Secrets of London
[09.10.1972] Ship to wreck - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5)
+--- Dział: Wokół Magicznych Dzielnic (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=118)
+---- Dział: Ministerstwo Magii (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=17)
+---- Wątek: [09.10.1972] Ship to wreck (/showthread.php?tid=6152)

Strony: 1 2


RE: [09.10.1972] Ship to wreck - Anthony Shafiq - 10.09.2026

Będzie musiał poćwiczyć, to było bardziej niż pewne. Będzie musiał poćwiczyć poważnąminę, zmartwioną minę, minę "patrzę w dal i rozmyślam nad przyszłością narodu". Ale teraz, tak blisko rzeczywistości, tak blisko daty w której cały jego świat wywalił się do góry nogami…
Przełknął ślinę, spoglądając w piękną twarz Victorii. Chciał krzyczeć o swoim szczęściu. Chciał powiedzieć wszystkim o tym, jak cudowny był teraz jego świat, mimo wojny, mimo strachu, mimo niekończących się przygotowań, mających zapewnić złudną ochronę przed niebezpieczeńśtwem.

Chciał.

Mógł tylko szeptać.

Pochylił się do panny Lestrange, trzymając wciąż księgę w dłoniach, dłonie mu nie zadrżały, ale wstrzymał oddech mimo wszystko…
– Myślę… – szepnął przejęty, nie patrząc jej w oczy, a na ramię, jakby bojąc się że z jego srebrnych tęczówek wyczyta imię do którego prowadziła go krwistoczerwona nić – myślę, że znalazłem kogoś z kim chciałbym… z kim mógłbym spędzić całe swoje życie. – cała jego postawa, cała rozwibrowana aura, tłumiona ekscytacja i róż znaczący policzki i uszy… to wszystko dopowiadało resztę. Niekończącą się nadzieję, przekonanie, że to uczucie spotkało się ze wzajemnością.

Nic więc w sumie dziwnego, gdy zakochane serce z optymizmem spoglądało na sprawy śledztwa. W umyśle Anthony'ego dokonało się niemożliwe, teraz więc wszystko pozostałe zdawało się na wyciągnięcie ręki.

– Teraz, gdy wiemy już gdzie szukać, będzie mi łatwiej poruszyć kilka trybików w ruch i zaangażować zaufanych ludzi orientujących się nie gorzej ode mnie w księgi. – Uśmiech nie schodził mu z twarzy, a ton stał się o wiele swobodniejszy, choć trudno nie było już nie widzieć tego rozkochanego blichtru, buzujących emocji czyniących z czterdzistolatka kogoś podobnego bardziej czternastolatkowi. – Może go rozebrali, może nie, nie ma co przesądzać obecnie. A nawet jeśli, w samych protokołach zdawczych, można byłoby między wierszami wyczytać powód tej statkowej emerytury. Być może magiczne przedmioty przewożone w skrzyni w wizji zaburzył pracę silnika na tyle, że był on nie do odratowania? – wzruszył ramionami, a potem odgonił te spekulacje gestem dłoni. – To się dopiero okaże, zostaw to mi, ruszę machinę w ruch i dam Ci znać o wynikach możliwie szybko. I cóż… teraz kiedy współpracuję z panem Bottem, jestem przekonany, że znalazłby on jakieś smaczne rozwiązanie na osłabienie mojego dyskomfortu na jednostce pływającej. Zacumowanej oczywiście – doprecyzował, bo nadal płynięcie statkiem wydawało mu się niemożliwym do realizacji koszmarem.

Zaraz potem zmyślił się na moment i spoważniał nieco, rozmyślając o agendzie tego dość spontanicznego spotkania. O różach, o ogrodzie, o zagrożeniu, które kwiaty niosły dla reputacji rodziny Lestrange… Gabinet zdawał się o wiele lepszym miejscem, miał więcej zabezpieczeń i ostatecznie mogli w nim przebywać w głównej mierze zarządzający OMSHMem.

– Wróćmy proszę do mnie. Czekają tam na Ciebie dokumenty fundatora, tylko Twojego podpisu brakuje i… tak, ogród. O tym też musimy porozmawiać. Poproszę Jonathana, żeby nam w tym nie przeszkadzał. – Odłożył księgę i otworzył przed aurorką drzwi.



RE: [09.10.1972] Ship to wreck - Victoria Lestrange - 10.09.2026

Zaczepiała Anthonego chyba tylko dlatego, że cieszyła go jego radość, a było to dość odświeżające uczucie w obliczu tego, co odbierało się wokół tak w ogólności. Zwykle w powietrzu wyczuwało się smutek, bezsilność i złość, Spalona Noc długi czas zbierała swoje żniwo i to jakoś w ludziach narastało – i zresztą nic dziwnego… teraz zaś, gdy się do niej pochylił, zmuszony trochę zmniejszyć odległość między nimi, wszak Victoria nie była przesadnie wysoka, i niemalże nieśmiało wypowiedział tych koła słów, Lestrange się uśmiechnęła. Serdecznie. Wierzyła, że ten uśmiech mówi więcej, niż tysiąc słów powiedzieć by mogło.

– Bardzo się cieszę twoim szczęściem – powiedziała za to, bo chyba coś powiedzieć wypadało. Myślała, całkowicie błędnie, że od miesięcy spotyka się z jakąś kobietą – och, naiwna – i że tak dobrze im się układa, że Shafiq zaczął rozkwitać.

***

Zastanawiała się nad jego kolejnymi słowami. Prawdę mówiąc bardzo jej ulżyło, że tak prędko udało się znaleźć cokolwiek, że ten statek był w rejestrach i można było jego historię jakkolwiek prześledzić, bo obawiała się, że to może być ślepy zaułek. Poza tym, to że Anthony chciał się w sprawę nieco bardziej zaangażować również pomagało, bo gdyby ona sama miała przepłukać te wszystkie archiwa w poszukiwaniu właściwych informacji, to chyba spędziłaby tu kolejny tydzień, a miała przed sobą stos piętrzącej się roboty.

– O ile to były magiczne przedmioty… trudno powiedzieć. Pewnie też zależy kiedy ten wielki sztorm miał miejsce – Victoria westchnęła. – Może trzeba będzie jeszcze przejrzeć archiwalne wydania gazety, jak już będziemy wiedzieć mniej-więcej przy którym roku się poruszamy, żeby to potwierdzić? – zasugerowała, zastanawiając się, jak najlepiej ugryźć tę sprawę. Przynajmniej jednak mieli już jakiś punkt zaczepienia, a to dużo. – Nawiązałem współpracę z tym cukiernikiem? – zdumiała się bardziej tą informacją, niż tym, że Bott mógłby znaleźć jakieś rozwiązanie na to, że Anthony niekomfortowo czuł się na statkach.

– Och, oczywiście. Nie wiedziałam, że tylko ja spowalniam przedsięwzięcie – dała się wyprowadzić z archiwum po tym, gdy już odłożyła na miejsce pergaminy, które z taką pieczołowitością studiowała, nim Anthonego oświeciło, czego dokładnie szukali.

Nie trwało długo, a zatoczyło koło, znowu wchodząc do gabinetu szefa biura, a Victoria odczekała, aż zostaną sami.

– Co mi chciałeś powiedzieć o tych fiolkach? – zapytała wprost.




RE: [09.10.1972] Ship to wreck - Anthony Shafiq - 25.09.2026

Anthony tak na prawdę jeszcze miesiąc temu, gdy rozmawiali przy herbatce nie chciał się w te róże angażować aż tak. Oczywiście współczuł Victorii bardzo z powodu tej anomalii, ale sam nie był botanikiem, i nawet jeśli zastrzygł uszami, że takie same rośliny już raz kiedyś pojawiły się na Polanie Ognisk, to ogarnianie chaosu po Spalonej Nocy i organizowanie wyjazdu do Lozanny pochłaniało jego zasoby, podobnie z resztą jak cała organizacji Złotego Jabłka.

Teraz jednak… Miał takie poczucie, że pozwala mu to na krótki moment chociaż odciąć się od ratowania całego świata, na rzecz pomocy przyjaciółce, że dotyka zagadki, która owszem mogłaby być niebezpieczna, ale… Z poziomu dokumentów, bilansów, spisów pasażerów czy archiwalnych wydań gazet, była zagadką intrygującą.
– Poproszę mój kontakt w Proroku, choć jeśli to był statek mugolski, to bardzo możliwe, że musiałby przejść się i do tej mniej czarującej części Londynu. – młodziutki fotograf pojawił mu się mimowolnie przed oczyma, a każda szansa dopłacenia do jego rozwoju w sposób mało inwazyjny był pożądany.

Kiedy powrócili do gabinetu, nie było w nim już Jonathana. Anthony'emu nie przeszkadzałoby gdyby był, z drugiej strony był wdzięczny za pozostawienie z Lestrange prywatnej przestrzeni. Takie rozmowy był lepsze do przeprowadzenia w cztery oczy.
– Tak. Bertie Bott rozpoczął kampanię karmienia pożogan w Dolinie Godryka, do której dołączyłem jeszcze we wrześniu. Zawiązaliśmy spółkę przy okazji zbliżającego się otwarcia jego restauracji, ale też… jest on ciepłą i dobrą osobą. Powszechnie lubianą, żeby nie powiedzieć uwielbianą. Ktoś taki nada Złotemu Jabłku nimb swojskości, a jeśli chcemy mieć siedzibę w Dolinie właśnie, to jego osoba będzie kluczowa dla wiarygodności dla lokalnych mieszkańców. – Anthony nie widział w tej kooperacji żadnych wad. Zdawał sobie doskonale, że jego majętność i polityczne zaplecze może wzbudzać sporo niechęci. Bott był cukiernikiem, który kojarzył się ludziom z ucieleśnieniem cnót, bez względu na zasobność portfela. – I proszę, nic nie spowalniasz. Sprawa poszła w ruch, majętność w której będziemy gromadzić zasoby jest w trakcie remontowania i myślę, że w listopadzie, najpóźniej na początku grudnia będziemy mieć okazję do hucznego jej otwarcia. Będę informował Cię na bieżąco, choć domyślam się… och tak, domyślam się, że i tak jesteś diablo zabiegana. – spojrzał współczująco na Victorię, która poświęcała się aurorskiej pracy, ciężarowi piętna limbo a jeszcze… a jeszcze ten piekielny ogród.

Mimowolnie ściszył głos, pochylając się ku brunetce.
– To czarnomagiczne fiolki, do których użyto krwi zwierząt i ludzi. Nie mam pojęcia kto je zakopuje w Twoim ogrodzie, ale prawda jest taka, że jeśli rodzina chciałaby uniknąć oskarżeń i pomówień, to nie powinna nikogo tam wpuszczać. Wiem, że te fiolki są trudne do znalezienia, zauważyłem również, że znikają niemal natychmiast po wykopaniu, z tak delikatnego materiału jest wykonane naczynie, ale wciąż… skład tej rzeczy jest podwójnie w zakresie Twojego zainteresowania Victorio – miał namyśli fakt, że ten ogród stawał się jej cierniem zarówno na polu osobistym, ale też - a może przede wszystkim - na polu zawodowym. – Jest coś jeszcze… – dodał od razu, nim zdążyła mu odpowiedzieć. – Mój informator wspomniał że jest tam jeszcze jakiś komponent duchowy, podobny do tego, który znajduje się chociażby w odseparowanych myślach. Mam teorię, którą chciałbym przetestować i spróbować odnalezioną fiolkę poddać transowi widmowidza. Nie wykopywać jej, a otoczyć świecami i spróbować skontaktować się z traumą którą nosi w sobie. Moja siostra posiada ten talent i przy okazji jest spostrzegawczym botanikiem. Moglibyśmy… zaaranżować poszukiwanie i przetestowanie tej teorii jeśli byś się zgodziła – zaproponował, w głowie mimowolnie przeglądając swój kalendarz na najbliższe dni. Do wyjazdu do Lozanny zostało kilka wieczorów i choć dużo chętniej spędziłby je w objęciu Selwyna, wierzył, że Jonathan zrozumiałby. Nie tylko on miał hobby, które niekiedy wzywało go do działań nocnych. – Oczywiście musiałabyś uprzedzić wcześniej zarządczynię, aby nie zdenerwowała się na widok świec na trawniku. Mam nadzieję, że nie dotknęła ją po spalonej nocy ta dziwna, nieadekwatna do bodźca awersja do płomieni? – dopytywał.



RE: [09.10.1972] Ship to wreck - Victoria Lestrange - 01.10.2026

Kiwnęła głową, bo choć miała wrażenie, że szukanie czegokolwiek w starych gazetach, to trochę ślepa uliczka, to pewnie nic nie szkodziło się upewnić, tym bardziej, że sama nie miała na to czasu.

– Dolina jak Dolina. Chyba cię ciągnie do samego serca zamieszania – nie do końca pamiętała, czy w ogóle rozmawiali o tym, że siedziba tejże organizacji ma być w Dolinie (z której Victoria całkiem niedawno uciekła), a jeśli tak, to zupełnie jej się ta informacja przykryła pod innymi rzeczami. Prawdą było jednak, że samo centrum przedziwnych wydarzeń w świecie czarodziejów w Wielkiej Brytanii, znajdowało się właśnie tam i zdawało się promieniować od Polany Ognisk niczym ten kamień wrzucony do wody, mącący taflę coraz większymi kołami. I prawdą było, że Victoria również znała tamtejszych mieszkańców, chociaż zdecydowanie nie była tak charyzmatyczna jak Bertie Bott. Ale na pewno była w tym momencie równie rozpoznawalna. A na pewno plotkowano o spalonej rezydencji rodziny Lestrange, po której zostały tylko zgliszcza niemożliwe do dalszego zamieszkania.

– Tak się składa, że natknęłam się na te fiolki… Natomiast zanim zdążyłam cokolwiek z taką zrobić, to ta rozpłynęła mi się w dłoniach, wyczułam tylko róże i popiół – powiedziała i skrzywiła się, obracając w głowie to, co dopiero co powiedział jej Anthony. – Krew zwierząt i ludzi…? Komponent duchowy…? – i jeszcze ten cholerny popiół. Nie utożsamiała tych fiolek z czarną magią, nie tak dosłownie, dlatego, że to tak, jakby oskarżyć nóż o to, że był trzymany przez czarnoksiężnika: to było tylko narzędzie, ale… cos tu się zwyczajnie nie dodawało. – Kiedy znalazłam fiolkę, to byłam tam wtedy z widmowidzem, który niczego wokół tych fiolek nie wyczuł – stwierdziła. I o ile znała się na widmowidzeniu, to badany przedmiot musiał znajdować się w kręgu, nie… pod nim. Często zresztą był przez widmowidza trzymany, była więc do tego pomysłu nastawiona nieco sceptycznie, co być może było w niej widać. – Można to zaaranżować, oczywiście… Ale mam wrażenie, że te fiolki muszą chcieć być znalezione. Bo chodziłam po tym ogrodzie wiele razy, dziwne rzeczy przy oranżerii widziałam chyba dobre trzy razy, zobaczyłam nawet w sadzawce odbicie mojej babci – o tym Shafiqowi nie powiedziała, gdy rozmawiali we wrześniu, bo to zdarzenie miało miejsce podczas Mabon… – Ale te cholerne światła i fiolkę widziałam tylko raz. Pamiętam za to, że na zakrętce był symbol róży – i że fiolka zrobiła się naraz gorąca i się rozpłynęła.