Secrets of London
[Jesień 72, 8-9.09 Nora Nory | Miles, Lukas & Basilius] Spalona noc vol 47 - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5)
+--- Dział: Ulica Pokątna (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=19)
+--- Wątek: [Jesień 72, 8-9.09 Nora Nory | Miles, Lukas & Basilius] Spalona noc vol 47 (/showthread.php?tid=5976)

Strony: 1 2


RE: [Jesień 72, 8-9.09 Nora Nory | Miles, Lukas & Basilius] Spalona noc vol 47 - Millie Moody - 25.06.2026

Moody ominęła uszami jego imię i nazwisko bo było dużo ludzi, którzy mówili jej dzisiaj imiona i nazwiska i wszystko zlepiło się w taką wielotwarzą i wieloimienną hydrę pełną twarzy i imion. Najważniejsze, że umiała przeklinać cicho i pod nosem, gdy okazało się, że ciągutki wyszły (w sumie nie powinno jej to dziwić, bo NOC TRWAŁA a ludzie KASZLELI).

A może po prostu nie była w stanie ich zobaczyć, bo za dużo mózgu schodziło jej na udawanie, że Thomas przed momentem nie zasłonił jej swoimi kretyńskimi cyckami, obrywając w ryj pakietem rozbitego szkła.

Pierdolony debil

Czy Nora będzie miała jej to za złe? Cóż, Moody szczerze by znienawidziła kogoś, za kogo oberwałby JEJ brat.

Zaraz czego ona się gapiła na te puste szafki?

Poprzestawiała kartoniki w prawo, poprzestawiała pudełka w lewo. Wygrzebała kawałek zaschniętej czekolady na morale, która nie poprawiała stanu kaszlu, ale przynajmniej sprawiała, że człowiek miał słodką i lepiącą się do gardła nadzieję, a może tego teraz wszyscy potrzebowali bardziej niż zdrowia. Sama nieco bezmyślnie nadgryzła kawałek i przymknęła złote ślepia rozkoszując się tym smakiem rozlewającym się zbyt gęsto po wyschniętych gadaniem i dymem ustach.

A potem wróciła i dała Nottowi do ręki nadgryziony pasek brązowej rozkoszy.

– To nie ciągutka, ale dobrze Ci zrobi. – nie wdawała się w detale jak działa magiczne jedzenie cukierniczki, gdy przysiadła obok miotlarza nieświadoma kilku faktów. Po pierwsze chodzili razem do szkoły (to trudne było dla niej do spamiętania, bo w sumie kojarzyła swojego brackiego i kilku jego ziomków, swój rocznik, swoją drużynę, swoją dziewczynę (czy tam laskę która na nią leciała, znaczy ona leciała na nią, znaczy w sumie obie leciały, jak zjebały się z wieży astronomicznej, ale to był fun). I złamasa Mulcibera. To tak jakby lekko miała wymienić kto tam był a kto nie był w tym zameczku. Nott był stanowczo za młody by jego twarz zapisała się jej w pamięci (za dużo twarzy, za dużo imion…), ale oczywiście czystokrwiste nazwisko związane od lat z Quidditchem było drugim punktem z którego mogłaby go kojarzyć. Gdyby tylko śledziła Quidditcha! Niestety, zawiść względem ludzi, którzy mogli sobie pozwolić na obranie takiej ścieżki kariery zżerała ją za bardzo, aby pozwolić sobie na voyeryzm.

– Wiesz co z Twoją chatą? Byłeś tam? Jesteś tutaj z kimś w ogóle, czy samotny wilk? – dopytywała, wyciągając z sakwy swój szkicownik w którym od godziny rysowała karykatury poszukiwanych osób. Nie żeby chciała celowo odkształcać te swoiste portrety pamięciowe. Ot… Ręka oko nie stykało w zmęczeniu od wyciągania z palących się budynków cywili.

Niestety nie zdążyła usłyszeć odpowiedzi, ponieważ z głębi budynku doszedł do jej uszu naglące wołanie:
– Millie! Millie jesteś gdzieś tutaj?! – unosiło się nad głowami cierpiących i tych, którzy jakkolwiek próbowali im w tym cierpieniu ulżyć.
– JUŻ LECĘ! – odkrzyknęła złotooka, przewracając tymi oczyma tak, jakby ktoś ją wołał do zmycia naczyń lub posprzątania brudnych ciuchów z podłogi w jej własnej prywatnej osobistej sypialni. Moody mogła narzekać, mogła przewracać oczami, ale też wciąż - mimo że jechała absolutnie na adrenalinie - miała energię by poderwać się i działać. – Sorka chłopaki, mama woła, muszę pomóc na zapleczu – matka Moody od dawna wąchała kwiatki od spodu, nie było to miejsce na żałobę za kimś kto umarł tak dawno. – Złapiemy się jakoś później. Trzymaj się chłopie i pamiętaj, zwidy są dla słabych! – przyłożyla dwa palce do czoła by zasalutować, potem prawie się potknęła o rzeczy pozostawione przez jednego z pożogan by w tym chaosie i zygzaku zniknąć na zapleczu klubokawiarni.

Postać opuszcza sesję