Secrets of London
[23 września 1972 r., mauzoleum Fawleyów] Tak jak na górze, tak i na dole - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Anglia (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=6)
+--- Dział: Little Hangleton (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=24)
+--- Wątek: [23 września 1972 r., mauzoleum Fawleyów] Tak jak na górze, tak i na dole (/showthread.php?tid=6124)

Strony: 1 2


RE: [23 września 1972 r., mauzoleum Fawleyów] Tak jak na górze, tak i na dole - Othello Fawley - 27.07.2026

Othello żałował, że zaklęcie nie zadziałało. Czemu magia zdecydowała się nie współpracować, kiedy tak bardzo pragnął zrobić ojcu krzywdę? Nóż miał zostać upuszczony, oczywiście. Broń spacyfikowana. Ale nie o to przecież chodziło, prawda? Ważniejsza była krzywda, którą by mu wyrządził. Zamiast tego jedynie się skompromitował. Dla ojca on i jego rodzeństwo byli żałosnym ścierwem. Kimś, kogo gotów był zaatakować nożem. Odys, Odile, Othello – trzy błędy chodzące po ziemskim padole. Żadnej wartości, żadnego celu.

Siostra ich stamtąd wyniosła. Minęła chwila, świat rozmazał się i nagle znaleźli się poza Mauzoleum Fawleyów. Przy śmietnikach, tam gdzie ich miejsce. Jednak nawet mugolski Londyn, śmierdzący i zanieczyszczony, był lepszy od towarzystwa obszczymordy zwanej Williamem Fawleyem. Odys zwymiotował. Nigdy dobrze nie znosił teleportacji. Othello odsunął się od niego instynktownie, by wymiociny nie dostały się nigdzie na jego buty czy ubranie.

– Czy zawsze będziemy po prostu uciekać? – zapytał rodzeństwa, gdy już mieli kierować się do chińskiej knajpy. – Dajemy mu wygrać. Pokazać, że rodzinna spuścizna nie jest nasza. To my powinniśmy być teraz w Mauzoleum, a on powinien co najwyżej gnić w jego najgłębszych odmętach. – Jego głos zadrżał. Wściekłość wydarła się zza fasady. Kosmyki włosów opadły na czoło, po policzku spłynęła pojedyncza łza. Othello szybko ją otarł, odgarnął włosy z czoła. Przywołał się do porządku. – Idźmy do tej waszej knajpy. Byłem tam kiedyś. Za dopłatą możemy zamknąć się w pokoju i palić opium przez resztę wieczoru.

Najlepszą opcją na tę chwilę było otępić zmysły. Osunąć się w otchłań słodkiego zapomnienia. Nie myśleć o ojcu, o matce. O rodzeństwie też niespecjalnie, mimo ich obecności.


RE: [23 września 1972 r., mauzoleum Fawleyów] Tak jak na górze, tak i na dole - Odile Fawley - 09.08.2026

[inny avek]https://i.pinimg.com/736x/d7/f9/d0/d7f9d01b0fc871a391966bddd7f925b7.jpg[/inny avek]
Dopiero parę minut po teleportacji, gdy adrenalina zaczęła opadać, Odile mogła trzeźwo przeanalizować to, co się właśnie wydarzyło. Rodzeństwo Fawley zaatakowało ojca. Co prawda tylko bracia podjęli aktywne działania w tym celu, ale ona im nie przeszkodziła. Czy gdyby sytuacja eskalowała, byłaby gotowa zabić Williama? Szczerze mówiąc, preferowałaby uniknąć takiej sytuacji. Nie ze względu na resztki ciepłych uczuć wobec rodzica; William Fawley nie zasługiwał na żaden sentyment ze strony dzieci. Po prostu wolała uniknąć konieczności zacierania śladów morderstwa. Musieliby przecież pozbyć się ciała, wymyśleć wspólne alibi, wymazać wspomnienia tego czyny… Za dużo zachodu, jak na chuja pokroju ich ojca. Poza tym podczas pracy w biurze koronera przekonała się, że nie istniało coś takiego jak zbrodnia idealna. Nawet jeśli rodzeństwo kryłoby się nawzajem, ktoś kiedyś mógł dojść do prawdy. Odile nie zamierzała ryzykować utraty kariery, na którą ciężko pracowała, przez chwilowe działanie w afekcie.

– Z dwójką cweli jeszcze jestem w stanie wytrzymać, ale trójka to przesada. – rzuciła do Odysa, kiedy ten już przestał rzygać. Nigdy przecież nie przyznałaby wprost, że zależy jej na braciach (choć spostrzegawcze oczy bliźniaka zapewne i tak wyłapały ten sentyment). – Poza tym, ktoś musi zapłacić za mój urodzinowy obiad.

Gdy już miała wyjść z zaułka, słowa Othella sprawiły, że stanęła i odwróciła się w stronę brata.
– Lepiej uciec w jednym kawałku, niż dać się zajebać. – powiedziała stanowczo. Ja nie chciałam, żeby on was zajebał, przemknęło jej przez głowę, ale nie powiedziała tych słów na głos. – Bardziej niż na jakiejś spuściźnie zależy mi na świętym spokoju, a gdyby twoje zaklęcie się udało, już do końca życia musielibyśmy zajmować się truchłem ojca. Ja więc wolę nie myśleć o tym człowieku ani sekundy dłużej. – jej wypowiedź zabrzmiała oschle, ale miała nadzieję, że te słowa podziałają na najmłodszego Fawleya jak zimny prysznic. Chciała, żeby porzucił mrzonki o zemście i po prostu zajął się sobą; w ten sposób miał szansę w przyszłości przeżyć Williama i przejąć kontrolę nad Mauzoleum. Widziała, że był w rozemocjonowanym stanie, więc poczekała, aż się trochę uspokoi. Kiedy względnie przywrócił się do porządku, siostra poprowadziła braci do restauracji.

Złoty Smok był jedną z rodzinnych knajp w Londyńskim Chinatown. Nie była to luksusowa restauracja, ale wyróżniała się naprawdę wyśmienitymi daniami w przyzwoitej cenie. Odile kiedyś wstąpiła tam, skuszona zapachem smażonego mięsa i od tej pory była stałą bywalczynią. Po przekroczeniu progu lokalu, gościom ukazywało się wnętrze urządzone w czerwono-złotych barwach. Na ścianach porozwieszane były przeróżne dekoracje z kaligrafią, tradycyjnymi krajobrazami i oczywiście złotymi smokami. Wystrój być może balansował na granicy kiczu, ale dodawało to tylko temu miejscu swojskości.

Mimo iż była sobota, szczęśliwie akurat zwolniło się miejsce dla trzech osób. Właściciel poprowadził rodzeństwo Fawley do stolika z ciemnego drewna. Zaraz po nim pojawiła się młoda kelnerka, która przyniosła karty dań, pałeczki oraz… Butelkę piwa i szklankę. Postawiła napój przed nieco skonfundowaną Odile ze słowami "Na koszt firmy", po czym pobiegła zająć się innym stolikiem. No no, może te urodziny nie będą najgorsze, pomyślała Fawley, nalewając alkohol do szklanki.
– Mają zajebistą wieprzowinę słodko kwaśną oraz chow mein z kurczakiem. – Poleciła braciom, bez patrzenia na menu. Oczywiście, sama próbowała tylko mięsnych dań. – Swoją drogą, jeśli wolicie jeść widelcem i nożem, to możecie poprosić o sztućce. – rzuciła bez żadnej wyższości. Sama również musiała się przyzwyczaić do pałeczek, ale dla jej zwinnych dłoni nie było to nic trudnego.


RE: [23 września 1972 r., mauzoleum Fawleyów] Tak jak na górze, tak i na dole - Odysseus Fawley - 14.08.2026

Odys nienawidził siebie za to, że nie zdołał wznieść się ponad własną krew. Nie był lepszy od ojca. Nienawiść okazała się dość silna, aby poruszyć nawet jego — tego samego Odysa, który rozważał każdy krok jak szachista pochylony nad planszą.

Sam fakt zatajenia morderstwa nie budził w nim większych moralnych rozterek. Dysponował wiedzą, wpływami i środkami, jednakże los bywał przewrotny. Gdy zapragnął wykorzystać te umiejętności dla własnej sprawy, właśnie wtedy zawiodły go ukochane uroki. Jaką miał gwarancję, że tego dnia im by się udało?

Milczał przez większość drogi, a kiedy przekroczyli próg Złotego Smoka, powietrze nauzoleum ustąpiło miejsca ciepłu przypraw i gwarowi ludzkiej codzienności. Usiadł ciężko na krześle. Sięgnął po kartę dań. Litery były niezdolne przebić się przez natłok myśli.
— Wezmę to samo, co ty. Skoro od tylu lat wracasz tu z własnej woli, zakładam, że kucharz nie zwykł truć swoich gości — zobaczył zaczerwienione oczy Othella, gdy uniósł spojrzenie. Każdy obcy uznałby, że młodszy brat odzyskał już opanowanie. Twarz pozostawała spokojna, jego postawa nienaganna. Odys znał go zbyt długo, żeby dać się oszukać tej starannie wypolerowanej masce. Powoli odsunął kartę.
— Mauzoleum nie ucieknie. Nie uciekną jego mury, kamienie ani księgi. Nie zniknie również to, co od pokoleń powinno należeć do naszej rodziny, a zamiast tego… pozostawać w rękach jednego pijanego żula z nokturnu.