Secrets of London
[04/10/1972] holy macaroni || erik & nora - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5)
+--- Dział: Ulica Pokątna (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=19)
+--- Wątek: [04/10/1972] holy macaroni || erik & nora (/showthread.php?tid=5517)

Strony: 1 2


RE: [04/10/1972] holy macaroni || erik & nora - Nora Figg - 16.03.2026

Nora pochodziła z innego świata, niż Erik. Być może nie do końca miała świadomość tego, jak to wszystko mogło namieszać. Niby wiedziała sporo, wiedziała jak ten świat był zbudowany, jednakże to nigdy do końca nie dotyczyło jej. Pochodziła spoza obrazka, nie mogła wiedzieć, jak wiele mogło to wszystko zmienić.

- Mam nadzieję, że dokładnie to wydarzy się w Samhain, będą mieli o czym pisać, z drugiej strony wtedy też będzie ten wielki moment. Myślisz, że ktoś postanowi napisać artykuł o tym, że kończysz trzydzieści lat? - Wolałaby, aby jednak nikt nie posunął się do czegoś takiego, bo pewnie poszłoby to w złą stronę. Mało kto zdawał sobie sprawę z tego, jakim wspaniałym człowiekiem był Erik, nie doceniali go i naprawdę ją to złościło, chciałaby, aby każdy widział go w sposób, w który ona na niego patrzyła. Był jej najbliższą osobą, a to mówiło samo przez siebie, nie stałoby się tak bez powodu. Nikt nie zrobił dla niej tyle co on, zawsze był przy niej, kiedy tego potrzebowała, nie przeszkadzało mu to, że nie pochodziła z odpowiedniej rodziny. Był dla niej bratem z innej krwi, a może nawet kimś bliższym od brata, nie do końca potrafiła to skategoryzować. No, był jej najważniejszym człowiekiem na ziemi.

- Drugi raz? Coś Ty, to ciągle we mnie siedzi, tylko zbyt często nie pozwalam temu wyjść na zewnątrz. - Jeszcze tego brakowało, aby zbyt często wyrażała się w ten sposób. Ci, którzy ją znali wiedzieli, jakie ma podejście. Norka naprawdę uwielbiała wszystkich, nie potrafiła jednak zaakceptować pewnych naleciałości. Nie wątpiła, że i wśród czystokrwistych i tych mniej dało się znaleźć naprawdę wspaniałe jednostki, nie do końca akceptowała te podziały społeczne, bo jej zdaniem nie miały żadnego sensu, przecież liczyło się to, co siedziało we wnętrzu człowieka, jaką był osobą.

Norka znalazła się w Zakonie dość szybko, wspierała swoich przyjaciół jak tylko potrafiła, chociaż często miała do siebie wyrzuty iż nie dołączała do nich na polu walki, wiedziała jednak, że tam mogłaby tylko przeszkadzać, właśnie dlatego zajmowała się w dużej mierze po prostu ich zapleczem, to była idealna rola dla niej.

- Fakt, jesteś ze mną od początku, miałeś szansę przeżyć sporo. - Był jej testerem odkąd tylko zaczęła piec, może nie do końca doceniła jego możliwości... naprawdę wiele już zjadł, a mogło być tylko lepiej.

- Pff, myślę, że jesteś bardziej wprawiony od swojej siostry, przetestowałeś więcej, zresztą wiesz o tym, że dla mnie to Ty zawsze jesteś tajną bronią. - Jasne, doceniała Brennę, jednak dla Nory to Erik był wyjątkowy. Od zawsze bowiem łączyła ich wyjątkowa więź, mógł straszyć ją siostrą, ale wiedziała, gdzie było prawdziwe zagrożenie.

- Wiesz, że Twoja przyjaciółka może Ci pomóc zorganizować doskonałe przyjęcie? - Zapytała go jeszcze, gdyby przypadkiem o tym zapomniał. Nora organizowała je przecież co chwilę, mogła go nieco w tym odciążyć, w końcu niezbyt często miewało się takie okazje do świętowania. - Mamy tu trochę sprzeczności, niby martwi Cię to, że łódź jest zbyt mała, a jednak chciałbyś pomieścić jak najwięcej ludzi, moim zdaniem powinieneś zorganizować ogromne przyjęcie, w końcu jesteś Erikiem Longbottomem, jednym z najbardziej pożądanych kawalerów w Wielkiej Brytanii, musisz do tego podejść odpowiednio. - Nie zamierzała dać mu o tym szybko zapomnieć.

- Jach ogólnie nie brzmi najgorzej, ale zastanów się, czy nie jest zbyt mały, i czy nie będzie tam zimno, no chyba, że zastosujesz jakieś zaklęcia, od wody zawsze jest zimno, szczególnie jesienią. - Nie do końca wydawało jej się to dobrym pomysłem, ale jeśli chciał mieć urodziny na jachcie, to miała zamiar pomóc mu je tam zorganizować, tylko trzeba było bardzo dokładnie zadbać o każdy szczegół, a ona niestety w teorii była naprawdę niezła, gorzej trochę było z praktyką.




RE: [04/10/1972] holy macaroni || erik & nora - Erik Longbottom - 26.03.2026

Święto Duchów z pewnością dostarczy im całej masy wrażeń. Erik zakładał, że Śmierciożercy nie przepuszczą okazji do tego, aby po raz kolejny przypomnieć magicznej społeczności o swoim istnieniu. Bądź co bądź, czy był lepszy dzień na uprawianie czarnej magii niż noc w którą załamywały się granice między światem żywych i krainą umarłych? Westchnął cicho. Trudno było mu teoretyzować na temat tego, jakie podejście będzie miała do niego prasa za kilka tygodni. Czy dalej będzie najgorętszą kontrowersją sezonu? A może spadnie na dalszy plan, bo dziennikarze w końcu będą mieli o czym pisać?

Na tym etapie spodziewam się po nich absolutnie wszystkiego — odparł niemrawo, bębniąc palcami o blat stołu. — Kto wie, może pokuszą się o porównanie mnie z jakimś innym trzydziestoletnim dżentelmenem? Takim, który faktycznie wpisuje się w obraz idealnego konserwatysty z towarzystwa. — Wzdrygnął się na samą myśl. — Trudno byłoby mi konkurować z żonatym ojcem trójki dzieci, który prowadzi prosperujący biznes z filiami w kilku krajach i jeszcze, dla przykładu,, oficjalnie pełni obowiązki głowy rody. — Zamilkł na moment. — Brzmi koszmarnie. Zupełnie jak ten mityczny syn koleżanki twojej matki.

Pokręcił głową, odsuwając od siebie tę myśl. Wolał nawet nie zgadywać kogo mogliby wytypować do tej roli. Miał dziwne wrażenie, że mogłoby paść na kogoś, kogo kojarzył z czasów szkolnych. A po ostatnim artykule naprawdę wolałby jeszcze nie czytać o tym, jak Arista Black próbuje zrównać go z ziemią porównując go do jakiegoś znajomego z rodu Lestrange, Malfoy czy Prewett. Z drugiej strony, im więcej nazwisk wspomni w swoim tekście ta przeklęta kobieta, tym większa szansa, że ktoś ją uciszy, żeby móc dalej cieszyć się ciszą i spokojem.

Dzisiaj klubokawiarnia, jutro sieć klubokawiarni, a pojutrze... Wizengamot? — Mrugnął z uśmiechem do Nory.

Brakowało mu ostatnio takich chwil. Wyrwanych z szerszego kontekstu urywków codzienności, kiedy mógł po prostu cieszyć się towarzystwem swoich bliskich. Oczywiście, często zdarzało im się spędzać czas: wystarczyło sobie przypomnieć ostatnie lato. Same przyjęcia organizowane przez Brennę pozwoliły im chociaż na trochę zapomnieć o tym, że dookoła toczył się poważny konflikt. To było jednak coś... innego. Bardziej personalnego. Bardziej kameralnego.

Mhmm, aż nazbyt dobrze pamiętam ostatni incydent kostiumowy — mruknął, wracając myślami do imprezy z okazji otwarcia lokalu. — Uwielbiam, kiedy jestem sprowadzany na ziemię za pomocą twardych faktów i żelaznej logiki.

Podnosiło go na duchu to, że w razie czego mógł liczyć na pomoc. Nora się zadeklarowała, Mildreda praktycznie też, a Brenny to nawet pewnie nie musiał wpisywać na listę, bo uznałaby wsparcie brata za rzecz oczywistą.

Będę musiał niedługo do tego usiąść na poważnie. Rozpisać jakiś plan, sprawdzić, jakie mam możliwości i kto w ogóle byłby zainteresowany przyjściem. Przecież do będzie praktycznie przed samym Samhain. — Pokręcił powoli głową. — Ech, w ostateczności skończy się na piciu w kilka osób na poddaszu Warowni. Tylko będę musiał zorganizować kilka dodatkowych taczek, żeby można było urządzić wyścigi na podwórzu.

I to był jakiś pomysł!

Jak tam nasze pyszności? — spytał po chwili, zerkając w stronę ich najbliższej przekąski.