![]() |
|
[Jesień 72, 14-15.10 Apartament Shafiq'a | Anthony] Kwitnące irysy - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5) +--- Dział: Aleja horyzontalna (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=20) +--- Wątek: [Jesień 72, 14-15.10 Apartament Shafiq'a | Anthony] Kwitnące irysy (/showthread.php?tid=5714) Strony:
1
2
|
RE: [Jesień 72, 14-15.10 Apartament Shafiq'a | Anthony] Kwitnące irysy - Jonathan Selwyn - 18.03.2026 Romantyczna kolacja, kąpiel, wcierka i pielęgnacja włosów dla Anthony'ego i masaż dłoni dla niego. Było to absolutnie niesamowite targowanie się, w którym nawzajem przebijali się w tym kto o kogo jak zadba. – Jestem gotowy przystać na takie warunki – powiedział, a jego oczy od razu powędrowały do zgrabnych dłoni, które na nowo odsłaniały posiniaczone fragmenty ramion. Jonathan nie miał problemy z tym, aby ktoś okazywał mu miłość. Przecież to uwielbiał. Przecież nie raz sam w dość teatralny sposob lamentował nad swoimi znikomymi urazami, nawet Anthony'emu, tym głośniej wzdychając im trywialniejsze było uszkodzenia ciała. Teraz natomiast kiedy chciał zlekceważyć siniaki, doskonale wiedząc że chociaż zaraz znikną, to mógł skończyć dużo gorzej, Anthony postanowił go powstrzymać i ucałować obolałe ramiona, ofiarując mu prawdziwą troskę, o którą nawet jeśli nie prosił, to szalenie jej teraz potrzebował. Bardziej niż wtedy gdy głośno i dramatycznie o nią prosił. Westchnął cicho. Troszczyli się o siebie zawsze, ale teraz gdy ta troska nie musiała ograniczać się w zakresie kontaktu fizycznego, Jonathan nie był pewny, jak tak długo mógł kochać go wyłącznie po przyjacielsku. Bo tego, że kochał go zawsze był pewien. – Kocham cię – powiedział, pozwalając, aby koszula opadła na ziemię, tak by Anthony mógł zobaczyć siniaki z obu stron. – Czasami zastanawiam się, jak to w ogóle jest że istniejesz, bo nie jestem w stanie zrozumieć, że ktoś tak cudowny chodzi po tym świecie. Jeśli mam być szczery, to może jest to aż trochę nieprzyzwoite. I aby nie było. Ten posąg wygląda teraz dużo gorzej, niż ja. RE: [Jesień 72, 14-15.10 Apartament Shafiq'a | Anthony] Kwitnące irysy - Anthony Shafiq - 18.03.2026 Prosił o jeden pocałunek.
Więcej... cały dzień nie mógł przestać myśleć tylko o tej jednej chwili, o tej jednej jedynej chwili z jednym jedynym pocałunkiem. A gdy chwila w końcu przyszła, nadeszła, obmyła go złotem, dobrostanem, nadmiarem... Stali po środku holu, o jedną warstwę materiału mniej. Chciał mu jeszcze przed momentem powiedzieć tyle rzeczy, poskarżyć się na czas rozłąki, na lęk, na ledwie przespaną noc, która była prawdziwą, najprawdziwszą katorgą. Na ledwie przeżuty kawałek chleba zapity czarną kawą o poranku, na gorycz, na strach, ale teraz, teraz to wszystko nie miało znaczenia wobec słodkiej skóry, na której w niektórych miejscach niestety rozkwitły kwiaty fizycznego bólu. Czy miał on znaczenie wobec ukojenia bólu duszy? Wobec kolejnego i kolejnego pocałunku ofiarowanego mu przez łaskawy Los. Jonathan żył. Czekała go dzisiaj romantyczna kolacja. Gorąca kąpiel. Wcierka we włosach. Do granic możliwości wydłużony rytuał masażu pewnych wspaniałych silnych dłoni. I pocałunek... kolejny i kolejny. Nie zauważył, gdy przez szlak obojczyka przemieścił się do drugiego ramienia. Jakże bolesny musiał być to uścisk, jakże musiał zadbać, by Jonathan szybko o nim zapomniał, na rzecz jedynego słusznego uścisku, który miał pamiętać. – Nie wątpię kochany, nie wątpię, że posąg wygląda dużo gorzej. Zawieszasz poprzeczkę stanowczo zbyt wysoko, by ktokolwiek i cokolwiek wyglądało lepiej... – mruczał, docierając do drugiego obolałego miejsca, ręce składając uprzejmie na biodrach partnera, gdy szukając uziemienia w rozpierającej go woli życia, skoro światło jego istnienia otarło się o śmierć. Dbał o to by ukochać kolejną ranę, obłożyć płatkami uwagi i współczucia. Jak to się stało, że palce zapodziały się gdzieś na pasku, całkiem wprawnie radząc się z jego sprzączką? Stali na środku holu, niegdyś dosadnie białego, teraz upstrzonego kwiatami i barwnymi artefaktami zniesionymi tu przez niedawnych domowników. Anthony naparł lekko na kochanka kierując jego ślepe kroki do szerokiego białego stołu. Bieżnik, świecznik, samotna ikebana. Niezbyt zaawansowany zestaw, nie będzie mu go żal za moment. – Gdzieś jeszcze Cię boli? Gdzieś jeszcze pocałować? – dopytywał coraz bardziej łapczywie, trzymając się jeszcze mimo wszystko na wodzy, aczkolwiek "jeszcze" było kluczowym słowem w opisie tej sytuacji. RE: [Jesień 72, 14-15.10 Apartament Shafiq'a | Anthony] Kwitnące irysy - Jonathan Selwyn - 20.03.2026 Czułość Anthony'ego miała niejedną barwę, a Jonathan nie tylko nie był w stanie oprzeć się żadnej z nich, to jeszcze gdy tylko ona się zmieniała, czuł że to jej odcienia potrzebował najbardziej. Zaśmiał się cicho słysząc komplement, dając Anthony'emu oprowadzić się ku białemu stołu już bez paska w spodniach. Kochał go. Kochał go i to że będzie go kochał już zawsze było wręcz oczystwiste. Jednak to kiedy mógł mu okazywać te miłość w sposób całkowity zależało od kapryśnego losu, który w każdej chwili mógł kazać im ponownie się rozstać i zamiast w swoje ramiona, rzucić się w te należące do niebezpieczeństwa. Nie warto więc było tracić chwili takiej jak ta. Wydarzenia minionej nocy powoli uciekały z jego świadomości, skutecznie wypierane przez jedyne w swoim rodzaju usta. Czy to mieli na myśli mugolscy dramaturdzy, gdy pisali o magi? Nie zaklęcia, nie latające miotły, nie eliksiry, a to gdy miłość do tej jednej osoby, zatrzymuje nagle cały świat, tak że nie liczy się już nic innego, niż żar nakazujący całować ukochane usta. – Nie wiem Anthony – wyszeptał, siadając na stole. – Od lat chwaliłeś się, że jesteś uważniejszy niż jakiś głupo Gryfon, więc chyba lepiej będzie jeśli po prostu sam upewnisz się, że nigdzie więcej nie mam potłuczeń. Chyba że wolisz, abym podał ci listę obszarów od których warto zacząć – Uśmiechnął się z błyskiem w oku, powoli bawiąc się jednym z guzików shafiqowej koszuli, a potem nachylił się do niego i rzeczywiście wyszeptał parę życzeń odnośnie obecnej sytuacji. RE: [Jesień 72, 14-15.10 Apartament Shafiq'a | Anthony] Kwitnące irysy - Anthony Shafiq - 22.03.2026 Zaśmiał się tylko bezgłośnie, gdy Jonathan pozornie tylko oddawał mu inicjatywę, by chwilę później szeptać swoje najskrytsze pragnienia.
Anthony miał wrażenie, że ten związek realnie ich odmładza, wypełnia energią życiową właściwą dwudziestolatkom, słodką staminą, która z czasem wytraci swój impet, ale teraz? Och, słodka chwilo trwaj, jak bardzo kochał kochać i kochał bycie kochanym przez kogoś. Dokonał więc wnikliwej inspekcji, wycałował miejsca całowania wymagające, jak i te, które może i nie były posiniaczone, ale całowania zdecydowanie wymagały... Gorące serce, zimny blat stołu... Dopiero gdy opadła na moment miłosna mgła, zadał sobie pytanie - i Jonathanowi zresztą - czemu nie udało im się dotrzeć do sypialni, choć oczywiście znał na to odpowiedź. – Jesteś zbyt piękny, by marnować jakąkolwiek wspólną chwilę... – wyszeptał cicho, podając mu czarny jedwabny szlafrok, zaraz potem pokornie zbierając porozrzucane po ziemi ubranie. Był jeszcze czas do romantycznej kolacji, do kąpieli, do wcierek i niespiesznego ugniatania dłoni. Zamiast tego, wprowadził go do swojej sypialni, ciemnej granatem i ciemnym orzechem regałów, przyciemnionej ciężkimi storami, odgradzającymi ich od dnia. Łóżko pozostawało w nieładzie, zdradzając tak niespokojną noc, jak nieobecność Wergiliusza. Przy stole znajdowało się kilka przekąsek, magiczny imbryk utrzymywał herbatę i kawę w doskonałej temperaturze. Nie to jednak było ważne, a wyciągnięta z podręcznego kuferka leczniczego maść na stłuczenia, którą miał w sporym zapasie od dwóch incydentów, których był ofiarą. – Sądzę, że najlepiej jeśli położysz się na brzuchu. – Mógł to powiedzieć po wstępnej inspekcji dokonanej od progu. Zaraz potem zapalił relaksujące kadzidło i przysiadł obok, nie dbając o to, że jego koszula wciąż pozostawała w rozpiętym nieładzie. Skupił się na nakładaniu maści, cal po calu, w łagodnych kolistych ruchach. Wrażenie sensoryczne było obrzydliwe, ziołowy zapach intensywny nawet mimo kadzidła, wciąż jednak... nie zamieniłby tego momentu na żaden inny. Oto Jonathan był żywy, a dzień nie mógł być wspanialszy. – Powiedz miły... czy mocno naruszę mir Twojego odpoczynku, jeśli podzielę się z Tobą swoją myślą... mm... związaną ze sprawą? – powiedział cicho, gdy skończył pierwszy bark i zajął się opatrywaniem drugiego. RE: [Jesień 72, 14-15.10 Apartament Shafiq'a | Anthony] Kwitnące irysy - Jonathan Selwyn - 26.03.2026 Jonathan był przekonany, że nie potrzebował już do wyleczenia swoich urazów niczego więcej. Bo czego mógłby tak naprawdę potrzebować kiedy dotyk Anthony'ego skutecznie sprawiał, że zapominał o jakimkolwiek dyskomforcie chyba że tym o który sam by poprosił. Chwilę wcześniej Anthony się go spytał, czy był cały. I tak. Teraz gdy był z nim zdecydowanie czuł się cały na tak wiele różnych sposobów z czego każdy jeden z nich wynikał faktu, że byli właśnie razem. Cały i szczęśliwy. Cały i zakochany. Cały i pełny uwielbienia wobec świata, bo miłość jego życia okazała się również miłością jak z jego marzeń. – Nie musisz mi się tłumaczyć mój drogi – powiedział zeskakując ze stołu na wciąż miękkie nogi. Narzucił na siebie czarny szlafrok. – Doceniam, że wreszcie wzorem prawdziwego dżentelmena najpierw mnie rozebrałeś, a dopiero później planujesz wziąć na kolację – powiedział rozbawiony całując drugiego czarodzieja w policzek. Potem jednak zmarszczył brwi. – Wszystko w porządku? – spytał, odgarniając z czoła Tony'ego kosmyki włosów, które zawędrowały tam w wyniku ich sesji niekonwencjonalne medycyny przeciwbólowej. – Wyglądasz na zmęczonego. Jeśli chcesz to możemy tutaj zostać. Dla mnie to nie problem. Udali się do sypialni, a Jonathan zgodnie z sugestiś swojego uzdrowiciela, położył się na brzuchu, pozwalając, aby sprawne dłonie ukochanego nałożyły maść na posiniaczone ramiona. Przez chwilę jakiś chochlik w umyśle Selwyna podpuszczał go, aby opowiadać więcej o swoim męstwie, czy też wspomnieć, że czyjś były dał się złapać w pułapkę w przeciwieństwie do niego, ale w tym momencie Anthony poruszył inny temat. – Mów proszę – odpowiedział niemal od razu, ignorując to jak jego mięśnie chwilowo się napięły w reakcji na to pytanie. RE: [Jesień 72, 14-15.10 Apartament Shafiq'a | Anthony] Kwitnące irysy - Anthony Shafiq - 08.04.2026 - Nie martw się mój kochany, po kolacji planuję rozebrać Cię znowu - odpowiedział niezbyt lotnie, bo i wciąż kręciło mu się w głowie niedowierzaniem obrotu spraw, w wartkim strumieniu zaspokajania potrzeb, które dawno już zostały spisane na straty. Teraz oczywiście istniał w nim okruch obawy, że będzie chciał od Jonathana za dużo, że za mocno go nadweręży, że nie zauważy gdy jego towarzysz będzie pokiereszowany bardziej, choć na jego twarzy zalśni uśmiech tryumfu.
…udało nam się uratować tylko jednego z nich… - to krótkie zdanie, ten ułamek skrawka informacji, które pewnie i tak nie były dla jego uszu, odbijały mu się echem, gdy zajmował się namaszczaniem zasinionych miejsc. Jak wielki mógł być to posąg? Kto mu towarzyszył? Czy gdyby skład dobrany był w inny sposób, udałoby się im dotrzeć do drugiej osoby? Jedna myśl rozbijała się jak światło przenikające pryzmat, w wiele innych odcieni, szeptów, cichego łkania, zgrzytu zębów zaciskanych wymuszoną cierpliwością. Teraz to wszystko dochodziło do niego jak przez mgłę, w pełni świadomości, że pachniał swoim kochankiem, że mógł wciąż dotykać go i doświadczać na o wiele, wiele więcej możliwości niż jeden wymodlony pocałunek. Było w tym coś kojącego. Kotwiczącego. A potem padło pytanie i padła odpowiedź, opuszki Shafiqa poznały jednak szybciej, że to nie był ani czas ani miejsce. Na ułamek sekundy zatrzymał ruch, głównie po to by zabrać ręce, udając że taki był plan i zamierzenie, że po prostu chciał nabrać więcej specyfiku. W tym samym czasie ociężała głowa pospiesznie tkała możliwe odpowiedzi tak, aby nie pogłębiać ukrywanego w szlachetności charakteru Selwyna dyskomfortu - nie tyle fizycznego co psychicznego. - Z pewnością doskonale prezentowałeś się w akcji. Często wspominam błysk determinacji odbijający się w Twoich ciemnych oczach podczas Spalonej. Ten cały Lovegood uchwycił go na kilku zdjęciach, chyba nigdy nie cieszyłem się tak bardzo z obecności dziennikarza, jak wtedy. - nie żeby kiedykolwiek narzekał na młodzika, całą jego nacja ze swojej natury stawała społecznie mimo wszystko w opozycji do polityków. - Mają wielkie szczęście, że mają Cię w swoich szeregach. Trudno o szlachetniejszą osobę z naszych roczników. - szeptał komplementy, zaszywał je pod skórę jak zaklęciami można był zaszyć w dzieło sztuki emocje. Cóż, bez wątpienia Selwyn był dziełem sztuki, świadczył o tym każdy cal jego ciała, które tak doskonale gięło się w pałacach Anthony’ego, jakby ich relacja była czymś o wiele dawniejszym, ucieleśnieniem bliskości, wykraczającej poza kilka lat żywotu ludzkiego. Nigdy nie przypuszczał, że mógłby z kimkolwiek być tak blisko. - Słyszałem ostatnio, że zachowujemy się jak stare małżeństwo i trochę tak jest, tyle lat obok siebie, czasem patrzyliśmy w różne strony, wciąż jednak osłanialiśmy sobie plecy. A teraz… głębiej i dalej. Szczerzej. Wzorem prawdziwego dżentelmenów najpierw wypracowaliśmy rutynę codziennego pożycia, w pracy i poza pracą, by dopiero później rozplanować nocne… i nie tylko nocne aktywności. - ucałował go w kark, oddychając powoli ziołową mieszanką podgrzaną ciepłem doskonale żywego i umiłowanego przezeń ciała. Nie chciał aż tak odwracać uwagi od pytania, które absolutnie nie wybrzmiało, z którego zrezygnował uznając je za zbyt egoistyczne jak na tak wrażliwy moment. Sprawa mogła poczekać, jego wtajemniczenie, jego spokój, ukojenie nerwicy, zaspokojenie potrzeby kontroli, której teraz w tym układzie był tak rozpaczliwie pozbawiony. To mogło poczekać. Odsunął się i nakrył leżącego mężczyznę cienką pościelą. W pokoju było wystarczająco ciepło. Starł nadmiar kremu szmatką, zbyt zaabsorbowany swoim towarzyszem, by kompulsywnie spłukiwać maść w ciepłej wodzie w łazience. Zamiast tego ułożył się obok niego, patrząc na przystojną, zmęczoną twarz. Zagarnął grzywkę z jego twarzy, pozwalając sobie na tę cichą pieszczotę i uśmiechnął się doń, jakby dopiero się obudzili. Rano. Rozespani. Nigdy nie rozdzieleni okrucieństwem świata. - Może jeszcze chwila drzemki przed wyruszeniem w drogę? - zaproponował, czując że wobec rozlanej w nim ulgi trzymania znów w objęciu Jonathana, nie miał większych szans, a senność wykorzystywała tę okazję, zwłaszcza teraz, po tak ciężkiej nocy pełnej zamartwiania i najczarniejszych scenariuszy. - Kocham przy Tobie zasypiać. Mam poczucie, że nie umiem już inaczej… - przyznał cicho, w pełni wrażliwości dwóch dopiero tygodni, w których los ofiarował im tę możliwości. Nie dbał wcale przy tym o kalendarz, mając wrażenie, że skoro było im to pisane, to tak, jakby ten stan, ta przypadłość wybiórczej insomni, towarzyszyła mu o świtu obudzonej duszy. Ujął dłoń Selwyna i przycisnął ją do lekko rozchylonych warg. - A jeszcze bardziej kocham budzić się przy Tobie. Zwłaszcza jak kto inny robi kawę… RE: [Jesień 72, 14-15.10 Apartament Shafiq'a | Anthony] Kwitnące irysy - Jonathan Selwyn - 09.04.2026 Jonathan zdecydowanie nie miał nic przeciwko pokolacyjnemu rozbieraniu, co zaznaczył pełnym aprobaty pomrukiem. Podobnie zresztą nie miał nic przeciwko przedkolacyjnemu rozbieraniu. Natomiast w trakcie kolacji wolałby się raczej nie rozbieraniu, ale to było do przedyskutowania. Docenił, że Anthony nie ciągnął na razie tematu Zakonnego pytania. Potem, kiedy odpocznie sam zapyta ukochanego o co mu chodziło. Teraz natomiast potrzebował zanurzyć się w świecie, który orbitował wyłącznie wokół palców Tony'ego na jego skórze i wspólnym czasie, gdzie największym problemem było to jakiego olejku użyć w podziemnej łazience. Czy to była już oznaka starości? To że fantazje na temat spokojnego życia z Anthonym powoli jawiły mu się jako kolorowsze, niż marzenia o heroicznych akcjach? A może nie chodziło o starość a miłość, przez którą myślał, że byłoby mu znacznie milej na sercu, gdyby Anthony nazwał go bohaterem za zrobienie mu doskonałej kawy, niż gdyby został tak okrzyknięty przez wszystkie gazety? A może po prostu był bardzo zmęczony. Na pewno nie potrafił gardzić komplementami Shafiqa odnośnie jego heroicznych wyczynów. — Wydaje mi się, że to był Lockhart — mruknął rozmażony, zastanawiając się czy nie prosić Tony'ego, aby mówił dalej jak się czuł widząc go gaszącego pożary. – Natomiast tamtego dnia lśniłeś równie jasno mój drogi. Jesteś bardzo odważny Anthony. Myślę, że chyba powinienem mówić ci to znacznie częściej. Stare małżeństwo... Hah... Chyba rzeczywiście tak było. – Widzisz... Mówiłem ci że te wszystkie dekady przyjaźni były po coś nam potrzebne. – Uśmiechnął się na jego słowa, a potem uśmiechnął się jeszcze szerzej, gdy jego serce, znane również jako Anthony Shafiq, położyło się obok niego i zamknęło go w czułym objęciu. – Ja też kocham... Kocham, zasypiać obok ciebie mój drogi – wyszeptał sennie, delikatnie muskając palcami policzek drugiego mężczyzny. – Nie zrozum mnie źle, zdecydowanie bardziej uwielbiam być przy tobie przytomny, ale kocham świadomość tego, że na przynajmniej te kilka godzin mogę cię mieć nieprzerwanie w swoich objęciach. – Jak za sprawą uroku, powieki Selwyna stawały się coraz cięższe, a słowa nieco mniej przemyślane. – Kocham, że jesteśmy wtedy sami. Że nikt nam nie przeszkadza. Że mogę cię całować na dobranoc. Kocham cię Anthony. – Zamknął oczy i wtulił się w drugiego mężczyznę. Sen powoli ogarniał go całego, zamraczał umysł słodką mgłą, przez którą nie liczyło się nic innego niż ciepłe objęcie ramion czarodzieja. – Stare małżeństwo... – wymamrotał nieprzytomnie, a przez jego twarz przemknął senny uśmiech. – Hah... Zobaczysz. Kiedyś będziemy starym małżeństwem, bo nie wiem jeszcze jak ale kiedyś za ciebie wyjdę. I z tą obietnicą zasnął. Koniec sesji
|