Secrets of London
[25.08.72, plaża w Devon] Dance with me - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Anglia (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=6)
+--- Dział: Inne części Anglii (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=145)
+--- Wątek: [25.08.72, plaża w Devon] Dance with me (/showthread.php?tid=3559)

Strony: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33


RE: [25.08.72, plaża w Devon] Dance with me - Pan Losu - 28.07.2024

Czy to amortencja...? Nie, na całe szczęście nie i nie zakochujesz się w pierwszej osobie, na którą spojrzysz. Ale po drinku o posmaku czekolady po prostu wpadasz w odrobinę flirciarski nastrój.


RE: [25.08.72, plaża w Devon] Dance with me - Millie Moody - 28.07.2024

Przy ognisku>pudło na losy

Jak na takie zgrane rodzeństwo, pomimo wielkiej wzajemnej troski, to jakoś mówili sobie zaskakująco mało. Z jakiś powodów - zapewne stanu cywilnego Eden - Alastor nie przyznał się przecież Millie do swojej z nią relacji. Nie mówił o swoim strachu, o napięciu. Nie mówił o tym przed czym ucieka, kiedy kolejną godzinę siedzi nad cudzymi raportami. Z jakiś powodów - zapewne okazania się mocno gejową siostrą - Millie nie przyznała się jemu do relacji z dziewczyną, która nie miała teraz łatwo, stojąc przy ognisku z parą swoich kochanków, ze swoją przeszłością i teraźniejszością, które nie wiedziały nawet, że zbiegają się w tym jednym punkcie. Z oczywistych powodów Eden nie powiedziała żadnemu z nich.

W innych okolicznościach Millie byłaby bardziej rozmowna w stosunku do osoby Alexandra, nawet jeśli występ cyrku na Lammas wzbudził w niej wiele niekoniecznie pozytywnych emocji, a ten na ślubie Blacków zwyczajnie ją ominął. W innych okolicznościach rozćwierkałaby się nad głową Alastora namawiając go na skakanie z klifów (z miotłą Brenna, żadne samobójcze zabawy), chlałaby bez opamiętania magiczne drinki i przylepiłaby się do tyłka Bazyliszkowi, wmawiając mu dalej, że jest gejem i wymuszając zabawę w ocenianie tyłków wszystkich facetów po kolei. W innych okolicznościach nie myślałaby o tym jak dziwnie się czuje pozbawiona swojego syreniego ogona.

Położyła dłoń na kolorowej muszelce zwieszając na nią głowę, w zamyśleniu nad tym co się działo, ale też nad tym co karty jej powiedziały przed tym spotkaniem, gdy układała je o poranku. O niekończącej się frustracji czekania, o księżycowej wodze zalewającej jej płuca tak z odwróconego księżyca, jak stóp kapłanki. Myślała o mieczu, który pokazał się w karcie przyszłości, o rozsądku, którego tak rozpaczliwie wypatrywała, a zachłyśnięta wolnością absolutnie nie miała zdrowego umiaru w ostatnim miesiącu swojego życia. Myślała w końcu o odwróconym Rydwanie, który niczym przestroga wisiał nad jej głową. Zapowiedź toksycznej, wyniszczającej rywalizacji, która porwie jej życie, zakręci kołem. Ten układ wskazywał na jej zmęczenie i puste szaleństwo, które widzą inni. Brak korzeni, które pozwalałyby jej przetrwać burzę. Burzę, którą była, ale czy chciała być? Czy chciała tylko niszczyć swoich bliskich, dodając im zmartwień w świecie, który nie był od nich wolny?

Nagle zatęskniła bardzo za opuszczonym teraz zrujnowanym domostwem, w którym wydarzyło się tak wiele zła. Nad spopielonym ogrodem, stawem pełnym trupów i przegonionymi stamtąd duchami. Nad siostrami z obrazów, które marzyły o oczyszczającym ogniu.

Jej brat wycofał się taktycznie i odszedł od nich kawałek, ale Millie miała wrażenie, jakby dzielił ich ocean wszystkich słów, które pozostały między nimi niewypowiedziane. W poszumie fal nie słychać było zerwanej nici. Dziewczyna zdarła tęczowe kłamstwo ze swojej piersi i podeszła do Eden. Złapała ją za rękę nim ta zdążyła zaprotestować i wsunęła jej ozdobę w dłoń, zamykając na niej palce. Serce jej waliło jak oszalałe, nagle morska sól wgryzła się z całą mocą w uwolniony od przyjemnej kołderki umysł.

– Proszę, zostań – powiedziała matowo, nie podnosząc głowy. – Alastor się na pewno ucieszy, że będziecie mogli spędzić trochę więcej czasu. Jak kiedyś. – Tak samo mówiła Bertiemu odkąd wyszła z lecznicy, bo wiadomo, że wszystkim zależało na Alku, żeby był szczęśliwy. Biedak chodził taki napięty. Ale teraz się uśmiechał. Chyba. Nie ważne w tym było co ona by chciała, przecież i tak zaraz coś ją jebnie w głowę i będzie chciała czegoś zupełnie innego. Grom myśli rozbłyskiwał i ukrywał się między chmurami podczas tego sztormu, zupełnie jak w magicznym grawerze na srebrnej papierośnicy, którą dostała lata temu, gdy umarła po raz pierwszy.

– Ha, idę wrzucić kartkę na tańce, chyba jeszcze pamiętam jak to się robiło. – rzuciła w stronę Bertiego wykrzywiając twarz w udawanym uśmiechu, unikając już patrzenia na białego kruka, czy znikającego w tłumie wilka. Odwróciła się na pięcie i w milczeniu poszła, do skrzynki, choć może dużo lepiej byłoby po prostu iść przed siebie do morza i wrócić do domu, czymkolwiek ten dom był. Może lepiej byłoby nigdy nie wychodzić znów na brzeg. Tak czy inaczej wrzuciła kartkę z imieniem do skrzynki, nie wchodząc w interakcje z innymi z własnej woli, będąc po trosze teraz małą czarną dziurą, antytezą samej siebie. Ona. Trup wyciągnięty z podziemi. Nie życzyła nikomu tak źle, żeby został z nią sparowany w obecnej chwili, ale co zrobić. Koło fortuny toczyło się dalej.


RE: [25.08.72, plaża w Devon] Dance with me - Erik Longbottom - 28.07.2024

Dalej przy barze, a potem chowam się za bar, żeby pomóc Teddy'emu.

Żartował. Przede wszystkim żartował, bo na dobrą sprawę nie przypominał sobie, aby Isaac jakoś przesadnie gustował w... bardziej doświadczonych przez życie kobietach. Wprawdzie z tyłu głowy kołatała mu się myśl, że zainteresowanie historią mogło rozbudzić w Bagshocie zainteresowanie starszymi czarownicami, jednak wątpił, aby skupił uwagę akurat na jego ciotce. Jakieś zasady w końcu istniały, prawda? Zwłaszcza gdy mieszkało się ze sobą przez bite siedem lat w jednym dormitorium.

Oczywiście, że lubisz — odparł z równie pogodnym uśmiechem na słowa Isaaca, pozwalając mu oddalić się w stronę kolejnego członka rodziny Longbottomów.

Rozejrzał się na prawo i lewo z lekką zgrozą zauważając, że otaczające go wcześniej towarzystwo rozpierzchło się na wszystkie strony. Niestety, niedane mu było nawet przez chwilę odpocząć, bo zaraz u jego boku zjawiła się gospodyni całej tej imprezy. Skinął lekko głową, starając się przywołać na twarz lekki uśmiech, wsłuchując się komentarz swej siostry.

Obawiam się, że będę musiał — odpowiedział na dosyć konkretną sugestię Brenny, wzdychając przy tym cicho. — Ludzie piją, spadają z nieba... Kto wie, co wydarzy się podczas tańca? Poza tym coś czuję, że w nadchodzących tygodniach będę miał aż nadto okazji do tego, aby ruszyć na parkiet. Ten jeden raz mogę sobie darować.

Nie chcąc zajmować dziewczynie więcej czasu, do której zaczęli zagadywać kolejni goście, Erik wycofał się za bar, aby tam z bezpiecznej odległości przyglądać się reszcie zebranym, pomagając w ciszy przy realizacji kolejnych zamówień.
[inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=JNBhFu8.png[/inny avek]


RE: [25.08.72, plaża w Devon] Dance with me - Patrick Steward - 28.07.2024

Rozmawiam z Florence. Potem kieruję się na skały. tam siadam i obserwuję wodę.


Patricka nie było na weselu Blacków. Nie miał pojęcia co tam się działo a plotki… plotki udowadniały mu to, co właściwie wiedział od dawna: czystokrwiści byli pojebani. A im czystszą krew mieli, tym w większym stopniu. Tych kilku czystokrwistych, których cenił i szanował, traktował raczej jako smutny wyjątek od utworzonej przez siebie reguły niż coś normalnego.
Wzruszył bezradnie ramionami.
- Swoją drogą, strasznie to było szybkie wesele, co? – zapytał, raczej po to, by cokolwiek powiedzieć o całej sprawie niż żeby go to interesowało. – Pamiętam, że na balu u Longbottomów Black miał żonę u swojego boku. – Młodziutką. Jasnowłosą. Śliczną, choć wyglądającą na mocno znudzoną.
A teraz ożenił się z córką Chestera Rookwooda. Patricka trochę zaskakiwało, że stary auror jeszcze nie chodził pusząc się jak paw po Ministerstwie Magii. Bądź co bądź, jak na standardy czarodziejskiego świata, kobiecie trafiła się bardzo dobra partia.
- Dobrze. Zrozumiałem. Nie chcesz wychodzić za mąż – rzucił ugodowo. Wychodziło na to, że żaden z Bulstrode’ów nie śpieszył się z zakładaniem rodziny i przynajmniej dwójka z trójki, chętnie zrzuciłaby ten obowiązek na innego krewniaka. – Florence, obiecuję ci, że gdybym wiedział, że Atreus wikła się w coś niebezpiecznego, to próbowałbym go ochronić.
Patrick zdawał sobie sprawę z tego, że była to raczej marna obietnica – bo nie zamierzał niczego zakazywać bratu uzdrowicielki, ale innej nie mógł jej złożyć. Atreus był dorosły. I był aurorem. Z zasady jego praca łączyła się z niebezpieczeństwem. A gdyby przyszło walczyć ze śmierciożercami – to nawet nie Zakon Feniksa, ale wykonywany zawód powinien zmusić Atreusa do opowiedzenia się po właściwej stronie. Stewardowi pozostawało mieć tylko nadzieję, że sam wiedział, która strona była właściwa.
Uśmiechnął się pod nosem. Wzrok miał ciągle utkwiony w zaklętej wodzie. Odwrotnie do Florence, on czasem myślał o tym, co by było gdyby. Co by było, gdyby nie zerwali rytuału. Co by było, gdyby rzeczywiście poszli na randkę.  Co by było, gdyby naprawdę się spotykali. Co by było, gdyby… To nie tak, że rozpamiętywał miedlące się w głowie myśli – raczej z perspektywy czasu dostrzegał więcej. I tak wiedział, że stał obok pięknej, wartościowej, pewnej siebie kobiety, która może była trochę zbyt pragmatyczna i twardo stąpająca po ziemi, ale jednocześnie pozostawała pierwszą, o której myślał w wielu kluczowych chwilach swojego życia.
- Ostatecznie, chyba nie groziło mi tam zbyt wielkie niebezpieczeństwo – zauważył lekko. W porównaniu do tego, co spotkało resztę, wydawało się nawet, że Windermere obeszło się z nim wyjątkowo lekko.
Odwrócił się w stronę bawiących się na plaży. Założył ręce na piersiach. Obserwował ich zamyślony. Za jego plecami słońce zniżało się powoli nad powierzchnię wody.
- Chyba zaczynają się tańce? Jeśli chcesz… - niedopowiedziane zdanie zawisło mu na ustach. Machnął ręką w stronę baru, Tedy’ego i pudełek, które przyniósł. – Ja jeszcze chwilę tu posiedzę. Lubię obserwować zachody słońca.


RE: [25.08.72, plaża w Devon] Dance with me - Brenna Longbottom - 28.07.2024

W pobliżu skrzyneczek, dorzucam los

– Oczywiście, że mój, Tommy. Powinnam czuć się urażona, że w ogóle pytasz? – spytała, z pewnym rozbawieniem, a potem sięgnęła po dwie karteczki, widząc, że do pudełka trafia więcej imion panów niż pań. I na jednym z nich napisała wielkimi literami SKRZYNKA PIWA, zademonstrowana go Thomasowi, a potem wsunęła do skrzynki, zanim dorzuciła tam i własne imię. Jasne, sama unikała raczej alkoholi, ale nie dlatego, że miała coś przeciwko nim… chociaż w pracy napatrzyła się na to i owo… i nie wątpiła, że kilka osób tutaj taka nagroda może jeśli nie ucieszyć, to rozbawić. – Nie wiem, o czym mówisz, bawię się świetnie, co to w ogóle za rozrywka, żeby po prostu… siedzieć i tak zupełnie nic nie robić? – spytała, teatralnie przewracając oczyma. – Człowiek mógłby zanudzić się na śmierć.
Na brata spoglądała długą chwilę. To było spojrzenie z gatunku tych… uważnych. Może nawet odrobinę podejrzliwych.
Od jakiegoś czasu miała wrażenie, że coś jest nie tak, i że nie chodzi tylko o ciemność, która omal ich nie pochłonęła, o sen i o to, że wróciła z wyspy cała poparzona. Patrząc na Erika teraz, jak tak umykał do Tedy’ego, tylko utwierdzała się w tym przekonaniu. Ale to nie była dobra pora, aby brać brata na spytki. Może nad ranem albo jutro – na razie jednak odpuściła, nie próbując wypychać go na parkiet, gdy nie miał na to ochoty.
– Hm? Dzięki – powiedziała, z pewnym zaskoczeniem, kiedy Atreus podetknął jej szklankę. Upiła zaledwie łyk, nie tyleż bojąc się efektów, bo w najgorszym razie mogłaby zniknąć na chwilę albo uznać, że ma ogromną ochotę iść na jakąś randkę, ile że bardzo uparcie zamierzała pozostać trzeźwa i nie pozwolić nikomu wracać na miotle po paru głębszych. Chociaż ten łyk szybko pokazał, że Tedy wiedział, co robi i dał jej nieco mniej alkoholu. – Jest w porządku, więc tobie zasługi, a Tedy uniknie wyjątkowo zmywania głowy – stwierdziła, trochę rozbawiona, ale ani trochę zaskoczona podejściem pod tytułem co złego, to nie ja.
Millie ściągnęła jej spojrzenie, znów na chwilę: Brennie nie podobała się ta mina. Ale skoro Moody zdecydowała się wrzucić swoje imię do pudełka, Bren i ciągnięcie jej na bok odłożyła na… później. Może jeśli się napije, zatańczy, będzie lepiej?
Albo gorzej.
Oby do licha nie.


RE: [25.08.72, plaża w Devon] Dance with me - Basilius Prewett - 28.07.2024

Tańczę z Dorą -> WRZUCAM IMIĘ DO SKRZYNKI

Zmarszczył brwi, próbując zastanowić się nad jej słowami.
Tak, w takim razie byłbym różdżką kogoś, kto się nią często posługuje – doprecyzował, bo przecież nie miałby najmniejszej ochoty czekać niewiadomo ile lat, by jakiś jedenastolatek wreszcie go kupił. – Sykle i amulet to też dobre odpowiedzi. – Może nawet lepsze, niż jego własną? Z drugiej strony, co jeśli komuś ten sykiel wpadły do jakiejś dziury, rowu, czy po prostu na ulicę? I co jeśli ktoś powiesiłby go jako amulet na ścianie, lub co gorsza schował w jakiejś szufladzie. Na pewno nie chciałby by być też mieczem Godryka Gryffindora. Co prawda pewnie szybko, by został odczarowany, bo nie wierzył, że Longbottomowie, potajemnie go nie zdejmowali (kiedyś miak teorię, że prawdziwą broń, już dawno zepsuła Brenna i zastąpiła ją po prostu odpowiednio zaczarowaną tekturą), ale chyba nie przeżyłby tylu dni zmuszoby do niemego obserwowania dziwnych poczynania tej rodziny. Chociaż.... Jakby się uprzeć to już i tak to robił. Wtedy przynajmniej nie musiałby interweniować. Zaraz. Czemu on o tym w ogóle myślał? Kolejne pytanie czarownicy, wyrwało go z tego dziwnego natłoku myśli.
Pracuję w Mungu na oddziale klątw i urazów pozaklęciowych – doprecyzował z uśmiechem, który wskazywał na to, że jeśli Dora chciała też mu mogła coś na swój temat powiedzieć. – Idziesz wrzucić imię do skrzynki?
No i się głupio złamał. Ciekawe, czy będzie tego żałować. Pewnie tak. Pewnie trafi na tę blondynkę, która przed chwilą jechała na Samie, a ten znowu się zmieni w niedźwiedzia i go zje.
Nie ważne czy Dora poszła z nim, czy nie, Basilius wrzucił swoje imię do skrzynki, a jeśli czarownica mu towarzyszyła, to dalej chętnie kontynuował rozmowę.


RE: [25.08.72, plaża w Devon] Dance with me - Jonathan Selwyn - 28.07.2024

na romantycznym spacerze z Woodym, WRZUCAM LOS, macam nici Erika

[inny avek]https://64.media.tumblr.com/cfcf414aef37b03069ae848453cffdd7/27cd02011efc0b99-23/s500x750/8ae748cfb26eec883d5c6a9555c2ec4809cdfdbd.pnj[/inny avek]

Uśmiechnął się widząc nici Geraldine i Thomasa. Hah… Może jednak była jakaś nadzieją na zmiany. Albo kolejną tragiczną historię. Czy powinien dać im znać, że w razie czego potrafił pomagać w ucieczce do USA?
Ja się nie upijam mój drogi, ja pogrążam swój umysł w mgle zabawy – odpowiedział w ramach kontraktu, chociaż przecież nawet nie pił za dużo i zdecydowanie pijany nie był. – A ty nie rozumiesz magii metafor.
Westchnął ciężko. No nie będzie przecież podrywać Woody'ego. Nie, że czarodziej nie był, aż tak w jego typie, czy też że zakładał, że by poległ przy tym zadaniu, bo uważał, że jakieś tam szanse miał z każdym, no ale nie będzie przecież nie wypadałoby. Jeszcze Woody by się zakochał i Jonathan musiałby mu złamać serce. Bez sensu.
Gdy przechodzili obok skrzyneczki, Jonathan, oczywiście, również wrzucił swój los, nie potrafiąc odpuścić takiej okazji.
Widząc, jak Woody patrzy się przed siebie, Selwyn też taktycznie udawał, że bardzo interesowało go morze, w którym właśnie odbijał się zachód słońca. Ah, ten romantyzm plaży i lata. Szkoda, że wkrótce nadejdzie jesień i trzeba będzie powoli zanurzać się z powrotem w szarą rzeczywistość tych zimniejszych miesięcy. A jednak nie widział, czy była to zasługa tego drinka, podejrzanych przez niego nici, czy też tej całej atmosfery, ale zrobił się jakoś bardziej wrażliwy na dramatyczna historie miłosną Longbottomów.
Zrozumiałe podejście – powiedział w pewnym momencie do Woody'ego. Strasznie chciał dać mu jakoś do zrozumienia, że może jednak w tej relacji coś się jeszcze tliło, coś co może dałby radę jeszcze spróbować rozpalić, a dopiero wtedy, gdyby nie wyszło, porzucić na wieki. Niewielki żar w pogorzelisku. Nie chciał jednak przyznawać się do podglądania nici, zwłaszcza, gdy wędrowali nad brzegiem wody. Zatrzymał się wraz z nim i spojrzał w kierunku baru. – Chociaż wiesz, patrząc na to ile razy zerkała dzisiaj w twoją stronę, śmiem stwierdzić, że może jednak ona ma inne podejście – stwierdził nieco kłamliwie, bo nie miał pojęcia, czy Quintessa rzeczywiście to robiła, czy też nie.
A jeśli już mówili o romansach… Rozejrzał się po okolicy, szukając charakterystycznej wysokiej sylwetki, aż wreszcie jego wzrok padł na Erika Longbottoma, o którego związku dowiedział się ostatnio kilku ciekawych rzeczy. To nie tak, że nie ufał młodszemu czarodziejowi. Po prostu musiał się w czymś upewnić. Dla przyjaciela.

Rzucam na nici Erika, skupiam się jedynie na tym, by wypatrzyć czy przypadkiem żadna z nich nie jest romantyczna (Percepcja III)

[roll=Z]
[roll=Z]


RE: [25.08.72, plaża w Devon] Dance with me - Florence Bulstrode - 28.07.2024

Wracamy od zaklętej wody i idę dorzucić los

- Właściwie... po prostu od dawna o tym nie myślałam.
Według standardów ich społeczności była starą panną już od dobrych dwóch lat. Florence przyjęła to bez zbędnych emocji, bo taką miała już naturę: praca w szpitalu była satysfakcjonująca, nie obchodzili jej plotkarze, a uwagi cioć, wujków i współpracowników potrafiła zbyć w taki sposób, że zaprzestawali dyskusji. Jedynym naprawdę bliskim jej mężczyzną był właściwie Steward, a na jego życie długim cieniem kładła się Clare i Florence… po prostu nie myślała dotąd nigdy o tym, by próbować przekroczyć granicę między nimi.
Kolejne słowa Patricka szybko jednak zwróciły jej myśli na inne tory.
- Nie chcę takich obietnic - zapewniła Florence łagodnie, unosząc na niego wzrok. Martwiła się o brata: zawsze martwiła się o swoich bliskich. Ale nikt nie mógł go ochronić przed tą wojną, i co gorsza czasem obawiała się, że większym zagrożeniem niż przypadkiem rzucona avada może być dla Atreusa on sam, jego własne wybory, gniew wypalający od środka i źle obrana ścieżka. Sama, mimo całego swojego uporu, skręciła nagle, trochę z powodu Patricka, a bardzo - z powodu Beltane. I nie była pewna, dokąd wydarzenia stamtąd poprowadzą Atreusa i Oriona. - Wiem, że zawsze zrobisz to, co należy i nie musisz mi niczego obiecywać - powiedziała, podnosząc się powoli i wychodząc spomiędzy skał, by i inni mieli szansę spojrzeć na zaklętą wodę. Ufała Stewardowi, i nie chciała czynić z niego strażnika swojego brata. Nie mogła obciążać go czymś takim – i musiała wierzyć, że Atreus takiej ochrony nie będzie potrzebował.

Ruszyła powoli po piasku, spoglądając na tłumek: przegapiła wielką akcję opatrywania Camerona. Na jego szczęście.
Zawahała się, gdy spytał, czy nie chce dołączyć do tańczących. Florence nie miała nic przeciwko tańczeniu, choć nie była też tego największą wielbicielką: i zwykle robiła to raczej na przyjęciach, ze znajomymi. Nie była pewna, czy chce tych ludzi poznawać, czy powinna – nie tyleż dlatego, że nie nawiązywała szybko znajomości (a faktycznie tak było), ile że miała pozostawać… nieco z boku organizacji. Pomyślała jednak, że skoro tu już przyszła, nie powinna się dystansować.
– Chyba mają więcej mężczyzn, więc rzeczywiście pójdę. Niedługo wrócę… mam coś dla ciebie – powiedziała jeszcze, posyłając Patrickowi uśmiech, zanim skierowała się tam, by jako jedna z ostatnich przekazać karteczkę Tedy’emu.

[inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=jPV4PnU.jpeg[/inny avek]


RE: [25.08.72, plaża w Devon] Dance with me - Bard Beedle - 28.07.2024

Odkryj wiadomość pozafabularną
Rzuty – na tury rozbijałam, żeby nie było miliona powtórek (i stąd zmiany „numeracji”, osobne zamiast edycje, by było widać, że bez zmian). Lista osób na podstawie deklaracji fabularnych oraz pozafabularnych.
Jeżeli ktoś chce wypić drinka przed tańcem, może rzucić na niego w temacie w szpalcie i przerzucić, gdyby wynik miał utrudnić taniec.
Jeśli ktoś nie tańczy, a chce coś porobić, szturchajcie mnie – podejdę npc albo „połączę” tych, co nie tańczą Serduszko
Tutaj
Tutaj
Tutaj
Rzut na wygraną skrzynki piwa
Wylosowane pary:
Woody (Walter) – Nora
Thomas H – Millie
Atreus – Brenna
Jonathan – Heather
Morphus – Quintessa
Basilius – Eden
Samuel – Menodora
Bertie – Florence
Thomas F – Geraldine
Piwo wygrywa Jonathan
Plażę spowijały cienie, a niebo i woda na zachodzie przybrały barwy szkarłatu i złota. Gdzieś na zachodzie nieboskłon pociemniał, przybierając kolor głębokiego granatu, oznakę nadchodzącej nocy. Ale na razie mieli jeszcze ostatnie promienie słońca, jego złocisty blask i światła lampionów, unoszących się nad terenem imprezy i nad brzegiem wody. Piasek wciąż jeszcze był ciepły, nagrzany po słonecznym dniu.
Tedy rozejrzał się, upewniając, że nikt więcej nie chce dorzucić losu, a potem wyciągnął różdżkę, i zamachał nią, by wymieszać porządnie karteczki. Zaczął wyciągać je jedna po drugiej, dobierając w pary.
– Los zdecydował! Pan Walter z panną Norą, Thomas… Thomas Hardwick z Millie, Atreus z Brenną, pan Jonathan z Heather, pan Morpheus z panią Tessą, Basilius… z panią Eden, Samuel z Dorą, Bertie z panną Florence, Tommy Figg z Geraldine… – wyczytywał głośno, wzmocniwszy nieco swój głos zaklęciem, aby upewnić się, że każdy go usłyszy. – A teraz! Zobaczymy, kto wygrał skrzynkę ciemnego Guinessa, prosto z Irlandii! – dodał, sięgając po jedną kartkę. – Tę skrzynkę do domu zabierze dzisiaj pan Jonathan Selwyn! Największy szczęściarz tej imprezy. Ale nie martwcie się, te same piwa dalej są na stole, więc tej nocy nikomu ich nie zabraknie, a jeśli ktoś ma ochotę przed tańcem na drinka, tutaj stoi rządek już przygotowanych – dodał jeszcze, zanim wycofał zaklęcie, przywracając swój głos do normy.
[u]Tedy odczekał chwilę, dając szansę na to, aby wszyscy mogli ewentualnie pożegnać osoby, z którymi stały i znaleźć swoich partnerów do tego tańca. Dopiero potem machnął różdżką ponownie, w stronę mugolskiego radia, uruchamiając je.
Nad plażą po ostatniej, dobrze znanej piosence Celestyny, tym razem znów popłynął utwór, który mogli kojarzyć ci bywający w niemagicznym Londynie albo lubiący mugolską muzykę – piosenka Beatlesów.

Tura do 02.08 - godzina 20 - daję dodatkowy dzień, by każdy zdążył sobie dokończyć, co robił przed losowaniem i zatańczyć.


RE: [25.08.72, plaża w Devon] Dance with me - Morpheus Longbottom - 29.07.2024

Rozmawiam z Isaakiem i podchodzę do szwagierki Tessy.

Penelope przyjęła na nowo Odyseusza, testując go ostatni raz. Widzisz, ich miłość pełna była podstępów i chwytów, oboje niesamowicie sprytni, więc siedząc na tronie Itaki, powiedziała, że przyjmie go jako męża tylko wtedy, gdy przestawi ich małżeńskie łoże. Widzisz, Isaacu, sęk w tym, że ich łoże zostało wyrzeźbione przez samego Odyseusza z rosnącego drzewa oliwnego. Nie dało się go przesunąć i wiedzieli o tym tylko oni dwoje. W momencie, gdy odpowiedział jej, wyjawiając jego konstrukcję, mogła mieć całkowitą pewność, że to on, nie ktoś, kto tylko przyjął jego twarz —  dokończył opowieść, która zdecydowanie leżała miękko w jego sercu, na kocu włosia dzika. Morpheus nie był rzemieślnikiem, ale gdyby mógł wybrać, jego łoże małżeńskie byłoby cisowe, jak ich różdżki. Pomyślał, że może niepotrzebnie przechodził przez lustro. Westchnął do siebie.

Połowicznie słuchał, co mówił Isaac.

W sumie nie wiem, jakie byłby przeszkody ku temu? Nieszczególnie znam się na Skrzatach.— wzruszył ramionami. Gdyby to była miłość do czarodzieja, to byłoby coś dziwnego, nieco obrzydliwego, skoro skrzaty wyglądają jak dziecięce ofiary pożarów. Wysłuchał losowania.

Wybacz, muszę porwać do tańca moją szwagierkę — skinął mu głową i na boska podbiegł do swojej byłej szwagierki. — Jak się bawisz? — zapytał, z lekką zadyszką, wyciągając w stronę Tessy dłoń i prosząc ją do tańca.


[inny avek]https://64.media.tumblr.com/17b767e375eae39e4cc24019b17e6586/748699d318824a27-1a/s500x750/8a14a6dce0c18f0403a35ce2238e7880e42a703c.png[/inny avek]