![]() |
|
Odpowiedzi do Kalendarza Adwentowego - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Czarodzieje (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=108) +--- Dział: Kroniki (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=109) +---- Dział: Zakamarki Duszy (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=89) +---- Wątek: Odpowiedzi do Kalendarza Adwentowego (/showthread.php?tid=5395) |
RE: Odpowiedzi do Kalendarza Adwentowego - Benjy Fenwick - 21.12.2025 Publicznie płakał raz, w jedno ze swoich pierwszych Yule, przy kolacji, kiedy był jeszcze bardzo małym dzieckiem i nie potrafił kontrolować tego, co w nim kipiało. To nie było ciche łkanie ani użalanie się nad sobą, tylko wybuch czystej wściekłości, łzy wymieszane z gniewem i upokorzeniem. Bardzo szybko nauczył się, że takie reakcje są źle widziane, więc płacz zniknął równie wcześnie, jak się pojawił. Później, już poza zasięgiem oceniających spojrzeń, zdarzyło mu się to jeszcze kilka razy, zawsze późno w nocy, kiedy dom cichł, a dekoracje traciły sens i zostawał tylko zapach igliwia i chłód wewnątrz duszy. Nie był to płacz gwałtowny ani długi, raczej kilka ciężkich oddechów, napięta szczęka, wilgoć w oczach, której nie dało się już cofnąć, jakby organizm sam wyrzucał z siebie coś, czego nie dało się nazwać inaczej, niż „niechcianą słabością”. Były to łzy ciche i wściekłe jednocześnie, bardziej z bezsilności i frustracji niż z żalu. Z wiekiem zdarzało mu się to coraz rzadziej, ale nie zniknęło całkiem, bo wracanie do domu na przerwy świąteczne nigdy nie było dla niego czymś, co chciał robić, przebywanie z członkami rodziny zawsze potrafiło trafić w te same bolesne miejsca, które nigdy do końca się nie zagoiły. Miało w sobie coś, co zawsze rozszczelniało jego kontrolę, nawet jeśli na zewnątrz wyglądał jak ktoś, kogo nic nie ruszało. Później emocje nie miały już ujścia we łzach, zamiast tego było bieganie do granic wyczerpania, uderzanie w coś twardego, lot na miotle przy zbyt ostrym wietrze, trening dłuższy niż potrzeba. Świąteczny powrót do domu stał się okresem, w którym jego ciało brało na siebie wszystko to, czego nie wolno było mu pokazać na twarzy. RE: Odpowiedzi do Kalendarza Adwentowego - Darcy Lockhart - 22.12.2025 Prawie każde Yule było dla Darcy'ego miłe, ale szczególnie szczęśliwy był w to, przed którym pewna Puchonka pocałowała go pod jemiołą, zanim wyjechali z Hogwartu na święta. Parę lat później nie wspomina już tego z taką czułością, ale wtedy całe święta funkcjonował w różowych oparach młodzieńczego zakochania. Z tych, które do tej pory uważa za wyjątkowo udane, zapewne liczyłoby się to ostatnie, bo pod choinkę mógł dawać wszystkim swoją książkę. RE: Odpowiedzi do Kalendarza Adwentowego - Lorraine Malfoy - 23.12.2025 Oto oręż prawdziwej damy: dobre maniery i niezachwiane opanowanie, zachowywane niezależnie od sytuacji. Wyrażanie uczuć zawsze było dla Lorraine trudnym. Przez lata zdążyła nawyknąć do tłumienia w sobie wszystkiego, co uważała, że jest niewłaściwym... A niewłaściwym było niemal wszystko, a już na pewno łzy. Bo przecież łzy są oznaką słabości. Tak zawsze powtarzała Miranda Malfoy, kobieta bardzo zatwardziała w swoich poglądach, ale i w swojej dumie. Płakanie w obecności macochy było czymś absolutnie nie do przyjęcia. Dopiero po latach od jej śmierci Lorraine zaczęła odkrywać swoją wrażliwość na nowo. Jedynym Yule, na jakiego obchodach płakała, było Yule w 1971 roku. Wtedy były to jednak łzy ulgi. Zamiast siedzieć w Necronomiconie przy małej ghoulce, którą przygarnęli wspólnie z Baldwinem przed ledwo dwoma tygodniami, Lorraine czuła się w obowiązku uczestniczyć w rodzinnych obchodach rocznego święta. Jak zawsze była bardzo wdzięczna za pamięć, zaproszenie ją, jak zawsze, ucieszyło... Myślami cały czas była jednak przy małej istotce, która wtedy bardzo mocno zachorowała. Lorraine nie dała rady zjeść niczego na uroczystym obiedzie, bo czuła potworne wyrzuty sumienia, że opuściła Fridę w potrzebie. Bardzo czekała na rodzinne spotkanie, ale siedząc z resztą Malfoyów przy stole, myślała tylko o małej ghoulce. Gdy razem z Baldwinem wrócili z powrotem do Necronomiconu, odetchnęła z ulgą, ale dopiero, gdy się rozpłakała, zdała sobie sprawę, jak wiele kosztowało ją spokojne wysiedzenie przy świątecznym stole. RE: Odpowiedzi do Kalendarza Adwentowego - Alexander Mulciber - 24.12.2025 Alexander na żadnym Yule nie płakał. A jeżeli płakał, zwyczajnie tego nie pamięta. Dużo wspomień miesza się ze sobą w jego głowie, przez lata nadużywania. Nie pamięta na przykład wcale Yule z 1967 roku. Najtrudniejsze były dla niego święta tuż po śmierci ojca, który umarł na początku grudnia 1971 roku. Chociaż oko może i zawilgotniało na widok pustego miejsca przy stole, Alexander był zbyt otępiały smutkiem i żałobą, żeby płakać tak naprawdę. Nie zwykł zresztą wyrażać uczuć w ten sposób. RE: Odpowiedzi do Kalendarza Adwentowego - Baldwin Malfoy - 24.12.2025 Prawdziwi faceci nigdy nie płaczą. A że Baldwin za takowego się uważa, to rzeczywiście płakał tyle razy że na palcach jednej ręki można to policzyć. I tylko raz było to Yule. A dokładniej poranek w Yule, gdy miał lat niecałe osiem, a ojciec kazał mu zakląć ołtarz na wieczór. Ponieważ była pełnia, magia nie magiczyła no i oczywiście młodemu Malfoy'owi się nie powiodło. Płakał potem przez cały wieczór, zamknięty przez rodziców w swoim pokoju, zmuszony do siedzenia nad książkami, którzy całej rodzinie powiedzieli, że syn się rozchorował. RE: Odpowiedzi do Kalendarza Adwentowego - Bertie Bott - 25.12.2025 Bertie bardzo chciałby powiedzieć, że najlepszy prezent jaki uzyskał od życia, to jego przyjaciele. Tak, ci są niezwykle ważni w jego życiu, ale Bott nigdy nie przestał doceniać jednej bardzo ważnej rzeczy - tego jednego momentu kiedy trącił dupą brudne skarpety i wpadły mu do kociołka. Tak narodziły się fasolki. Dzięki nim zaistniał i zmienił swoje życie i nagle nie był już tylko biedną sierotą. Mógł zadbać o siebie i o tych których kochał. RE: Odpowiedzi do Kalendarza Adwentowego - Deirdre Malfoy - 25.12.2025 Deirdre nie należała do dzieci, które pragnęły czegoś wybitnie nieosiągalnego dla rodziców. Książki, które chciała, otrzymywała bez okazji. Narzędzia do wiwisekcji żaby były już na miejscu, w pracowni ojca. Któregoś razu jednak zobaczyła na wystawie na Pokątnej zestaw magicznych szachów i to nie byle jakich, który zdobył absolutnie jej serce. Była to marmurowa plansza z pionkami z barwionego szkła, jedna armia była zielonymi królikami z rogami jelenia, a druga czerwonymi sowoniedźwiedziami. Najpiękniejszymi pionkami były skoczki, bowiem te zwierzęta miały jeszcze skrzydła abraksana i rogi jednorożca. Zestaw otrzymała i posiada go do dzisiaj, chociaż nie jest wytrawnym graczem. RE: Odpowiedzi do Kalendarza Adwentowego - Helloise Rowle - 26.12.2025 Czy postać płakała w Yule? Bywały święta, gdy urocza jasnowłosa skrzatka tłukła swojego towarzysza dzieciństwa po głowie pluszowym smokiem na patyku, i bywały, gdy wyśpiewywała najdłuższy hymn do Matki, jaki słyszały mury posiadłości rodowej. Nadeszły święta, gdy zostało puste krzesło. Helloise nie płakała tego roku, gdy je opuściła. Zaczęła płakać dopiero w to Yule, w które zasiadła na nim ponownie. Czuła, jak niekomfortowo gęsta jest wokół niej atmosfera. Rozmowy omijały ją łukiem, jakby nie do końca wiedziano, jak z nią rozmawiać. Żaden wujek nie myślał już żartobliwie podpuszczać, że nasza Hela to powinna z takim zapałem do kowenowych pieśni zostać kapłanką. "Nasza" układało się nagle jakoś inaczej na języku — bo teraz gdy przypadkiem już ktoś na nią spojrzał, myślał o tym, że przez ostatnie miesiące nurzała się w syfie Nokturnu. Wstyd, że nasza. Wstyd własny był jeszcze gorszy — wyolbrzymiał w dziewczęcych oczach wszystko, co mogła odebrać zarówno wprost, jak i poukrywane gdzieś między wierszami: rozczarowanie, złość, smutek, zdegustowanie. Drugie tyle dopowiadała sobie zatem sama. Próbowała przetrwać kolację z zaciętą biernością: siedziała w milczeniu z otępiałym wzrokiem wbitym w talerz nietkniętego, stygnącego posiłku. Nie pomogło i to — czuła, że nawet gdy nic nie robi, wciąż niszczy wszystko wyłącznie swoją obecnością. Nie było żadnego rosnącego napięcia, żadnego punktu kulminacyjnego. W pewnym momencie po prostu brakło jej siły. Nie mogła już dalej. W pół kolacji odeszła od stołu tak samo bez słowa, jak przy nim siedziała. Resztę wieczoru spędziła, płacząc w swoim pokoju. Przy tym stole odczuła, jak wiele zniszczyła. Nie mogła znieść poczucia, że stała się tak nienaturalnie obca we własnym domu, który do tej pory był jej bezpiecznym schronieniem. W perspektywie siedemnastoletniego życia to był koniec świata. Kolejne fale płaczu szarpały dziewczyną niemal do rana. Napędzało je histeryczne przekonanie, że nie ma już dla niej drogi. Nie potrafiła iść dalej. Nie potrafiła zatrzymać się w miejscu. Nie umiała odnaleźć się w domu, gdy w każdym rogu wypatrywała osądzającego niezadowolenia. RE: Odpowiedzi do Kalendarza Adwentowego - Ceolsige Burke - 26.12.2025 Ceolsige przesunęła opuszkiem palca po krawędzi starego, oprawionego w skórę kalendarza. Jej paznokieć, idealnie wypiłowany, wydał cichy, drapiący dźwięk na starym pergaminie. Nadchodził Mabon a potem Yule. Czas, który przewidywała w roku 1972 smakować będzie nadal popiołem bardziej niż korzennymi przyprawami. Widziała ludzi na ulicach oraz tych, którzy odwiedzali jej przybytek. Zaczerwieniona oczy, opuchnięte od płaczu twarze, drżące dłonie ściskające resztki dobytku ocalonego po Wrześniowej Nocy. Okolica wyraźnie naznaczona była ludzką stratą, nad którą czerniała małostkowa mgła nieuzasadnionego poczucia sukcesu prowodyrów tragedii. Ciężar, jaki wisiał nad Londynem, gęsty i lepki jak mgła nad Tamizą. Atmosfera i emocje były jasne dla każdego kto posiadał w sobie jeszcze jakąkolwiek namiastkę duszy i jakikolwiek zmysł obserwacji. A jednak, gdy sama mrugała, jej rzęsy nie napotykały oporu wilgoci. To nie była kwestia chłodu serca. Burke'owie nie byli z kamienia, po prostu ich hydraulika emocjonalna działała w obiegu zamkniętym. Przynajmniej ta gałąź rodziny nie miała w zwyczaju zbyt wylewnie okazywać smutku lub żalu. Może to natura rodziny może element naturalnego dostosowania do środowiska. Nokturn, na którym się wychowała, był miejscem, które wysysało wilgoć. Tu nie płakało się na zewnątrz. Łzy na Nokturnie były jak krew w wodzie pełnej rekinów – sygnałem słabości, zaproszeniem do ataku, a w najlepszym wypadku: celem kpiny. Sięgnęła pamięcią wstecz, do Yule sprzed lat. Obraz był wyraźny, pozbawiony sentymentalnej mgiełki, ale na swój sposób ciepły. Pamiętała stół zastawiony pieczystym – krwistym, tak jak lubiła. I dwa puste krzesła. Ojciec i dziadek. Tamtego roku interesy wezwały ich daleko od domu. Nie było w tym tragedii, nagłego wypadku czy dramatycznego listu. Był plan. Był harmonogram. Wiedziała o tym tygodnie wcześniej. Czy dziewczynka powinna płakać, gdy jej bliskich nie ma przy dzieleniu się podarkami? Być może inna by płakała. Ceolsige pamiętała jedynie, że czuła ukłucie gdzieś głęboko w przeponie, ciężką kulę smutku, która osiadła na dnie żołądka, tuż obok niestrawionego żalu. Nie cały czas, tylko przy różnych czynnościach. Głównie dlatego, że matka wydawała się zmartwiona. Ale oczy? Oczy miała suche, gdy kroiła mięso, dbając o to, by nóż nie zgrzytał o porcelanę. – Sentymenty... – mruknęła do siebie, a słowo to niosło w sobie nutkę żartobliwej przygany skierowanej do samej siebie. RE: Odpowiedzi do Kalendarza Adwentowego - Ambrosia McKinnon - 26.12.2025 Ambrosia zawsze bardzo chciała dostać na święta laleczkę voodoo. Mama nie pozwalała jej dotkliwie okładać się z braćmi (tak jakby miała im kiedykolwiek coś zrobić swoim wątłym ciałem), ale byli okropnie nieznośni i ją denerwowali. Dlatego kiedy któregoś razu udało jej się o tym fenomenie laleczek przeczytać, uznała to za idealny pomysł do znęcania się naprowadzania rodzeństwa na dobrą drogę. Niestety, pomysł nie spodobał się dorosłym. |