Secrets of London
[28.10.1972, Warownia] I had the time of my life fighting dragons with you - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Anglia (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=6)
+--- Dział: Dolina Godryka (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=23)
+--- Wątek: [28.10.1972, Warownia] I had the time of my life fighting dragons with you (/showthread.php?tid=6542)

Strony: 1 2


RE: [28.10.1972, Warownia] I had the time of my life fighting dragons with you - Victoria Lestrange - 26.10.2026

– Wiem, że nie. Nie obwiniam go o to. Wiem, że amortencja… No wiem, jak to działa. Nienawidzę tego eliksiru – Victoria miała po prostu bardzo mocne zdanie na te wszystkie eliksiry czy zaklęcia wpływające na myśli i uczucia. Absolutnie nienawidziła utraty kontroli nad sobą, a takie zabawy na imprezach były po prostu skrajnie niebezpieczne. Co, gdyby to poszło dalej? Gdyby zrobiło się coś naprawdę, NAPRAWDĘ grubego? Nie chciała sobie tego nawet wyobrażać. I gdy dzisiaj powiedziała Atreusowi, że mu współczuje, że na to trafił, to mówiła to na serio.

– Nie dziwię się, że się nie przyznała. No bo co to w ogóle za stwierdzenie, że tak jakby się oświadczył, a ona nie wie czy się zgodziła? – jej Cynthia rzuciła to też w takim najmniej odpowiednim momencie, bo tuż przed jakimiś nekromanckimi testami, które uskuteczniały na początku września. Testy, z których nic nie wyniknęło. A potem westchnęła… długo. Wzniosła oczy ku sufitowi, jakby modliła się o cierpliwość, po czym  spojrzała na Brennę. WYMOWNIE. Bo nie, Louvain nie zerwał ze swoją narzeczoną. I to chyba było właśnie wypisane na twarzy Victorii. I nie, to nie świadczyło dobrze ani o nim, ani o Cynie. – No, a jak myślisz… – powiedziała w końcu, westchnęła jeszcze raz i wzięła sobie ciasteczko. Drugie.

Victoria darowała sobie mówienie Brennie, że ten powiedział jej później, gdy dopytywała co to ma znaczyć, że nie chce o tym rozmawiać. Dla niej brzmiało to jak potwierdzenie tego, że owszem, mówił na poważnie.

– No ja pierdole – wyrwało jej się ostatecznie i mało brakowało, by warknęła ze zrezygnowania. – A nie myślisz, że badał teren? – zasugerowała. – Czy w ogóle dopuszczasz taką opcję do myśli? Albo coś. Bo dla mnie tak to właśnie brzmi, jakby nie wiedział, jak się do tego zabrać i sprawdzał co myślisz, ale przy tym, gdyby nie, to że niby żartuje? A podpicie wiesz… dla odwagi czy coś – stwierdziła nieco markotnie. Faceci. W sumie to nie tylko faceci, ale dzisiaj to głównie to jej zaprzątało myśli i jakieś dziwne komplikowanie wszystkiego, co tylko się da. Zamiast zaprzeczyć plotce – podburzanie. Zamiast wyjaśnić jak wygląda sytuacja – opieranie się na plotkach. Zamiast szczerze, wprost pogadać – to jakieś podchody, z czego wyglądało, że druga strona ich nie łapała. No albo Victoria czegoś tu nie rozumiała, taka opcja też istniała. Ostatecznie co ona tam wiedziała, ostatni facet zrobił jej wodę z mózgu.

– Postarał się, tak. To była niespodzianka – dodała, widząc, że Brennie co innego zaprząta teraz myśli, i w sumie to nie była ani trochę zdziwiona.




RE: [28.10.1972, Warownia] I had the time of my life fighting dragons with you - Brenna Longbottom - 27.10.2026

– Gdy działa tak krótko można to jeszcze potraktować jak żart. Ale kiedy ma zadziałać dłużej… to absolutnie paskudztwo.
Odbierało wolę, manipulowało zmysłami, mogło niszczyć życia. Rozbijać związki, pozwalać kogoś wykorzystać czy zranić kogoś, kto uwierzy, że jest obiektem uczucia. Na Beltane działał krótko, więc nic wielkiego nie mogło się stać, ale co gdyby dawka miała trzymać dłużej, a on będąc zaręczony trafiłby na jakąś pannę, której te zaręczyny by nie przeszkadzały? Brenna uważała, że w ogóle amortencja powinna być zakazana: jeszcze jakiś drobny, krótkotrwający eliksir, ale coś tak mocnego?
– Słyszałam o wysyłaniu sprzecznych sygnałów innym, ale nie samemu sobie. To znaczy… nie wiedzieć, czy chce za niego wyjść jasne, ale nie wiedzieć, czy się na to zgodziła? – westchnęła i potarła skronie, zastanawiając się, czy jeszcze przed Samhain zdoła dopaść Cynthię, czy to przedsięwzięcie z góry skazane na niepowodzenie.
Zwłaszcza że nawet brakowało jej komentarza do tego „i jak myślisz”. Louvain oświadczał się dwóm kobietom na raz? Może po prostu źle interpretowały sytuację?
– Tak, dobrze podsumowane – stwierdziła, bo trochę się czuła zbita z tropu. Albo nawet trochę bardzo. I w tej chwili chyba najbardziej prawdopodobne wydawało się jej, że Atreus nie mówił do Victorii poważnie. Bo czy odrzucone oświadczyny nie wymagały dwóch elementów, czyli oświadczyn i odrzucenia, gdy nie nastąpiło jej zdaniem ani jednego, ani drugie? – Atre? To… nie wiem, jakoś do niego nie pasuje? W sensie chodzi mi o to, że on chyba rzadko boi się odmowy, a nawet jakby ktoś mu czegoś odmówił, że po prostu poszedłby dalej.
Nie widziała go jako niepewnie badającego grunt. Prędzej próbującego obrócić coś poważnego w coś lżejszego, żeby zdawało się łatwiejsze, ale to… to byłoby dziwne jednak. Poza tym w gruncie rzeczy nie przypominała sobie, żeby kiedykolwiek na cokolwiek powiedziała mu nie.
– Przynajmniej bardzo prawdopodobne, z tego, co mówisz, że nigdy nie będziesz musiała się zastanawiać, czy się oświadczył, i czy się zgodziłaś.


RE: [28.10.1972, Warownia] I had the time of my life fighting dragons with you - Victoria Lestrange - 27.10.2026

– Dla mnie to… ogólnie mało śmieszne, ale rozumiem czemu ludzi bawi ta rozcieńczona amortencja w drinkach – stwierdziła. Dla niej jednak było to coś, czego wolała unikać. Być może była zbyt sztywna. Być może ktoś powiedziałby, że nie umiała się bawić. Ale robienie czegoś wbrew sobie, bo tak podpowiada magia, przeciwko której nie masz się nawet jak bronić, a skutku docierają do ciebie dopiero, gdy ta zanika, odczuła bardzo doskonale na własnej skórze nad jeziorem Windermere i… czuła się zwyczajnie brudna. Było jej z tym absolutnie okropnie. A najgorsze, że nie mogła o tym z Cainem nawet porozmawiać, bo najpierw był w szpitalu, potem ona w Egipcie, a później… nie żył.

– Najwyraźniej jest to „bardzo skomplikowane”, tak mi powiedziała. Nic więcej nie wiem – mruknęła. Sytuację trudno było interpretować źle. No miał narzeczoną. O ile wiedziała, zaręczyny nie zostały zerwane. I jednocześnie oświadczał się Cynthii. „Tak jakby”, cokolwiek to również miało znaczyć w tym tajemniczym stwierdzeniu.

– Chyba, że to była kolejna zawoalowana wiadomość w stylu domyśl się, jak z tymi plotkami. Nie wiem, to ty się z nim widujesz. Mi się po prostu bardzo nie wydaje, żeby sobie akurat wtedy żartował. Ogólnie cała nasza rozmowa była wybitnie daleka od żartów – ale czy faktycznie do niego nie pasowało? Nie była przekonana, no ale… to nie był jej chłopak.

– Tak, pod tym względem… raczej nie – Christopher nie jawił jej się typem, który w podobnej sytuacji zachowywał się jak jego kumple ze szkoły, nawet jeśli należał tego klubu okładania się pięściami (a Victoria do dzisiaj nie wiedziała, że Louvain walnął Saurielowi za to, w jaki sposób ten ją traktował), a przynajmniej zdawał się na tym polu wyznawać zupełnie inne wartości. Jak choćby to, że sam wiedział już, że spotykanie się z byłymi kumpli to naprawdę fatalny pomysł.

Victoria uśmiechnęła się jeszcze blado do Brenny, sięgając po kubek z kawą.


Koniec sesji