Secrets of London
[Wiosna 1972] Ogniska, wino i wianki - SABAT BELTANE - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Anglia (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=6)
+--- Dział: Dolina Godryka (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=23)
+---- Dział: Knieja Godryka (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=31)
+---- Wątek: [Wiosna 1972] Ogniska, wino i wianki - SABAT BELTANE (/showthread.php?tid=1076)

Strony: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38


RE: [Wiosna 1972] Ogniska, wino i wianki - SABAT BELTANE - Geraldine Greengrass-Yaxley - 16.03.2023

Jej plan niestety się nie udał. Wszystko rozjaśniła Sara, która powiedziała, że śluby są w nocy. Będą musieli zaczekać, zająć się czymś użytecznym do tego czasu, a pomysłów miała wiele. - Chyba zostaliśmy zmuszeni do tego, żeby najpierw pójść na polankę. - Powiedziała do Jo jakby jej się to wcale nie podobało...

Pojawiło się wokół nich dużo młodzieży, Yaxley nieco się gubiła, za dużo osób mówiło jednocześnie. Złapała mocniej ramię Jo. Najlepiej by było, jakby się stąd faktycznie zmyli w to ustronne miejsce.

Wtedy jeden z młodszych czarodziejów odezwał się do niej. Przeniosła swoje spojrzenie na Camerona. Przyglądała mu się uważnie, jednak nie mogła sobie przypomnieć tej twarzy. Ostara, Thes, to było dawno, bardzo dawno. Miała wrażenie, że bardzo dużo się wydarzyło od tego czasu.

Uśmiechnęła się, kiedy Cameron wspomniał o tym, że ma ładne włosy i całą resztę, miała nadzieję, że Jo to usłyszy i doceni, jakie szczęście mu się trafiło. Wzięła od Camerona czekoladkę i ją ugryzła. Swój wzrok wbiła ponownie w Jo, nadal był nieprzytomny. - To jak, idziemy na tę polankę? - Nie czekała nawet na odpowiedź, tylko pociągnęła go za ramię w kierunku tej ścieżki, o której chwilę wcześniej opowiadała Sara.




RE: [Wiosna 1972] Ogniska, wino i wianki - SABAT BELTANE - Vespera Rookwood - 16.03.2023

Gdy Alanna „zgubiła” pierścionek po babci Vespera zaczęła pomagać jej szukać. Przesłaniała teren wokół Alanny swoją suknią z zadowoleniem stwierdzając, że to ubranie jest naprawdę genialne jeśli chodzi o takie akcje. Poczuła delikatną ulgę, gdy było po wszystkim, ale też obawę, że coś może stać się przez to jej rodzinie. Wiedziała jednak, że jej ojciec będzie miał wszystko pod kontrolą i ci odpowiedni wyjdą z wszystkiego cało.

Udali się więc do Goblina jak zaproponowała na początku. Były tu ogromne tłumy i nie zwracała za bardzo uwagi na innych ludzi. Nie interesowali ją, dla niej liczyła się tylko ona i bliscy. Po wylosowaniu przez jej brata plakatu spojrzała na niego śmiejąc się przy tym cicho z nutką złośliwości.

— No co ty, powieś go sobie w pokoju. – zażartowała. Wiedziała, że jej brat nie był typem osoby żartującej, sama pozwalała sobie na dużo luzu dzisiaj, ponieważ było święto, a taki luz tylko od święta. Odwróciła się do goblina, aby również wylosować coś dla siebie, ale wtedy przed nią wszedł pewien osobnik, którego nie spodziewała się tu spotkać.

Czas jakby spowolnił, gdy patrzyła na Perseusa, a reszta świata przestała mieć znaczenie – jeśli kiedykolwiek w ogóle miała. Nie sądziła, że spotkanie Blacka będzie dla niej jedną z przyjemniejszych rzeczy tego dnia.

— Perseus. – dotknęła krótko jego ramienia, aby zwrócić na siebie jego uwagę. Uśmiechnęła się nieznacznie do niego widząc, że również jak jej brat wylosował plakat. Minęła go jednak i sama rzuciła monety Goblinowi, aby wylosować dla siebie coś „ciekawego”.


!goblin


RE: [Wiosna 1972] Ogniska, wino i wianki - SABAT BELTANE - Pan Losu - 16.03.2023

Loteria fantowa


Zakręciłeś wielkim kołem, licząc na to, że nie wylosujesz żadnego szmelcu. Kiedy zatrzymało się na kolorze czerwonym, a goblin uśmiechnął się z satysfakcją, szybko zrozumiałeś, że w tej loterii nie było wygranych. Sięgając do wielkiego worka, byłeś pewny tego, że wyciągniesz z niego to, co nie sprzedało się na innych stoiskach w zeszłym roku.

Wylosowałeś: Kajdanki bez kluczyka, otwierające się samoistnie po wypowiedzeniu słowa-klucza. Niestety, ale karteczka ze słowem-kluczem jest rozmazana.



RE: [Wiosna 1972] Ogniska, wino i wianki - SABAT BELTANE - Ula Brzęczyszczykiewicz - 16.03.2023

— Oh, nie, nic wielkiego się nie stało, po prostu jeden portret mniej, to nic takiego... — odpowiedziałam speszona. Mili policjanci? Co za nowość. Ale słysząc o oficjalnej skardze aż mnie zmroziło. Nawet nie wiem, czy legalnie mogę coś takiego zrobić. Nie mam obywatelstwa, ani nic, ale przede wszystkim chcę to mieć za sobą. — Nie, nie trzeba!

Uśmiechnęłam się słabo do drugiego policjanta [Erika]. Miło było słyszeć, że ktoś docenił moje umiejętności siłowe. Wyrzucanie gnoju widłami nie poszło na marne. Nie wyglądałam, ale byłam całkiem silna, co podobno nie jest doceniane przez wszystkie środowiska magiczne. Przez policję jak widać jest. Ale w końcu muszą sobie radzić w każdy dostępny sposób.

Policjanci sobie w końcu poszli, ale tłum wokół mnie wciąż przytłaczał. Zdałam sobie też sprawę, że nie mogę się rozpłakać, bo to zmyje wszystkie listki na mojej twarzy, nad którymi spędziłam tyle czasu! A moja iście czerwona twarz nie mogła teraz ujrzeć światła dziennego. Chociaż teraz to chyba była już purpurowa z tych emocji. Nawet nie wiem czy się cieszyć czy nie ze słów klienta [Castiel], bo jak najbardziej bym mu wcisnęła wszystkie swoje rysunki, ale z drugiej strony cóż to za podejście, że pieniądze przywrócą mi dobry nastrój?

— Nie dziękuję, proszę pana. Pozycja stojąca umożliwi mi lepszy przepływ krwi — palnęłam jakąś przypadkową głupotą jednocześnie słysząc, jak ze słowa na słowo mój akcent i wymowa umiera. Za dużo tego wszystkiego!

Śpiewający chłopak [Silly] skończył już swój występ i prawie przypłacił o to życiem. Cóż za głuptas!

— Ale proszę się nie zabijać w tak głupi sposób, kolego muzyku — odpowiedziałam mu. Przetarłam oczy rękawem szaty. Bardzo ostrożnie. — Prawdę mówiąc nie wsłuchałam się dobrze w piosenkę, przepraszam.

Zdecydowanie nie chciałam mu umniejszać. Poza tym kto wie, może wskakiwanie na wyższe obiekty to standardowa procedura brytyjskich bardów.

I wtedy usłyszałam reklamę pączków, a mój żołądek dał o sobie znać w bardzo głośny sposób. Miałam ze sobą kanapki, z doświadczenia wiem, że jedzenie na festynach jest nienaturalnie drogie... ale pączki? Eklerki? Ptysie? Miłość i rozkosz dla podniebienia? Ten dzień mnie wykończy.

Jak dobrze, że chociaż nie widziałam kto był odpowiedzialny za te kuszące okrzyki.




RE: [Wiosna 1972] Ogniska, wino i wianki - SABAT BELTANE - Cathal Shafiq - 16.03.2023

– Leta, zabieraj tę herbatę i ręce, bo wsadzę cię na jakąś gałąź i z niej nie zejdziesz – ostrzegł, kiedy Leta próbowała mu podać herbatę i zrozumiał, że najwyraźniej za ten przedziwny efekt odpowiadała właśnie ona. Na wszelki wypadek przy pierwszej okazji pozbył się resztki swojej, choć jej gorzki smak całkiem mu odpowiadał.
Zrobili swego rodzaju koło – po odwiedzeniu goblina, straganu Vior, straganu Sarah, wreszcie dotarli w pobliże stoiska Uli. Cathal bez większego zainteresowania przyjrzał się pracom dziewczyny. Może i była utalentowana, ale ktoś taki jak Shafiq na pewno nie mógł docenić nieco abstrakcyjnych ilustracji, skoro był raczej wielbicielem sztuki sprzed… hm, no tak tysiąca lat mniej więcej. Współczesne prace nie były dla niego, zwłaszcza takie w jego oczach „udziwnione”
Zresztą nawet gdyby chciał coś kupić, przy stoisku trwało nieco za duże zamieszanie, jak na gusta Cathala, który i tak czuł się tutaj niezbyt dobrze. Za duży tłum, a własnego portretu nie potrzebował.
Zawrócił więc po prostu, i ponownie zawędrował w pobliże stoiska Nory akurat, gdy Salem zaczął krzyczeć.
- To gadający kot? – zdziwił się na tyle, że stoisko Figgówny znów przyciągnęło jego uwagę i to mimo braku zamiłowania do słodyczy. – Mieli podobno takie w starożytnym Egipcie. Otaczano je boską czcią – mruknął do Crouch, przystając obok i ot płacąc za kolejne ciasteczka, skoro już się tu zatrzymał.
Miał wrażenie, że pora poddać się z poszukiwaniami. Z jednej strony wzbudzało to irytację, z drugiej - mogli przynajmniej wyjść z tego tłumu...

!drugi koszyk
!ciastko z kwiatkiem


RE: [Wiosna 1972] Ogniska, wino i wianki - SABAT BELTANE - Pan Losu - 16.03.2023

storczyk




RE: [Wiosna 1972] Ogniska, wino i wianki - SABAT BELTANE - Pan Losu - 16.03.2023

Fernah




RE: [Wiosna 1972] Ogniska, wino i wianki - SABAT BELTANE - Daisy Lockhart - 16.03.2023

Daisy znowu się uśmiechnęła, tym razem z ulgą. Ludzie nie zawsze dobrze reagowali, gdy robiła im zdjęcia, lub próbowała przeprowadzić wywiad. Czasami w ogóle źle reagowali, jakby nie rozumieli, że była dziennikarką i po prostu wykonywała swoją pracę najlepiej jak potrafiła.
Miło było wiedzieć, że przynajmniej Martin nie należał do tej nieprzyjemnej grupy. Nie przeszkadzało jej, że odpowiadał cicho czy nieśmiale. Najważniejsze, że na nią patrzył i prowadził z nią konwersację.
Wyciągnęła rękę by popatrzeć na niebieskie motyle. Uniosła brwi skonsternowana i zachwycona jednocześnie. Najwidoczniej można było wylosować różne pierścionki i jakaś jej część najchętniej zmarnowałaby kolejne kilka sykli, by mieć je wszystkie. A potem ściągnęła aparat z szyi i podała go Martinowi.
- O, tu możesz poprawić ostrość – poinstruowała. – Światło jest coraz słabsze. To może chwilę zająć. Nie bój się zrobić kilka. Będzie z czego wybierać.
A potem ustawiła się do fotografii. Spojrzała wprost w obiektyw, ustawiając palce w geście Victorii. Zaczekała aż zrobił jej zdjęcie (albo kilka) a potem odebrała aparat.
- Masz ochotę przejść się ze mną? O ile nie będzie ci przeszkadzało, że będę robić zdjęcia mijanym ludziom i straganom. Prorok Codzienny oczekuje fotorelacji. Wiesz, to jednak strasznie ważne święto – paplała, prowadząc Martina w stronę loterii.
W międzyczasie, przystawała, robiła zdjęcie, a jeśli ktoś próbował reagować, machała mu przed twarzą plakietką z akredytacją dziennikarską (a na niej napisane było: Daisy Lokchart, fotoreporter i dziennikarka). Daisy miała zaskakującą zdolność, że gdy kimś się interesowała, patrzyła na tę osobę, jakby była całym jej światem, kompletnie ignorując obecność innych.
- Uwielbiam loterię. Ciekawe co uda mi się wygrać…

!goblin


RE: [Wiosna 1972] Ogniska, wino i wianki - SABAT BELTANE - Pan Losu - 16.03.2023

Loteria fantowa


Zakręciłeś wielkim kołem, licząc na to, że nie wylosujesz żadnego szmelcu. Kiedy zatrzymało się na kolorze czerwonym, a goblin uśmiechnął się z satysfakcją, szybko zrozumiałeś, że w tej loterii nie było wygranych. Sięgając do wielkiego worka, byłeś pewny tego, że wyciągniesz z niego to, co nie sprzedało się na innych stoiskach w zeszłym roku.

Wylosowałeś: Kajdanki bez kluczyka, otwierające się samoistnie po wypowiedzeniu słowa-klucza. Niestety, ale karteczka ze słowem-kluczem jest rozmazana.



RE: [Wiosna 1972] Ogniska, wino i wianki - SABAT BELTANE - Giovanni Urquart - 16.03.2023

Ludzie przy stoiskach pojawiali się i znikali, co Jonathanowi absolutnie nie przeszkadzało. Im więcej, tym weselej!

Intymny moment? Cóż za urocze określenie. Ale spiął się na moment słysząc, że Sarah może tego dokonać tu i teraz.

— Może tak, może nie — odpowiedział Sarah na pytanie o schlebianie. Szczegółowe informacje o ślubie go uspokoiły. Chociaż pójście w ten żart mu się podobało, nie miał ochoty wiązać się z Ger. Ani z kimkolwiek innym.

— Ło, co to było!? — roześmiał się po podskoczeniu w reakcji na elektryzujący dotyk Theodora. — A wieczór kawalerski to ja mam codziennie, nie potrzebuję kolejnego!

Cóż za charyzma, cóż za nonszalancja!

Zmarszczył brwi, gdy Cameron zaczął przystawiać się do Geraldine. Objął ją w pasie i niezaproszony sięgnął po czekoladkę wpychając ją sobie do ust.

— Hm... Dobre...

A wtedy Geraldine wspomniała o polance. Prawdę mówiąc chętnie by tu został i popatrzył sobie dłużej na tego ładnego chłopaczka... Ładnego chłopaczka? W sumie czemu nie... Ale przyjaciółka już odciągnęła go od stoiska, a uścisk miała mocny.


— Hej, napisz do mnie kiedyś — rzucił Cameronowi na odchodne wciskając mu swoją wizytówkę. Elegancka kartka papieru wypisane miała personalia Giovanniego, zawód: pisarz, felietonista, podróżnik oraz adres rezydencji domowej.