RE: [Sen, 31.09-1.10.1972] Mamma Mia! - Mona Rowle - 13.06.2026
Akt drugi
Mamma mia
W duszy nadal mi płonie żar
Spojrzę raz i serce wali jak dzwon
Tylko raz i mogę kochać po zgon
Mamma mia
Opamiętaj się
— Kalimera, pani Eleni! Tak, pelargonie podleję wieczorem! Jeśli pański syn jeszcze raz zacumuje łódź pod naszym tarasem, zacznę naliczać opłaty za postój! A ty! Nie podrywaj moich klientek dopóki nie zapłacą za pokoje! — wołała, machając po drodze do każdego, kogo mijała.
Pokój numer trzy należało przewietrzyć, pomyślała. Trzeba było też wysłać kogoś po świeży pokarm dla smoczogników. Co więcej, jeśli ten cały profesorek okaże się miłośnikiem starożytności — na samą tę myśl coś nieprzyjemnie ścisnęło ją pod żebrami, co się zadziało? — można będzie zaproponować wycieczkę do okolicznych ruin i doliczyć odpowiednią opłatę.
— Nie targować się. Uśmiechać — mruknęła do siebie. — Ludzie na wakacjach płacą dwa razy więcej za dokładnie ten sam widok. Lizzy? Smoczyku? — zawołała, kiedy przekroczyła kamienny łuk prowadzący na dziedziniec Ladonu. — Gdzie jest nasz niezwykle szanowny uczony? Mam nadzieję, że jeszcze go nie przestraszyłaś opowieściami o smoczognikach. Będę musiała jakoś zbajerować go, że wszelkie niedogodności związane z upałem rekompensujemy wybornym jedzeniem i najpiękniejszym widokiem na Morze Egejskie… — jej Elizabeth siedziała przy stoliku, kiedy naprzeciwko niej stał Icarus Prewett, dzierżąc w dłoni filiżankę kawy.
Czas cofnął się o dwadzieścia lat, nawet jeśli bogowie zsunęli z jego włosów młodość, zostawili srebro na skroniach. Dodali kilka zmarszczek przy oczach. Był jednak nim. Tym samym mężczyzną, którego kochała wystarczająco mocno, aby pozwolić mu odejść. Tym samym, którego utraciła przez własne działanie.
Jak powinna wyglądać przeciętna reakcja na widok jedynej córki i jedynego, dawno utraconego ukochanego mężczyzny rozmawiających ze sobą? W żadnej książce nie było na to odpowiedzi. W żadnej wersji świata, którą znała, nie przewidziano takiego spotkania!
Mona poczuła, jak ziemia osunęła się jej spod nóg. Zrobiła więc to, co robiła najlepiej. Cofnęła się i schowała za grubą, wapienną kolumną. Oparłszy się plecami o chłodny kamień, rzycisnęła dłoń do piersi. Serce biło jej jak szalone.
Po latach spokoju warto było nadrobić zaległości. Przez dwadzieścia wyobrażała sobie ich ponowne spotkanie. W jej wizjach nigdy nie była spocona od biegania po miasteczku, z mąką na sukience. Dobrze, trzeba było się ogarnąć! Miała przecież czterdzieści osiem lat, prowadziła hotel i hodowlę, wychowała sama córkę, przeżyła smoki, turystów oraz liczne sezony w sierpniu. Da radę jednemu byłemu!
Któremu uciekła sprzed ołtarza…
— Mamo? — odezwała się niepewnie Elizabeth, gdy zerknęła raz na Icarusa, a potem w miejsce, w którym zniknęła jej matka.
Mona zamknęła oczy na krótką chwilę i wzięła głęboki oddech. Mąka nadal zdobiła materiał. Nie miała czasu tego naprawić. Trudno. Jeżeli bogowie postanowili zrzucić jej pod nogi dawnego narzeczonego po dwudziestu latach, to będą musieli zaakceptować również mąkę.
— Oby to był sen i oby cię tu nie było — wyszeptała pod nosem. Niestety, kiedy wyjrzała zza kolumny, nadal tam siedział. Jak wino. Wciąż był piękny, zabójczo przystojny nawet pomimo upływu lat.
Pozostawała jeszcze kwestia jej kruszynki… Może… jeśli zacznie z grubej rury, sama uniknie katastrofy?
— Rozważałam ucieczkę przez tylne drzwi, ale uznałam, że byłoby to mało eleganckie drugi raz — Mona wyprostowała się, oparła dłoń o biodro, aby dodać sobie pewności. Ubrała na twarz swój najlepszy uśmiech do bajerowania mężczyzn, gdy już podeszła do dwójki. — Bogowie, gdybyś nie wyglądał dokładnie tak samo, pomyślałabym, że się starzejesz. Kopę lat, Ari.
Przedstawienie czas było zacząć!
[inny avek]https://i.ibb.co/zWtddGJ6/67177280-13-C1-4988-B45-E-9805-A7-C32-F8-C.jpg[/inny avek]
RE: [Sen, 31.09-1.10.1972] Mamma Mia! - Icarus Prewett - 16.06.2026
[inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=ufymC7C.jpeg[/inny avek]
Najpierw jej nie rozpoznał. Za szybko skryła się za kolumną. Mignęły mu jedynie płomienne włosy, wywołały wspomnienia, ale bez pewności. Wspólne chwile spędzone w Londynie, w Walii, a jeszcze wcześniej w Hogwarcie. Rozmowy o wszystkim i o niczym, przekomarzanie się. Każdy trudny moment, pierwsze i drugie rozstanie. Ucieczkę sprzed ołtarza, białą szeroką suknię znikającą wraz z jej właścicielką.
Icarus wstał z miejsca, odłożył filiżankę z kawą. Miał jeszcze jakieś maniery. I dobrze, bo inaczej, naczynie na pewno rozbiłoby się o kostkę brukową.
To była ona. Wyszła zza rogu na zawołanie Elisabeth. Dziewczyny, która nazywała ją matką. Wyglądała wprost doskonale, piękniej niż jakikolwiek szczegół tej zapierającej dech w piersiach wyspy. Upinała wciąż kręcone, płomieniste włosy, które chyba jeszcze bardziej pojaśniały od słońca. Rysy się jej wyostrzyły, spojrzenie nabrało doświadczenia. Ale wciąż była sobą. Tą samą kobietą, która tamtego dnia powiedziała mu "nie". Którą wciąż, jak skończony idiota, kochał bez pamięci.
– Mo… – potrafił powiedzieć tylko. Przez moment nie był w stanie wydusić słowa, nic innego poza jej imieniem. Chyba by się popłakał, gdyby Elisabeth nie stała obok. Dlatego wymusił uśmiech. Pełen niedowierzania, zmieszania. Jego oczy jednak mówiły wszystko. Patrzyły na nią, jakby była ósmym cudem świata. Jakby on sam umarł i właśnie trafił w miejsce, gdzie jego wspomnienia żyły własnym życiem. – Ty też. Mam na myśli, że… bogowie, wyglądasz jeszcze piękniej niż… niż wtedy.
Spojrzał na Elisabeth. Jej córkę. Córkę Mony. Miał rację, że widział na jej twarzy tamten uśmiech. Poza tym, jednak, dziewczyna była mniej podobna do Mo, a bardziej do… do kogo? Ile mogła mieć lat? Icarus zbladł na samą myśl. Jeśli była młodsza niż około dwadzieścia, znaczyłoby to, że kobieta jego życia po prostu znalazła sobie kogoś innego. Była z innym facetem. Icarusa ta myśl nie powinna oczywiście denerwować, ale bądź, co bądź, powodowała ukłucie żalu. Druga ewentualność jednak… ona sprawiała, że zrobiło się mu słabo.
Czy jest moja? – chciał zapytać, ale nie robił tego. Nie chciał prowadzić tej rozmowy przy dziewczynie.
– Czyli przeniosłaś się tu. Do Grecji – Spróbował zabrzmieć swobodnie. Wyszło średnio.
RE: [Sen, 31.09-1.10.1972] Mamma Mia! - Mona Rowle - 21.06.2026
Dwadzieścia lat praktyki w sztuce uprzejmego uśmiechu wobec najtrudniejszych gości zdawało się wreszcie przynosić owoce. Mona z wdzięcznością pomyślała o bogach o ile rzeczywiście mieli oni w zwyczaju zajmować się takimi drobiazgami — za jedną, jedyną łaskę, tj. obecność Elizabeth. Za to, że stała obok.
Gdyby nie obecność córki, zapewne zrobiłaby coś całkowicie nierozsądnego. Może rozpłakałaby się jak głupia. Może uciekłaby aż na drugi koniec wyspy. Może rzuciłaby Icarusowi się na szyję i zaczęła przepraszać. Czy przyjąłby jej przeprosiny? Śmiała w to szczerze wątpić.
Mona wytrzymała jego spojrzenie, mimo że kosztowało ją to wszystko. Błysk strachu, gniewu, a w końcu żelazna decyzja – ucieczka nie wchodziła w grę. Wszystkie emocje, które właśnie zamknęła na klucz, stłoczyły się w jej krtani, nadając głosowi zbyt wysoką nutę.
— Nie przesadzaj. Greckie słońce czyni cuda — parsknęła, jednakże policzki natychmiast zdradziły ją delikatnym rumieńcem. Tylko czym właściwie było to wtedy? Tamtym porankiem, gdy stała przed ołtarzem, trzymając bukiet tak mocno, że później odcisnął jej się na dłoni wzór łodyg? Kiedy naprawdę wierzyła, że za chwilę wypowie słowa „i póki śmierć nas nie rozłączy”, a potem w ostatniej chwili pozwoliła, żeby to strach wygrał z miłością? A może miał na myśli ich drugie podejście do szczęścia? Ten piękny czas po pierwszym rozstaniu, kiedy odnalazła go ponownie i była już pewna, że bogowie zrozumieli swój błąd. Oddali jej człowieka, którego nigdy nie powinni byli zabierać. Och, Ari… cudowny Ari. Czyżby przez dwadzieścia lat nie nauczył się jej nienawidzić?
— To było dawno temu — dodała szybko zanim zdążył powiedzieć cokolwiek więcej. Jakże należało zachować się w takiej sytuacji? Spróbowała się uśmiechać. — Klimat lepszy. Mniej deszczu, więcej słońca. Idealne dla… dla hodowli — zagestykulowała i wskazała w stronę zabudowań. Wiedziała, że brzmiała absurdalnie. — W miasteczku mówili, że przybył jakiś angielski profesor, uczony. Nie spodziewałam się, że tym uczonym będziesz… ty sam. Co ciebie tu sprowadza? Lizzy, czy już zaproponowałaś profesorowi orzeźwiający napój? Może świeżego soku z… ogórków? – obróciła się lekko do córki. Jej smoczyk wbiła oczy w Icarusa. Monie serce ścisnęło się boleśnie. Córko, moja droga, cóż ja ci narobiłam? Byli do siebie tacy podobni!
[inny avek]https://i.ibb.co/zWtddGJ6/67177280-13-C1-4988-B45-E-9805-A7-C32-F8-C.jpg[/inny avek]
RE: [Sen, 31.09-1.10.1972] Mamma Mia! - Icarus Prewett - 28.06.2026
To nie greckie słońce czyniło Monę Rowle najpiękniejszą kobietą na świecie, choć Icarus musiał przyznać, że rzeczywiście niesamowicie odbijało się w jej oczach. Rozjaśniło też trochę płomienne włosy, które lśniły promienistym świetle niczym u jakiejś greckiej bogini. Nie, jak u Eurydyki, którą znalazł gdzieś w innym świecie. I teraz nie mógł patrzeć wstecz. Och, co za głupota! Myśl, że Mona by go w ogóle chciała była tak próżna. A czego by tu chcieć? Podstarzałego badacza, który częściej oddychał kurzem z archiwów niż świeżym powietrzem?
– Dwadzieścia lat – stwierdził, a jego wzrok powędrował w kierunku Elisabeth. Wzrok dziewczyny pozostawał opuszczony. Uparcie skubała własny paznokieć, jakby nagle coś ją bardzo zestresowało. Icarus miał ochotę, by ją uspokoić. Powiedzieć jej, że przecież wszystko jest w porządku. – Elisabeth dała mi kawę i uraczyła przyjemną pogawędką. Doskonale ją wychowałaś.
To przywołało słaby uśmiech na ustach Lizzy. Znowu zaczęła przypominać Monę, lecz jednocześnie… Icarus zaczynał myśleć sobie, że skoro początkowo wydawała się mu podobna do Basila, a jej wiek mógłby się zgadzać z czasem ostatniego spotkania Ariego i Mony… Może patrzył w to dziwaczne, skrzywione zwierciadło, którym było własne dziecko? Szczególnie, że z zapałem do historii i niezręcznością w ruchach, Elisabeth przypominała mu siebie samego z czasów młodości. Lepszą wersję tego dzieciaka, taką, która nie dorastała pod butem ojca narcyza. Zaraz zganił się za tę myśl. Dedalus przecież uważał Icarusa za swoje przedłużenie, za kopię. A Elisabeth, nawet jeżeli była jego córką, pozostawała również odrębną osobą. Ze swoimi marzeniami, przemyśleniami, aspiracjami.
– Właściwie to… – Ponownie popatrzył na dziewczynę, która posłała mu rozpaczliwe spojrzenie typu "nie mów mamie, błagam". – Ktoś z miasteczka wysłał do mnie list, że znaleźliście tu pewien artefakt. Ponoć odniósł go do twojego hotelu. Nie trafiła w wasze ręce może zaklęta bransoleta?
Lizzy wyglądała, jakby miała zapaść się pod ziemię.
Wymyśliła to. Nie ma żadnej bransolety – domyślił się mężczyzna. Przecież to nie mógł być przypadek, że znalazł się akurat w hoteliku Mony, obok dziewczyny, która przypominała mu samego siebie. A może to upał już mieszał mu w głowie?
[inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=ufymC7C.jpeg[/inny avek]
RE: [Sen, 31.09-1.10.1972] Mamma Mia! - Mona Rowle - 13.07.2026
Mona uśmiechała się dalej, a uśmiech ten był szeroki, słoneczny i całkowicie fałszywy. W końcu… w środku właśnie umierała, ale przecież nie zamierzała pozwolić, aby ktokolwiek to zauważył!
W innych okolicznościach ten komplement byłby dla Mony nagrodą. Przez dwadzieścia lat wychowywała Elizabeth najlepiej, jak potrafiła. Pielęgnowała wszystko to, co w niej było dobre, szlachetne i piękne. Całe swoje serce przelała w jedno dziecko. Jednocześnie słowa pochwały padły z ust człowieka, który nigdy nie dowiedział się, że dziewczynka stojąca kilka kroków dalej przyszła na świat również dzięki niemu. W związku z tym, Icarus z okrucieństwem wręczył jej miecz obosieczny.
— A o czym rozmawialiście? — zapytała lekkim tonem. Nie przyszło jej nawet do głowy, że odpowiedź mogłaby zachwiać resztkami spokoju. — Artefakt? — powtórzyła i zmarszczyła brwi. — Obawiam się, że nie bardzo rozumiem — w rudej głowie odtworzyła minione dni. Każdego nowego gościa, każdą dostawę, każdy list, który dotarł do Ladonu z opóźnieniem. Nie przypominała sobie niczego, co mogłoby zainteresować badacza starożytności. — Gdyby rzeczywiście powierzono nam coś takiego, wiedziałabym o tym. To niewielka wyspa. Wiadomości rozchodzą się szybciutko. Czy pamiętasz może nazwisko nadawcy? Być może udałoby się ustalić źródło tej pomyłki. Zwłaszcza że poczta od pewnego czasu pozostawia wiele do życzenia. Sami oczekujemy przesyłki z Londynu i zaczynam podejrzewać, że ta gdzieś zabłądziła… Jeżeli okaże się, że padłeś ofiarą niefortunnego nieporozumienia, pozostanie mi jedynie wyrazić ubolewanie, że odbyłeś tak długą podróż na próżno. Dopilnuję, aby ktoś odprowadził cię jutro do portu, gdybyś postanowił wrócić pierwszym promem.
W rzeczywistości nie było w niej ani cienia chęci, aby go odprawić. Poprosiłaby go, aby został. Zaprowadziłaby go nad zatokę, może pozwoliłaby mu usiąść przy stole, przy którym przez dwadzieścia lat brakowało jednego nakrycia. Każde włókno jej serca wołało, aby został jeszcze dzień, godzinę, a chociażby i kilka chwil dłużej, ale… istniały uczucia, które należało poświęcić na ołtarzu obowiązku. Raz już zawiodła jako narzeczona, obecnie nie zamierzała zawieść również jako matka.
Elizabeth stała zaledwie kilka kroków dalej i nie mogła poznać tożsamości swojego ojca, tak jak jej dawna miłość nie mogła poznać imienia własnej córki.
[inny avek]https://i.ibb.co/zWtddGJ6/67177280-13-C1-4988-B45-E-9805-A7-C32-F8-C.jpg[/inny avek]
RE: [Sen, 31.09-1.10.1972] Mamma Mia! - Icarus Prewett - 19.07.2026
Czyli wszystko było jasne. Po twarzy Elisabeth, po jej odwróconym spojrzeniu widział u niej poczucie winy. Czy musiała się uciec do takiego fortelu? Właściwie po co go zaprosiła? Czy może poszukiwała zaginionego ojca? Icarus nie potrafił się na nią gniewać, bowiem wiedział, że na jej miejscu zapewne zrobiłby to samo.
– Nadawca nie podpisał się. Może to ja byłem głupcem, że mu zawierzyłem – spojrzał na Lizzie, która wyglądała jakby miała zapaść się pod ziemię. Oczywiście nie zamierzał jej w żadnym wypadku wydać. Niektóre mafijne zachowania weszły mu w krew, nawet mimo to, że już od dawna nie miał niemal nic wspólnego z Okiem.
Uderzyło go, że Mona chciała się go tak szybko pozbyć. Coś zakuło go w sercu. Czyżby nie chciała chociaż wspomnieć dawnych lat? Czy naprawdę napawał ją on takim obrzydzeniem, że nie chciała widzieć go na oczy? Czy nienawidziła go tak, że ukryła przed nim… Nie. Nie mógł wpaść w spiralę myśli typu "co by było gdyby". Terapeuta mu surowo tego zabronił.
– Elisabeth, czy mogłabyś na moment zostawić nas samych? – poprosił grzecznie, a dziewczyna, mimo wyraźnego zmieszania, pokiwała głową. Weszła do hotelu. Icarus przypuszczał, że będzie podsłuchiwać. Dlatego zbliżył się o krok do Mony i ściszył głos. – Mo, chyba nie myślisz, że jestem głupi. Wiem, ze chciałabyś, żebym jak najszybciej opuścił tę wyspę, najlepiej bez niepotrzebnych, twoim zdaniem, pytań, ale przecież muszę je zadać. Czy Elisabeth… czy ona… – Głos ugrzęzł mu w gardle. Zauważył, że jego dłonie zaczęły delikatnie drżeć. – Bogowie. Czy ona jest moja, Mo? Czy to moja córka? Ile ona ma lat? Czy to dlatego wtedy… ? – Uciekłaś ode mnie. Opuściłaś mnie przed ślubnym ołtarzem. Złamałaś mi serce.
[inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=ufymC7C.jpeg[/inny avek]
RE: [Sen, 31.09-1.10.1972] Mamma Mia! - Mona Rowle - 26.07.2026
Odwróciła się w jego stronę powoli, kiedy obserwowała jak Lottie posłusznie weszła do środka hotelu. Już sam ten ruch wymagał od Mony nadludzkiego wysiłku.
— Ari… — wyszeptała.
Krew odpłynęła jej z twarzy. Cała jej duma, wszystkie te lata milczenia, piękne kłamstwa, jakimi próbowała przekonać samą siebie, że podjęła słuszną decyzję — wszystko zaczęło pękać. Nawet bezlitosne greckie słońce, które jeszcze przed momentem wychwalała jako dobrodziejstwo tej ziemi, postanowiło zwrócić się przeciwko niej.
Wstyd. Strach. Żal.
— Tak. Ona jest twoja — zabrzmiało obco. Krucho. Na moment spuściła wzrok. Nie była w stanie znieść ciężaru własnych słów. — Ma dwadzieścia lat. Urodziła się osiem miesięcy po tym, jak…
Właściwie… nie musiała kończyć. Oboje wiedzieli.
Icarus nigdy nie był głupcem. Mona wiedziała to lepiej niż ktokolwiek inny.
Spojrzała mu prosto w oczy. Te same oczy, w których kiedyś tonęła. Te same, które widziała, gdy zamykała swoje, próbując zasnąć przez ostatnie dwadzieścia lat. Był tak blisko, że czuła zapach jego wody kolońskiej – wciąż tej samej, na bogów! – i widziała, jak bardzo drżały mu dłonie.
— Po tym, jak uciekłam. Ale proszę cię, Ari… Nie patrz na nią jak na dowód mojej winy. Ona nie zrobiła nic złego. Nie wiń jej… Ona jest najlepszą rzeczą, jaka mi się w życiu przydarzyła.
[inny avek]https://i.ibb.co/zWtddGJ6/67177280-13-C1-4988-B45-E-9805-A7-C32-F8-C.jpg[/inny avek]
RE: [Sen, 31.09-1.10.1972] Mamma Mia! - Icarus Prewett - 03.08.2026
Icarus zbladł. Przez chwilę milczał, nie potrafił w żaden sposób skomentować tego, co powiedziała Mona. Miał córkę. Wspaniałą, mądrą dwudziestolatkę, o której nie wiedział aż do dziś. Nie mógł zobaczyć, jak dorastała. Pierwsze kroki, pierwsze słowa, wszystkie radości i smutki jakby zostały mu odebrane. Bo Mona zdecydowała, że ucieknie na tę wyspę, że zniknie z jego życia. Powinien być na nią wściekły i poniekąd był. Zawsze jednak w takich sytuacjach zadawał sobie zgoła odmienne pytanie.
– Co takiego uczyniłem, że wtedy uciekłaś? – spytał bezsilnie. Potem jednak odpowiedź przyszła sama. Na bogów, na bogów… – To dlatego, że powiedziałem, że chcę poczekać z dziećmi. Byłaś wtedy w ciąży, a ja nie chciałem dzieci. Na miłość Matki, Mo… Gdybyś tylko mi powiedziała… Przecież zmieniłbym zdanie.
Czy na pewno? Icarus przecież wtedy chciał jeszcze nacieszyć się małżeństwem. Pojeździć po świecie, zażyć trochę życia. Ach i były obawy. Już wtedy jej powiedział, że boi się, że będzie takim ojcem jak Dedalus Prewett. Że nawet tego nie chcąc, powieli dawne szkodliwe schematy. Ale… czy Mona mu nie ufała? Czy nie sądziła, że mógłby popracować nad sobą? Osiem miesięcy to przecież mnóstwo czasu.
– To nie jest dowód winy. To moja córka, Mo. Córka, którą poznałem dopiero dzisiaj. Co mówiłaś jej, gdy chciała się dowiedzieć czegoś o mnie? Że uciekłaś ode mnie, bo jestem potworem? Że umarłem? Że byłem tylko przelotnym uniesieniem? – A jednak się zdenerwował. W oczach zagościły łzy, ale jedynie lekko się zeszkliły. – Wysłała do mnie ten list, żeby mnie tu ściągnąć. Chciała mnie odnaleźć. Jak mam teraz…? – złapał się za głowę i odgarnął włosy z czoła. Wziął głęboki oddech, by się uspokoić. – Muszę z nią pogadać. I ty też. Jest już dorosła, nie możesz jej trzymać w niewiedzy.
[inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=ufymC7C.jpeg[/inny avek]
RE: [Sen, 31.09-1.10.1972] Mamma Mia! - Mona Rowle - 24.08.2026
Miał pełne prawo być rozgniewany, czuć się rozczarowany jej postępowaniem, a nawet żywić do niej tę szczególną odmianę żalu, która nie potrzebowała już gniewu, aby boleć. Mona powinna była dawno temu ponieść konsekwencje własnych decyzji. Jej córeczka dorastała bez drugiego rodzica, ponieważ Rowle w swej niewysłowionej pewności siebie, uznała, że wolno jej było zadecydować za nich oboje.
Cóż za arogancja! Co za niewybaczalna, kobieca pycha, podszyta czułością, która tak łatwo potrafiła przeobrazić się w okrucieństwo.
Tyle lat po tamtej ucieczce z wysp brytyjskich grecki dramat, od którego Mona tak długo próbowała odwracać wzrok, powrócił do niej w najokrutniejszej możliwej postaci na własnym podwórzu. Co takiego uczyniłem, że wtedy uciekłaś?, pytał, a w jego głosie słyszała nie tylko gniew, ale i bolesne zdumienie, że ktoś, kogo kochał, mógł go tak potraktować. Kiedy przyznał, że zmieniłby zdanie, gdyby tylko wiedział… serce Moni skurczyło się w piersi.
— Miałam swoje powody — wtrąciła, ale słowa zabrzmiały jednak żałośnie. Wymówka tak długo powtarzana samej sobie straciła znaczenie. Była czarownicą, która uciekła przed odpowiedzialnością za własne czyny, pozostawiając za sobą człowieka, któremu należała się prawda. Należał mu się wybór. Należała mu się możliwość podjęcia własnej decyzji nawet jeżeli ta decyzja miałaby ją zranić. — Myślałam, że… że nie będziesz chciał. Że poczujesz się uwięziony, że… że… obowiązek zniszczy ci życie, że pewnego dnia spojrzysz na mnie i będziesz żałował, że zostałeś. Nie chciałeś dzieci. Nawet ich nie planowaliśmy. Wolałam, żebyś znienawidził mnie za ucieczkę niż żebym pewnego dnia zobaczyła w twoich oczach nienawiść dlatego, że odebrałam ci życie, którego dla siebie nie wybrałeś. Za to, że zmusiłam cię do ojcostwa, na które nie byłeś gotowy.
Kiedy pytał, co mówiła Elizabeth o nim, Mona potrząsnęła głową.
— Nigdy nie powiedziałam jej, że jesteś potworem. Nigdy. Mówiłam, że jej ojciec był wspaniałym człowiekiem. Że był mądry, dobry i że… że bardzo go kochałam, ale że wyrządziłam mu ogromną krzywdę i że nie zasługiwałam, żeby o mnie pamiętał. Lizzy… Lizzy zawsze była ciekawa. Pytała. Czasem w nocy przychodziła do mojego łóżka i pytała, czy tata by ją pokochał, gdyby ją znał i za każdym razem mówiłam jej, że pokochałby ją bardziej niż cokolwiek na świecie. To… to nie było kłamstwo.
Odwróciła twarz, otarła łzy grzbietem dłoni. Mąka z sukienki rozsmarowała się po policzku, tworząc białą smugę.
— Masz rację. Jest dorosła. I… i ty masz prawo ją poznać. Nie każ mi teraz iść tam i jej to wszystko wyjaśniać. Daj mi… daj mi chwilę, żebym mogła się ogarnąć. Żebym… żebym nie rozpłakała się przy niej jak głupia.
[inny avek]https://i.ibb.co/zWtddGJ6/67177280-13-C1-4988-B45-E-9805-A7-C32-F8-C.jpg[/inny avek]
RE: [Sen, 31.09-1.10.1972] Mamma Mia! - Icarus Prewett - 26.08.2026
Mógłby jeszcze wygarnąć Monie tyle rzeczy. Że to Lizzie napisała, nie ona. Że zniknęła w tak odległym miejscu, że mógłby szukać jej latami. Że nie pozostawiła po sobie żadnego śladu. Czy go nie kochała? Czy wszystkie wcześniejsze wyznania były fałszem? Przecież bez zaufania miłość nie mogła zaistnieć, a ona ewidentnie go nim nie obdarzyła. Tylko tamte słowa… tamto pytanie, na które odpowiedział z taką swobodą. Popełnił błąd, ale cóż miał wtedy powiedzieć? „Chcę dzieci teraz i zaraz”? Nie, to byłoby całkowicie absurdalne.
Icarus westchnął. Widział, w jakim stanie była jego ukochana. Na ten widok krajało mu się serce. Rozpadało na jeszcze mniejsze kawałeczki. Sprawił jej ból tym, że przyjechał. A przecież opowiadała Lizzie same dobre rzeczy na jego temat. Może dlatego dziewczyna wysłała mu ten list, wymyśliła ten cały fortel, by go tu sprowadzić… To było dobre dziecko.
– Mo… No już, nie płacz, proszę – podszedł do niej ostrożnie i położył dłonie na jej przedramionach. Dotyk wciąż pozostawał dla niego elektryzujący, mimo rozpaczliwości sytuacji. Tęsknił za nią. Tak potwornie za nią tęsknił… – Porozmawiam z Lizzie, a potem… razem coś wymyślimy, dobrze? Może w tym czasie byś chciała spotkać się z Electrą? Przyjechała tu razem ze mną i wiem, że dawniej bardzo się lubiłyście.
Tak, Ellie była zdecydowanie bardziej doświadczona w kwestii związków. Nawet jeśli jej wcześniejsze skończyły się rozwodami. A on… musiał porozmawiać z córką. Nie wiedział, jak wyjaśnia się dziecku takie rzeczy. Droga Lizzie, witaj, jestem twoim ojcem? To jakaś paranoja… Dobrze, że przynajmniej dziewczyna miała swoje podejrzenia i nie przychodził do niej z tą informacją kompletnie na zero. Stres okropnie zżerał go na myśl o takiej rozmowie. Jednak była ona konieczna.[inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=ufymC7C.jpeg[/inny avek]
|