Secrets of London
[9.10 Sad Abbotów | Millie, Basilius & Thomas] Złote popołudnie ed. jesienna - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Anglia (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=6)
+--- Dział: Dolina Godryka (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=23)
+--- Wątek: [9.10 Sad Abbotów | Millie, Basilius & Thomas] Złote popołudnie ed. jesienna (/showthread.php?tid=6255)

Strony: 1 2


RE: [9.10 Sad Abbotów | Millie, Basilius & Thomas] Złote popołudnie ed. jesienna - Thomas Figg - 03.09.2026

Pewnie by tak długo jeszcze leżał wpatrując się w ziemię pod sobą jak ciele w malowane wrota, ale nawet gdyby chciał to w tym towarzystwie trudno było się tak lenić. Nie mówiąc już nawet, że na to ochota nie przychodziła. Dlatego też głos Millie, który rozbrzmiał blisko.
Powoli odwrócił się, aby tym razem patrzeć w niebo, znaczy taki był plan, ale fakt, że twarz Moody znajdowała się tak blisko to nie rozumiał czemu miałby patrzeć na niebo, gdy mógł na nią.
- Rany, ale ty masz dużo rzęs… Ładne są - mruknął nim otrząsnął się z podziwiania jej od dołu. Zdecydowanie to było wygodna i bardzo ciekawe koncepcja, wolałby jej szybko nie przerywać. - Owszem, unikałem miotły, po co mi ona jak są wygodniejsze formy podróży. Jakbym chciał mieć coś między pośladkami to na pewno nie wybierałbym kawałka drewna. Poza tym dobrze wiem, że powietrze potrafi być niszczycielskie. Ile to razy znalazłem się w burzy piaskowej - niemiłe przeżycie, nie polecam nikomu - zakończył cały czas wpatrzony w twarz Millie leżąc pod nią z lekko przymrużonymi oczami kiedy to wrócił do głaskania go niczym małego kotka.

Zdecydowanie to by rozwiązało tak wiele problemów gdyby Voldemort i jego przydupasu nagle utraciły dostęp do powietrza. Jak piękniej by było wtedy na świecie? W sumie to byłoby całkiem użyteczne, tak zabrać przeciwnikowi powietrze i patrzeć jak ten próbuje rozpaczliwie się uratować przed nadchodzącą zagładą.
- Niektórym dobrze by zrobił brak powietrza - powiedział nagle dość poważnie, a jego oczy aż zabłysnęły na moment czymś mrocznym, co tam czaiło się w jego głębi.

Przeniósł swoje spojrzenie na Basilliusa. - Już zatęskniłeś za dotykaniem mnie? - poruszył brwiami sugestywnie, ale przez pozycję, w której się znajdował nie odniosło to żadnego skutku. - Nie mogę ci od razu zdradzać wszystkich sekretów, trochę tajemnicy dobrze robi na znajomości - dodał wyszczerzając się perfidnie w stronę drugiego mężczyzny.

- Tak wiem o tym - odpowiedział przymykając oczy, bo w tej samej chwili usłyszał głos w głowie, który szydził z niego.
Ale bez wody da się przeżyć znaczenie dłużej

- Mało ci było wygrywania ostatnio? Znowu chcesz nas ograć? Kiedy będzie Ci mało jak wygrasz ostatnią koszulę z naszych karków i zostaniemy w samych gaciach? - zapytał rozbawiony tym, że znowu będą grać, nie przeszkadzało mu to wbrew pozorom, ale pomoczyć się mógł przecież.


RE: [9.10 Sad Abbotów | Millie, Basilius & Thomas] Złote popołudnie ed. jesienna - Millie Moody - 05.09.2026

Cyt cyt cykada cyt cyt szumią szumią drzewa cyt…

Zaśmiała się jak głupotki gadał Basilius, zaśmiała się jak wtórował mu Thomas i w sumie, och w sumie tak samo śmiała się z siebie.

– A wiecie, Peregrinus przewidział mi, że tak to się skończy… – pomyślała, znaczy ups nie, powiedziała, ale czego by nie mogła przy nich mówić, skoro już gorzej być nie mogło. Znaczy lepiej. Całowali się. Co będą robić wieczorem? Policzki jej nie płonęły, bo Moody robiła w swoim życiu bardzo szalone rzeczy i nie była cnotką (mimo niedawnych ślubów czystości, które o kant hehe dupy można było rozbić, a nawet o kant dwóch dup, czy trzech patrząc na przyjemny tłok ich… relacji). Wyobraźnia jej gnała jak chmury nad głową, sprawiając tylko tyle i aż tyle, że jej się tak jakoś zaczęło do wieczoru dłużyć.

– Czy w burzy piaskowej są pioruny? A Ty Liszek? Zaliczyłeś też jakąś burzę? Może na morzu? – wiedziała, że nie lubi wody, może to był powód? – Wtedy ja bym brała powietrze, na siebie, ty masz piasek Tommy, a Lish wziąłby swoją ulubioną wodę… – czy to było ważne? Nie. Źdźbło przerzuwanej trawy przewędrowało w inny kącik ust. Chciała ich namalować. Chciała namalować sen, który stał się jawą.

– Bold of you to assume, że nie zgarnę majtek przed koszulą… hmm.. może ogarniemy kąpiel przed grą? Uważam, że ta balia na dole jest wystarczająco duża. – Nie była. Ale być może znów chciała zobaczyć jak Thomas chowa twarz w trawę jak w poduszkę, być może chciała usłyszeć zakłopotane kaszlnięcia Basiliusa, być może chciała by wyskoczyli z ubrań jeszcze szybciej. – Albo tepnę nas do Bath i włamiemy się na mugolski basen. – Przymknęła oczy, już nie narzekając na to że jest październik i po prostu nie mogła zaciągnąć ich do odczyszczonego Książycowego Stawu nocą.


RE: [9.10 Sad Abbotów | Millie, Basilius & Thomas] Złote popołudnie ed. jesienna - Basilius Prewett - 15.09.2026

Czy jemu się zdawało, czy nagle ta cała rozmowa zaczęła wymykać się spod kontroli jeszcze bardziej niż wcześniej? I co on miał odpowiedzieć Thomasowi, kiedy sam nie do końca wiedział w jakim stanie była jego tęsknota za dotykaniem ich dwójki? Zwłaszcza, że jeśli by się nad tym zaczął zastanawiać, to zacząłby też myśleć nad tym co się dzisiaj wydarzyło, a na to chyba było jeszcze za wcześnie. Dlatego też niewiele myśląc zerwał zdźbło trawy i rzucił je w kierunku Figga, jakby to miało w czymkolwiek pomóc. Zdźbło zamiast tego wylądowało we włosach Millie.
Chyba każdy w życiu zaliczył kiedyś jakąś burzę – powiedział marszcząc brwi. – Co masz na myśli mówiąc, że Peregrinus to przewidział, Miles?

To była hm… Dość ciekawa informacja, zwłaszcza że przecież nie tak dawno temu rozmawiał z Trelawneyem o swoich preferencjach. Czyżby po tym wszystkim czarodziej rozmawiał z Millie i zobaczył, że coś pomiędzy ich trójką będzie na rzeczy? Na Matkę, miał tylko szczerą nadzieję, że jego wizja nie obejmowała tego, co miało miejsce w pokoju. To by było jednak… Zbyt krępujące, nawet jeśli wiedział, że jasnowidze potrafili zobaczyć bardzo dziwne rzeczy.
Wiecie ja… Mogłem mieć z nim rozmowę na te tematy, ale hm… Nie wiedziałem, że najwyraźniej nie byłem jedyny z naszej trójki.

Jeśli jednak było coś czego Basilius był dzisiaj pewny, to tego że ani nie chciał włamywać się na mugolskie baseny (brzmiało to szalenie męcząco), ani nie był też gotowy na kąpiel we trójkę nie ważne jak wielka nie byłaby to balia.
Może jednak na razie skupmy się na pokerze? – powiedział w końcu z wielką ciekawością przypatrując się chmurą. – Zwłaszcza, że muszę się jakoś odegrać. Ah, a jeśli chodzi o przegrywanie… Millie, nie chcesz się może pochwalić Thomasowi jaki dzisiaj zakład przegrałaś?


RE: [9.10 Sad Abbotów | Millie, Basilius & Thomas] Złote popołudnie ed. jesienna - Thomas Figg - 16.09.2026

Spojrzał na jej twarz, a raczej próbował bo jednak oślepiała go jasność nieba, zmrużył nieco oczy, ale widział wtedy tyle co kret, a więc niewiele, co go nie satysfakcjonowało, ale leżało się tu tak przyjemnie.
- Skoro przewidział to raczej Dolohov powinien pracować u niego - - prychnął pod nosem, przyszło mu poznać Peregrinusa o którym wspominała, wymieniali kilka listów, odwiedził też siedzibę jego pracodawcy, żeby doradzić im w celach zabezpieczeń. Ale wracając do czasów obecnych… Tutaj było o wiele przyjemniej, nie mówił, że pracy nie lubił, ale są takie rzeczy, gdzie praca schodziła na drugi tor. Westchnął patrząc na przesuwające się po niebie chmury i czuł wyrzuty sumienia, czy powinien odpoczywać? Powinien raczej dnie i noce poświęcać na to, żeby jak największej liczbie czarodziejów pomóc w zabezpieczeniu swoich domów. I jeszcze siedzieć nad innym różnymi pomocnymi im wynalazkami, zżerało go to od środka, że nie poświęcał się temu bez reszty…

- Nie no nie każdy, jak od urodzenia siedzisz w zamku i go nie opuszczasz to możesz ją pominąć. Chociaż burza burzy nierówna - poprawił się nieco, bo kamyk uwierał go w plecy. Obracał go teraz między palcami unosząc dłoń wysoko nad głowę. - Taka burza piaskowa, burzą to ona zazwyczaj jest tylko z nazwy, bo to po prostu jedna wielka wichura, niosąca luźny piasek z taką siła i szybkością, że przebywanie na zewnątrz grozi zasypaniem i poważnymi obrażeniami. Rzadko tam uświadczysz piorunów nie są potrzebne. To trochę jak zamieć śnieżna, tylko z piaskiem, który wkrada się wszędzie.

- Co to za zmiany, to nie są rękawiczki, żeby tak je sobie zmieniać - nadął policzki, ale wypuścił powietrze cicho z westchnięciem. - Jak chcecie, to możemy tak zrobić - nie był dobry w walczeniu o swoje.

- Nie wiem o czym wy rozmawiacie z tym całym Peregrinem, znaczy nie wnikam w wasze prywatne rozmowy. Ja z nim tylko rozmawiałem na tematy biznesowe, dlatego nie liczcie, że dołącze do tego wielkiego obwieszczania co mi powiedział, bo to tajemnica biznesowa - powiedział przyglądając się teraz Basileusowi z zaciekawieniem, nie był świadom, że on też znał Trelawney, ale w sumie to wbrew pozorom dużo o sobie jeszcze nie wiedzieli.

Przeniósł spojrzenie tak szybko na Millie, ze słychać było jak mu coś w szyi strzyknęło - starość nie radość.
- Bold of you to assume, że mam na sobie jakieś - pokazał jej język drocząc się, bo jednak miał na sobie gacie, a może trzeba je zdjąć przed graniem w pokera? Tak dla wytrącenia współgraczy z równowagi. Ta rozmowa zaczęła się stawać coraz bardziej dziwna.
- No skupimy się na nim, w końcu tym razem nie chcę przegrywać. Ale to nie znaczy, że mamy w niego grać z brudną dupą[b]- podniósł się na łokciach i mrużąc oczy przypatrzył się Millie. [b]- Mogę się zgodzić na kąpiel, ale tylko jak obiecasz, że druciana szczota do podłogi nie będzie brała w tym udziału - wzdrygnął się i dramatycznie opadł znów na trawę.[/b][/b]


RE: [9.10 Sad Abbotów | Millie, Basilius & Thomas] Złote popołudnie ed. jesienna - Millie Moody - 16.09.2026

– O Gosz, ale zajebioza, podoba mi się, musimy kiedyś pojechać na pustynie, totalnie chcę to zobaczyć! – pokraśniała na myśl o takim doświadczeniu. Brzmiało totalnie ekstremalnie i zagramanicznie, a teraz, gdy było jej super super dobrze, to nagle odblokowała się ochota na smakowanie, próbowanie i … tak… nie zatrzymywanie się.

– Powiedziałabym Liszek, że masz się pierdolić, – odgryzła mu się na przypomnienie o zakładzie – ale zakładam, że w najbliższym czasie nie będziesz mieć przestrzeni, żeby to robić sam, więc byłoby to zdecydowanie pustosłowie z mojej strony. – Zdecydowanie w jej głowie znajdowały się już horny chomiki i zapierdalały po tych kółeczkach wyobraźni, aranżując ich możliwości wewnątrz możliwości niewielkiego pokoiku z dwoma złączonymi łóżkami.

A potem bezceremonialnie wsunęła kościste palce za pasek spodni Thomasa i wyszarpnęła kawałek bielizny na światło dzienne. Obdarzyła przy tym Figga znajomym już całkiem uśmieszkiem o treści: "ze mną chcesz grać w takie gry?" Po czym trzasnęła gumką i zaczęła się podnosić z trawy.

– Zatem postanowione - zostałeś przegłosowany dwa do jednego – coś czuła że za moment pokocha demokrację. Wystarczyłoby, że jeden się z nią zgodził i była w stanie przeforsować absolutnie wszystko. Półuśmiech na twarzy przeszedł w szczerzenie się wszystkich równiutko ułożonych zębuszków. – Żadnej drucianej szczotki, mycie dupska przed graniem, Tommy Ty pierwszy bo potem trzeba będzie zabezpieczyć pokój odpowiednimi runami. Ostatecznie nie chcemy nikomu przeszkadzać… naszą grą… – dodała spoglądając się na nich Bardzo Wymownie, żeby panowie wiedzieli, że nie o grę jej chodzi. Ta relacja trochę była dziwaczna, spontaniczna i totalnie pogrzana, ale Milles parła do przodu jak Hogwardzka lokomotywa. Bardzo chciała, żeby byli tylko przyjaciółmi. To była ich wina, że nie wyszło. Więc teraz nie było zmiłuj.

– A jutro… może kino? – rzuciła, nim zaproponowała wspólną translokację do domu.


RE: [9.10 Sad Abbotów | Millie, Basilius & Thomas] Złote popołudnie ed. jesienna - Basilius Prewett - 19.09.2026

Prychnął śmiechem na uwagę Thomasa.
Nie powiem mu tego, ale chyba rzeczywiście coś jest na rzeczy. – No bo jeśli Peregrinus rzeczywiście to przewidział to naprawdę nic tylko być pod wrażeniem. Chyba, że to było typowe dla wszystkich jasnowidzów… Wiedzieli więcej, niż wypadało o życiu uczuciowych innych czarodziei i po prostu milczeli na ten temat, aby nie wywoływać co chwila skandalu. Na Matkę, jak dobrzę, że Czarownica nie miała na swoim pokładzie licznych jasnowidzów głodnych każdej plotki. To by było naprawdę niekorzystne dla ich całego społeczeństwa.
Kto wie? Może Thomas kiedyś zabierze nas w jedną ze swoich podróży? – powiedział zaczepnie, chociaż wcale nie obraziłby się, gdyby stało się to kiedyś prawdą. Wycieczka w trójkę, nawet jeśli niekoniecznie na pustynię (i zdecydowanie nie w środek jakiejkolwiek burzy) brzmiała naprawdę przyjemnie. Nie musiałoby to być gdzieś daleko. Na dobry początek wystarczyłoby mu jakieś sympatyczne, zagraniczne miasteczko i wspólne zwiedzanie. Tak, to brzmiało naprawdę miło. Ciekawe do ilu muzeów dałby radę ich zaciągnąć, zanim odmówiliby współpracy. Uśmiechnął się na tę myśl, ale na razie nie podzielił się tymi planami na głos.
Możliwe, że jego wzrok spoczął nieco za długo na wyciągniętym przez Millie thomasowym skrawku bielizny. Chociaż, czy na pewno za długo? W końcu to nie było tak, że w obecnej sytuacji i po tym co się wydarzyło kilka godzin temu byłoby to strasznie niestosowne. A jednak, pomimo tego, gdy nagle temat przeszedł na wspólne kąpiele i gry, Basilius lekko zmieszany wbił wzrok w trawę, czując, że może jednak to wszystko rozwijało się za szybko. Albo i nie? Sam nie umiał na razie powiedzieć, czy tempo było dobre, czy jednak wolałby minimalnie zwolnić. Z jednen strony dopiero co się całowali, a taktyka jaką przyjął polegała na braku głebszej refleksji na temat tego co to znaczyło. Po prostu całowali się, a teraz leżeli w sadzie i miło spędzali czas. Tylko, że sugestie Millie, sprawiały, że jednak musiał chociaż trochę nad tym myśleć nie ważne, czy chciał aby dzisiaj się do siebie zbliżyli jeszcze bardziej, czy też nie. A myślenie o tym uruchamiało też inne myśli. Bo przecież dla niego bycie spontanicznym w tym zakresie nie było takie proste. Potrzebował porozmawiać, zakomunikować, że mógł męczyć się szybciej, chociaż to już zapewne oboje zauważyli. Nie wspominając już o tym, że nie miał zielonego pojęcia, jak mogli to rozegrać we trójkę. To znaczy, jakieś tam miał, ale zapewne mniejsze, niż w tej chwili by sobie tego życzył, a to wszystko sprawiało, że ciężko było mu po prostu wstać i zgodzić się na bycie spontanicznym w tym momencie.
Ale Thomas wydawał się zadowolony. Sugestywna mina Millie kusiła i Basilius… Pomimo wątpliwości… Czuł, że chce dać temu szansę, nawet jeśli nie na pewno dzisiaj to zdecydowanie wkrótce. Wstał z trawy i musnął lekko swoją dłonią dłoń Millie.
Zagramy w pokera – powiedział wyciągając rękę, aby pomóc Thomasowi wstać. – A dalej… Po prostu zobaczmy co się stanie. I nie wiem o co chodzi z drucianą szczotką, ale też z niej zrezygnuję. A jutro zdecydowanie idziemy do kina.
Koniec sesji