![]() |
|
[Brighton, 16.10.1972] Bądź ozdrowiony(a) | Elliott & Primrose - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Anglia (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=6) +--- Dział: Inne części Anglii (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=145) +---- Dział: Brighton (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=155) +---- Wątek: [Brighton, 16.10.1972] Bądź ozdrowiony(a) | Elliott & Primrose (/showthread.php?tid=5634) Strony:
1
2
|
RE: [Brighton, 16.10.1972] Bądź ozdrowiony(a) | Elliott & Primrose - Elliott Malfoy - 07.06.2026 Nie przemyślał konsekwencji przywołania historii dziadków, ale przed skarceniem się w myślach powstrzymała go dopiero co kwitnąca gałązka podświadomości - czy nie tak ludzie się poznają? Maski i wyuczone zachowania powinieneś zostawić w pracy i rodzinnej posiadłości. '[…] to przecież dziecko, które potencjalnie może stać się częścią mojego życia', na Merlina, czy brała to aż tak na poważnie? Wypowiedź w końcu uświadomiła mu, że to nie jest jeden z wielu wieczorków zapoznawczych, że nie powinien polegać na… na, właściwie na czym? Zgubił się we własnym łańcuchu myśli. Chyba zaczynał wierzyć … nie, chciał wierzyć, że jej intencje są szczere. Wciąż ze spoconymi rękoma, postanowił wydobyć z siebie brawurę zaczerpniętą od kuzyna Roberta, w końcu gryfoni byli w takich rzeczach najlepsi. - Dlaczego miałbym się złościć? Spotykamy się na osobności po raz pierwszy, nie spodziewałem się, że przyjdziesz przygotowana jak na egzamin z historii magii, taki stres mamy już dawno za sobą - mrugnął do niej, bo panika sięgnęła zenitu, nie było już niczego wyżej, chyba że czyste szaleństwo; było mu gorąco, chciał opuścić to miejsce, choć zaciemnione to zaciskające szpony cudzego wzroku na grdyce. Spojrzał po raz ostatni na swój wykwintnie ozdobiony talerz i z żalem stwierdził, że mimo jakości, danie nie wyglądało apetycznie. Zamknięte w szczelnej otoczce sosu mięso, ukryte w jego barwie, jedynie przekrojone ulewało karmazynu swego wnętrza. Jeżeli wszystkie dotychczasowe metody nie działały, cóż miał począć? Siedzieć i rozprawiać o swoich zmartwieniach nad kotletem? Rosfbefem? Polędwicą? Czymkolwiek to było. Tranzakcji miał dużo w pracy, nie musiał powielać tego schematu w małżeństwie… czy na randce, to przecież była pierwsza randka. W ostatnich miesiącach postawił kroki w nieznane strony i był w stanie wziąć naprawdę głęboki oddech, pełnią klatki, bez przyciskającego ciężaru marmurowego chłodu. Słowa Primrose przewijały mu się w głowie jak mantra, jakby przygotowywał się do skoku przez kanion, o których czytał w mugolskich historiach z 'dzikiego zachodu'. Wbrew wszystkiemu, czego nauczono go o zachowaniu przy stole, rozłożył łokcie na idealnie wyprasowanym obrusie, skrzętnie omijając swój talerz i pochylajac się w stronę Lestrange. Błysk w oku, który kobieta mogła dostrzec, gdy opowiadał o synu, teraz wydawał się intensywniejszy, rozświetlający przyciemnione pomieszczenie zamknięte pod kopułą monumentalności imperium. Miał nadzieję, że zinterpretował jej zachowanie odpowiednio, śledząc zaczerwienienie policzków, brak zainteresowania winem i równie dynamiczne co u samego siebie zmiany w podejściu do rozmówcy. - Wnioskując po tym, że odłożyłaś sztućce już dobrą chwilę temu, zgaduję, że skończyłaś jeść. Wino mają tu średnie, spodziewałem się czegoś smaczniejszego - zaczął marudnie - Chciałabyś stąd wyjść? Znam przyjemniejsze miejsce przy plaży i molo. Nie wiem na ile twoje buty to przetrwają, ale zawsze możemy kupić nowe - zaproponował, choć nie naciskał. Mówił przyciszonym głosem, zupełnie jakby na trybunach przy szkolnym stadione szeptał koleżance do ucha, ze chce jej pokazac swoją ulubioną część miodowego królestwa. [inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=lQiwnVk.jpeg[/inny avek] RE: [Brighton, 16.10.1972] Bądź ozdrowiony(a) | Elliott & Primrose - Primrose Lestrange - 07.06.2026 Spostrzeżenie z kategorii głębokich – Elliott Malfoy nie był kokietką. Miała wrażenie, że jego osoba przygniatała wiedzą, pozycją i sposobami, w jakie w jakie się wyrażał i narzuconym przez niego rytmem rozmowy, w której miał do powiedzenia bardzo dużo i zarysowywał samego siebie jako personę wręcz nie do ruszenia, jeśli chodziło o pozycję społeczną wynikającą z osiągnięć własnych i stojącej za nim rodziny. Ale nie był kokietką. Albo nie wiedział jak mówić do kobiet. – Może to głupie – a może mądre, nie wiem, wyszła od razu z pozycji obronnej – ale mężczyźni, z którymi spotykałam się wcześniej, faktycznie złościli się w momentach, kiedy rozmijałam się z ich wyobrażeniem o byciu wysłuchanym. – Bo wnikliwe oczy kogoś, kto lubował się w analizie ludzkich umysłów, szukały w twarzy rozmówcy odpowiedzi na pytania, których ich właścicielka nie mówiła na głos. Elliott, stety bądź niestety, był kimś trudnym do odczytania. Nie miała pojęcia, że jest oklumentą, chodziło o coś o wiele bardziej przyziemnego, o mimikę, gesty – to mrugnięcie musiało być sztuczne, ale to dlaczego postanowił mrugnąć nie było sztuczne. – Na dłuższą metę mnie to męczyło. Nietrudno było domyślić się, że ojciec umawiał ją z facetami o bardzo nadętym ego, takim na skraju wybuchu, bo powierzchnia więżąca je nie wytrzymywała już napięcia i za moment miała pęknąć jak przekłuty balon. Elliott się od tej reguły wcale nie różnił, właściwie to idealnie w nią wpisywał – dlatego chyba podchodziła do tego z taką rezerwą. Ile razy można w życiu robić to samo i spodziewać się innego efektu? Po czwartym szala niebezpiecznie przechyliła się w stronę szaleństwa. A Primrose w to brnęła. Trochę jej napięcie z twarzy zeszło, wyglądała na skonfundowaną nagłą zmianą postawy. Może nie była to reakcja spodziewana w chwili, kiedy się próbowało kogoś oczarować, ale to było wreszcie coś innego niż wyuczone uśmiechy i odpowiedzi wyrecytowane z podręcznika dla młodych panienek na wydaniu. Zachował się tak losowo, że dziewczyna ogłupiała. – Ja, cóż… – teraz to mam ochotę przechylić ten kieliszek i wypić wszystko haustem. Jak… jak dużo pieniędzy on właściwie posiadał…? Niby dało się to wyczuć w śmiechu, ale i tak zadała sobie w głowie pytanie, czy nie była w kontraście z nim kobietą zbyt przyziemną. Było coś kontrastującego z tą sceną w wyobrażeniu wędrówki po deskach, kiedy nagle wyginał jej się i łamał obcas. Nie pasowało to do pełnego ekstrawagancji obywatela świata, za jakiego go miała. – Zaskoczyło mnie to – przyznała, tłumacząc swoje zająknięcie. I trochę za długo milczała, nim wreszcie opamiętała się i powiedziała: Tak. RE: [Brighton, 16.10.1972] Bądź ozdrowiony(a) | Elliott & Primrose - Elliott Malfoy - 19.08.2026 - To dobrze, potrzeba w życiu odrobinę przyjemnych niespodzianek - podsumował nim pomógł jej wydostać się z krzesła. Zapłacił za ledwo ruszony posiłek i nie odwrócił się nawet by spojrzeć na zatopiony w gustownie upudrowanym czasem lokal. Odetchnął z ulgą, gdy opuścili restaurację. Jesienne powietrze, pomimo jodowej bryzy, osadzało się w nozdrzach popiołem wrześniowych wydarzeń. Skręcili w mniejszą uliczkę, omijając podążający ku plaży, wypełzający z pracy tłum. Plaża prezentowała się spokojniej, a samo molo majaczyło na drewnianych nogach, opierając się morskiej pianie, jego czas miał nadejść późnym wieczorem. - Posiadanie własnego zdania, sprzeciw prezentują się wysoko w hierarchii występków, gdy wszystko, czym jesteśmy otaczani od brzasku życia kiwa potulnie podbródkiem nadstawiając drugi policzek. Nie nadstawiał karku taką opinią, była zbyt zawoalowana, przypruszona złotem z wygraderowanego ‘M’ na tarczy rodowego sygnetu. Choć każdą literą krzyczała ‘rewolucja obyczajowa’, czymże była takowa, gdy każdy, konserwatywny sposób utrzymania balansu zawiódł, a kraj, wraz z instytucjami i mieszkańcami, płonął w zenicie radykalizmu? Płyń lub giń w nurcie postępu, zapoznaj się z zatęchłą tonią dziedzictwa stagnacji; poddaj się skostnieniu chłodnych dłoni ojców; odmawiaj wiosłowania. - Jak bardzo przeszkadza Ci jedzenie rękoma? - dopytał, gdy zbliżyli się do niezbyt stromego obniżenia dzielącego ich od kamiennego wybrzeża. Postawił pierwsze kroki w zmieszanych z piaskiem kamieniami i wyciągnął do niej rękę, aby pomóc zejść. Pod deskami molo majaczył niewielki szyld, skrzętnie ukryty, na pierwszy rzut oka mógł skojarzyć się z namiotem bezdomnego i przytarganymi, neonowymi materiałami. Zapewne tak widzieli to miejsce mugole. Każdy czarodziej mógł jednak dostrzec, że była to smażalnia ryb, typowo angielskie ‘fish and chips’ z przeróżnymi dodatkami, a nawet napojami. Mewa dziobała krawędź jednego ze stolików, a pozostałe dwa zionęły pustką. Budka ukryta w zboczu wydawała się dopiero zaczynać codzienną rutynę. RE: [Brighton, 16.10.1972] Bądź ozdrowiony(a) | Elliott & Primrose - Primrose Lestrange - 23.08.2026 Halo? Ziemia do Primrose? Czy znów straciłaś kontakt z rzeczywistością? Victoria zawsze była dla niej o wiele milsza niż powinna i nigdy by jej tego nie powiedziała, a jednak to właśnie jej głos próbował właśnie przemówić uzdrowicielce do rozsądku w sposób obiektywnie nieuprzejmy. Mimo wiecznego bujania w obłokach, bardzo rzadko brakowało jej rozwagi w działaniu. No bo – nie oszukujmy się – myślała o wszystkim za dużo i za długo, żeby odważyć się na cokolwiek szalonego. Najchętniej to by decyzji nie podejmowała wcale. A teraz? Krzesło się odsunęło i z jednej strony Elliott nie był kimś zupełnie losowym, bo był bratem Eden, a Eden była ukochaną Williama, on zaś był całkiem fajnym gościem, ale z drugiej – kim brat żony kuzyna Williama dla niej był, jeśli nie obcym człowiekiem? Pracowała w biurze Kanclerza kawałek czasu i kontaktu nie utrzymywali. To był obcy mężczyzna. Nie powinna chcieć tak po prostu z nim wyjść, ani dać ponieść się chwili. Nie poszukiwała przecież niczego ulotnego, tylko stabilnością ale… Czy naprawdę musiała się tego wszystkiego trzymać? Czy nie mogła poczuć się w towarzystwie Malfoya chociaż odrobinę rozluźniona? No właśnie. Coś w jej żołądku ścisnęło się, kiedy blondyn złapał za oparcie krzesła i zapewne zupełnym przypadkiem dotknął jej palcem w plecy. No… w materiał sukienki przylegającej do pleców. Tyle wystarczyło, żeby momentalnie zgłupiała. Minęło kilka sekund i w końcu… zmądrzeć to za duże słowo, ale nagle zdała sobie sprawę z tego, że flirt z Elliottem wyszedł jej tak naturalnie, aby nie zauważyła kiedy na przekór wszystkiemu w co wierzyła zechciała zasmakować z nim czegoś innego niż umówione, wyreżyserowane spotkanie w przygaszonym świetle luksusowej restauracji. Chciała tego ryzyka. Jednocześnie bardzo, ale to bardzo się bała. To był zimny i wietrzny dzień, a Primrose zamiast cieszyć się tym, że wichura miała jakiś cień szansy rozdmuchać na boki smród spalenizny, który osiadł na stolicy, zastanawiała się, czy włosy poprawione w chwili, kiedy Malfoy płacił za ich kolację, wciąż wyglądały dobrze. Nie potrafiła do końca wczuć się w sytuację, w której takie rzeczy traciły na znaczeniu. Mimo tego dotrzymywała mu kroku, chociaż niekoniecznie udawało jej się to w toczonej rozmowie. Świeże powietrze zadziałało i wzięła tę ekscytację w karby. Jakoś nie mogła się przemóc, żeby mu zawtórować. A chciała powiedzieć, że bała się myśleć o tym, co tacy mężczyźni robili za zamkniętymi drzwiami. Drzwi za Elliottem też się czasami zamykały. Nie urodziła się wczoraj. Wiedziała, ile gniewu nosili w sobie jej kuzyni, nawet jeśli ładnie uśmiechali się na rodzinnych spędach. – Ah – stęknęła, kiedy zaczęli poruszać się po terenie, który odbiegał dalece od tego, czego spodziewała się zakładając buty na obcasie. – Cóż, mogłam założyć coś na płaskiej podeszwie, ale nie przewidziałam… – Tego, cokolwiek to było. Wykonała gest ręką, jakby chciała wskazać, że chodziło jej o wszystko wokół. Jeszcze nawet nie wyłapała jak blisko miejsca docelowego się znajdowali. Schyliła się, żeby poprawić zapięcie paska, a kiedy nawet to nie pomogło jej w stabilności, transmutowała obuwie w niższe, potencjalnie wygodniejsze. Dopiero później podała mu swoją dłoń i zmrużyła oczy, próbując dostrzec co tu się właściwie działo. Głupio teraz przyznać, ale bez okularów w nocy była ślepa jak kret. – A przyjmujesz taką odpowiedź jak nie wiem? Bo tak po prawdzie to nie wiem. – I pewnie by ją wyśmiał gdyby zebrała się na wyduszenie z siebie intruzywnych myśli, ale dokładnie tak wyobrażała sobie miejsca, w których bogaci ludzie mogli przez godzinę poudawać kogoś innego, zanim wrócili do pałacu pełnego służby i skrzatów oferujących co rusz crème brûlée. @Elliott Malfoy |