![]() |
|
[10.04, nieopodal Little Hangleton] Mgliste Mokradła - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Anglia (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=6) +--- Dział: Little Hangleton (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=24) +--- Wątek: [10.04, nieopodal Little Hangleton] Mgliste Mokradła (/showthread.php?tid=749) Strony:
1
2
|
RE: [10.04, nieopodal Little Hangleton] Mgliste Mokradła - Mackenzie Greengrass - 10.01.2023 Gdyby Mackenzie była tutaj sama, prawdopodobnie nie zbliżyłaby się do drzewa. Nie tyleż ze strachu (chociaż owszem, wcale nie czuła się komfortowo na myśl, że w pobliżu znajdował się trup), ile z ostrożności. I z chęci wyjścia stąd jak najszybciej. Nie była przecież Brygadzistką ani żadną uzdrowicielką, aby musiała zajmować się sprawą jakiegoś wisielca. Może potem miałaby wyrzuty sumienia, bo niewykluczone, że rodzina takiego szukała, ale teraz priorytetem była jej własna skóra. Kiedy jednak Geraldine zdecydowała się ruszyć w tamtą stronę, ona też zawędrowała bliżej. Szła za nią dość posłusznie większość drogi, bo kobieta zdawała się dobrze orientować na bagnach i istniała większa szansa, że ona wybierze bezpieczną ścieżkę, niż gdyby o trasie decydowała Mackenzie. Tymczasem, może dzięki szczęściu, może dzięki doświadczeniu Yaxley, nie wlazły w żadne miejsce, w którym mogłyby utknąć, Kenzie wolała więc już się jej trzymać. I okazało się, że trup nie był trupem, chociaż na pewno jakiś człowiek przyłożył do tego rękę. Z gałęzi na linie zwisały szmaty, przez kogoś zawieszone, w dodatku kiedy Yaxley poruszyła nimi kijem, szaty spadły, a przy okazji zaczął się sypać z nich jakiś… pył? - Cofnij się – poprosiła Mackenzie, natychmiast za pomocą swojego szalika zatykając sobie usta i nos. – To mi wygląda na pył jednej rośliny. Jest halucynogenna. Na całe szczęście, chyba szmaty wisiały tu od dawna, większość pyłu zapewne dawno się ulotniła, a Geraldine wyglądała na tak postawną, że jeśli nawet odrobinę by wciągnęła nosem, nie powinna odczuć żadnych skutków, a sama Mackenzie natychmiast zaczęła cofać się w tył. - Co za pierdolony żartowniś – syknęła, już z bezpiecznej odległości, gdy dzieło owego żartownisia psychopaty znów przysłoniła mgła. Skrzywiła się, kiedy nieostrożnie postawiła nogę, co sprawiło, że zapadła się w błoto aż po łydkę. Stoczyła krótką walkę z bagnem o buta, którą z pewnym trudem zwyciężyła. – Chodźmy stąd. Skoro ktoś tutaj powiesił… Mackenzie nie dokończyła, ale było raczej jasne, co miała na myśli. Wątpliwe, aby ktoś właził bardzo mocno w głąb bagna, aby zawiesić coś takiego. Musiały być na obrzeżach. Gorzej, że nie były pewne, czy nie idą na przykład wzdłuż tych obrzeży, podczas gdy jakaś wioska czy normalny las kryły się ledwo kilkanaście kroków w inną stronę – przysłonięte przez mgłę. RE: [10.04, nieopodal Little Hangleton] Mgliste Mokradła - Geraldine Greengrass-Yaxley - 10.01.2023 Geraldine zawsze musiała sprawdzić, dotknąć, czy cokolwiek innego, nawet jeśli byłaby sama. Nie należała do szczególnie ostrożnych osób, przez co nieraz wpakowała się w kłopoty. Nie nauczyło jej to jednak niczego, bo nadal to robiła. Ciekawość była zbyt silna. Nie byłaby więc sobą, gdyby nie podeszła do drzewa, a przynajmniej dzięki temu też stała się spokojniejsza, przynajmniej upewniła się, że to nie był trup. - Halucynogenny? Mogłoby nam to umilić wędrówkę po tych mokradłach.- Odparła z uśmiechem, choć wolałaby mimo wszystko uniknąć dodatkowych atrakcji. Wyjście z bagien i bez tego okazało się być dosyć trudnym wyzwaniem, chociaż nie mówiła tego na głos. Ścieżkę którą podążały wybierała instynktownie, tak naprawdę nie miała zielonego pojęcia, jak daleko jeszcze przyjdzie im iść. - Jakby te bagna same w sobie nie były wystarczająco przerażające. Myślę, że ktoś chce wystraszyć wszystkich, którzy się tu znajdują. Całkiem nieźle mu to idzie.- Sama Geraldine czuła się w tym miejscu nieswojo, a raczej rzadko kiedy miewała takie odczucia. Czuła się trochę jak intruz, w końcu nie wiedziała gdzie jest, nie mogła stąd wyjść w momencie w którym miała na to ochotę, nie miały też pojęcia, co jeszcze przyjdzie im tutaj znaleźć. Ktoś zdecydowanie nie chciał, aby ludzie czuli się tutaj zbyt komfortowo. -Tak, jestem tego samego zdania, musimy być blisko wyjścia, nie sądzę by się chciało komuś pchać w głąb mokradeł.- Ruszyła ponownie przed siebie, a przynajmniej próbowała. Kiedy cofała się przed tym kłębkiem szmat niefortunnie dość stanęła. Noga ugrzęzła jej w błocie. - Kurwa mać. Wiedziałam, że to się tak skończy.- Próbowała wyciągnąć stopę, aczkolwiek błoto wydawało się dość mocno ją trzymać. Zaparła się na wolnej nodze i po raz kolejny próbowała wyciągnąć nogę. - Chyba utknęłam.- Nie chyba, a na pewno. Liczyła na to, że dziewczyna pomoże jej się wydostać. RE: [10.04, nieopodal Little Hangleton] Mgliste Mokradła - Mackenzie Greengrass - 10.01.2023 Mackenzie miała dostateczne problemy ze swoją głową i bez środków halucynogennych. Nie było to jednak coś, do czego przyznałaby się na głos. - Obyś się myliła. Bo jeżeli masz rację, mogą tu być inne niespodzianki – mruknęła Greengrass. Straszenie straszeniem, ale do niepokoju pobytem na bagnie, nieprzyjemnego uczucia odcięcia od magii, dołączyła jeszcze myśl o tym, że po okolicy mógł kręcić się jakiś psychopata. Mackenzie już chciała podjąć przerwaną wędrówkę, gdy Gerdaline zaklęła. Najwyraźniej podobnie jak wcześniej sama Green, utknęła w błotnistej, dziwnej mazi, wypełniającej okolicę, ale że była wyższa i cięższa, nie zdołała się uwolnić. - Cudownie. Poczekaj chwilę – poprosiła. Najpierw dokładnie sprawdziła kijem podłoże w pobliżu kobiety, bo gdyby sama też się tam zapadła, za nic nie zdołałaby jej pomóc. Kiedy już namierzyła miejsce, które wydało się jej dobrym do stanięcia tak pewnie, jak tylko dało się na tych cholernych bagnach, wbiła gałąź w ziemię w pobliżu, a potem przyklękła w błocie, chwytając nogę Yaxley na wysokości łydki. Pewnie skuteczniej byłoby ciągnąć od góry, ujmując ją pod pachami, ale tu problemem stanowiła różnica wzrostu. Mackenzie po prostu nie dałaby rady odpowiednio kobiety złapać. - Na trzy… raz, dwa, trzy – odliczyła, przy „trójce” z całej siły ciągnąc nogę Geraldine w górę. Błoto zabulgotało, jakby było czymś żywym, co bardzo nie chciało wypuścić swojej „zdobyczy”, but jednak drgnął, idąc wreszcie w górę, choć ręce i spodnie Mackenzie przepięknie się przy całej procedurze ubabrały. - Tu jest głębiej niż tam, gdzie szłyśmy. Może te szmaty… miały zwabić w niebezpieczny rejon – wymamrotała Gryfonka. Jeżeli szło o nią, chciała jak najszybciej oddalić się od miejsca, gdzie znalazły się te szmaty imitujące trupa. Może przesadzała, ale atmosfera bagien, przedziwne zapachy, mgła, ograniczona widoczność, sprawiały, że w jej głowie powstawały różne szalone teorie. RE: [10.04, nieopodal Little Hangleton] Mgliste Mokradła - Geraldine Greengrass-Yaxley - 10.01.2023 - Żadne niespodzianki nie są mi straszne! - Rzekła całkiem pewnie. Gerry lubiła wyzwania, nawet te niezaplanowane, dzięki temu mogła się sprawdzić. Lubiła adrenalinę, wyzwania. Tak też podeszła do wizyty na mokradłach, zresztą czuła, że niedługo znajdą one wyjście z tego miejsca. Intuicja jej to mówiła. Nie ma się co oszukiwać, że Gerry należała do osób, którym łatwo było pomóc. Była wysoka, a do tego mięśnie też swoje ważyły. Obserwowała Kenzie, kiedy badała ziemię wokół niej, tak aby odpowiednio stanąć. Najchętniej by ją trochę pospieszyła, bo nie do końca podobało jej się stanie w tym błocie, nie chciała jednak być niemiła, tym bardziej, że dziewczyna nie miała oporów, aby jej pomóc. Tym razem postawiła na cierpliwość, zdarzało się to stosunkowo rzadko w przypadku panny Yaxley. - Dobra.- Odliczyła głośno z Greengrass. Na trzy starała się pociągnąć nogę z całej siły, wsparcie rąk dziewczyny jej pomogło, bo pomimo tego, że czuła, że noga się zakleszczyła to udało się jej nią poruszyć. Pociągnęła ją jeszcze mocniej, aż wreszcie uwolniła się z tego złowieszczego błota. Cóż, jedną nogawkę spodni miała całą upapraną w błocie, nie żeby był to pierwszy raz. Najchętniej znalazłaby się już w domu i wykąpała. Zmyła z siebie cały ten syf. - Może tak być, może komuś zależało na tym, żeby tutaj utknąć, na całe szczęście pomogłaś mi się wydostać. Dziękuję.- Rzekła jeszcze z uśmiechem. - Chodźmy tutaj, wydaje się, że mgła jest jakby mniej gęsta.- Wyciągnęła rękę w prawą stronę, aby pokazać kierunek, w którym jej zdaniem powinny iść. Szła przed siebie spoglądając za ramię co jakiś czas, aby upewnić się, że Kenzie idzie za nią. Wydawało jej się, że zbliżają się już ku wyjściu, promienie słońca zaczęły mocniej przebijać się przez korony drzew, a i grunt był już mniej grząski.- Jeszcze trochę i powinnyśmy stąd wyjść. RE: [10.04, nieopodal Little Hangleton] Mgliste Mokradła - Mackenzie Greengrass - 10.01.2023 Jeżeli szło o Mackenzie, potrafiła sobie wyobrazić parę niespodzianek, które byłyby jej straszne. Teleportacja na mglistym bagnie, na którym nie działała magia na pewno była jedną z nich. Bardzo starała się zacisnąć zęby i po prostu wędrować przed siebie, ale mimo sporej wytrzymałości kilka godzin chodzenia po grząskim gruncie dawało się we znaki. Zwłaszcza, że ostatni raz jadła poprzedniego wieczoru i w pewnym momencie żołądek zaczął boleśnie się skręcać. Błoto powoli zasychało na spodniach i rękach, chłód zaczynał dawać się we znaki. A cichy głosik w głowie zdawał się szeptać: co jeżeli stąd nie wyjdziemy? W końcu jednak grunt zaczął się zmieniać. Mgła opadała i najpierw zobaczyły normalne rośliny i drzewa, potem słońce, a wreszcie stanęły na skraju wzgórza. Przed sobą mogły zobaczyć miejsce znane jako Little Hangleton. Mackenzie z ulgą opadła na ziemię. Wreszcie stałą, nie błotnistą. Wydobyła z kieszeni różdżkę i wyszeptała cicho lumos, a potem odetchnęła, gdy światło zapłonęło na jej końcu. Znów mogła używać magii. - Dzięki za towarzystwo – powiedziała lakonicznie. Trochę raźniej było przedzierać się przez błota i mgłę z żywym człowiekiem u boku. Pozwalało to choćby zachować poczucie realności. I liczyć na to, że ktoś pomoże w razie kłopotów, przynajmniej jeżeli sam przy tym nie ucierpi. – Nie wiem, jak ty, ale nie planuję teleportować się przy tym bagnie. Wzywam Błędnego Rycerza. Podniosła się powoli. Niezależnie od decyzji Geraldine, sama zamierzała spróbować przywołać autobus. A potem wrócić do Londynu. Wiedziała, że matka będzie bardzo niezadowolona z tego, że córka nie pojawiła się o umówionej porze i nie dała znać, że jej nie będzie. Ale w tej chwili Green marzyła tylko o tym, aby zmyć z siebie to całe błoto, założyć czyste ubrania, zjeść coś i pójść spać. Koniec sesji
|