Secrets of London
[06/10/72] This one’s for all my mean girls (#brat_autumn) - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5)
+--- Dział: Ulica Śmiertelnego Nokturnu (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=21)
+--- Wątek: [06/10/72] This one’s for all my mean girls (#brat_autumn) (/showthread.php?tid=6112)

Strony: 1 2


RE: [06/10/72] This one’s for all my mean girls (#brat_autumn) - Helloise Rowle - 20.06.2026

Moją pierwszą myślą również były bociany, lecz jeśli wierzyć źródłom (sieci Internet) w Anglii w owych czasach bocianów nie było, ponieważ zabobonni Wyspiarze wytłukli je za to, że wiły gniazda przy domach cudzołożników i ich w ten sposób outowały.
O harcujących duchach (bądź innym bycie) mogła co nieco Helloise opowiedzieć, lecz — nie chcąc zmieniać toru rozmowy — także i z tą dygresją nie zdradziła się Ambrosii. Rozterki dotyczące domu na kurzej nóżce zamierzała skonsultować zresztą następnego dnia z inną wróżbitką.
— Klekot — potwierdziła czarownica, zanurzając palce w mięciutkim futerku Flądry. — Zdaje się, że to jakiś kolekcjoner? Szukaj, gdzie trzeba. Nie spiesz się. Mam czas. Dziś mogę tu być tyle, ile będziesz potrzebowała. Żeby myśleć… Żeby szukać… Pytać… — Skupiła wzrok na kocim pyszczku, aby dać McKinnon nieco więcej przestrzeni na swobodne przerobienie sprawy wedle jej własnego uznania.
Helloise miała wobec tego rękopisu nadzieje, skoro dowiedziała się, że rzeczywiście żyje w Londynie człowiek go posiadający. I ileż lepiej zaopiekowałaby się księgą ona. Głaszcząc bezmyślnie kotkę, wyobrażała już sobie, jak przedmiot trafia w jej ręce, jak ona otwiera go, ogląda strony, studiuje każdą literę dawno utraconej wiedzy herbologicznej. Cóż się tam kryło i — co ważniejsze — czy mogła tego użyć, aby stworzyć coś, z czym się nie spotkała ona ani żaden jej współczesny?


RE: [06/10/72] This one’s for all my mean girls (#brat_autumn) - Ambrosia McKinnon - 26.06.2026

— Klekot, klekot, klekot — powtórzyła ten pseudonim jeszcze parę razy, stukając wskazującym palcem o wargi, jakby zastanawiała się tylko na pokaz. Po prawdzie jednak przegrzebywała głowę w poszukiwaniu jakiegokolwiek wątku, który mógłby się z tym Klekotem skojarzyć, bo w sumie pseudonim miał chwytliwy. Niestety, nie ważne jednak ile się nad tym zastanawiała, nie była w stanie powiązać miana z czymkolwiek, co chowałoby się w jej pamięci. Z każdym więc kolejnym wypowiedzianym Klekotem, ściągała nieco bardziej brwi niezadowoleniu i tak samo wykrzywiała usta w dezaprobacie.

— Nic, pustka — powiedziała wreszcie smutno. — Ale no nie na mnie się cały Nokturn kończy, prawda? — nie tyle pocieszała w tym momencie Helunię, co samą siebie. — Mogę popytać, to tu, to tam. To akurat nie jest problem. Może ten Klekot chowa się w czyjejś pamięci o wiele gorzej niż w mojej — sama sięgnęła i, dla złagodzenia frustracji, pogłaskała rozłożoną na stole kotkę. Flądra zamruczała w odpowiedzi nieco głośniej, chociaż już pod wpływem pieszczot Helloise obwieszczała swoje zadowolenie.




RE: [06/10/72] This one’s for all my mean girls (#brat_autumn) - Helloise Rowle - 26.06.2026

Była rozczarowana, lecz niezdziwiona, jakby podskórnie od początku spodziewała się tego wyniku. Czyż nie goniła bajki? Na chwilę mgliste marzenie nabrało realnego kształtu, lecz gdy się rozproszyło na powrót w nieosiągalny sen, Helloise nie była wcale zaskoczona. Jeszcze zanim padła odpowiedź, czarownica dostrzegła, że Ambrosia w swoich rozmyślaniach i powtarzanych klekotach jedynie błądzi. McKinnon wydawała się trafieniem w ślepą uliczkę bardziej zmartwiona niż Helloise, która tylko skinęła głową pogrążona w odległym zamyśleniu.
— W porządku — przyjęła łagodnie decyzję. — Nasłuchuj zatem.
Wstała od stołu, zbierając się do wyjścia. Zatrzymała się przy Ambrosii, aby spojrzeć na nią tego dnia ostatni raz. Trzymana w rękach wrogów — jakby nie miała pola do żadnego manewru, a jednak odżegnywała się od słowa zmuszona. Gdzie zawieszona była w tych strukturach Ambrosia McKinnon i do kogo należały te ręce, które ją przytrzymywały? Helloise położyła dłoń na piegowatym policzku Rosie i pogładziła go czule samym kciukiem, jakby wciąż miała pod palcami delikatny koci pyszczek.
— Dziękuję za twój czas. — Pochyliła się, żeby złożyć na czole wróżbitki krótki pocałunek. Przed wyjściem chciała zabrać ze sobą odpowiedź na jeszcze jedno tylko pytanie: — Czy twoi wrogowie mają imiona, Ambrosio?


RE: [06/10/72] This one’s for all my mean girls (#brat_autumn) - Ambrosia McKinnon - 26.06.2026

Pewnie była bardziej rozczarowana niż Hela, bo bardzo nie lubiła nie wiedzieć rzeczy. Szczególnie tych, które związane były z jej domem, bo jakby nie patrzeć, na Nokturnie spędziła całe swoje życie i po co, skoro teraz nie była w stanie przypomnieć sobie, kiedy ktoś przyszedł do niej po pomoc? Całe szczęście jednak, faktycznie miała kogo zapytać. Burdel miał to do siebie, że w nim wszyscy wiedzieli wszystko, w końcu komu lepiej się zwierzać niż dziewczynie?

— Dziękuję, że do mnie z tym przyszłaś. Postaram się coś wygrzebać — odpowiedziała, trochę chyba automatycznie, dziękując za poświęcony jej czas jak każdemu jednemu klientowi. A potem ściągnęła delikatnie brwi, w jakimś niezrozumieniu, dlaczego Hela pyta ją o takie rzeczy. Mogłaby jej powiedzieć, czemu nie. Ale to znaczyłoby obarczenie jej pewnego rodzaju wiedzą, którą Ambrosia wcale nie dzieliła się łatwo. — Pewnie tak. Ale ja myślę o nich moimi kartami tarota. Diabeł jak zwykle ubrany jest w ładny garnitur, zamiast szpetnej twarzy — uśmiechnęła się delikatnie. Więcej nie miała zamiaru mówić. Pożegnały się więc i czarownica z Kniei opuściła Ataraxię.


Koniec sesji