![]() |
|
[26/11/70] — pierwsze ataki śmierciożerców g.yaxley&i.moody - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Poza schematem (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=29) +--- Dział: Retrospekcje (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=25) +--- Wątek: [26/11/70] — pierwsze ataki śmierciożerców g.yaxley&i.moody (/showthread.php?tid=676) Strony:
1
2
|
RE: [26/11/70] — pierwsze ataki śmierciożerców g.yaxley&i.moody - Papa Legba - 17.05.2023 Ida nie spodziewała się takiej szarży, a tym bardziej Śmierciożercy. Geraldine wbiła się w jednym z nich w ścianę, na co ten objął ją w pasie, ale nie jak zalotnik, a zapaśnik pragnący zmiażdżyć swoją ofiarę. Moody wykorzystała zamieszanie wywołane przez Yaxley i rzuciła Drętwotą w drugiego Śmierciożercę. Ten niestety szybko sparował i wykonał kontratak. Wymieniali się zaklęciami jeszcze kilka razy, gdy usłyszeli krzyk dziewczynki. — Pomocy, chyba zaraz spadnę! Śmierciożercy skupieni na pojedynku nie zwracali uwagi na czary przytrzymujące ich ofiarę, a te słabły z sekundy na sekundę. Upadek na główkę, nawet z niedużej wysokości, mógł być niebezpieczny, ale Ida nie mogła ani na chwilę oderwać się od pojedynku. Jej przeciwnik był zbyt mocny. — Geraldine, zrób coś! RE: [26/11/70] — pierwsze ataki śmierciożerców g.yaxley&i.moody - Geraldine Greengrass-Yaxley - 19.05.2023 Geraldine nie bała się starć związanych z walką wręcz. Była wojowniczką. Kiedy więc śmierciożerca objął ją w pasie nie zamierzała tkwić w tym uścisku bezczynnie. Skorzystała ze swojego łokcia i uderzyła go nim w głowę. Musiała się go pozbyć. W lewym ręku nadal trzymała różdżkę. Musiała uratować tę dziewczynkę. Szczególnie, że dotarł do niej jej krzyk. Wołanie o pomoc dziecka, było czymś co nie mogło zostać zignorowane. Yaxley machnęła różdżką momentalnie. Chciała przetransmutować jedną z szafek w materac, który miał być na tyle duży, aby dziewczynka mogła na nim wylądować. Nie zwlekała też dłużej, przypierdzieliła śmierciożercy, który znajdował się koło niej z pięści w twarz. Nie potrzebowała różdżki, aby zrobić mu krzywdę. Nie bez powodu od dziecka dbała o swoją sprawność fizyczną. Nie przeszkadzała również w pojedynku Idzie, uważała, że poradzi sobie ona z jednym śmierciożercą bez problemu. O ile udało jej się uderzyć tego swojego pięścią w twarz, to zamierzała wyczarować liny, które go zwiążą, mruknęła pod nosem zaklęcie i machnęła różdżką. RE: [26/11/70] — pierwsze ataki śmierciożerców g.yaxley&i.moody - Papa Legba - 20.05.2023 Śmierciożerca chyba nie spodziewał się tyle siły po Geraldine. Zniszczyła go i jeszcze udało jej się uratować dziewczynkę. Ta upadła na materac w momencie, gdy Yaxley znokautowała czarodzieja. Niedługo potem Moody również uporała się ze swoim przeciwnikiem. W jego stronę też poleciały magiczne liny. — No i gotowe — mruknęła, po czym zaczęła oglądać siedzącą na materacu dziewczynkę. — Stephanie, wszystko w porządku? Boli cię coś? — Gdzie jest tata? Dziewczynka była wciąż w szoku i nawet nie płakała, chociaż z pewnością rozbeczy się w objęciach ojca. — Geraldine, mogłabyś ją zaprowadzić do Freddiego? Ja się zajmę tymi tutaj. RE: [26/11/70] — pierwsze ataki śmierciożerców g.yaxley&i.moody - Geraldine Greengrass-Yaxley - 22.05.2023 - KUTAS - Mruknęła jeszcze do typa, kiedy udało się jej go znokautować. Wiedziała, że sobie z nim poradzi, za bardzo dbała o swoje ciało, żeby mogło być inaczej. Jako, że był związany, to nie musiała się nim już dłużej martwić. Nie zrobi dzisiaj nikomu krzywdy. Dzięki niej - nawet ją to podbudowało. Zerknęła w stronę Moody, której także udało się pokonać przeciwnika. Chyba problem został rozwiązany, bo poza nimi nikogo więcej tutaj nie było. Nie chowała jednak różdżki - nigdy nie wiadomo, co może się wydarzyć. Na całe szczęście udało jej się przetransmutować szafkę w matera i dziewczynka wylądowała na miękkim. Przynajmniej nie stała się jej krzywda, to wszystko było wystarczająco traumatyczne. Gerry nie zwlekała i podeszła do dziecka, aby pomóc mu wstać. - Wszystko w porządku? - Zapytała jeszcze, nigdy nie była specjalnie dobra w dzieciach, ale wydawało jej się, że dziewczynka tego potrzebuje. - Zaprowadzę Cię do rodziców. - Wyciągnęła dłoń w jej stronę. Odwróciła się jeszcze do Idy i uśmiechnęła do niej serdecznie. - Dobra robota Moody, nadal jesteś w formie. Zaprosisz tu chyba swoich kolegów z ministerstwa, żeby zajęli się tymi idiotami. Ja będę się zmywać, wolałabym, żeby nikt mnie nie kojarzył z tą sprawą. - Bo jeszcze by doszło do jej rodziny, że się zaangażowała i to jeszcze nie do końca po tej stronie, po której chcieli ją widzieć. Zeszła po schodach z dziewczynką, oddała ją rodzicom, po czym opuściła sklep, zakładając przed wyjściem kaptur na głowę, aby nikt jej nie rozpoznał. Zdecydowanie wolała pozostać anonimowa. Koniec sesji
|