![]() |
|
[03/10/1972] we are under attack || erik & morfeusz - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Anglia (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=6) +--- Dział: Dolina Godryka (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=23) +--- Wątek: [03/10/1972] we are under attack || erik & morfeusz (/showthread.php?tid=5513) Strony:
1
2
|
RE: [03/10/1972] we are under attack || erik & morfeusz - Erik Longbottom - 08.06.2026 — Nie brałem — potwierdził sucho domysły starszego Longbottoma. — Kto wie, czy po ostatnich wydarzeniach mam równie mocną pozycję, jak jeszcze rok, czy dwa temu. — Zerknął na dziadka. — Może dobrze by było rozejrzeć się wśród naszych zagranicznych znajomych. Poszerzyć horyzonty.
Socjecie powinno być wszystko jedno, tak długo, jak kandydatka będzie wystarczająco wysoko urodzona. Erik rozmasował sobie czoło, czując nadchodzący ból głowy. — Erik musiałby się przede wszystkim zaręczyć — poprawił Morfeusza, wbijając spojrzenie w bliżej nieokreślony punkt nad głową Godryka. — Media wykorzystają to przeciwko nam, jeśli zbyt szybko wprowadzimy w ruch całą machinę ślubną. Nagła ceremonia zasugeruje, że jeden artykuł potrafi popchnąć nas do tak… zdecydowanych działań. Co wówczas powstrzyma ich przed wyciąganiem naszego tematu co jakiś czas? I na co nam się to zda? Będziemy wysyłać pod ołtarz kolejne osoby z rodziny, żeby ugasić następny pożar? Nikogo to nie ominie, jak już się rozkręcimy. Zerknął wymownie na wuja. Może nie uważał siebie za najlepszą partię, ale samo nazwisko i posada w Departamencie Tajemnic mogła sprowadzić do niego cały wianuszek potencjalnych kandydatek. A potem była jeszcze Brenna. Frank, kiedy akurat wróci do Warowni na ferie zimowe. Kto wie, może musieliby nawet zdecydować na wciągnięcie w to wszystko Danielle i Lucy? Trzeba było podejść do tego zdrowo-rozsądkowo, a nie robić wszystko jak najszybciej. — Trzeba by było rozłożyć to jakoś w czasie — podsumował z rezygnacją w głosie, pozwalając sobie na ciężkie westchnienie. — Po części dla zachowania pozorów, po części, żeby te wszystkie pijawki, które chcą naszego upadku, mogły się nacieszyć tym, że mają nad nami przewagę. Czuł się przyparty do muru i wybitnie nie pasowało mu to, w jakim położeniu się obecnie znalazł. Nie był do końca przeciwny idei małżeństwa: bądź co bądź, jako przyszły dziedzic rodu spodziewano się po nim, że na pewnym etapie faktycznie znajdzie sobie żonę. Problem był jeden: pozostawało to w sporej sprzeczności z nim samym. — Chyba, że masz jakiś… alternatywny plan? — rzucił z wyraźną nutą nadziei w głosie, kierując spojrzenie zielonych oczu na Godryka. Nie zamierzał tego ukrywać: liczył, że nestor rodu miał w rękawie jakiegoś asa, który mógłby ich wyratować z tego kryzysu, nie zmuszając jednocześnie nikogo do ślubu. Bądź co bądź, było to jedno z najprostszych rozwiązań, na jakie można było wpaść. Idea znalezienia samotnym Longbottomom drugiej połówki nie była w końcu niczym nowym. Sam mógłby na to wpaść. Brenna mogłaby na to wpaść. Ba, nawet Morfeusz na to wpadł. Godryk mógł mieć jakiś inny pomysł, na pewno miał jakieś pole do manewru. Zawsze możecie mnie wydziedziczyć. Ukaranie dziedzica za opieszałość w szukaniu żony mogłoby nawet wywołać wrażenie w towarzystwie, pomyślał Erik, kręcąc powoli głową i zerkając w kierunku okna. Od Samhain dzieliło ich zaledwie kilka tygodni i wiele wskazywało na to, że mogła się tam odbyć powtórka z Beltane. Czy gdyby wtedy wykończył go jakiś Śmierciożerca albo szalony kapłan próbujący przebłagać Matkę, to reszcie rodziny by się upiekło? Longbottom wypuścił głośno powietrze przez usta. RE: [03/10/1972] we are under attack || erik & morfeusz - Baba Jaga - 09.06.2026 — Wydaje mi się Morpheusie, że nie doceniasz jak dobrą partią jesteś — odparł Godryk, spoglądając na syna. Ten mógł popaść teraz z całą rodziną w swoistą niełaskę, ale nie zmieniało to faktu, jak mocną pozycję miał jako czarodziej. Lata doświadczenia, wybitna kariera, stabilna posada, pieniądze, a do tego był przystojny, chociaż to akurat było zdaniem jego matki. Starego Longbottoma jednak ani trochę nie dziwiło, że Morpheus próbuje wypchnąć na pierwszy plan Erika. Nie kiedy spędzili tyle czasu, tyle lat, przepychając się o jego status matrymonialny i brak dzieci. — Shafiq — powtórzył z pewnym zastanowieniem. Pewne rzeczy się bowiem nie zmieniały, podobnie jak stosunek Godryka do niektórych członków tej rodziny. Czas może jednak leczył wystarczająco. — Jeśli uważasz że nie ma lepszych kandydatek — powiedział wreszcie ostrożnie. — Ale Erik też ma rację, może warto rozejrzeć się też zagranicą. Na wszelki wypadek. To nie był aż taki zły pomysł, szczególnie że można było w taki sposób znaleźć kogoś kto posiadał luźniejsze podejście do tematu, a jednocześnie nie obawiał się tego, co niosła ze sobą sytuacje. Trzeba jednak było się przy tym napracować. Zawsze też pozostawała opcja lawendowego małżeństwa, gdzie obie strony zwyczajnie na tym układzie by zyskały, ale… no właśnie, ale. Ale Godryk musiałby w pierwszej kolejności o tym wiedzieć i oswoić się z niemożliwym do zaakceptowania faktem, że Erik mógł nigdy nie mieć dziedzica. — To pewnie zależy od tego, jak cała inicjatywa instytutu ma zostać odebrana przez resztę społeczności. To coś nowego. Nieznanego. Ale nie jest to złym pomysłem, przynajmniej w teorii — zgodził się z Morpheusem, ale było słychać w jego głosie pewne ociąganie, jakby bardziej zależało mu na faktycznym awansie w Ministerstwie Magii niż instytucie który wciąż się tworzył. — Plan? — Godryk rozłożył ręce, wskazując na nich obu. — To o was rozmawiamy. Waszym życiu, dlatego wydaje mi się, że najlepiej aby te plany wychodziły od was. Możemy pokazać się więcej w towarzystwie naszych przyjaciół, rozmówić się ukradkiem na przyjęciach, zorganizować kolejną licytację charytatywną, czy zaangażować w głośne przedsięwzięcia. Wydaje mi się, że zwalczenie nieproszonego rozgłosu tym pozytywnym, mogłoby coś zmienić. Pokazanie, że pomimo oszczerstw wciąż mamy przyjaciół, ważnych przyjaciół, też brzmi obiecująco. |