Secrets of London
[27.10.72, wieczór] Potęga plotki - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5)
+--- Dział: Aleja Horyzontalna (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=20)
+---- Dział: Fontanna Szczęśliwego Losu (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=46)
+---- Wątek: [27.10.72, wieczór] Potęga plotki (/showthread.php?tid=6419)

Strony: 1 2


RE: [27.10.72, wieczór] Potęga plotki - Christopher Rosier - 14.09.2026

Chris zdołał wyszarpnąć się przed kolejną próbą natarcia: ale nim zdążyli rzucić się na siebie ponownie, co niechybnie by nastąpiło, postanowili interweniować właściciele. Rosier obrzucił mężczyznę, który do nich doskoczył, pełnym wściekłości spojrzeniem, ale wreszcie… wreszcie trochę się ogarnął. Nie wypadało, żeby tłukli się w lokalu dalej, rozwalając meble. Zacisnął szczęki (zabolało, do diaska), wyciągnął z kieszeni sakiewkę, rzucił galeona na stolik, czy to w ramach napiwku, czy zapłaty za potrącony gdzieś po drodze mebel i bez większych protestów trafił na zewnątrz.
Znowu razem z Atreusem.
Dejavu.
Tylko tyle dobrego, że tym razem nie tylko on siedział obmacując sobie obitą twarz, bo jakimś cudem ktoś aportował się do nich w sekundę, tak że nie zdążył się odwdzięczyć.
– Mnie? – spytał i splunął krwią. A potem ostrożnie dotknął szczęki. Jeden cios zaserwował mu tam przepięknego krwiaka, który miał zaraz zamienić się w opuchliznę, kolejny rozwalił wargę, tak że tę pokrywała teraz krew. - Jakbyś to ty nie prowokował, kurwa – prychnął. Gniew powoli opadał. I do Chrisa zaczęło docierać, że przecież Bulstrode zrobił to specjalnie. – Kochasz robić wokół siebie zamieszanie i dowalać innym, Bulstrode, ale poważnie? Dojebywać się do Victorii? Baw się swoimi pannami Avery, a nie wpierdalaj tutaj. Pół Londynu już opowiada o tym, że planujesz się oświadczać.


RE: [27.10.72, wieczór] Potęga plotki - Atreus Bulstrode - 14.09.2026

Zdaniem Atreusa, albo raczej linią obrony, której zamierzałby się trzymać, on był niewinny. To on został napadnięty kiedy siedział sobie przy stoliku i tylko tej whisky było mu cholernie żal. Czy mówił wszystko z premedytacją? Ależ oczywiście. Zawsze taki był; starając się sprowokować oponenta, o wiele rzadziej samemu uderzając pierwszemu. Zabieg trochę ostrożny, jakby wyliczony i okropnie wręcz cwaniacki. Na tego który się bronił, patrzono bowiem przychylniej niż na tego, kto uderzył pierwszy.

Tym razem, przynajmniej, żaden z nich nie był kompletnie zamroczony eliksirem miłosnym. Alkohol szumiał w głowie zupełnie inaczej - sensowniej, jak byłby w stanie to stwierdzić Bulstrode, będąc jego koneserem. Nie wywlekał na wierzch niczego, co nie siedziałoby już w środku. Nie naginał woli człowieka.

Uśmiechnął się lekko, połykając słowa, które gotowy były robić za kolejną zaczepkę, sprawdzając językiem zęby po stronie twarzy w którą dostał. Wszystkie były na miejscu i nawet się nie chwiały.

— To nie ja wpadłem z pizdy do lokalu pełnego ludzi robiąc aferę — zauważył, a potem, kiedy dotarło do niego o co chodziło, roześmiał się w głos. — Chodzi ci o Victorię? Naprawdę? Błagam cię, nie miałbym zamiaru się do niej dojebywać. W żadnym możliwym scenariuszu — syknął trochę, bo śmiech zwyczajnie bolał. — A oświadczyny? A to ci złoto dopiero. Sam już kupiłeś pierścionek, że ci tak zależy? — zapytał z cwaniackim uśmiechem, łapiąc się na tym, że może przesadzał. Uniósł ręce w niewinnym geście. — Tylko żartuję.




RE: [27.10.72, wieczór] Potęga plotki - Christopher Rosier - 15.09.2026

– I powiedzenie tego od razu byłoby tak strasznie trudne? – spytał Chris, wyciągając różdżkę, by wyczarować sobie coś chłodnego i przyłożyć do szczęki. Jakaś jego część doskonale wiedziała, jak Atreus działał. I że matka będzie załamywać ręce, jeśli potoczy się plotka, że Bulstrode i Rosier pobili się o dziewczynę. Chyba po prostu mało się przejmował, bo Chris był trochę zbyt zadufany w sobie, aby uznał, że może mu to zaszkodzić, nawet jeśli uderzył pierwszy. Dla Atreusa miało to większe znaczenie, biorąc pod uwagę, że był zatrudniony w Ministerstwie Magii. – Oberwałeś tak naprawdę za sugerowanie, że nie jest porządną dziewczyną. Zresztą, byłem ci dłużny, odkąd tamten troll mnie powstrzymał u Blacków – burknął.
Nie mógł wszystkiego zwalać na alkohol. Alkohol podburzał. Alkohol sprawiał, że logika szła w las na spacer u boku resztek rozsądku. Ale Chris nawet się nie zastanawiał teraz nad czymś takim, jak jakaś tam odpowiedzialność. Obrzuciła Atreusa spojrzeniem na wpoły zirytowanym, na wpoły niedowierzającym. I on miał po prostu uwierzyć, że nie miał zamiaru, sekundę po tym, jak się chwalił, że nazwisko dziewczyny to za mało, żeby wiedział, o kim w ogóle mówią?
– Dorośnij – burknął. Miał ochotę zapalić, ale palenie by bolało. Miał ochotę się napić, ale wątpił, by właściciel przywitał ich z otwartymi ramionami, przynajmniej w ciągu najbliższych kilkunastu minut. Przyciskał więc po prostu chłodny okład do tego miejsca, gdzie koncentrowały się ból i gorąc. – Jeśli to niemożliwe, to chyba tylko dlatego, że ona ma za dużo oleju w głowie – dorzucił, dalej napędzany jakąś złością, która powoli jednak opadała. Problem polegał na tym, że wiedział, że Lestrange dysponowali różnymi środkami nacisku i mogli zwyczajnie zadbać o to, aby nie miała wyboru. – Nie powinienem się na ciebie rzucać tutaj – dodał jednak, niesamowite ustępstwo, uczynione, bo no dobrze, to miało być jego świętowanie, ale dalej uważał, że wcale nie był w tym tak bardzo winny.


RE: [27.10.72, wieczór] Potęga plotki - Atreus Bulstrode - 15.09.2026

— Przecież już ci to mówiłem — mruknął z przekąsem, bo jego zdaniem ta rozmowa odbyła się podczas balu Lestrangów, gdzie Christopher wypytywał go o Sauriela. Bulstrode może nie powiedział pełnym zdaniem, że nie jest Victorią w żaden sposób zainteresowany, ale mocno to sugerował (jego zdaniem). To, że Rosier miał co do tego wątpliwości, to już nie była jego wina, szczególnie że tak gorąco go zagrzewał do całego podrywania auror.

— Myślałem, że chodziło ci o inną — odpowiedział. Po części była to prawda bo w tym pierwszym, najkrótszym momencie, przeszło mu przez głowę, że chodziło mu z jakiegoś powodu o Brennę. Inna sprawa, że o niej też nie wypadało mówić na głos, że nie była porządna, chociaż te całe dziury i wpychanie się w kłopoty można było interpretować różnorako. Była porządnym człowiekiem, ale damą z dobrej rodziny to już zależy w którą stronę powiało. Niejedna stara ciotka na przyjęciach pewnie załamywała ręce nad kimś takim, on nie widział w tym nic złego. — Oj daj już spokój o tych Blacków. To te durne drinki — wzniósł ręce do nieba.

Wzruszył ramionami i sięgnął po papierosa, nie przejmując się aż tak bardzo, że będzie bolało. Miało boleć. Dzisiejszy dzień nie był aż taki zły, ale wczorajszy? Wrócił z Lozanny do domu, gdzie czekał na niego urodzinowy tort. To wcale nie było takie złe, bo ciasto było smaczne, pomijając fakt że wyglądało jak cholerny kaktus. Ale razem z tortem i prezentem od Brenny, butelką i życzeniami od Chrisa, a także stertą innych upominków i korespondencji, znalazło się tam coś jeszcze. List od Stanleya. List, którego się nie spodziewał i który zwyczajnie na nowo łamał mu doszczętnie serce. Może dobrze, że zaraz miało być Samhain, bo wszystko to co w nim siedziało i kotłowało się teraz, będzie miało gdzie ujść.

— A oprócz tego, to między wami wszystko dobrze? — zapytał, kiwając tylko głową na jego zadziwiające ustępstwo.




RE: [27.10.72, wieczór] Potęga plotki - Christopher Rosier - 15.09.2026

– Atre – powiedział Chris, siląc się na spokój i na to, żeby starannie dobrać słowa i jednak nie sprowokować między nimi kolejnej bójki. Chłodne powietrze i ból sprawiały, że wpływ alkoholu jakby przyćmił, a gniew rozwiał się wraz z jesiennym wiatrem. Może dlatego, że uwierzył, że sama plotka: przynajmniej w tej chwili… była tylko plotką. – Ja ci mam wyliczyć, jak wyglądały te wszystkie roszady dziewczyn? – Nie mówił tylko o nim, a ogólnie jak tworzył się ten skomplikowany robak związkowy, do którego on przecież też należał, bo był na randce z taką Moody, chodził z Cressidą, a teraz spotykał się z Victorią (choć tyle, że nigdy nie zamienił nawet paru zdań z Saurielem Rookwoodem). – Dziwisz się, że nie potraktowałem tego, co powiedziałeś na weselu, jak prawdę objawioną? Zresztą… nieważne.
Machnął ręką. Nie spytał nawet, o kim mówił Bulstrode, bo miał pewne obawy, że ten wystrzeliłby coś o Millie Moody i jednak wtedy nie pobili się z powodu amortencji, a chyba po prostu nie chciał wiedzieć. Zresztą, czy go to interesowało? Nigdy nie zwracał wielkiej uwagi na partnerki znajomych ze Slytherinu, póki jakaś przy którymś nie osiadała na faktycznie dłużej, a to praktycznie się nie zdarzało. Rzucił mu za to bardzo podejrzliwe spojrzenie, bo za żadne skarby nie spodziewałby się takiego pytania od Atreusa. Prawie zahaczało o uczucia. Atreus Bulstrode, choć widział wszystkie ich barwy, zdawał się nie cierpieć roztrząsać tych: ani w głowie, ani w słowie.
– Lubię ją. Ona lubi mnie – wyliczył, a potem zimny okład znikł, Chris skrzywił się znowu (zabolało!) i zszedł ze schodków przed barem. – Chodź, Bulstrode, bo chyba za mało wypiłeś, skoro pytasz mnie o takie rzeczy. Tu nas nie wpuszczą, ale możemy poszukać innego baru.
I może po drinku, dwóch albo trzech, ta obita gęba przestanie go tak bardzo piec.
Koniec sesji