Secrets of London
[grudzień 1971] Wojna nigdy się nie zmienia - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Poza schematem (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=29)
+--- Dział: Retrospekcje (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=25)
+--- Wątek: [grudzień 1971] Wojna nigdy się nie zmienia (/showthread.php?tid=6021)

Strony: 1 2


RE: [grudzień 1971] Wojna nigdy się nie zmienia - Atreus Bulstrode - 26.05.2026

To co działo się w zaułku, przypominało źle wyreżyserowany spektakl. Źle, bo przegrywała nieodpowiednia strona tego całego konfliktu. Atreus może nie przeczytał w swoim życiu przesadnie dużo książek, ale i bez tego wiedział, że bohaterowie powinni wygrywać. Przecież tym właśnie z Lukasem byli - bohaterami, bo opowiadali się pod odpowiedniej stronie konfliktu, broniąc tego zasranego mugolaka, który dawno już znalazł się w bezpiecznym miejscu. W sumie też, mogli pewnie już chwilę wcześniej zrobić krok w tył, wycofać się z konfliktu, ale chyba żaden z nich nie posiadał w sobie niezbędnego ku temu pierwiastka. Żaden z nich nie mógł się poddać.

Bulstrode'a pchała do przodu jakaś koszmarna złość i zawiść. Nie o to, co konkretnie działo się w zaułku, zanim się w nim pojawili. Nie. To był tylko jeden z symptomów choroby, która powoli toczyła ten kraj od momentu, kiedy Lord Voldemort jasno i wyraźnie nakreślił swoje postulaty. Jego słowa rozhulały wszystkich, którym wcześniej brakowało pewności siebie. Pobudziły zwykłych dręczycieli, których jedyną alternatywą dla tego co robili teraz, było bicie żon albo dłubanie w nosie. Drażniło to blondyna niemiłosiernie, bo dokładało mu to niepotrzebnej pracy i zmartwień. Papierkowa robota piętrzyła się nieznośnie, bo pośród tej nienawiści rozsiane były ziarna nekromancji i czarnoksięskich zapędów.


// cios af ◉◉◉◉○ w łysego
[roll=PO]

Szarpnął się więc znowu, z nową złością i zaciętością, oswobadzając się z uścisku łysego, zaraz po tym jak Lukas próbował podciąć typa z butelką. Złapał go, pchając głową na cegielny mur i tym samym ogłuszając. Oddech. Jeden, drugi i pewna ulga, że kolejnego zasrańca mieli z głowy. Został tylko jeden - dokładnie ten który wymierzał teraz kopniaki Nottowi. Atreus więc, spróbował kopnąć i jego. Prosto w krocze.


// kopniak af ◉◉◉◉○
[roll=PO]


RE: [grudzień 1971] Wojna nigdy się nie zmienia - Lukas Nott - 01.06.2026

Na szczęście but napastnika nie wszedł idealnie. To była jedyna dobra rzecz, jaką Lukas zdołał wyciągnąć z następnej sekundy. Podeszwa poleciała w jego stronę, ciężka i brudna od śniegu, ale napastnik kopał z góry, w pośpiechu. Trafił go w brzuch, trochę z boku, w okolice żeber i napiętych mięśni, zamiast czysto w środek. Z gardła wyrwał mu się krótki, zduszony dźwięk, którego nie zdążył zatrzymać zębami. Ból rozlał się tępo i głęboko pod żebrami, mieszając się z pulsowaniem rozbitej głowy. Przez krótką chwilę nie było ani uliczki, ani Atreusa, ani przeciwnika. Był tylko śnieg pod palcami, lodowaty bruk pod plecami i rozpaczliwa potrzeba zaczerpnięcia powietrza. Lukas zacisnął dłoń na śniegu. Napastnik z rozbitą butelką wciąż był przy nim. Wciąż stał za blisko. Wciąż miał w ręku poszarpane szkło, a po kopnięciu musiał tylko odzyskać równowagę, zejść niżej i dokończyć to, co zaczął. Atreus bohatersko ruszył w jego stronę, ale kopnięcie wymierzone w krocze nie doszło tam, gdzie powinno. Noga Bulstrode’a poszła za szeroko; może ześlizgnęła się na oblodzonym bruku, może przeciwnik odruchowo cofnął biodra. Ruch przeciął tylko powietrze między nimi. Napastnik przestał patrzeć wyłącznie na Lukasa. Na ułamek sekundy jego uwaga przesunęła się ku Atreusowi. Nott starał się wykorzystać okazję. Odłamek szkła. Jeden z tych, które rozsypały się wokół po tym, jak butelka pękła na jego głowie. Mały, nierówny kawałek, śliski od topniejącego śniegu. Zacisnął na nim palce. Krawędź natychmiast wgryzła mu się w skórę dłoni, ale ten ból był czysty, prosty, niemal otrzeźwiający. Lepszy niż mdłości. Lepszy niż pulsowanie czaszki. Lepszy niż bezsilność. Zacisnął szczękę, napiął ramię i zamachnął się krótko, prosto w łydkę przeciwnika.

// Aktywność fizyczna[PO] by zaatakować łydkę napastnika
[roll=PO]

Szkło wbiło się w łydkę z mokrym, paskudnym oporem, rozrywając materiał spodni i skórę pod spodem. Napastnik zawył, noga natychmiast ugięła się pod nim, a Lukas pociągnął odłamek w bok, bardziej odruchem niż planem. Krew chlusnęła na śnieg cienką, ciemną smugą.


RE: [grudzień 1971] Wojna nigdy się nie zmienia - Atreus Bulstrode - 05.06.2026

Atreus poczuł jak pora roku działa przeciwko niego i podeszwa buta ślizga się na nieco oblodzonym chodniku. Nie na tyle, by całkowicie wytrącić go z równowagi i spowodować że wyląduje na ziemi, ale na tyle by nie trafił tam gdzie chciał. Ale i tak to chyba wystarczyło, żeby całą sytuację przesądzić. Facet rozproszył się, na chwilę poświęcając Atreusowi więcej czasu niż powinien i wtedy Nott odbił sobie każdy poprzedni kopniak, którego musiał doświadczyć. Ostra krawędź wbiła się w łydkę napastnika bez problemu. Mężczyzna zawył, zdjęty bólem lecąc na śnieg i łapiąc się za ranione miejsce. Krew ciekła mu przez palce, brocząc otaczającą ich, brudną biel.

Wypierdalaj stąd — zarządził auror po krótkiej chwili wahania. Kopniaki i ciosy pięściami chyba mieściły się znakomicie w jego słowniku rzeczy dozwolonych podczas bójki, ale cięcie ciała w tak obrzydliwy sposób chyba już przywracało mu trzeźwość. Coś w nim, najpewniej ta część która nosiła odznakę, krzyczała że to zanadto wykraczało poza granice samoobrony. Najlepiej więc było dla wszystkich, by facet zawinął się stąd jak najszybciej, co z resztą zrobił bez większych sprzeciwów. Zostali więc we dwoje, w towarzystwie jego dwóch nieprzytomnych wciąż kolegów. — Kurwa, Nott, coś ty odpierdolił — rzucił szybko, dopadając do niego, wciąż rozłożonego na śniegu i niewątpliwie wciąż całego w bólu. Ale nie było to coś, czego nie poskładałoby parę dobrze zażytych eliksirów. — Możesz wstać?




RE: [grudzień 1971] Wojna nigdy się nie zmienia - Lukas Nott - 10.06.2026

Lukas usłyszał głos Atreusa jak przez grubą warstwę waty. Najpierw dotarło do niego samo brzmienie, potem sens słów, a dopiero na końcu fakt, że walka najwyraźniej się skończyła. To ostatnie przyjął z pewnym opóźnieniem i absolutnym brakiem godności, leżąc dalej na śniegu z policzkiem prawie przy bruku. Głowa pulsowała mu paskudnie. Nie bolała w jednym miejscu, tylko cała, głęboko, jakby ktoś wsadził mu czaszkę między dwa kamienie i postanowił sprawdzić, ile wytrzyma. Ciepła krew wciąż spływała mu spod włosów, kleiła się za uchem i wsiąkała w kołnierz, absurdalnie gorąca na tle zimna bijącego od ziemi. Każda próba poruszenia oczami kończyła się krótką falą mdłości. Zamrugał raz. Potem drugi. Atreus był nad nim. Rozmazany, ale obecny. To już coś.
— Mogę — wychrypiał Lukas po chwili, choć zabrzmiało to mniej przekonująco, niż planował.
Spróbował unieść głowę, ale zaułek natychmiast przechylił się na bok, więc zrezygnował z tej ambicji i pozwolił potylicy opaść z powrotem na śnieg. Skrzywił się, bo nawet to zabolało.
— Tylko… chwilę jeszcze poleżę — dodał, zamykając na moment oczy. — Jakoś wygodniej tu niż na nogach.
Nie było. Było zimno, mokro i obrzydliwie, a pod łopatką uwierał go jakiś kamień albo kawałek szkła. Ale po ostatnich kilku minutach bruk wydawał się przynajmniej uczciwy. Nie próbował go kopnąć, przebić butelką ani przepchnąć przez ścianę. Lukas przełknął ślinę, czując metaliczny smak krwi na języku.
— Następnym razem — mruknął słabiej — jednak zostajemy przy dyplomacji.


RE: [grudzień 1971] Wojna nigdy się nie zmienia - Atreus Bulstrode - 13.06.2026

Patrzył, wodząc spojrzeniem po przylepionym do bruku Nottcie, zastanawiając się czy w ogóle był w stanie podnieść się na nogi. Dostał w głowę i teraz czerwień odcinała się pięknie na brudnym, ale wciąż jasnym śniegu. Atreus zauważył to z jakimś opóźnieniem, jakby zmysły nie do końca chciały zaakceptować fakt, że było aż tak źle. Na tyle, że nie powinien nawet się go pytać czy powinien wstać, tylko zabrać go do szpitala.

Było coś w tym obrazie strasznego, co na moment chwyciło go za żołądek – to była tylko bójka. Ale bójka z ludźmi, których miało być coraz więcej, a którzy dodatkowo stawali się tylko śmielsi w swoich poglądach. Ba, już od jakiegoś czasu musiał zmagać się z podobnymi idiotyzmami, kiedy nosił mundur. Ten obligował go do tego by działać i reagować, a nie zasłaniać się typowym dla niego stwierdzeniem, że była to robota dla brygadzistów. Wciąż była, ale ci nie mogli być wszędzie, albo dostatecznie szybko. Tylko czy naprawdę musiał patrzeć jak jego przyjaciel krwawi na bruku, żeby dotarło do niego że wcale nie będzie lepiej i wsuwali się po równi pochyłej w stronę coraz większych brutalności niesprawiedliwości?

Nie ruszaj się, teleportuję nas do Munga — przykląkł koło niego, sprawdzając jeszcze czy ma różdżkę. Ta na szczęście była na miejscu, i żaden z napastników nie postanowił być na tyle sprytny lub zdesperowany, by mu ją zabrać. Magia zadziałała, szybko i sprawnie, z charakterystycznym mlaśnięciem zabierając ich oboje do uzdrowicieli, żeby ci mogli zająć się Lukasem.


Koniec sesji