![]() |
|
kwiecień 1972; W coś Ty się znowu wpakował?! (Norka i Fergus) - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5) +--- Dział: Niemagiczny Londyn (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=22) +---- Dział: Klinika magicznych chorób i urazów (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=18) +---- Wątek: kwiecień 1972; W coś Ty się znowu wpakował?! (Norka i Fergus) (/showthread.php?tid=827) Strony:
1
2
|
RE: kwiecień 1972; W coś Ty się znowu wpakował?! (Norka i Fergus) - Nora Figg - 06.02.2023 Fergus nie był jedyny, Nora miała całą masę nieodpowiedzialnych znajomych, nie przeszkadzało jej to jednak wcale. W końcu nie wszyscy musieli być tak ułożeni jak ona. Pewnie sama byłaby do nich podobna, gdyby nie to, że życie trochę ją wyjaśniło. Musiała się dostosować do tego, co rzucił jej los pod nogi i jakoś sobie z tym wszystkim radzić. - Bardzo dobrze mówisz, cieszę się, że się zrozumieliśmy. - Przyglądała się mu uważnie, uśmiech nadal nie schodził jej z twarzy. Najwyraźniej już się nieco uspokoiła, gdy zobaczyła go tutaj lekko poturbowanego. Mogło być zdecydowanie gorzej - miała tę świadomość, więc humor ponownie zaczął jej dopisywać mimo nieprzespanej nocy. Po tej wizycie będzie już spokojniejsza. Mój najdroższy Fergusie, myślę, że i bez tych śmierdzących fajek wyglądasz naprawdę seksownie, mam Ci przypomnieć o tym, że się w Tobie bujałam w Hogwarcie? - Miała wrażenie, że już nie raz mu o tym wspominała. Teraz nawet ją to bawiło, że mogła na niego patrzeć w ten sposób, było to czysto platoniczne z jej strony, trwało krótko, ale jednak nie wymazała tego z pamięci. Pewnie gdyby się ładnie uśmiechnął to Norka nie mogłaby się oprzeć i załatwiłaby mu te papierosy, jednak uśmiechu nie było to i nie będzie palenia, przynajmniej póki co. Lepiej dla jego zdrowia, czuła, że jak tylko stąd wyjdzie to nadrobi te kilka dni bez nikotyny. - Mówię serio, dlaczego w to wątpisz? - Zdziwiła ją jego reakcja. Figg już tak miała, że starała się wytłumaczyć każdą głupotę, musiała znaleźć jakiś racjonalny powód przez który się wydarzyła. Usprawiedliwiała swoich przyjaciół bez zawahania, szkoda, że w przypadku swojej osoby nie była taka pobłażliwa. Jednak w stosunku do siebie była zawsze dużo bardziej krytyczna, niż do swoich przyjaciół. Na pewno w pewien sposób chciała go też pocieszyć, ale nie było to tylko to. Norka taka już była. - Fakt, to nie brzmi za dobrze, wkurzyłabym się, jakby wszystko poszło w pizdu. - Uzmysłowił jej teraz trochę na czym polegał problem. Nie wyglądało to za dobrze, no ale już teraz i tak nie miał na to najmniejszego wpływu, musiał się pogodzić z tym, że tak wyszło i już. Po co się obwiniać skoro to i tak nic nie da? - Coś Ty się zrobił taki drażliwy, nawet nie można się o nic zapytać... - Zauważyła, że temat trochę go rozjuszył, ale chciała po prostu uzyskać odpowiedzi na pewne pytania, szczególnie, że sam jakoś nie wydawał się być specjalnie wylewny. Westchnęła ciężko, będzie próbowała dalej, Norkę wcale nie tak łatwo było zniechęcić. - KTO CIĘ ZNIENAWIDZI, kim się tak bardzo przejmujesz, i dlaczego ta osoba znaczy dla Ciebie tak wiele? - Może niepotrzebnie się uniosła, jednak dostrzegła, że problem leży gdzieś głębiej i niestety, czy Fergus chciał, czy nie musiał się jej tutaj wyspowiadać. RE: kwiecień 1972; W coś Ty się znowu wpakował?! (Norka i Fergus) - Fergus Ollivander - 07.02.2023 Roześmiał się szczerze chyba po raz pierwszy odkąd trafił do szpitala. Słyszał już o tym nie raz, ale za każdym razem, gdy to wspominała, zaskakiwało, choć nie w takim stopniu, jak na samym początku. - Chyba gorzej nie mogłaś wybrać - powiedział, wciąż się śmiejąc. Chociaż wiedział, że mogła, patrząc na to, jakie spojrzenia posyłała ostatnio Saurielowi. To nie był jednak czas na tę rozmowę, nie w takich okolicznościach. Zresztą, może to tylko jego umysł otumaniony alkoholem podsyłał mu jakieś dziwne obrazy, jak Salem syczący na Rookwooda, bo nie zauważył krwi. Parsknął jeszcze raz śmiechem na to, jak szybko wyczuł go ten kot, choć Nora wciąż mogła to połączyć z poprzednim napadem glupawki. Na papierosy nie mógł i tak liczyć, bo miał dziwne wrażenie, że pani Bulstrode od razu transmutowałaby je w liście rukoli, twierdząc, że to lepsze w dochodzeniu do zdrowia. - Bo tyle osób już mnie opierdzieliło za to, że to moja wina, że wszystko wydaje się podejrzane - odpowiedział jej całkiem szczerze, wyjaśniając swoje powątpiewanie w szczerość jej słów. Znał Norę na tyle, by wiedzieć, że nigdy by go nie okłamała, ale jednak próbując go pocieszyć mogła nagiąć trochę rzeczywistość - nie do końca świadomie, ale wciąż. Jeśli mimo to wciąż myślała, że wypadek Fergusa był efektem niespełnionych marzeń i ambicji, mógł przystać na tę wersję, bo całkiem mu się podobała. Stawała się wymówką dla bezmyślności. - Widzisz! Ja też bym się wkurzył. Boję się tego wkurzenia za szkatułkę, jeśli mam być szczery. Zwłaszcza że była też cholernie droga. - Mina na powrót mu zrzedła, gdy Figg przyznała mu rację. Problem był spory, a im dłużej o tym myślał, tym bardziej był przerażony, do czego to wszystko prowadziło i do czego doprowadzić mogło. Gdyby nie Longbottomowie, pewnie leżałby teraz w kostnicy krojony przez Cynthię, a Castiel w areszcie, tłumacząc się aurorom, dlaczego dopuścił do takiej sytuacji. W świetle takich wydarzeń zniszczenie starożytnego artefaktu było niczym, ale z racji tego, że stało się największym problemem Fergusa, bał się wszelkich konsekwencji z tym związanych. Uniósł brew, nie odrywając wzroku od Nory. Zawsze był drażliwy. Dopiero teraz to zauważyła? Tym bardziej, im dłużej był tu unieruchomiony bez możliwości wyjścia na papierosa czy zajęcia się czymś lepszym niż obserwowanie pomieszczenia. - Kiedy powiedziałem, że coś dla mnie znaczy? Po prostu nie lubię, kiedy ludzie mnie nienawidzą - powiedział, posyłając jej pytające spojrzenie. Może jednak powinien był ugryźć się w język? Zbyt mocno go kusiło, by coś powiedzieć, zwłaszcza że ufał Norze na tyle, by wierzyć, że by go nie oceniała. Ale nie mógł, po prostu nie mógł. - Nie znaczy. Wcale - dodał szybko i spojrzał wymownie w sufit, bo obawiał się, że widząc jej spojrzenie w końcu pęknie. - Nic a nic - zaznaczył jeszcze tak dla pewności, że na pewno zrozumiała. Ale chyba przesadzał w drugą stronę. RE: kwiecień 1972; W coś Ty się znowu wpakował?! (Norka i Fergus) - Nora Figg - 14.02.2023 Norka nie ukrywała przed Fergusem faktów. Wspomniała mu już o tym kilka razy, wiedziała, że go to rozbawiło, ba ją samą bawiło to, że kiedyś w ogóle patrzyła na niego w ten sposób. Zabawne, jak wiele się może zmienić przez lata, świadczy to też o tym, jak młody człowiek całkiem szybko przywiązuje się do drugiej osoby i nie do końca potrafi ubrać to w słowa. Fergus był przecież nadal wiele dla niej znaczy, zdecydowanie jednak relacja ta nie miała w sobie nic romantycznego, zresztą od zawsze, na samym początku z jej strony było to czysto platoniczne. jako nastolatka nasłuchała się o tym, że wszyscy się ciagle zakochują i próbowała jakoś znaleźć sobie swój obiekt uczuć, nie do końca jej to wyszło, jak widać. - Jak to mówią mój drogi - zawsze może być gorzej. - Mrugnęła do niego porozumiewawczo. Uśmiech nie schodził jej z twarzy, najwyraźniej już całkiem przeszła jej złość, która była spowodowana niewiedzą na temat jego stanu zdrowia. - Nie szukaj wrogów, tam gdzie ich nie masz, to samo z osobami nieprzychylnymi, powinieneś pamiętać, że coby się nie działo, to zawsze masz we mnie wsparcie. - Zamierzała mu to przypomnieć, bo wyczuwała z jego strony jakieś zwątpienie i jej się to nie podobało. - No dobra, można się wkurzyć, ale każdemu z nas zdarzyło się coś zniszczyć, co nie? Najważniejsze, że wyszedłeś z tego w jednym kawałku, rzeczy materialne to tam pierdoła. - Przynajmniej tak się wydawało pannie Figg, no bo w końcu ze stratą jakiejkolwiek rzeczy można się było pogodzić, gorzej ze stratą ręki, nogi, czy innej części ciała. Nora przyglądała się uważnie Ollivanderowi, zauważyła jego zdenerwowanie, gdy zapytała o osobę, której dotyczy sprawa. Nie była przyzwyczajona do takich reakcji z jego strony, zdecydowanie coś było na rzeczy, tylko nie chciał jej tego przyznac. Niech mu będzie, póki jest w szpitalu da mu spokój, później nie będzie już taryfy ulgowej. - Niech Ci będzie, chociaż miej na uwadze, że nie do końca Ci wierzę tym razem. - Wolała go uprzedzić, lepiej, żeby się nastawił na to, że w przyszłości wróci do tego tematu. - Już wystarczy, widzę, że bardzo chcesz zaprzeczyć.- Skoro trzy razy potwierdzał, że ta osoba nic dla niego nie znaczyła... to tylko utwierdzało ją w tym, że musi być odwrotnie. - Dobra Fergus, chyba czas na mnie, Beltane się zbliża, mam dużo roboty, jeśli będziesz czegoś potrzebował wyślij do mnie list.- Postawiła jeszcze karton z pączkami na szafce. Wstała, przytuliła się jeszcze do niego na pożegnanie i wyszła z Munga. Koniec sesji
|