Secrets of London
[02.10.1972] Spotkanie Astralne | Nicholas & Helloise - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Anglia (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=6)
+--- Dział: Dolina Godryka (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=23)
+--- Wątek: [02.10.1972] Spotkanie Astralne | Nicholas & Helloise (/showthread.php?tid=6085)

Strony: 1 2


RE: [02.10.1972] Spotkanie Astralne | Nicholas & Helloise - Nicholas Travers - 19.08.2026

W tych czasach nie można było nikomu ufać. O zaufanie było bardzo trudno. Pracowało się na to latami. Doświadczał tego przez życie, znalazł kogoś na kim mógł polegać. Ale ta osoba odeszła z tego świata. Został sam. Samotność bywała bezpieczna. Były w życiu jednak takie sytuacje, które wymuszały na nas potrzebę obecności drugiej osoby. Praca, choroba, zlecenia, informacje. Nie zawsze sami dotrzemy do jakiegoś celu. Nie zawsze też prawdą osiągnie się zamierzony cel. Tak jak w tym przypadku, nie mówił kobiecie wszystkiego. Nawet jeśli skądś się znają. Ale na pewno nie skłamał w sprawie swojej pracy. Nie był z policji.
Gdyby miał jakiś cel wobec nie, to być może starałby się jakoś zdobyć jej zaufanie. Czas pokaże, jak potoczy się to spotkanie.

Była ostrożna. Co nie byłoby dla niego żadnym zaskoczeniem, gdyby odmówiła zaproszenia go do siebie. O ile mieszkała w tych rejonach. Uznał, że rozmowa w żywych ciałach, będzie bardziej wygodniejsza. A on miał swoje ograniczenia. Temat z widmami ją bardzo interesował. Podobnie jak i jego. Chwyciła temat i była chętna usłyszeć jego opowieść ujrzenia ich. Bo raczej twarzą w twarz z nimi nie staną. Jedynie jego rodzeństwo miało nieprzyjemne spotkania w Kniei.

Zaprosiła go. Zainteresowana tematem, jaki tutaj poruszali. Nieopodal wejścia do Kniei. W mżawce, która może zamienić się lada moment w deszcz. Traversowi nie uśmiechało się zastać swoje ciało i ubranie przemoczone, jeżeli dach miejsca, gdzie spoczął, nie był szczelny.

Dostrzegł, w którym kierunku kobieta spojrzała. Nie było to daleko. Nie powinno. A czasu trochę miał.
- Zatem oczekuj mojej osoby.
Zapewnił ją o swojej gościnności. Ostatnie spojrzenie i zaczął wycofywać się w znanym sobie kierunku, aż dotarł do opuszczonego domu.

Wrócił do swojego ciała. Otworzył oczy i spojrzał na drewniany i spróchniały sufit. Podniósł się powoli do pozycji siedzącej rozmasowując sobie po chwili kark. Nie osiągnął tego co zamierzał, ale może spotkanie z kobietą coś zmieni. Tym samym zastanawiał się, skąd ją kojarzy. Nawet się sobie nie przedstawili.

Wstał powoli, łapiąc równowagę. Opuścił obcą starą chatę, zmierzając drogą do miejsca, w którym był wcześniej. Stamtąd odbił w kierunku, w którym ona patrzyła. Jeżeli tu wciąż była, on jej nie widział. A może już czekała w środku? Czy może postanowiła obserwować jak znajdzie się on przed jej chatą?

Kurczęta. Nie było trudno o ich lokalizację, jeżeli biegały wolno. Odnalazł je. Odnalazł także i chatę. Uniósł głowę okrytą kapturem, aby ocenić jej stan. Tutaj mieszkała?
Podszedł do drzwi i zapukał. Otworzy mu, czy każe czekać?



Rzut na kolejną kość jesienną, do nowej sesji:
!kolo9


RE: [02.10.1972] Spotkanie Astralne | Nicholas & Helloise - Pan Losu - 19.08.2026

Napotykasz bogina. Twoim zadaniem jest zmierzenie się z Twoim największym lękiem, opisanym w profilu.


RE: [02.10.1972] Spotkanie Astralne | Nicholas & Helloise - Helloise Rowle - 04.09.2026

Niewiele Helloise pamiętała o tym, czym jest zaufanie, bo zaufania z zasady nie żywiła do nikogo. Podobnie jak Nicholas była sama sobie. Wyłącznie przy swoich braciach czuła się swobodnie i bezpiecznie na tyle, aby ze spokojną głową powierzyć im jakąś kwestię. Wszędzie indziej ważyła ryzyka i nie polegała na ludziach bezwarunkowo. Nie bała się mimo to podejmować działania, była gotowa na konsekwencje — sądziła, że była gotowa.
Nie miała wiele więcej informacji, którymi mogła podzielić się z nieznajomym. Gościnna z niej jednak była istota i z ciekawością słuchała ludzi, więc przystała na jego propozycję i udzieliła mu zaproszenia.
Kurczęta nie biegały po podwórzu, jako że nie należały do zwierząt aktywnych nocną. Ptaki drzemały w kurniku, lecz powinna dostarczyć Traversowi wystarczającej wskazówki kurza noga, na której stał domek wiedźmy.

Helloise zbudziła się w swojej sypialni i przez jakiś czas obracała się w półśnie z boku na bok. Nie przypuszczała, że wizyta zostanie jej złożona tak prędko. Dopiero gdy kurze kolano chatki zgięło się i dom siadł przy ziemi, aby wpuścić przybysza, czarownica zorientowała się, że ma towarzystwo. Skrzypiące drzwi otworzyły się przed Nicholasem same, wpuszczając go do kuchni. Na kominku trzaskał słaby ogień, który z rzadka o tej porze roku bywał wygaszony. Po chwili czarnoksiężnik mógł słyszeć dźwięki krzątaniny z sąsiedniego pokoju.
To Helloise w swojej sypialni wstała wreszcie z łóżka i podłoga trzeszczała pod nią, mimo że kroki bosych stóp kobiety były raczej miękkie. Wiedźma otuliła się długim, zielonym szlafrokiem, jako że w chacie nie było znowuż aż tak ciepło, aby paradować w cienkiej sukience. Do kieszonki okrycia wsunęła przezornie różdżkę. Nie mogła wiedzieć, jakie są intencje tego człowieka.
Zjawiła się w kuchni ospała, zaspana, ale mimo to dziwnie ucieszona. Lubiła gości niezależnie od pory.
— Nie lubisz sypiać w swoim domu? — zapytała zaczepnie Nicholasa, po czym dorzuciła drew do kominka, żeby się mogła dogrzać i ona, i jej gość.
Wiedźma podeszła bliżej mężczyzny, aby w blasku płomieni rozpraszających mroki chaty przyjrzeć się temu człowiekowi — tym razem z krwi i kości, nie splecionemu z energii. Wreszcie mogła go dotknąć. Wyciągnęła rękę i zebrała kilka kropel deszczu z rękawa jego płaszcza. Uśmiechnęła się do siebie, gdy tym razem jej palce nie przeszły przez obcego na wylot.
— To ma więcej uroku — stwierdziła, rozcierając zimny deszcz między opuszkami.
Kobieta cofnęła się w głąb pomieszczenia i zapraszająco wskazała Traversowi przystawione do stołu krzesło, z którego brzydko łuszczyła się farba. Cała kuchnia zdawała się zapylona, pełno było na podłodze pokruszonych ziół. Na kuchennych blatach zalegały zabrudzone przyrządy alchemiczne, z czego można było wnioskować, że Travers trafił do domowego laboratorium.


RE: [02.10.1972] Spotkanie Astralne | Nicholas & Helloise - Nicholas Travers - 06.09.2026

Nicholas nie myślał o tym, aby odwiedzić kobietę innego dnia o stosownej porze. Skoro był już dzisiaj w Dolinie Godryka, skorzystał z zaproszenia od razu. Późna pora, to możliwe, że większość zwierząt udała się na swój spoczynek. Grasowały tylko nocne stworzenia. Nie trudno było jednak znaleźć wspominany kurnik, ale też wymagało to sporej uwagi. Ponieważ chatka, nie znajdowała się w pobliżu zagospodarowanego miasteczka.

Ostatnie noce Travers nie przesypiał dobrze. Od czasu nieudanej misji z wypiciem trującego, jak w jego ocenie eliksiru z Mauzoleum Fawleyów, zdarzały śnić mu się koszmary. Potęgowało to jego problemy z bezsennością. Potrzebował więc także czegoś na spokojny sen. Inaczej, nie mógłby normalnie funkcjonować dnia następnego. Musiał pracować. Liczyć mógł tylko na siebie. Zawsze tak jest i było od naszych narodzin. Radzić sobie musimy sami. Nie zawsze ktoś nam pomoże. Zaufane osoby, którymi darzył, były daleko. Wręcz nieosiągalne. A to, że z kimś przesypiał noce, czy czas spędzał, to jedynie dla towarzystwa. Nie da się jednak ukryć, że kogoś obok potrzebował. Ze względu na swoje problemy zdrowotne.

Magiczna chatka, wpuściła go do środka. Nie często bywał w takich miejscach zamieszkania. Gdyż może nieczęsto spotykał się w wiedźmami, czarownicami. Rozejrzał się z zainteresowaniem po wnętrzu miejsca, które bardzo mogły przypominać lokum kobiety zajmującej się zielarstwem, wytwórstwem eliksirów?

Miłe słowa na powitanie wieczorne Nicholas usłyszał z ust kobiety, która pojawiła się w pomieszczeniu kuchennym.

- Bezsenność jest bezlitosna.
Odpowiedział na zaczepkę krótko, co powinno wystarczyć, dlaczego nie wrócił do swojego domu zaraz po ich "astralnym" spotkaniu i nie stawił się na zaproszenie, dnia chociażby następnego. Skierował w jej stronę swoje znane jej już chłodne w oczach niebieskich spojrzenie. Miała przed sobą wysokiego blondyna, odzianego w czerń szaty. Mogła go dotknąć, aby poczuć krople deszczu, które postanowiły przyczepić się do jego odzienia. Nie oponował. Dał jej powód do tego, że jest prawdziwy. Namacalny.

Spojrzał w kierunku wskazanego krzesła, które mu wskazała, aby mógł spocząć. Meble te widocznie nie doczekały się swojej renowacji. Czy w takim stanie, były stabilne? Miał trochę wrażenie, jakby był u siostry bałaganiary. Może i meble miała w lepszym stanie, to walące się ubrania był czymś podobnym, co tutejsze zioła. Był tutaj jednak gościem, nie mógł sobie pozwolić na sprzątanie miejsca obcego domu. Choć kusiło sięgnąć po różdżkę i zrobić tutaj porządek. W ostatnich miesiącach obcowania z mentorem gdy żył, sam już popadał w paranoję czystości.

Dotknął krzesła, aby sprawdzić jego stabilność, udając że je sobie odsuwa, poprawia tak, aby móc skorzystać z zaproszenia. Aż w końcu usiadł.

- Co więcej możesz mi powiedzieć o widmach?
Zapytał, jednocześnie pokazując jej, że nie jest z tych co pierw zaczynają rozmowy od pogody i zdrowia. Nie owijał w bawełnę, a przeszedł od razu do rzeczy. Nie zamierzał też długo tutaj zostać.



RE: [02.10.1972] Spotkanie Astralne | Nicholas & Helloise - Helloise Rowle - 02.10.2026

Helloise sama również zajęła miejsce przy stole, ani na moment nie zdejmując oczu z Nicholasa. Wiodła po nim swobodnie spojrzeniem, nie uciekała od kontaktu wzrokowego.
— Jestem całkiem pewna, że jeszcze parę minut temu spałeś, więc nie może być aż tak źle — zauważyła rozbawiona czarownica. Sięgnęła po jabłko leżące na stole i potoczyła je ku sobie, aby spadło jej na kolana. — Czy może powinnam ci tu odpalić kadzidło na sen? Nie wstydź się. Jest u mnie dla ciebie miejsce. Wierzę w niesienie pomocy cierpiącym — zapewniła, otwierając scyzoryk. — Z dobroci serca.
Posłała Nicholasowi ostatnie znaczące spojrzenie, po czym spuściła wzrok na rumiane jabłuszko. Niespiesznie wykrawała z niego kawałeczki, zjadała je jeden po drugim. Soczysty owoc chrupał między zębami wiedźmy.
— Dlaczego ja mam mówić, nie ty? — zapytała między kęsami. — Ja tu mieszkam. Jeśli powiesz mi, co wiesz, może mi się to przydać. Uczynisz coś dobrego dla świata i dla mnie, człowieku w czerni. — Trudno było nie odnieść wrażenia, że Helloise prowadzi jakąś grę. Jeszcze trudniej było rzec, czy bezsensowną z nudów tylko, czy wszystko to prowadziło dokądś. — Poczęstujesz się? — Wyciągnęła do Traversa przez stół kawałeczek jabłka na ostrzu scyzoryka.
Niezależnie od tego, czy skorzystał z jej poczęstunku, czy nie, resztę jabłka kobieta zjadła, kąsając owoc zębami bez zbędnej ceregieli.
— A więc widma — rzekła, gdy skończyła. Otarła w rękaw szlafroka ściekającą z kącika ust strużkę lepkiego soku. Kolejne słowa wypowiedziała, w kontraście do zaczepnej wesołości, dość konkretnie: — Widziałam je z bliska tylko raz. Płynęła od nich fala zimna. Z Kniei wyszli po Beltane Zimni… Czy to może być przypadek? — Wzruszyła ramionami. Teorie o pochodzeniu widm ludzie snuli najróżniejsze; niektórzy twierdzili, że wypełzły z Limbo. Helloise również brała to pod uwagę. — Tamtego wieczora tylko nas obserwowały, biegały nieopodal, słyszeliśmy ich przeraźliwe ryki. To wystarczyło, aby pamiętać o nich w snach przez kilka następnych nocy. — Uśmiechnęła się z podziwem dla przerażającego potencjału bestii. — Prganęły strachu, bólu, krwi. Były głodne. Biedaczyska. — Zataiła to, że były głodne Louvaina w szczególności. Nie zwykła rozgłaszać wszem i wobec cudzych sekretów, nawet jeśli z Lestrange'em pozostawała w konflikcie.


RE: [02.10.1972] Spotkanie Astralne | Nicholas & Helloise - Nicholas Travers - 04.10.2026

Sen nie mógł się równać z podróżą astralną. Ciało może i spało, ale nie disza. Nie umysł. Z jakiegoś mu może niewiadomego powodu, zgadła, że kadzidła dobrze działały na jego problemy ze snem. Zapalał je sobie, gdy konieczne tego potrzebował. Lecz dzisiaj, nie był u siebie. Nie mieszkał w Dolinie Godryka.

- Doceniam chęci, ale nie jest to konieczne.
Odmówił z kulturą, na jaką było stać czarodzieja o zimnym sercu. Widział jej spojrzenie, spoglądające wciąż na niego, póki niezajęta się krojeniem jabłka. Nie przyszedł tutaj o pomoc w problemach ze snem. Przyszedł po informacje. Po konkrety, zadając jedno pytanie. Odpowiedź z jej strony, zaczęła być wymijająca. Niezbyt Nicholasa interesująca. Jaką dobroć on uczyni, mówiąc jej wszystko co wie o widmach i jak ma to pomóc światu? Obserwował ją uważnie. Bez okazywania emocji. Chłodnym wzrokiem badając jej ruchy dłoni i mowy twarzy.
Milczał.

Pierwszy zadał pytanie. Oczekiwał odpowiedzi sensownej. Rozmowy będącej ludzką wymianą informacji. Otrzymał z kolei wymijanie się od odpowiedzi, jakby oczekiwała, że to on od razu jej sprzeda informacje.
"Uczynisz coś dobrego dla świata i dla mnie…" – Zmarszczył lekko brwi to słysząc. Tylko jeden cel, może sprawić, że spełniony zostanie "dobry" uczynek dla świata, ale czy również i dla niej? W tym przypadku to nie widma były problemem. Ale zdrajcy krwi.

Poczęstunku odmówił. Chłodna postawa bez wyrażania emocji uśmiechu czy wesołości, człowieka w czerni, powinna jej wystarczyć za odpowiedź. Nie będzie częstował się czymś z jej ręki. Nie było to zbyt, kulturalne.
Temat widm w końcu został przez nią poruszony.

- Was… Nie byłaś sama?
Zauważył, że najpewniej w swoich słowach, wspomniała liczbę mnogą.

Analizując jej słowa na ich temat, ten głód był dla niego był jednym wyjaśnieniem. Potrzebowały pewnie dusz. Odkąd zamknięto Knieję, ludzie tam nie pojawiali się. Tylko Ci, co mieli miejsca strzec. Badać pod kontem swojej pracy. Ale ten jeden raz Nicholas tam był. Gdy było po wszystkim. Aby zrozumieć przypadek swojego brata.

Zimni.
Wypuszczono z Limbo strach, ból i głód.