Secrets of London
[7 kwietnia 1972r.] Rezerwat przyrody | Fergus & Regina - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Anglia (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=6)
+--- Dział: Dolina Godryka (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=23)
+---- Dział: Knieja Godryka (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=31)
+---- Wątek: [7 kwietnia 1972r.] Rezerwat przyrody | Fergus & Regina (/showthread.php?tid=721)

Strony: 1 2


RE: [7 kwietnia 1972r.] Rezerwat przyrody | Fergus & Regina - Fergus Ollivander - 12.01.2023

- Ja w tym żadnego sensu nie dostrzegam – przyznał, wzruszając ramionami i rozejrzał się niespokojnie wokół. Było cicho, zbyt cicho jak na to, że przed chwilą omal nie zginęli z rąk chochlików kornwalijskich. Ciekawe, czy poza gazetą trafiliby też na karty z czekoladowych żab jako ich pierwsze ofiary śmiertelne. Chociaż nie, chyba była jakaś babka, którą doprowadziły do szaleństwa, a przynajmniej coś takiego kojarzył sprzed lat. – Może to jakiś znak rozpoznawczy, a nie głupota? Ciężko mi stwierdzić, bo pierwszy raz spotykam się z czymś takim. Zwłaszcza że zmyślniejszy złodziej dostałby się do biura. Swoją drogą powybijali nam też szyby, dasz wiarę?
Szkoda, ze włosy jednorożców, czy pióra feniksa nie rosły na drzewach. Posadziłby kilka w przydomowym ogródku i miałby z głowy spacery po magicznych kniejach i gabinetach różnych specjalistów, którzy mieliby mu pomóc. Rdzenie różdżek zawsze były wykonywane z części zwierząt, które wykazywały się silną mocą magiczną. Nic dziwnego, że zdobycie ich często graniczyło z cudem i sam Fergus nie poradziłby sobie nawet z kilkuletnim doświadczeniem. Pomijając smoki, które wymagały handlu zagranicznego, koniopodobne wprowadzały go w największą histerię. Jednorożce nijak nie zbliżały się do mężczyzn, testrali nie widział, hipogryf chciał go kiedyś kopnąć. Może powinien spróbować wcisnąć w różdżkę liść sałaty i sprawdzić, czy to zadziała?
Kiwnął tylko głową na wymijającą wiadomość na temat znajomości Reginy z Brenną. Nie wnikał, bo gdyby Rowle chciała, opowiedziałaby mu.
- Wszystko wina plotek, mój ojciec przeleciał pół Pokątnej, szukając świadków wydarzenia. Jeśli poszli z tymi włosami na Nokturn, to już w ogóle musiało iść dalej. Masz rację, przesrane. Ale nadal wierzę, że chociaż dowiemy się, co się stało z tymi włosami i po co połamali różdżki, zamiast znaleźć lepszy sposób – ciągnął dalej, wciąż nie zważając na drogę i omal nie wpadając na Reginę, gdy zatrzymała się i przykucnęła. Przyglądał jej się z ciekawością wymalowaną na twarzy. On sam nijak nie potrafił poruszać się po lesie. Nawet nie zorientował się, że na ziemi leżało końskie łajno, a istniało przecież ryzyko, że w nie wdepnie. Zmarszczył nos i sprawdził swoje buty na wypadek, gdyby naprawdę tak było, ale mógł tylko z ulgą przyjąć, że obyło się bez.
- Skąd w ogóle wiesz, jak ich szukać? – zapytał, jak pewnie za każdym razem, gdy się tutaj widywali. Nigdy jednak nie pamiętał jej odpowiedzi i nie był pewien, czy to z powodu jego własnej ignorancji, czy po prostu Rowle nie zdradzała mu swoich tajemnic.


RE: [7 kwietnia 1972r.] Rezerwat przyrody | Fergus & Regina - Regina Rowle - 12.01.2023

— Znak rozpoznawczy, o którym nikt nie słyszał? Nie obraź się Fergus, ale to nie trzyma się kupy.

Podzieliła się swoimi odczuciami, nie kryjąc powątpiewania w głosie. Gdyby na przykład pomniejsze sklepy z różdżkami zostały okradzione albo jakieś sklepy z ingrediencjami pokroju włosów jednorożca, to może. Ale z tego, co słyszała i czytała, włamanie było bardziej aktem wandalizmy niż rzeczywistej kradzieży.

— Z żabą na móżdżek się zamienili, ale masz rację, jak poszło to do Nokturnu, to brygadziści mogą mieć spory problem z dowiedzeniem się, co i jak.

Wstała, otrzepała dłonie i ściągnęła rękawiczki, odwracając się do Ollivandera.

— To nie jest wiedza tajemna rodem z działu ksiąg zakazanych w Hogwarcie. — uśmiechnęła się i zaraz też zaczęła mu tłumaczyć. — Po pierwsze jesteśmy w rezerwacie, który jest pilnie strzeżony przez ministerstwo. Po drugie zwierzętami w nim opiekują się magizoolodzy i jednym z ich obowiązków jest prowadzić obserwacje osobników różnych gatunków. Spotkaliśmy się tutaj, bo to właśnie na wschodzie parku stado jednorożców pojawiało się najczęściej przez kilka ostatnich dni, przynajmniej taką informację dostałam z biura.

Ruchem głowy wskazała kierunek i zaraz też podjęła w tamtą stronę marsz. Była pewna, że Ollivander nie pozostanie daleko w tyle, więc podjęła na nowo:

— Być może tutaj są, być może nie. Niedługo się o tym przekonamy. Szukaj  drzew poznaczonych rysami od rogów, wyżartej trawy, łajno to akurat najłatwiej zobaczyć.

Żwawo powędrowali dalej, ale Regina nie była już tak rozmowna. Skupiała się na dźwiękach ptaków i innych zwierząt oraz wypatrywała śladów, o których wspominała Fergusowi. Nawet cieszyła się, że zgodził się na wspólne poszukiwania. Samotność czasem była miła, ale ostatnimi czasy bardziej doskwierała Olbrzymce.




RE: [7 kwietnia 1972r.] Rezerwat przyrody | Fergus & Regina - Fergus Ollivander - 13.01.2023

- To tylko teza, jest od tego, żeby ją obalić – stwierdził, wcale nie dziwiąc się temu, że wahała się w słuszności jego słów. – Jeśli nie trzyma się kupy, trzeba będzie pomyśleć o jakimś innym powodzie.
Nie rozumiał, po co ktoś miałby się aż tak wysilać, żeby coś ukraść. A przecież na zabieraniu przedmiotów innym ludziom znał się całkiem dobrze, choć Regina nie mogła o tym wiedzieć i pewnie nigdy tak naprawdę się nie dowie. To było coś, co zachowywał wyłącznie dla siebie, ale wątpił, by kobieta, której portret otrzymał od Brenny borykała się z podobnym problemem.
- Z meduzą, dlatego całkiem go zabrakło. Gorzej, jeśli gdzieś teraz pływa myśląca galareta, bo może podbić całe morze – zażartował, chociaż sama wizja posiadającego mózg parzydełkowca wydawała mu się dziwnie niepokojąca. Może powinien trzymać się z dala od wody, żeby przypadkiem coś go nie poraziło? – Okej, ma to jakiś sens – przyznał, gdy Regina podzieliła się z nim informacjami na temat obecności jednorożców w tym parku. Kiedy zaczynał pracę u ojca, obawiał się, że będą go wysyłali do Hogwartu, żeby zaglądał do Zakazanego Lasu. Nie wiedzieć czemu wydawało mu się, że to jedyne miejsce, gdzie mógłby znaleźć te stworzenia. A wolałby tego uniknąć. Na szczęście z pomocą przychodziła mu Rowle, która ogarniała całą tematykę zwierząt i dzięki temu Fergus uniknął wielu kłopotów, a przede wszystkim niebezpiecznych wypadków podczas samodzielnej wyprawy.
- A to nie jest tak, że trawę może wyżreć nawet sarna? – dopytał. Drzewa poranione rogami brzmiały o wiele bardziej sensownie, a przede wszystkim zdawały mu się łatwiejsze do zaobserwowania. Trawa w każdym miejscu wyglądała mu tak samo, niezależnie od długości źdźbeł. Prędzej uznałby, że to grupa czarodziejów odwiedzających to miejsce wydeptała dziurę w zielonym poszyciu, niż stado jednorożców.
Szedł niezbyt zadowolony z ciszy, która zaczynała go przerażać. Mimo to nie przerywał jej, nie do końca wiedząc, co mógłby powiedzieć. Nie chciał zirytować Reginy swoimi nadmiernymi pytaniami. Tak bardzo skupił się na pniach drzew i szukaniu jakichkolwiek śladów, że nie patrzył pod nogi i w końcu potknął się o coś, prawie wywracając.


RE: [7 kwietnia 1972r.] Rezerwat przyrody | Fergus & Regina - Regina Rowle - 14.01.2023

Wyobraźnia Olbrzymi była współmierna do jej wzrostu, więc natychmiast zaczęła wyobrażać sobie meduzę nawołującą do podboju mórz i oceanów. Później, kiedy już podporządkowałaby wszystko, co pod wodą, wraz z uzbrojoną armią przeróżnych wodnych kreatur, wypowiedziałaby wojnę temu, co na lądzie… Zaśmiała się pod nosem, bo pływająca galareta w hełmie i z mieczem było czymś, co zdecydowanie chciałaby zobaczyć.

— Jest, ale jak już znajdziesz coś wyżartego, to w miarę łatwo ocenić, co takiego ją zeżarło.

Widocznie Fergus wziął sobie do serca słowa Reginy, całą swoją uwagę poświęcając wypatrywaniu znaków, o których mu powiedziała. Potknął się i byłby padł na ziemie, ale zamiast tego natrafił na szerokie plecy kobiety, która w jednym momencie się zatrzymała.
W drugim obróciła się i puściła przedramię Ollivandera, za które go złapała, kiedy poczuła, jak uderza ją w plecy. Nie miała czasu na wymienianie grzeczności, więc po prostu skinęła głową i wróciła wzrokiem do tego, co rozgrywało się przed nimi.

Drzewa w tym miejscu lekko się przerzedziły, dzięki czemu przepuszczały nieco więcej światła na porytą ostro ściółkę. W pierwszej chwili Regina pomyślała o dzikach, ponieważ ziemia była w podobny sposób przerzucona, ale coś jej nie pasowało.

— Poczekaj chwilę. — poprosiła go i ostrożnie postąpiła krok naprzód.

Stawiała nogi tak, by nie zadeptać śladów i jednocześnie móc się przyjrzeć glebie z bliska. Ślady były nierówne, miejscami dało się zauważyć odciski kopyt, i jakby łap, ale większość była już zbyt rozmyta i zmieszana ze sobą, by dokładnie określić, jaka zwierzyna tutaj była.

Uniosła głowę i zaczęła rozglądać się po okolicznych drzewach, ale kilka powalonych pni i złamanych gałęzi wyglądało, jakby leżały tam od znacznie dłuższego czasu. Z tego powodu znowu wróciła do obserwacji ziemi, a po chwili zamyślenia, zaczęła rozgarniać mokry piach i liście nogą.

Nie machnęła stopą nawet i trzy razy, kiedy spod całego tego bałaganu wychynęła kość? Nie, to nie była kość, choć kolorem ją przypominała. Regina schyliła się i podniosła kawałek białego lekko skrzywionego rogu.

— Ciekawe... — mruknęła do siebie, oglądając znalezisko z każdej strony.

Nie trzeba było być ekspertem w dziedzinie fantastycznych stworzeń, by wiedzieć, że Olbrzymka trzyma w dłoniach kawałek rogu jednorożca. Nie było w tym nic dziwnego, bo zdarzało się, że zwierzęta te gubiły kawałki poroża na skutek jakichś chorób, walk lub po prostu rósł on na tyle długi, że w końcu się łamał.

— Wszystko w porządku?

Spytała, podchodząc do Fergusa, który wydawał się nieswój.




RE: [7 kwietnia 1972r.] Rezerwat przyrody | Fergus & Regina - Fergus Ollivander - 14.01.2023

Lepsza meduza z mieczem, aniżeli różdżką. Samą przemocą wiele by nie zdziałała, co innego z magią. A jeśli na dodatek byłaby na tyle inteligentna, by wyuczyć się zaklęć, wróżyło to niemałe kłopoty. Meduzy w ogóle się rozmnażały? W sumie chyba jakoś musiały, skoro było ich aż tyle. Co, jeśli powstałaby cała armia myślących parzydełek? Nie dość, że rzucałyby czary, to jeszcze paraliżowały swoje ofiary. Wizja świata gorsza niż pod władaniem Śmierciożerców. Czemu nikt wcześniej na to nie wpadł?
- Zaufam ci na słowo – stwierdził, bo sam nie potrafiłby tego dokonać. Był raczej słabym obserwatorem w kwestii magicznych stworzeń. A to dziwne, biorąc pod uwagę, że potrzebował ich do swojej pracy. Lepiej znał się na roślinach, zwłaszcza tych hodowanych pod eliksiry, a to za sprawą swojej matki. Inna kwestia, że wiecznie wysadzał kociołki albo psuł mikstury, tworząc coś bezużytecznego. Teoria zdawała się o wiele łatwiejszą dziedziną. Im dłużej o tym myślał, tym bardziej był przekonany o tym, że chyba wypadałoby coś w końcu z tym zrobić. Długo nie pociągnie, opierając się na umiejętnościach innych osób.
Nadal lekko zaniepokojony po swoim niedoszłym upadku zatrzymał się bez słowa sprzeciwu. Wolał się nie wychylać i tym samym nie niszczyć ewentualnych śladów, skoro Regina najwyraźniej coś dostrzegła. Może to okropne uczucie skręcające mu żołądek nie brało się znikąd i z tym rezerwatem naprawdę było coś nie tak? Cofnął się o krok, dostrzegając, że Rowle znalazła w liściach jakiś przedmiot, a coś zachrzęściło mu pod nogami. Po raz kolejny prawie się potknął, tym razem jednak utrzymał równowagę. Poleciałby w tył, gdyby tak się nie stało. Spojrzał w dół na tę nieszczęsną gałąź, która najwyraźniej się na niego uwzięła.

[roll=N]
Odkryj wiadomość pozafabularną
rzut na percepcję

Z tym, że wcale nią nie była. Aż go zemdliło na widok wystającej spod zaschniętych liści żółtawej kości. Była ludzka? Niekoniecznie, zbyt długa i przez to jeszcze bardziej niepokojąca. Wpatrywał się w nią z niemrawą miną, nie wiedząc, co zrobić. W gardle czuł obrzydliwą gulę, która uniemożliwiała mu odezwanie się do Reginy do momentu, aż pojawiła się przy nim. Spojrzał na nią, aż utkwił wzrok w tym, co trzymała w rękach. Kawałek rogu. Służył za składnik niektórych eliksirów, ale zazwyczaj był wtedy w lepszym stanie, odpowiednio przechowywany. Ten wyglądał jak… wygrzebany z kupy liści.
- Niespecjalnie – mruknął, wskazując dłonią na swoje znalezisko. – Co tu się, do cholery, stało? – zapytał jeszcze, wciąż nieufny wobec otoczenia. Zwierzęta umierały, to było całkiem naturalne, ale zwykle znajdowały do tego ustronniejsze miejsce w gęstwinie. Nie to, gdzie drzewa rosły rzadziej, zwiastując jakąś polanę lub koniec lasu. – Czy ja dobrze myślę, że coś zaatakowało jednorożca? – spytał, ponownie kierując wzrok na róg w dłoni olbrzymki. Czy ta kość należała do konia? Nie był pewien, ale istniała taka możliwość. Równie dobrze mogła być własnością innego zwierzęcia, nie jemu to oceniać.


RE: [7 kwietnia 1972r.] Rezerwat przyrody | Fergus & Regina - Regina Rowle - 15.01.2023

Miodowe oczy powędrowały za dłonią Fergusa i zatrzymały się na tym, co sprawiło, że wytwórca różdżek zadał to pytanie. „Co tu się do cholery stało?”, świetne pytanie, pomyślała i przykucnęła nad pożółkłą kością.

— O ile kość należy do jednorożca. — odparła, zakładając rękawiczki i zabrała się do odkopywania znaleziska. — Bo może też do czegoś innego, co zaatakowało jednorożca, ale padło od rogu.

Właśnie róg, czy raczej jego kawałek podała Ollivanderwoi. Nie miała zamiaru angażować go w wykopaliska, tym bardziej jaką miał minę, kiedy odkrył jedną kość.

Przesuwana ziemia odsłaniała kolejne części szkieletu, który Regina po chwili rozpoznała, jako nalężący do nieparzystokopytnego zwierza. Najprawdopodobniej jednorożca, ale trudno było to określić bez czaszki.

Rowle nie była jeszcze zaniepokojona tym odkryciem. Wcale nie musieli mieć do czynienia z czymś wyjątkowym, bo jednorożce żyjące dziko, podobnie jak dzikie konie, musiały mierzyć się z drapieżnikami oraz chorobami.

— Ciekawe… — rzuciła pod nosem i wstała, by spojrzeć na to wszystko z góry. — Nie jestem w stanie określić, czy coś go upolowało oraz, czy aby na pewno to jednorożec. Nie ma czaszki, kości trochę już tu leżą i też nie ma wszystkich. Mógł paść też ze starości.

Mówiła spokojnie, bez jakiegokolwiek zdenerwowania, bo i nie widziała sensu w snuciu spiskowych teorii. Wyciągnęła rękę po róg i kiedy Fergus go oddał, powiedziała z ciepłym uśmiechem:

— Chyba nie wychodzisz za często z pracowni. Czy może nie przepadasz za wypadami na łono natury? Wiem, że kości i inne takie to nie jest przyjemny dla oka widok, ale cóż, taka kolej rzeczy. Z każdego z nas tylko tyle zostanie.

Upewniła się jeszcze, że z Ollivanderem na pewno jest wszystko w porządku i zaproponowała dalszą podróż. Zwłaszcza że kilkanaście metrów dalej pień drzewa był poznaczony głębokimi bruzdami. Czyli byli na dobrym tropie.


Niedługo później



Mugolskie przysłowie mówi, że im dalej w las, tym więcej drzew. W przypadku ich wyprawy było podobnie, chociaż problemy zaczęły się wtedy, kiedy las zaczął się przerzedzać. Jeden ślad bytowania jednorożców na tym terenie prędko zaprowadził ich do kolejnych. Raz były to poznaczone pnie, raz kępki sierści pozostawione na gałązkach krzaków czy młodych drzewek.

Jednocześnie las stawał się coraz cichszy, aż wreszcie śpiew ptaków całkowicie ustał. Jak na złość słońce skryło się za szarym obłokiem chmury, ale to nadal nie zraziło Reginy, co do całej wyprawy.

Zawahała się dopiero wtedy, kiedy do ich uszu dobiegło ciche rżenie i zaraz też głuche uderzenie, jakby coś sporych rozmiarów zwaliło się na ziemię bez sił.


Odkryj wiadomość pozafabularną
Jakieś 20 metrów na wprost od Fergusa i Reginy, pomiędzy drzewami stało coś białego, co w momencie jak dobiegł ich ów hałas, nagle zaległo na ziemi, skryte częściowo za powalonym pniem.



RE: [7 kwietnia 1972r.] Rezerwat przyrody | Fergus & Regina - Fergus Ollivander - 15.01.2023

- A do czego innego by miało? – zapytał z wahaniem, podnosząc wzrok na Reginę. Już sobie wyobrażał wilkołaka, który padł trupem w zmienionej formie. Obraz zaraz przekształcił się w mantykorę, szalejącą  po lesie i machająca ogonem zakończonym jadowitym żądłem. Nie byli w Grecji, więc skąd u licha miałaby się tutaj wziąć? Przełknął głośno ślinę, odsuwając się nieco, by pozwolić olbrzymce na przeprowadzenie badań. Mieli zdobyć tylko kilka włosów, ale cały ten wypad do rezerwatu różnił się od wszystkich tych, do których przywykł. To mogło skończyć się śledztwem albo odkryciem czegoś okropnego. Nie był ani brygadzistą, ani archeologiem, tym bardziej magizoologiem. Dlaczego znów się w coś wplątał?
Obrócił w dłoniach róg jednorożca, wciąż mając w umyśle kości, które znajdowały się pod ich stopami. Znaleźli szkielet. Ale gdzie podziała się głowa? Sądząc po tym, że róg znajdował się kawałek dalej od reszty ciała, musiała również gdzieś tu być. Chyba że ktoś ją sobie przywłaszczył? Pytanie tylko kto i – przede wszystkim – po co?
- Rezerwat nie miał na celu ochrony zwierząt przed drapieżnikami? – dopytał, chociaż nie dało się tak łatwo pokonać natury, ani tym bardziej przeszkodzić groźniejszym zwierzętom w zdobywaniu pożywienia. Co innego kłusownicy, którzy mieli się stąd trzymać z daleka. Może to wcale nie jakiś wilk, tylko właśnie człowiek? Nie wiedział już, co o tym myśleć, ale widok kupy kości nie sprzyjał jego dobremu samopoczuciu, dostatecznie już zszarganemu przez atak chochlików kornwalijskich.
Podał Reginie róg, gdy o niego poprosiła.
- Raczej trzymam się miasta – wyjaśnił. Dla niego stare kamienice, tłum ludzi i hałas były prawdziwą dżunglą. Na łonie natury czuł się niepewnie, choć lubił spacery. Był raczej tym typem człowieka, który podczas pikniku martwiłby się wszystkimi owadami przelatującymi mu nad głową i tym, że łaskocze go trawa. Zależało do sytuacji. – Nie pocieszasz, wiesz? Ale mam rację, że coś jest tu zdecydowanie nie tak? Byłem już z tobą w tym lesie, nigdy nic nas nie zaatakowało, a teraz rzuciły się na nas chochliki. I znajdujemy kości zamiast żywego jednorożca.
Przejmował się, bo i miał czym. Łączył wypady z Reginą raczej z przyjemną wędrówką, rozmowami o niczym i ewentualnymi opowieściami na temat magicznych stworzeń. Nie ze śmiercią i niepokojem.
Brnęli dalej w las, a Fergus coraz bardziej miał ochotę zawrócić i odpuścić sobie szukanie śnieżnobiałych, rogatych koni. Jeśli mieli wpakować się w jakieś kłopoty, lepiej temu zaradzić już teraz. Darować sobie, potraktować sprawę rozsądnie. Ale, na brudne gacie Merlina, on nigdy nie potrafił podejmować słusznych decyzji, więc nawet nie poinformował Rowle o swoich rozmyślaniach.
Zamarł, gdy ich uszu doszło rżenie, a gdzieś w oddali niewielki biały punkt poruszył się i zaraz zniknął, opadając w dół. Sięgnął do kieszeni po różdżkę, choć już zdołał się dziś przekonać, że była całkiem bezużyteczna. W razie potrzeby mógł chociaż dźgnąć nią kogoś w oko. Albo coś, w zależności od tego, z czym mieliby do czynienia.
- Co robimy? – zapytał, czując, jak stres spływa mu po kościach. Nie mógł się ruszyć, ale też nie mógł zostać tutaj całkiem sam, więc jeśli Regina postanowi ruszyć naprzód, podąży za nią.


RE: [7 kwietnia 1972r.] Rezerwat przyrody | Fergus & Regina - Regina Rowle - 16.01.2023

— Nie do końca. Rezerwat ma na celu wygospodarowanie dla zwierząt nietkniętego przez człowieka miejsca, w którym będą mogły żyć dziko lub pół dziko. — odparła po chwili i dodała. — Drapieżniki są niestety nieodłączną częścią łańcucha pokarmowego.

W odróżnieniu od towarzysza, Regina się nie bała, ani nie czuła się nieswojo. Owszem, las stawał się coraz bardziej ponury, ale to tylko podsycało jej ciekawość i chęć sprawdzenia, co najlepszego dzieje się w rezerwacie, który powinien być pod szczególną obserwacją ministerstwa.

Z powagi sytuacji zdała sobie sprawę dopiero wtedy, gdy biały kształt zwalił się na ziemie, a Fergus zapytał przez ściśnięte gardło, uzbrajając się w różdżkę. Sięgnęła i po swoją, zastanawiając się nad kolejnymi krokami.

Na dobrą sprawę jednorożce miały bardzo niewielu naturalnych wrogów. Na północy mogły być nimi smoki, które jako jedne z nielicznych potrafiły dogonić jednorożce. Zdarzały się też przypadki, że żywiły się nimi akromantule, ale nie zostało to oficjalnie udowodnione. W Anglii, gdyby nie liczyć czarodziejów-kłusowników, jednorożce były całkiem bezpieczne. Więc co, do stu ponuraków, się tutaj działo?

— Chodź, musimy to sprawdzić.

Nawet nie spojrzała na towarzysza, tylko od razu ruszyła chyłkiem w tamtą stronę. Po przejściu nastu metrów zwolniła i zaczęła o wiele uważniej stawiać nogi, by nie narobić za dużo hałasu.

Im bliżej śnieżnobiałego stwora byli, tym wyraźniejsze stawało się rzężenie, parsknięcia i szelest rytych liści i gałęzi, które ścieliły się gęsto na ziemi. Rowle oparła rękę na drzewie i zerknęła za nie.

Jej podejrzenia się potwierdziły. Za pniem był jednorożec, któremu wiele brakowało do wyobrażeń, jakie mieli czarodzieje i mugole o tych szlachetnych stworzeniach. Sierść na brzuchu i zadzie była pozlepiana ni to błotem, ni to jakąś srebrną mazią, którą Regina natychmiast rozpoznała jako krew. Z szarych chrap również wypływała i kapała na liście i glębę gęstymi kroplami.

Zwierzę wyczuło obcych i spróbowało się zerwać, by uciec przed domniemanym zagrożeniem, ale prędko okazało się, że nie ma siły wstać. Przednie kopyta znowu rozorały ziemię, a koń odrzucił łeb i zarżał przeciągle, by dać upust swojej bezsilności.

— Na brodę Merlina… — wyszeptała Olbrzymka, nie wierząc własnym oczom.

Wyszła zza drzewa i stanęła przed zwierzęciem, oniemiała. Jednorożec co chwila błyskał białkami oczu z przerażenia i rzucał głową na boki. Podjął jeszcze kilka prób, by wstać, ale ewidentnie brakło mu sił lub sprawiało mu to zbyt wiele bólu.

Jeżeli przyjrzeć się bardziej rannemu zwierzęciu, to nie szło zauważyć rany lub ran, które były przyczyną jego tragicznego stanu. To, co jeszcze rzucało się w oczy, to brak rogu, a sam kikut, ułamany niemal przy nasadzie, wystrzępiona grzywa i wystające spod skóry żebra. Magiczny koń wyglądał jak siedem albo i więcej nieszczęść.




RE: [7 kwietnia 1972r.] Rezerwat przyrody | Fergus & Regina - Fergus Ollivander - 18.01.2023

Wychodziło na to, że nawet w rezerwatach przyrody niektóre stworzenia nie były bezpieczne. Fergus nie do końca to rozumiał, ale w jakiś sposób zaakceptował. Jeśli miały imitować rzeczywiste, naturalne środowisko, to jedne zwierzęta musiały polować na inne. Nie było innego wyjścia. Tylko dlaczego jednorożce? Były niewinne, nietknięte przez nikogo z wyjątkiem prawdziwych zwyrodnialców. A te tutaj najwyraźniej wpakowały się w niezłe bagno.
- Jesteś pewna, że to bezpieczne? – dopytał niezupełnie przekonany do tego pomysłu. Zacisnął mocniej palce na różdżce i mimo wszystko podążył za olbrzymką. Nauczony poprzednim błędem, stawiał ostrożnie kroki, patrząc na to, co znajdowało się pod jego stopami. Żadnych gałęzi, ani tym bardziej kości. Jedynie liście chrzęszczące pod naporem ciała.
Trzymał się na uboczu, wiedząc, że nie będzie zbytnio pomocny, a tym bardziej, że mógłby spłoszyć zwierzę. Nawet jeśli nie było w stanie się podnieść, wciąż odczuwało lęk. Fergus zresztą podobnie się bał: zarówno tego, co mogło się stać z tym biednym stworzeniem, jak i ewentualnego drapieżnika lub kłusownika, który mógł wciąż ukrywać się między drzewami. Rosły tu bardziej przerzedzone niż w głębi puszczy, ale wciąż były w stanie skryć tego, kto chciał schować się w cieniu.
- Regina, jesteśmy w stanie mu pomóc, czy powinniśmy kogoś wezwać? – zapytał, nie do końca wiedząc, czy kobieta miała umiejętności pozwalające jej opatrzyć jednorożca. O ile, oczywiście, ten pozwoli się do siebie zbliżyć, a na to istniały dość liche szanse. Chociaż pamiętał z opieki nad magicznymi stworzeniami, że te jednorogie konie pozwalały do siebie podejść prędzej kobietom niż mężczyznom. Może lepiej, że znajdował się akurat w takim towarzystwie. – Na zadek hipogryfa, co tu się dzieje? – rzucił drugim pytaniem, chyba bardziej do siebie, niż do olbrzymki i oparł się o drzewo, by zniknąć choć na moment z zasięgu wzroku rannego jednorożca. – Czy ten róg, który znaleźliśmy, należy do niego?
Spuścił wzrok na zdobycz, która wciąż znajdowała się w dłoni Rowle. Z tej odległości nie był w stanie stwierdzić, czy pasowała do ułamanego rogu na głowie znalezionego przez nich zwierzęcia. Jeśli tak, sytuacja stawała się jeszcze bardziej pokręcona, niż mógł się spodziewać.