Secrets of London
[20/10/1972] Krematorium - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5)
+--- Dział: Niemagiczny Londyn (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=22)
+---- Dział: Klinika magicznych chorób i urazów (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=18)
+---- Wątek: [20/10/1972] Krematorium (/showthread.php?tid=6394)

Strony: 1 2


RE: [20/10/1972] Krematorium - Atreus Bulstrode - 12.10.2026

Atreus z pewnym zafascynowaniem przyglądał się Diotimie Lupin, bo ta wydawała się nie przejawiać przesadnie wielu emocji. Czy w ogóle jakieś przejawiała? Oto było właściwe pytanie, bo biorąc pod uwagę ich interakcję, prawdziwe uniesienia wydawała się przeżywać kiedy mogła wypełnić w spokoju rubryczki formularzy dotyczących denatów. Jednocześnie, podczas całej tej wymiany zdań, która nie dotyczyła jego, uśmiechał się grzecznie, wodząc spojrzeniem od jednej, do drugiej kobiety. A potem padło magiczne słowo - głowa. Fascynujące to było, że pani Lupin z miejsca wiedziała o co w ogóle się rozchodzi, nawet jeśli drzwi do gabinetu otworzyła dopiero przed paroma chwilami. Nie był pewien jak tego dokonała, biorąc pod uwagę że on i Victoria wcale się nie obijali z pojawieniem w Krematorium, ale był pełen podziwu do jej umiejętności czytania dokumentacji. I zachowywania kamiennej twarzy wiedząc, że dosłownie to była sama głowa. Ciała brak.

Podążyli za kobietą do biura, a Atreus rozejrzał się po pomieszczeniu nieco leniwie. Nic nadzwyczajnego; biurko, zdjęcia rodziny, kominek. Świeżutka kawa. Papierowy samolocik złożył się za dotknięciem różdżki i poleciał, niosąc ze sobą notatkę, a Bulstrode zerknął na Victorię nieco znacząco, kiedy Lupinowa zajęła się woreczkiem na proszek Fiuu. Czaruj, mówiło jego spojrzenie, ale mimowolnie przypomniał sobie to jak Brenna próbowała kogoś czarować w jego ciele i mimowolnie wzdrygnął się, jakby przeszedł go dreszcz.

— Tak jak powiedziała auror Lestrange — śmiesznie mu się to mówiło, bo zwykle albo wołał ją po samym nazwisku, albo przekręcał specjalnie jej imię. — Goni nas nieco czas. Dlatego pojawiliśmy się tak wcześnie, a przez to kontakt z panią Moody był utrudniony. Człowiek pomyślałby, że minęło już tyle czasu od tragedii Spalonej Nocy, ale wciąż wszyscy mamy ręce pełne roboty i żonglujemy, niestety, grafikiem. Nasza szefowa też. Wiecznie zabiegana — westchnął smutno.




RE: [20/10/1972] Krematorium - Bran Krwiopijca - 13.10.2026

[inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=uEux6kr.png[/inny avek]— Rozumiem. Słusznie, że się państwo zjawiliście jak najprędzej — przytaknęła usłyszanym wytłumaczeniom Diotima. — Przepraszam na moment.
Wyszła z biura, lecz nie oddaliła się wcale nadto; gdyby się odwróciła, miałaby was cały czas w zasięgu wzroku. Pani Lupin otwarła jedne z drzwi do pomieszczeń służbowych i mogliście słyszeć krótką wymianę, w której prosi któregoś z pracowników krematorium, aby skoczył pożyczyć proszek Fiuu ze szpitala.
Rzeczywiście jej nieobecność trwała ledwie moment i zaraz wróciła. Nie mieliście czasu, aby się długo naradzać, a co najwyżej wymienić szeptem ze dwa zdania. Za jej plecami przemknął mężczyzna w roboczym kombinezonie; był to zapewne ów pracownik idący po proszek.
— Nie marnujmy państwa czasu. — Kobieta wzięła z biurka plik dokumentów i zaczęła przeglądać luźne strony spięte klipsem. — Niestety, skończył się nam proszek Fiuu. Kolega doniesie. W międzyczasie sprawdzimy, czy szczegóły nam się zgadzają i na pewno mówimy o tym samym.
Po namierzeniu odpowiedniego aktu Diotima wprawnym okiem przejrzała interesujące ją rubryki.
— Głowa z wczorajszego transportu. Data zgonu: dwudziesty siódmy kwietnia, to będzie to? — Spojrzała po was badawczo, poszukując potwierdzenia, po czym z powrotem spuściła wzrok na dokument. — Wygląda na to, że możemy po prostu podejść i zobaczyć. Zdarza się, że dostajemy od was ciała tak nabite klątwami, że trzeba sięgać po dodatkowe środki ochrony. Strach się zbliżać. — Był to pierwszy raz, gdy kobieta powiedziała coś, co mogło uchodzić za komentarz mający rozluźnić atmosferę. — Tutaj nie powinno być większych problemów. Mamy tylko ogólne oznaczenie o ryzyku dużej ekspozycji denata na czarną magię za życia. Czarnoksiężnik? Śmierciożerca? — zapytała zainteresowana źródłem adnotacji Diotima, lecz zaraz zreflektowała się surowo: — Proszę nie odpowiadać. Nie zamierzam wnikać w tajemnicę służbową.

Odkryj wiadomość pozafabularną
Czytając narrację Atreusa, odniosłam wrażenie, że mogło dojść do nieporozumienia. Sytuacja z wysłanej mu zaczepki wydarzyła się dnia poprzedzającego sesję (czyli Atreus musiał wiedzieć o transporcie 19 października), a postacie zjawiły się w krematorium następnego dnia z rana. W poście startowym została przesunięta na waszą prośbę wyłącznie pora pojawienia się postaci na miejscu; baza sytuacji została taka jak w oryginale. Wolę doprecyzować i upewnić się, że mamy tę samą wizję, bo narracja zabrzmiała, jakby transport przyjechał tu ledwie przed chwilą.



RE: [20/10/1972] Krematorium - Victoria Lestrange - 14.10.2026

Victoria nie zamierzała czarować. Doskonale zdawała sobie sprawę, że jeśli chodziło o magię słowa, to brakowało jej pewnego rodzaju uroku i zdolności do słodzenia i smarowania. Była osobą zdystansowaną, chłodną w obyciu i nazbyt konkretną, nie planowała się więc wygłupiać i udawać kogoś, kim nie była, bo to był krok do katastrofy. W tym wypadku nawet jej uroda nie była w stanie pomóc, a zwykle w ogóle się nie uciekała do takich zagrywek, uważając je za niskie (a przecież z początku, gdy trafiła do biura brygady, postrzegana była za taką laleczkę, która nie nadaje się do tej pracy, bo trzeba być w niej twardym, a nie ładnym). Choć… być może jej cicha, racjonalna osobowość również miała jakiś swój urok.

Lestrange zastanawiała się, o co tyle zachodu z kontaktem z Moody, skoro technicznie głowa należała teraz do szpitala, a pani Lupin robiła im zwyczajnie przysługę, pozwalając nań zerknąć przed zniszczeniem. Czy nie powinna kontaktować się więc z kimś w szpitalu, czy jest na to zgoda, a nie z Harper Moody? Obserwowała Diotimę przez moment, gdy ta rozmawiała z pracownikiem, a za chwilę rozejrzała się raz jeszcze po biurze kobiety. I na moment wpatrzyła w Atreusa. Czy będą mieć kłopoty, jeśli nastąpi kontakt z Harper?

– Fale. Do biura – wyszeptała cicho do Buldstrode'a, starając się ledwo ruszać ustami, mając nadzieję, że ten załapie jej sugestię, żeby ktoś sprawdził czy Moody jest u siebie i ją być może czymś zajął… a gdy tylko pani Lupin znalazła się tuż obok, kiwnęła do niej krótko głową. I sama wydobyła swój notatnik i ołówek z kieszeni.

– To – potwierdziła Victoria, wracając pamięcią do rozmowy sprzed tygodnia z Atreusem, kiedy w ogóle dowiedziała się o jakiejś głowie. Cholerny Stanley i cholerna sprawa związana z Beltane. I widmo bezgłowego faceta, które widział Atreus. – Czy klątwy nie przeszkadzają w zutylizowaniu szczątków? – zapytała, akurat autentycznie zainteresowana, bo od jakiegoś czasu w wolnym czasie studiowała księgi dotyczące klątwołamania. – Sądziłam, że klątwolamacze Ministerstwa najpierw przełamują ewentualne klątwy, nim przekażą ciało do spalenia. Ostatecznie to też stanowi niebezpieczeństwo… – no i była ciekawa, czy ogień był w stanie spopielić klątwy, czy nic po nich nie zostawało?

A potem jej myśli podążyły tropem, w którym zaczęła się zastanawiać, czy po śmierci jej ciało było w stanie spłonąć, czy może nadal było odporne?

Nieważne.

A potem i Victoria się uśmiechnęła, tym razem to ona zamierzała powiedzieć coś co miało „rozluźnić atmosferę”, a nie było to proste w jej wykonaniu, bo zwykle trzymała kamienną twarz przy opowiadaniu żartów.

– Śmierciożerca to specjalny przypadek czarnoksiężnika, co do zasady się od siebie nie różnią – odparła kobiecie, nie zdradzając w tym temacie nic, bo sama gówno wiedziała, ale to dawało pewną wskazówkę, co do tego, czym denat się zajmował. Duża ekspozycja na czarną magię faktycznie sugerowała czarnoksiężnika. Zresztą jak to, że zajmowało się tym biuro aurorów… tyle że nie do końca się zajmowało, bo nikt nic nie wiedział. Victoria zapamiętała też, że to chyba oznacza, że będą mogli… dokładniej obejrzeć sobie tę głowę. – Z czystej ciekawości, często trafiają się wam głowy bez reszty ciała? – zagaiła jeszcze, resztę pytań zostawiając sobie na moment zobaczenia zguby.




RE: [20/10/1972] Krematorium - Atreus Bulstrode - 20.10.2026

Atreus spojrzał na Victorię jakimś takim pełnym powątpiewania spojrzeniem, kiedy zaczęła do niego szeptać. A potem zmarszczył brwi, bo najwyraźniej ona mówiła tak na serio. — Niby do kogo? — syknął, żeby przypadkiem pani Lupin go nie usłyszała. Co prawda wyszła z biura, ale zawsze mogła się odwrócić, albo posiadać niesamowicie czuły słuch i wszystko podłapać.

Oczywiście, gdyby mógł, to zaraz szybciutko by się z kimś skontaktował, tylko niezbyt wiedział, kogo mógłby zaczepić? Brenny nie widział dzisiaj w biurze. Podobnie z resztą Oriona. Cholera, mógł swojej towarzyszce stworzyć całą listę kogo akurat dzisiaj mogło nie być. Pomijał już kwestię tego, że nawet nie miał pod ręką wystarczająco dobrej wymówki, żeby jakiś raporcik z jego biurka na cito złapać i zanieść Moody.

— Tak, dokładnie to — rzucił do Lupin, kiwając przy tym głową, kiedy wrócili do kwestii głowy. W sumie też sam poczuł się nieco zaciekawiony kwestią klątw, które mogły spoczywać na ciałach wysyłanych do Krematorium. Jakoś wcześniej nie przywiązywał do tego większej uwagi, chyba zakładając że wszystko co tutaj trafiało musiało być bezpieczne. Nawet nie dlatego, że chodziło o to stałoby się z lekarzami, a raczej że głupio było pozwolić by antropolodzy i koronerzy ucierpieli wykonując swoją pracę. Oczywiście, niektórych klątw nie dało się złamać, ale chyba nie było ich aż tak dużo.

Uśmiechnął się grzecznie na wzmiankę o czarnoksiężnikach i śmierciożercach, a podczas kiedy Victoria niosła na swoich barkach całą tę rozmowę, on postanowił zająć się czymś odrobinkę innym, to jest przyjrzeć się aurze Diotimy.


// percepcja ◉◉◉◉○ na aurowidzenie pani Lupin
[roll=PO]



RE: [20/10/1972] Krematorium - Bran Krwiopijca - 24.10.2026

[inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=uEux6kr.png[/inny avek]Głowa należała do krematorium, więc jak najbardziej Diotima Lupin miała prawo domagać się, aby przedstawiono jej nakaz przeszukania lub żądanie jej wydania. Nie jest dla Lupinowej pochlebną wizytówką wpuszczanie tak z ulicy na teren zakładu ani okazywanie zwłok na słowo honoru, a aurorzy swoją charyzmą nie przekonali jej do swojej sprawy. Przez uzyskanie autoryzacji od Moody chciała wyłącznie pójść na rękę nieposiadającym nakazów funkcjonariuszom.

— Każda sprawa jest rozważana indywidualnie — odpowiedziała kobieta, wyglądając wyczekująco na korytarz. — Zwykle klątwy są przełamywane wcześniej, to prawda, lecz bywają przypadki, gdy bezpieczniej jest zniszczyć ciało i uwolnić klątwę w kontrolowanych warunkach. Poza centralą dysponujemy piecami runicznymi, które są zdolne zneutralizować część znanych klątw. Jesteśmy przygotowani na różne scenariusze.
Spalarnia odpadów medycznych obsługująca szpital, gdzie klątwy miały swój własny oddział, musiała być w końcu przygotowana na wachlarz ewentualności.

Podstawa aury Diotimy była brązowa: praktyczna i stabilna. Również tego dnia kobieta pozostawała opanowana i nie uległa presji ponagleń. Nie była wrogo nastawiona, lecz jeśli wcześniej widzieliście w jej zachowaniu oznaki zawahania, teraz w aurze nie dało się ich w ogóle dopatrzeć.

Rozmowa o czarnoksięstwie nie zdążyła się rozwinąć, ponieważ powrócił pracownik z proszkiem Fiuu. Pani Lupin wyszła do niego na chwilę na korytarz, wymienili kilka słów i mężczyzna wrócił do swojej pracy, a ona do was.
— Już możemy się łączyć.
Wyprężona jak struna czarownica stanęła przy kominku, sypnęła szczyptę w płomienie i wypowiedziała ogólny adres Ministerstwa, po czym schyliła się, aby zanurzyć głowę w płomieniach. Ktokolwiek odebrał wiadomość, został poproszony przez Lupinową o podejście do ognia Harper Moody. Nastąpiła chwila ciszy, która przedłużała się, budując napięcie.
Wreszcie Diotima odpowiedziała płomieniom:
— Rozumiem. Proszę, aby skontaktowała się ze mną tak szybko, jak to będzie możliwe.
Twarz Lupinowej wyłoniła się z płomieni. Czarownica wyjęła z kieszeni szaty chusteczkę, aby obetrzeć lekkie zielone osmolenie na policzku, po czym zwróciła się do was:
— Rzeczywiście, pani Moody nie jest w tej chwili dostępna. Mogę jednak zagwarantować, że wszelkie czynności z naszej strony zostały wstrzymane. Materiał nie zostanie zniszczony. Będzie czekał do momentu wyjaśnienia sprawy i dostarczenia odpowiednich upoważnień — wyrzekła biurokratyczną formułkę odmowy z urzędniczą uprzejmością. — To na tę chwilę wszystko. Oczywiście będziemy czekać na dalsze kroki Departamentu gotowi na współpracę.


Niestety nie udało wam się przekonać pracowniczki krematorium do pokazania wam głowy. Zgodnie z zapowiedzianym ryzykiem po tej sesji Harper Moody dowie się od kobiety o waszej próbie.

Jeśli postaci teraz odejdą, konsekwencje ograniczą się wyłącznie do wątków eventu Jeździec bez głowy. Po prostu okaże się, że będziecie mieć do czegoś związanego z Jeźdźcem utrudniony dostęp, bo przełożona nabiera wobec was podejrzeń. Nie będzie to miało wpływu na kształt żadnych wątków Ciszy przed burzą ani Samhain. Harper Moody będzie odnosiła się do was w związku z nimi zwyczajnie. Nie musicie niczego zmieniać ani uwzględniać przy sabacie.

Wiem, że nie macie kalendarza na kolejną sesję, więc nie będziemy jej pisać, natomiast Harper na pewno choćby mimochodem zapytała Atreusa i Victorię o powody rozpytywania w krematorium o głowę. Przez forumowe PW dajcie mi znać, jaka była ich odpowiedź na to pytanie. Wystarczy jedna osoba, jeśli dogadacie wspólną wersję.



RE: [20/10/1972] Krematorium - Victoria Lestrange - 28.10.2026

Victoria kiwnęła głową na słowa Diotimy, w istocie znajdując to za całkiem interesujące, ale tak to już z nią było: jak złapała jakiś temat, który ją zafrapował, to potrafiła drążyć bardzo głęboko, a w ostatnim miesiącu dość intensywnie czytała książki o klątwach, z ukierunkowaniem na ich łamanie. Była dobra w rozpraszaniu magii, potrafiła okryć swój umysł, podnieść bariery mocne i wysokie, by trudno było je sforsować, to dlaczego by nie iść o krok dalej? Drażniło ją to, co działo się w jej kamienicy na Pokątnej, uważała, że to wcale nie pech, ani zrządzenie losu, tylko może jakaś stara klątwa… a kto wie, może wcale nie taka stara.

Stała w ciszy, gdy pani Lupin jednak uznała, że będzie się tu i teraz łączyć z Harper Moody. Starała się nie dać po sobie widać żadnych nerwów, bo faktem było, że byli tutaj bez wyraźnego polecenia z góry, a z własnego widzimisię. Na całe szczęście już dawno temu opanowała, jak panować nad swoimi emocjami – między innymi dlatego ludzie, którzy jej nie znali, mieli ją za kogoś, z kijem naprawdę głęboko w dupie, tak, że aż prostował jej kręgosłup, a do tego za chłodną w obyciu (i nie miało to nic wspólnego z lodowatą aurą, którą generowali wokół siebie z Atreusem).

A potem im odmówiono.

Lestrange miała ochotę wywrócić oczami, ale się powstrzymała.

– Oczywiście, dziękujemy za poświęcony czas – odpowiedziała jej równie uprzejmie kolejną formułką, nie zamierzając robić tutaj sceny, bo czuła, że to i tak nic nie da, a szczęście nie było tutaj po ich stronie. – W takim razie nic tu po nas, czekają inne sprawy równie niecierpiące zwłoki. Miłego dnia – życzyła jej jeszcze, potwierdzając niejako, że faktycznie im się spieszyło. Kiwnęła głową do kobiety i ewentualnej innej osoby, która tu była, na pożegnanie, po czym odwróciła się, licząc na to, że nie będzie musiała szturchać Atreusa, albo że ten czegoś nie powie.

Na szczęście nie powiedział, więc spokojnie opuścili krematorium. Z pustymi rękoma, brakiem informacji i poczuciem lekko zmarnowanego, jakże cennego czasu. I świadomością, że prawdopodobnie Moody dowie się o tym akcie samowolki.


Koniec sesji