2026 Primrose milczała dłuższą chwilę? Czy tak właśnie radzili sobie ludzie w tego typu zawodach? Ona sama... spodziewała się, że droga uzdrowicielska nie będzie należała do najlżejszych emocjonalnie i dlatego właśnie wzbraniała się przed nią rękoma i nogami kiedy matka tak bardzo nalegała, a teraz wylądowała w pozornie najlżejszym miejscu jakie mogła sobie wyobrazić. Miała siedzieć na krześle, przyjmować pacjentów po wypełnionej ankiecie i przynosić im ulgę usuwaniem traumatycznego wspomnienia. Ordynator zapewne obsadził ją na tym stanowisku nie bez powodu, ale ona już teraz stresowała się tak bardzo, jakby jej życie miało się za moment skończyć. Nie potrafiła przestać o tym myśleć. Wczorajszy dzień był okropny, to była okropna tragedia, tak bardzo ją to przytłoczyło. A jutro miała siedzieć w Lecznicy i udawać, że wszystko będzie w porządku. Victoria mimo szczerych słów, według niektórych mogących obrać ją nieco z wizerunku tak twardej kobiety jaką była, zdawała się być jeszcze silniejsza, niż Primrose wcześniej podejrzewała. To była dokładnie wypowiedź, jakiej powinien udzielić Auror. Młodsza Lestrange nie miała żadnej wątpliwości, że jej siostra znajdowała się na pozycji, na którą się nadawała. – Jak egzorcysta nie jest głęboko religijny, to gdzie jego zdaniem trafiają dusze, które odsyła w zaświaty? Myśli, że zabija tych ludzi? – Zapytała wyjątkowo szczerze. Nie lubiła, kiedy ktoś zauważał, jak dziecinnymi pytaniami potrafiła przeciąż ciszę, ale przecież to właśnie w tym towarzystwie zawsze mogła pytać. Mama nie zawsze odpowiadała, kiedy pokazywała na coś palcem. Więc mamie takich pytań dzisiaj nie zadawała. – To byłoby strasznie przykre, co nie? Niszczyć bezpowrotnie wspomnienie po kimś, kto bardzo chciał tu zostać. Kobieta zmarszczyła brwi, kiedy niewątpliwie udane zaklęcie nie wywołało żadnego szczególnego efektu. Ot, łuna energii zmarszczyła powietrze, a Primrose przygryzła wargę. – To na pewno nie jest przypadek – stwierdziła, z pewnością wyczuwalną o wiele mocniej, niż kiedy wcześniej teoretyzowała.– Nie ma szans, że krzesło przetrwało taką temperaturę w momencie, w którym wszystko inne się zwęgliło, ale... – Zbadała jego powierzchnię wzrokiem. – Żadnych run. Jeśli nie ma w tym żadnego zaklęcia, to ja właściwie nie znam nic, co mogłoby uratować losowy kawałek drewna przed pożarem. – Powąchała je. Zgodnie z przewidywaniem, nie wyciągnęła z tego nic poza tym, że cuchnęło spalenizną. RE: [10.09.1972] Spojrzałam na to morze ruin i serce we mnie zamarło - Victoria Lestrange - 31.03.2026 Ta dociekliwość i nieco nieszablonowe myślenie, była chyba w ich krwi. Bo pytanie, jakie zadała Primrose, w ogóle nie wydało się Victorii dziecinne, albo nieodpowiednie. To było to pragnienie wiedzy, w którym umysł puszczony samopas, wpadał na przeróżne pomysły z zagadnień wszelakich, choć nie każdy był w stanie docenić tę bystrość i inteligencję. Ale tak właśnie zradzały się najgenialniejsze pomysły – od czegoś pozornie niemądrego. – Być może myśli, że je unicestwia całkowicie? – podsunęła, przez moment zastanawiając się nad pytaniem Primrose, podczas oględzin jedynego mebla, które przetrwało tak okropny pożar. Pożar, który ewidentnie zawalił część domu – nie tutaj w jadalni i kuchni, lecz tam, gdzie było zejście do piwnic i pracowni alchemicznych. Ogień wdarł się i tam, a fiolki z eliksirami nie wytrzymały, pękły, wylewając swoją zawartość, która wymieszała się ze sobą wzajemnie i innymi przechowywanymi tam składnikami, a w połączeniu z ogniem musiało to wytworzyć eksplozję, która zawaliła część budynku – lecz nie tu, gdzie się właśnie znajdowały, oglądając jedyną (poza książkami odpornymi na ogień) ocalałą rzecz. – Może nie myśli o nich już jak o ludziach – dodała. – Nie powinni tu zostawać i tułać się przez wieczność jako echo tego, kim kiedyś byli – los duchów wydawał się Victorii wyjątkowo smutny. Jak mocno skoncentrowana musiała być ich wola, jak bardzo musieli się bać pójść dalej, skoro kurczowo trzymali się świata materialnego i wisieli tutaj tak zawieszeni pomiędzy. Tym bardziej, że Limbo naprawdę istniało. I dusze naprawdę wracały do cyklu. Victoria teraz już wierzyła w to całkowicie. I rozumiała również, dlaczego niektórzy bardzo nie chcieli umrzeć. Dlaczego próbowali za wszelką cenę wydłużyć swoje życie. – Nie przypominam sobie żebyśmy mieli zabezpieczone przed ogniem dokładnie jedno krzesło – zresztą czy to zabezpieczenie w ogóle wytrzymałoby taką temperaturę, która zniszczyła tu tak wiele rzeczy. Zgadzała się z Prim, że to nie mógł być przypadek, bo rezultat jej zaklęcia… zaskoczył ją. Myślała, że coś się wydarzy, a nie stało się nic. Rozejrzała się jeszcze dookoła, szukając jakichkolwiek wskazówek, lecz… niczego tu nie było. – To nie ma sensu. Ale… Ten ogień nie był normalny. Może jednak nikt go nie podłożył. Aidan pisał mi, że w jego mieszkaniu pojawia się i znika jakiś rysunek po tym całym ataku. Może to krzesło to wiadomość dla nas, że mogło spłonąć wszystko, ale nie musiało, bo wszystko było pod dokładną kontrolą… – wnioski, jakie z tego wyciągała, były… Niewesołe. I pasowały jej do tezy. RE: [10.09.1972] Spojrzałam na to morze ruin i serce we mnie zamarło - Primrose Lestrange - 09.04.2026 – Nie powinni? Nie wiem. Chyba nikt nie rozumie pewnych spraw lepiej niż oni, więc właściwie czemu, jeśli nie wchodzą nikomu w drogę, miałabym podejmować za nich jakieś decyzje? Nie wiedziała do końca skąd wewnątrz niej płynęła ta myśl, właściwie dopiero po kilku sekundach nawiedziła ją w głowie twarz umierającego pacjenta, który zarzekał się, że odchodzić nie chciał. Ludzie mieli przecież tyle do zrobienia, tyle niedopiętych spraw. Mogła jako młoda dziewczyna pokłócić się z Jęczącą Martą i grozić jej egzorcyzmami, ale tak naprawdę... Współczuła jej przecież. Bo co to jest za los – umrzeć w szkole, w wieku szkolnym. Strasznie przykre, tylko nie znaczyło od razu, że człowiek musiał chcieć tam zostać. Z dala od rodziny, w miejscu już na zawsze pozbawionym bliskich, bo przecież roczniki w Hogwarcie wymieniały się ze sobą non stop, a ona nie była niczyją przyjaciółką, tylko legendą zamkniętej łazienki. Wybrała sobie taki los sama i nie prosiła o pomoc. Pokręciła głową na słowa Victorii. – Mógłby pewnie, mimo tego jakie to absurdalne, a może właśnie dlatego, obejrzeć to jakiś klątwołamacz albo egzorcysta. Nie wiem, czy rodzice będą chcieli odbudować ten dom, czy ktokolwiek... No wiesz. Ale co jeśli jest on w jakiś sposób przeklęty lub nawiedzony? Nie mówię, że musimy od razu coś z tym robić, ale porzucać to tak po prostu... Też nie wydaje mi się szczególnie dobrym rozwiązaniem. To takie... Zostawianie za sobą brudu. Jeszcze raz ścisnęła wargi w wąską linię. Obie siostry rozejrzały się wokół. Za kilka dni wrócą tutaj, żeby zebrać to, co nie spłonęło – książki z biblioteki, kilka metalowych przedmiotów, ale... Zostało tu takich rzeczy niewiele. Już dziś, stojąc w brudnym salonie, wśród zwęglonych mebli wiedziały dobrze, że jakaś część ich życia bezpowrotnie się zakończyła. Niby od lat były już dorosłe, ale zawsze mogły tu wrócić. Spędzić czas w miejscu, w którym dorastały, iść spać w pokoju skrywającym wciąż wiele nastoletnich sekretów. Już nigdy nie będą mogły zajrzeć do szuflady sekretarzyka i odkopać listów z czasu Hogwartu, zbyt nostalgicznych na wyrzucenie ich do kominka i zbyt głupiutkich, żeby zabierać je ze sobą do „dorosłego mieszkania”. – Strasznie mi smutno przez to wszystko. Ale nic nie mogły z tym zrobić. Zamknęły za sobą osmoloną bramkę i wyszły na ścieżkę prowadzącą do Doliny. Koniec sesji
|