![]() |
|
[22.10.1972] Fortune favours the curious - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5) +--- Dział: Ulica Pokątna (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=19) +--- Wątek: [22.10.1972] Fortune favours the curious (/showthread.php?tid=6225) Strony:
1
2
|
RE: [22.10.1972] Fortune favours the curious - Guinevere McGonagall - 18.09.2026 Faktycznie było w tym trochę z wkuwania dat, ale nie tylko. To było poznawanie zachowań ludzkich, ruchów społecznych, wszystkiego, co miało wpływ na ukształtowanie się cywilizacji. Ale też była to nauka o ich upadku… a Ginewra, ze swoim zamiłowaniem do przeszłości, cmentarzy, tajemnic i zagadek, robiła dokładnie to, co zawsze robić chciała. Wiedzę przekazywaną w książkach można było oszukać, w końcu mówiło się, że historię pisali zwycięzcy, i coś w tym było, ale kopanie w ziemi, która wszystkich prędzej czy później przykrywała, pozwalało spojrzeć na spisane wydarzenia zupełnie inaczej. Pozwalało się dowiedzieć nowych rzeczy. – Tak… I nie tylko w snach – nawiedzały ją w snach chyba tylko przez przypadek, ale nie wiązała z tym niczego nadzwyczajnego. Tak samo, jak ze snów można było wróżyć, tak można było z nich wyczytać nieco więcej – i być może dlatego było to dla Guinevere tym trudniejsze do rozpoznania, bo ignorowała te sny. Bo przecież, tak sobie powtarzała, sny były tylko snami… tak? Do momentu, gdy przestały nimi być. Nie miała rzecz jasna wpływu na to, co w tych marzeniach sennych (albo koszmarach…) się działo, była tylko biernym obserwatorem, ale ten ostatni raz wizja przeniosła się również na moment po przebudzeniu… – Wiesz, myślałam, że to tylko sny. Mam wrażenie, że to działo się od miesięcy, chociaż to były chyba bardziej znaki, że coś jest na rzeczy, a ja to ignorowałam. Teraz już się ignorować nie da – westchnęła lekko i uniosła głowę, jakby chciała spojrzeć w niebo, szukając tam… właściwie niczego. – Chyba muszę po prostu sama wyczuć, jak to dokładnie działa? Tak sądzę… Może moi rodzice dotrą na pogrzeb pradziadka, to wtedy… Hmm… Porozmawiam z matką – Guinevere lekko ściągnęła brwi. Miała za matkę słynną w Egipcie wieszczkę, od dziecka widziała, jak to jest, żyć obok kogoś z tym darem. Oglądać to jednak, a przeżywać na własnej skórze, było znacznie inaczej. – Może ona mnie trochę nakieruje – miała tyle pytań. Również podobnych do tych, które klarowały się w głowie Hannibala. – A może każdy jasnowidz odczuwa to inaczej i muszę po prostu… Dojść do tego sama? Wiesz, niektóre sny robiły na mnie większe wrażenie niż inne, może to jest klucz. Nie wiem, jak to wytłumaczyć, ale czasami mam po prostu takie… takie przeczucie – no i to nie były tylko sny. Była już całkowicie świadoma, gdy zegarek wskazywał zupełnie inną godzinę, niż powinien. Godzinę, w której coś miało się wydarzyć. – Nie sądzę, by ta wróżba wybiegała aż tak daleko. To raczej… drogowskaz do wydarzeń osadzonych dość blisko – odparła, zerkając kątem oka na jego karteczkę. – To znaczy, o ile to prawdziwa wróżba – dodała zaraz. Hannibal chyba tego o tym nie wiedział, bo nie było czasu, by o tym porozmawiać, ale Guinevere była wróżbitką, a na wykopaliskach specjalistką właśnie od takich zagadnień. – Może chodzić też o to, że będziesz się zastanawiać, czy w ogóle chcesz się na imprezie pojawić – a wróżba mogła być sugestią, że… być może warto? Albo i nie? Wszystko zależało od interpretacji osoby, dla której była to wróżba. – Haha, wręcz przeciwnie – Ginny uśmiechnęła się lekko pod nosem. – Bluszcz mówi o niezawodnym przyjacielu. To dobra wróżba – stwierdziła. RE: [22.10.1972] Fortune favours the curious - Hannibal Selwyn - 04.10.2026 - Wyobrażam sobie, że takie trzecie oko znienacka to niezła rewolucja w życiu - westchnął. Gdyby to jego spotkała podobna niespodzianka, pewnie bałby się zasnąć - A co do mojej wróżby - Samhain za pasem. Nie spodziewałem się jakiejś specjalnej imprezy z tego powodu, ale… - ale czy Samhain nie zbiegało się czasem z mugolskim Halloween? Może mógłby po odbębnieniu obowiązków rodzinnych wymknąć się w miasto? Nie wracać na jedną noc do Brighton? Czy rodzina Kellych - Jessie - miałaby coś przeciwko? Dlaczego w ogóle to rozważał? Powinien wreszcie docisnąć ekipę remontową i wynieść się na swoje. Wtedy nikogo nie interesowałoby, czy śpi we własnym łóżku. Odsunął od siebie myśli o remoncie i przeprowadzkach - to wymagało decyzji, działania i Hannibal - zwykle do działania pierwszy - nie mógł się jakoś do tego zebrać. Całkiem nie miał głowy do problemów technicznych, z jakimi przychodzili do niego fachowcy od magicznych zabezpieczeń, a na kwestiach budowlanych to już w ogóle się nie znał. Do wyprowadzki z pełnego ludzi domu Jonathana w Brighton, choć obiecującej powrót do wolności, też wcale mu się tak znowu nie spieszyło. Skupił się na wróżbie Guinevere. Niezawodny przyjaciel - dobrze było to słyszeć. Dobrze było mieć kogoś takiego. Hannibal uśmiechnął się w zadumie. Opowieść Ginny - nie tylko treścią, ale samym faktem swego istnienia, dość jasno wskazywała na to, że McGonagall potrzebuje bliskiej osoby. Być może nie tak w ogóle, tylko teraz, w tej chwili. Selwyn nie wnikał. - To chyba dobrze - odparł spokojnie - W dzisiejszych czasach niezawodni przyjaciele są na wagę złota. Ginny, która usłyszawszy w Spaloną Noc o zamieszkach przez radio specjalnie przybyła do ogarniętego pożogą miasta, by nieść pomoc - która nie wahała się pozbierać do kupy ani jego, ani obcych ludzi z tamtej piekarni, sama wyglądała na niezawodną. Najwyższa pora, żeby karma wróciła, nie taka dla kota oczywiście, tylko ta o której opowiadali znajomi hipisi, którym przedstawiła Hannibala kiedyś Electra - energia uczynionego dobra i zła, która krążyła po wszechświecie (zdumiewająco sensowny koncept, jak na mugoli). W każdym razie tak - jeżeli istniała jakaś kosmiczna sprawiedliwość, to Ginny zasługiwała na dobrą wróżbę i niezawodnego przyjaciela. Selwyn włożył rękę do kieszeni i przesunął palcami po kamieniach bransoletki. Dotarli do końca alejki. - Chyba obeszliśmy już wszystko - zerknął na uzdrowicielkę. Ich spotkanie było, całkiem, jak poprzednio, przypadkowe, ale rozmowa nad wyraz interesująca. Hannibal nie miałby nic przeciwko kontynuowaniu jej, być może w spokojniejszych warunkach, a miał jeszcze dobrych kilka godzin do lekkiego treningu, stanowiącego właściwie rozgrzewkę przed wieczornym przedstawieniem. - Masz tu jeszcze coś do załatwienia? Spieszysz się gdzieś potem? Koniec sesji
|