![]() |
|
[20.04.72] Do serca Mglistych Mokradeł - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Anglia (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=6) +--- Dział: Little Hangleton (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=24) +--- Wątek: [20.04.72] Do serca Mglistych Mokradeł (/showthread.php?tid=983) |
RE: [20.04.72] Do serca Mglistych Mokradeł - Brenna Longbottom - 05.03.2023 Sama Brenna, zajęta obserwacją kamieni, bo wbiła sobie do głowy, że te mogą być źródłem problemu, pewnie przegapiłaby bąbelki, które wyłapała Heather. Gdy Wood o tym wspomniała, Longbottom przypatrywała się wodzie podejrzliwie, w pierwszej chwili zakładając, że może pod spodem jest jakiś gaz albo rzucono na nią jakieś zaklęcie… Oczywiście, jeśli Heather tego nie zrobiła, zawołała głośno do Patricka i Mavelle, by i ich powiadomić o znalezisku Wood. Tyle że szybko okazało się, że to nie był gaz. To były utopce. Brenna odruchowo uniosła różdżkę, po czym przypomniała sobie, że przecież nie może użyć magii. Wraz z tą świadomością przeszedł ją dreszcz paniki. Potem uniosła kij, ale to, że walka z dwoma utopcami jedynie zaostrzonym kijem jest złym pomysłem też dość szybko przyszło jej do głowy. Okrzyk Patricka zresztą przełamał wahanie Brenny i kobieta ruszyła biegiem w ślad za nim, licząc, że ciała w zapewne dość sporym stanie rozkładu, nie będą poruszały się tak szybko, jak oni. Potrzebowali zwiększyć odległość na tyle, by użyć magii. Bo nie, Brenna nie planowała uciekać ogólnie z Mokradeł i chyba nikt z obecnych nie planował ot tak zostawić tej całej sprawy. Mokradła były w tej chwili pułapką na nieszczęśników, którzy się tu teleportują – nie wspominając już o tym, że utopce mogły zabić każdego, kto znajdzie się w pobliżu. Ale musieli się przygotować. Plan z ogniem był doskonały i jej też przyszło do głowy, aby spróbować podpalić kij. Ale najpierw… - Próbuję z dziurą w ziemi, może uda się je wciągnąć w pułapkę – rzuciła, gdy tylko magia znów zaczęła działać. Może i sama magia przestanie działać, ale jej wcześniejszy efekt chyba powinien pozostać… Brenna cisnęła plecak na ziemię, a potem wycelowała w glebę. Za pomocą kształtowania próbowała wybić dziurę w ziemi. A jeśli czar by zadziałał… chciała narzucić swoją kurtkę na tę dziurę. Liczyła, że utopce nie są na tyle inteligentne, by zrozumieć, że to pułapka i przynajmniej jeden w nią wpadnie.
[roll=PO] Kształtowanie, dziura. RE: [20.04.72] Do serca Mglistych Mokradeł - Mavelle Bones - 05.03.2023 Praca, jaką wykonywali była dość milcząca – krok w tę stronę, w tamtą, uważać, gdzie się stawało, wyznaczyć precyzyjnie punkt zanikania magii, oznaczyć. Dodatkowo rozejrzeć się co jakiś czas, żeby się upewnić, czy partnera przypadkiem nagle coś nie pożarło (no, nie tak dosłownie – nie znajdowali się przecież aż tak daleko od siebie i raczej by usłyszała… niemniej tam, gdzie w grę wchodziła magia, nie wszystkiego należało być pewnym). - W porządku – potwierdziła krótko, zwracając na chwilę wzrok ku Patrickowi – U ciebie też? – dorzuciła jeszcze. Kolejne machnięcie różdżką, kolejny kijek, kolejne wbicie w grząski grunt. Kolejny oznaczony punkt. Stopniowo zaczynała odczuwać pewną frustrację. Nie była wielka, niemniej uwierała niczym kamyk w bucie; chodzili po tych mokradłach i chodzili, biedny nos musiał znosić tutejsze zapachy, sama nie zauważała niczego szczególnego, a ustalenia, jakie udawało się poczynić nagle okazywały się być gówno warte. Bo granice się zmieniały. A lumos nie zachowywał się tak, jak się początkowo spodziewali, że zachowywać będzie. Utrudniało to sprawę; gdyby były stałe, to zapewne źródła należałoby szukać w samym środku obszaru, a tak? Można było mieć jakąś nadzieję, że być może uda się jednak trafić na cel wyprawy. I lepiej, żeby się udało – już dość ofiar te cholerne mokradła pochłonęły; co najmniej o dwie za dużo, a i tak nie dałaby sobie ręki uciąć, że nie było więcej pechowców, którzy pozostali tu już na zawsze po tym, jak zawiodła ich magia teleportacji. Cóż – jeśli ktoś miał się poddać, to raczej nie oni. Sama Mavelle była zdeterminowana dotrzeć do sedna sprawy i była pewna, że dzieli ją z Brenną. Patrickiem też. Heather… nie znała jej tak dobrze, jednakże liczyła na to, że skoro młoda brygadzistka również się tu znajduje, to raczej nie podkuli zaraz ogona i nie zwieje; wszak nie była tu brana bez jakichkolwiek wyjaśnień. Pytanie tylko brzmiało: jak bardzo mokradła chciały ukryć swoją tajemnicę? Myśl ta czasem powracała, tak jak i spojrzenia rzucane w stronę Patricka – czy wciąż był w pobliżu? Czy nie trzeba było ruszyć mu w sukurs, bo jednak uległ zwodnikowi bądź nadział się na insze tutejsze żyjątko…? Wyglądało jednak na to, że u czarodzieja wszystko było w porządku. Jak i generalnie u wszystkich, jeśli nie liczyć magicznych anomalii. Dotarli do sadzawki i… och, wyglądało na to, że mokradła postanowiły się bronić. A oni mieli problem z magią. I nie, okładanie pięściami istot nieszczególnie wchodziło w grę. Wyglądało na to, że z Patrickiem myśleli bardzo podobnie – toteż nie zwlekała i rzuciła się do biegu w ślad za nim i kuzynką. Przynajmniej do chwili, w której znaleźli się w miejscu, gdzie anomalia już nie osłabiała magii. Widząc, że Brennie czar nie wyszedł, po prostu machnęła zaraz po niej różdżką, próbując zrobić dokładnie to, co kuzynka. Tyle że nie miała litości dla utopców i postanowiła im zaserwować jeszcze jedną niespodziankę, w postaci kolców na dnie dziury. Tak, zdecydowanie nie miała litości.
kształtowanie [roll=Z] Zaklęcie wyszło wręcz perfekcyjnie – cudowna dziura, najeżona kolcami aż miło – tylko żeby te cholerstwa na to się złapały... - Mam nadzieję, że się złapią, jak nie, to myślę, że powinniśmy spróbować je tam wepchnąć, zadbałam o mały „prezent” – wyrzuciła z siebie, zrzucając dość pośpiesznie plecak, żeby móc zdjąć i swoją kurtkę; z której strony by nie patrzeć, to wyszła dość konkretna dziura, którą trzeba było przykryć. Kurtka jej, Brenny… może nie zauważą i jednak się wpakują. MOŻE. 549/1439
RE: [20.04.72] Do serca Mglistych Mokradeł - Heather Wood - 06.03.2023 Heather wierzyła w to, że uda im się znaleźć źródło problemów na tych mokradłach. W końcu pojawili się z nią tutaj naprawdę doświadczeni czarodzieje, spoglądała na nich z podziwem, jak będzie duża chciałaby być do nich podobna. Wood przyglądała się bardzo dokładnie otoczeniu. W końcu miała szukać jakichś znaków, także wykonywała to polecenie bardzo pilnie. Udało jej się zauważyć bąbelki na powirzchni mokradeł, obserwowała przy tym różdżkę, lumos gasło, kiedy się one pojawiały, to musiało być powiązane. Heather powiedziała o tym, co zauważyła Brennie, wypadało się bowiem podzielić tym, co udało jej się zauważyć. Informacje dotarły również do pozostałej dwójki czarodziejów. - Bulgocze tak, jakby się wszystko pod spodem gotowało.- Pozwoliła sobie na komentarz dotyczący swojego znaleziska. Szli dalej w kierunku sadzawki. Wood nie była specjalistą, nie znała się na procesach geologicznych, nie miała zielonego pojęcia dlaczego te mokradła w niektórych miejscach pulsowały. Może powinni to skonsultować z kimś, kto znał się na geologii? Szła jednak nadal przed siebie, może znajdą coś, co da im odpowiedź na temat tego, dlaczego mokradła zachowywały się w ten, a nie w inny sposób. Trochę nie podobało jej się to, że magia tutaj nie działała. W końcu będzie musiała się jakoś obronić, Brenna miała chociaż kij, a ona? Ona nie miała nic. Nie wzięła ze sobą nawet miotły, której nigdy nie zostawiała, gdy czarowanie nie wychodziło to zawsze mogła kogoś pizgnąć trzonkiem, ciekawe, czy gdyby spróbowała ją wezwać to by się tu pojawiła, chociaż magia niby tu nie działała, więc może i jej miotła nie dałaby rady do niej dolecieć. Ciekawiło ją również, co by się stało, gdyby się zdenerwowała, czy jej klątwa mogła się aktywować w tym miejscu, czy raczej nie? Jak na razie była całkiem spokojna, także nawet nie miała możliwości, aby zobaczyć, co się wydarzy, też wolałaby, aby większość osób nie wiedziała o jej przypadłości, a poza Brenną która znała jej sekret, były tu jeszcze dwie osoby, które znała raczej średnio. Z rozmyślań wyrwała ją soczysta kurwa Patricka. Podniosła wzrok, żeby zobaczyć, co spowodowało jego zdenerwowanie. - OJA CIE PIERDOLE- Dostrzegła w oddali dwie wysmarowane szlamem istoty, nie wyglądały jakby chciały ich przywitać tutaj herbatką, wręcz przeciwnie. Cameron i Charlie mi nie uwierzą, jak im opowiem. Oczywiście musiała pomyśleć o tym, że trzeba będzie opowiedzieć wszystko przyjaciołom. Podniosła do góry rękę i bez mniejszego problemu złapała plecak, który rzucił jej Patrick. Lina. Powinna ją pewnie wyciągnąć, wsadziła więc rękę do środka i wymacała linę. - Mogę zrobić za przynętę.- Odparła kiedy cofała się do miejsca, gdzie była magia. - Bardzo szybko biegam, a oni nie wyglądają na specjalnie sprawnych fizycznie.- Zaproponowała. - Wiecie podbiegnę do nich, powyzywam, sprowokuje, rach ciach ruszą za mną, wy przygotujecie linę, oni się o nią potkną i wpadną do dziury.- Plan wydawał się jej być całkiem prosty, nie wiedziała tylko, czy inni będą mieli podobne zdanie. RE: [20.04.72] Do serca Mglistych Mokradeł - Patrick Steward - 09.03.2023
Rzuty kośćmi na to, czy dwa żywe trupy złapią się w wyczarowaną przez Mavelle dziurę. By złapał się 1 z nich wystarczy rzut powyżej 40 (z uwagi na perfekcyjne zaklęcie Bones), przy drugim powyżej 60. [roll=1d100] [roll=1d100] Tak naprawdę Patrick nie miał jakiegoś genialnego planu w głowie. W głównej mierze kierował się intuicją a ta podpowiadała mu by najpierw salwować się ucieczką a dopiero po odzyskaniu magii (to ona stanowiła przecież o ich sile) szykować się do walki.
Całe szczęście, że rozkładające się zwłoki nie były szybkie a i wydostanie się z jeziora musiało im zabrać trochę czasu. Steward nie patrzył za nimi, najpierw starając się zyskać bezpieczną (choćby na chwilę) odległość a potem skupiając na zaklęciach i planowaniu dalszych działań. Nie oponował, gdy Brenna z Mavelle próbowały wyczarować dziury. Tej drugiej udało się fenomenalnie, tej pierwszej nie – i pewnie był to najlepszy dowód na to, że miejsca, w których magia nie działała były płynne. Podniósł przelotnie wzrok na Heather, by wiedziała, że słowa kierował akurat do niej. - Z tym robieniem za przynętę, jeszcze poczekaj – rzucił szybko, starał się by jego głos zabrzmiał na tyle przyjaźnie, na ile mógł w tych okolicznościach. – Mam wrażenie, że na razie będziemy wszyscy za nią robili. Możesz zrobić z liny lasso. Jeśli walka będzie nierówna, spróbuj zarzucić je na któregoś z żywych trupów i ściągnąć go do dołu. Tylko pamiętaj, że twoje bezpieczeństwo jest na pierwszym miejscu – podkreślił. Miał skromną nadzieję, że o tym ostatnim pamiętać będą również pozostałe brygadzistki. – Ustawiamy się za dziurą – podkreślił na wszelki wypadek. Wszyscy byli przynętą czekającą na dwa oślizgłe, maszerujące na nich ciała. Korzystając z tego, że magia jeszcze działa, Steward wymamrotał ciche „Lacarnum Inflamari” by podpalić swoją gałąź. Tymczasem przeciwnicy kroczyli ku nim. Po części, choć plan Brenny i Mavele z dziurami był błyskotliwie doskonały, Patrick nie wierzył by żywe trupy naprawdę w nią wlazły. I dzięki temu miał się przyjemnie rozczarować. Schował różdżkę (w tej chwili już nieprzydatną, kawał zwykłego drewna) do kieszeni spodni. - Atak, cofnięcie. Heather wypatruj okazji – wymruczał jeszcze. Pierwsze rozkładające się ciało wpadło do dziury i chwilowo przestało stwarzać zagrożenie. Jako czwórka wykwalifikowanych czarodziei powinni dać sobie radę z jednym trupem. - Atakuję pierwszy – rzucił. – Mav, okrąż go od tyłu. [roll=N] Krążył, obserwując przeciwnika. Starał się nie wchodzić w drogę pozostałym. RE: [20.04.72] Do serca Mglistych Mokradeł - Heather Wood - 10.03.2023 Tak właściwie to Patrick miał rację. W tej chwili owe stworzenia zainteresowały się nimi wszystkimi na równi. Nie musiała próbować ściągać ich uwagi, bo same wydawały się już to robić. Cóż, jej pomysł nie był taki wyśmienity, jakby się mogło wydawać, ale próbowała działać, żeby nie było. Nie była, aż tak doświadczona jak reszta towarzystwa, jednak starała się angażować w sprawę. W końcu też nie myślała jeszcze tak stereotypowo jak oni - starzy wyjadacze. - Oczywiście panie Stewart, bezpieczeństwo najważniejsze! - Wbiła to sobie do głowy. Nie chciała zresztą skończyć, jako pokarm dla utopców. Dopiero rozpoczynała dorosłe życie i wiele miała jeszcze przed sobą. Zrobiła tak, jak zasugerował jej mężczyzna. Zawiązała linę w ten sposób, żeby na końcu znajdował się okrąg, w który mogła złapać to niespecjalnie pozytywnie do nich stworzenie. Nie zastanawiała się jeszcze jednak, co zrobić, jeśli uda jej się to złapać - to będzie kolejne zmartwienie. Ruszyła więc za tę piękną dziurę, którą udało się wyczarować Bones. Było to naprawdę piękne dzieło, bardzo imponujące. Widać było, że czarodziejka ma doświadczenie w rzucaniu takich zaklęć. Trupy zbliżały się w ich stronę. Wood nie spuszczała z nich wzroku, musiała być czujna, gotowa wykorzystać okazję, jeśli w ogóle się taka pojawi. Trzymała linę mocno w dłoni, aby rzucić ją, gdy przyjdzie na to pora. Jakimś cudem jeden z utopców wpadł do dziury, którą stworzyła Mavelle, ułatiwało to im zadanie, o ile zbyt szybko się z niej nie wydostanie, jednak dziura była na tyle głęboka, że powinna mu to uniemożliwić - naprawdę lepiej dla nich. Jeden utopiec nie wydawał się być tak wymagającym przeciwnikiem, szczególnie, że była tutaj ich czwórka. - Jasne!- Odkrzyknęła do mężczyzny. Atak, cofnięcie. Patrzyła, jak Steward próbuje zaatakować stwora, nie udało mu się to jednak. Cofnął się, to był odpowiedni moemnt, żeby ona skorzystała z okazji. [roll=PO] rzucam na aktywność fizyczną, czy Heath uda się złapać w linię utopca Zamachnęła się liną w ręku, wyglądała jak lasso, tylko, że nie łapała zwierzyny, a potwora. Wood miała smykałkę do wszelkich aktywności. Poczuła się jak ryba w wodzie i udało jej się złapać stwora w stworzoną przez siebie pułapkę. Tylko co teraz? Zaparła się stopami o ziemię, żeby nie pociągnął jej za siebie. Był trochę jak wielki pies na smyczy... - Czy prowadzić go do tej dziury/ - Upewniła się jeszcze. RE: [20.04.72] Do serca Mglistych Mokradeł - Brenna Longbottom - 10.03.2023 Mavelle czar poszedł znacznie lepiej. Brenna więc po prostu pośpiesznie ściągnęła kurtkę i narzuciła ją na część dziury, mając ogromną nadzieję, że przeżarte przez wodę mózgi utopców nie są w stanie zwietrzyć pułapki. Z racji na to, że kurtki się pozbyła i nie miała odpowiednio głębokiej kieszeni, podpaliła końcówkę kija, a potem ułożyła różdżkę starannie przy plecaku. - Utopce, kurwa, w dodatku bez magii. Tego jeszcze nie grali - wymruczała do siebie, układając sobie kij w dłoniach i starając manewrować nim tak, aby nie zgasić płonącego, zaostrzonego czubka, ale też samej się nie poparzyć. Umiała bić się na pięści. Jeżeli jednak szło o nawalanie się kijami, to już nie czuła się tak pewna siebie. Zwłaszcza, gdy przeciwnikiem był trup. Spięła się, gdy jeden z utopców się pojawił... i tak, wpadł do dziury: prosto na stworzone przez Mavelle kolce. Prawdopodobnie za mało, aby go zabić, ale dość, aby mogli skupić się na walce z drugim przeciwnikiem. Brenna nie pchała się do niego, skoro Steward ruszył przodem, ale gdy tylko się wycofał, a lina Heather zacisnęła się wokół szyi topielca, Longbottom rzuciła się do przodu. Chciała dźgnąć kijem utopca. Popychając go oczywiście nie w stronę Mavelle, a dziury.
Aktywność fizyczna, atak na utopca: [roll=Z] Stworzenie, które ledwo chwilę wcześniej unikało ataku Patricka, nie zdołało już tak szybko poruszyć się drugi raz teraz, kiedy trzymała je Wood. Kij wbił się gdzieś w okolice klatki piersiowej. Ogień rzecz jasna zgasł, ale cios pozostawił nieładną, wypaloną ranę, a Brenna popchnęła mocniej. Rzecz jasna - była gotowa puścić kij, żeby przypadkiem nie wpaść do dziury razem z utopcem... RE: [20.04.72] Do serca Mglistych Mokradeł - Mavelle Bones - 13.03.2023 Wycofanie się na z góry upatrzone pozycje nierzadko było tym, co miało najwięcej sensu – bo dawało możliwości, jakie nie zaistniałyby, gdyby wejść bezpośrednio w starcie. Plan Heather zaś… po części nie był taki zły, owszem, niemniej takie poświęcenie się nie było potrzebne, biorąc pod uwagę fakt, iż utopce zainteresowały się nimi jako grupą. Więc… tym samym nie istniała potrzeba, żeby w ten sposób się dodatkowo narażać. Jak również nie zaistniała potrzeba, żeby w jakikolwiek sposób zwrócić uwagę – Patrick był szybszy. Ustawiali się za dziurą – nie miała problemu, żeby dostosować się do tego polecenia, zwłaszcza że i tak po coś w ogóle ją stworzyła, prawda? Ze specjalnym dodatkiem, który – w razie powodzenia – powinien im odjąć całkiem sporo pracy. Dopóki zaś jeszcze miała magię, zatroszczyła się o stworzenie całkiem przyzwoitego kija z ostrym czubkiem. I nie omieszkała go podpalić. Niestety, w sytuacji, w której magia przestawała być ich sojusznikiem, musieli sobie radzić inaczej. I nie tyle mieć nadzieję, co również dołożyć wszelkich możliwych starań, by faktycznie obejść się bez mocy, którą posługiwanie się było tak samo naturalne, jak oddychanie. Cóż, nie wypadli sroce spod ogona i nie pierwszy raz znajdowali się w warunkach zagrożenia życia i zdrowia, prawda? - Tak jest – odruchowo przyjęła polecenie, po czym zaczęła okrążać pozostałego utopca. Ten niestety nie raczył wpaść do dziury, jak jego poprzednik (co przyjęła z niemałą satysfakcją), niemniej wciąż – lepiej mieć do czynienia z jednym, nie zaś z dwoma jednocześnie. Tyle że wszyscy zadziałali w zasadzie na tyle sprawnie, iż nie miała już specjalnie wiele do roboty. Lina Wood stanowiła już pewne ograniczenie dla ich przeciwnika, dodatkowo Brennie udało się uraczyć trupa swoim kijem i… … i… … pchnięcie wystarczyło. Utopiec wpadł do dziury – aczkolwiek nadal z kijem Brenny wbitym w pierś. Sama Mavelle zaś rzuciła się w stronę niezbyt wyszukanej pułapki. Oczywiście nie po to, żeby wskoczyć do niej czy próbować mocniej wcisnąć przeciwników na kolce, tylko… tam zostały kurtki. Jakieś liście. Jej kij zaś płonął i spróbowała użyć go do podpalenia tychże rzeczy. Nie spodziewała się wielkiego pożaru od ręki, ale jeśli chociaż trochę ogień wpłynie na ogólną integralność i sprawność utopców, to… … chyba warto? 354/1793
RE: [20.04.72] Do serca Mglistych Mokradeł - Patrick Steward - 16.03.2023 Steward obserwował uważnie jak dalej potoczyła się walka. A ta nie była specjalnie spektakularna, ale za to bardzo, bardzo skuteczna. Zagwizdał, gdy Heather Wood udało się zarzucić lasso na nieumarłego. Ściągnięcie go do dziury było już tylko kolejnym, całkiem naturalnym krokiem, który też się powiódł.
Sam zbliżył się do wyrwy w ziemi nieco i popatrzył w dół na miotające się w środku dwa, żywe trupy. Nie przeszkadzał, gdy Mavelle starała się wzniecić jeszcze większy pożar. Wreszcie i on dorzucił swój płonący patyk. W końcu im więcej ognia, tym więcej ognia a nic tak nie działało na nieumarłych jak pożar. - Dopilnujmy, żeby padły – rzucił w stronę trzech kobiet. W pierwszej kolejności, Steward skupił się na szukaniu suchych gałęzi. Podpalał je i zrzucał do dołu, tak długo aż wreszcie ogień pochłonął czających się w dziurze nieumarłych. Jeśli trzy brygadzistki mu pomogły to całość pewnie nie zajęła im zbyt wiele czasu. Dopiero po tym, jak minęło zagrożenie, wyprostował się. Wyciągnął różdżkę i z cichym lumos sprawdził, czy magia rzeczywiście wróciła na swoje miejsce. Cóż, pierwsza część zadania powinna zostać wykonana. Najprawdopodobniej kolejne ofiary przypadkowego teleportowania się na Mglistych Mokradłach, będą mogły przynajmniej się bezpiecznie odteleportować dalej. – To było doskonałe, Heather – pochwalił brygadzistkę. – Mav, Brenno… Wy też dobrze się spisałyście – dodał jeszcze. Choć w ich przypadku raczej nie musiał tego mówić. Znali się już na tyle długo, że musiały wiedzieć, że doceniał ich umiejętności. – A teraz wracamy nad jezioro. One czegoś pilnowały – przypomniał. Jeszcze nie wiedział w jaki sposób mogli to wyciągnąć. I czy wyciąganie tego w ogóle było bezpieczne, ale wychodził z założenia, że kiedy już zamordują żywe trupy (a właściwie odeślą je do krainy śmierci, w której nieszczęsne ciała już dawno powinny tkwić), magia wreszcie powróci na Mgliste Mokradła. A razem z nią, dużo łatwiej będzie sobie poradzić z podejrzanym czymś, co musiał umieścić w wodzie jakiś czarnoksiężnik. - Może sieć? – zapytał, spoglądając na jezioro. Jakoś trzeba było wydostać to, co się znajdowało w środku. – Chyba, że zadziałałaby zwykła magia? RE: [20.04.72] Do serca Mglistych Mokradeł - Brenna Longbottom - 16.03.2023 Brenna nie stała jak cielę, obserwując utopce, a już po paru sekundach biegała wokół, szukając czegokolwiek, co mogłoby pomóc w ich podpaleniu. Ba, w pewnym momencie nawet niby wariatka rzuciła się do biegu, wcześniej zgarniając różdżkę – gdy już była pewna, że raczej nikt nie umrze pod jej nieobecność – i po chwili wróciła bardzo zdyszana, niosąc kolejne, płonące gałęzie, ostrożnie, by się nie poparzyć (jedną po drodze musiała upuścić i zdeptać). Spalenie ciał nigdy nie było łatwe. Wokół rozchodził się smród i te istoty wcale nie chciały się palić szczególnie dobrze. - Żałuję, że nie wzięłam mugolskiej benzyny, ale nie byłam tak przewidująca… - wydyszała, wrzucając podpalone rzeczy do środka dziury. A potem czekała. Czekała. I czekała… - Taaak, gdybyś chciała zmienić karierę, na pewno świetnie byś się sprawdziła w łapaniu dzikich koni… chyba do tego używa się lassa? – zastanowiła się Brenna, bo nie znała świata mugolskiego na tyle, aby być tego pewną. Uśmiechnęła się do Patricka, gdy je pochwalił: doceniała, że Steward próbował sprawić, że każdy poczuje się ważną częścią drużyny, chociaż faktycznie, w przypadku jej i pewnie również Mavelle nie musiał tego mówić. Odwróciła się wreszcie do dziury plecami, bez zastrzeżeń przyjmując słowa Patricka o tym, że czegoś pilnowały. Jak najbardziej gotowa choćby nurkować. Chociaż gdy wrócili nad brzeg jeziora, najpierw przyklękła, przypatrując się uważnie wodzie. Ot by się upewnić, czy bąbelki, które widziała wcześniej Wood, nie wskazywały na to, że takie nurkowanie bardzo źle by się skończyło. - Może spróbujmy najpierw z magią? – zaproponowała Brenna, wyciągając różdżkę. A potem – po kolei – spróbowała najpierw rozproszyć magię, tak na wszelki wypadek, sprawić, że woda stanie się bardziej klarowna oraz wreszcie… ze słowami „accio artefakt” przywołać to, co mogłoby leżeć na dnie. W końcu chyba nie bez powodu sprawiono, by magia przestała tutaj działać… Translokacja - accio [roll=N] transmutacja - klarowna woda [roll=Z] Rozproszenie magii [roll=N] RE: [20.04.72] Do serca Mglistych Mokradeł - Heather Wood - 17.03.2023 Mieli dzisiaj dużo szczęścia, a może wcale nie było to szczęście tylko doświadczenie. Pewne było jedynie to, że plan okazał się być strzałem w dziesiątkę. Heather poradziła sobie z liną. Brenna wepchnęła utopca do tego drugiego, który wcześniej sam tam wpadł do tej wielkiej dziury, którą stworzyła Mavelle. Patrick zwrócił ich uwagę, no wymarzona drużyna. Współpraca układała im się idealnie. Wood była zachwycona - wszystko poszło ekspresowo. Nie musieli już się martwić, że coś ich zje. - Dziękuję! - Odparła z uśmiechem na twarzy, to było miłe, że ktoś ją pochwalił i docenił, to co zrobiła. Nie była przyzwyczajona do pochwał. - Póki co nie zamierzam zmieniać ścieżki kariery, za często to robię. - Powiedziała jeszcze do Brenny. Wood było dobrze w BUMie - przynajmniej jak na razie. W końcu gdzie mogłaby przeżyć takie przygody, jak ta tutaj? Nie mogła narzekać na nudę, a było to bardzo istotnym elementem dla Heather. Wood nie stała bezczynnie, również dołączyła się do zbierania liści, patyków, które miały spowodować, że ogień będzie większy. Z satysfakcją przyglądała się utopcom, które ginęły w ogniu. Udało im się. Może teraz Mokradła będą bezpieczne, nikt już się tutaj nie zgubi i magia powróci? Była ciekawa, czy magia działa. Mruknęła pod nosem zaklęcie, aby wyczarować kilka motyli, które wzbiły się w powietrzu. Teraz to już miała pewność, że im się udało. Ucieszyło ją to niezmiernie. - Magia działa, to może magią, można by to spróbować przetransportować jakimś zaklęciem, ale zawsze byłam nogą z translokacji, może ktoś z Was umie coś takiego? - Nie bała się przyznać, że się na czymś nie zna, tym bardziej, że była ich tutaj czwórka, więc pewnie ktoś wiedział coś więcej na ten temat. |