Secrets of London
[7.10.1972] Bal maskowy u Lestrange - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5)
+--- Dział: Wokół Magicznych Dzielnic (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=118)
+--- Wątek: [7.10.1972] Bal maskowy u Lestrange (/showthread.php?tid=5408)

Strony: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22


RE: [7.10.1972] Bal maskowy u Lestrange - Lucy Rosewood - 07.02.2026

Jeszcze zanim ich artysta ruszył na scenę, Lucy uśmiechnęła się do niego z zaciekawieniem przechylając nieck głowę.
Skóra jako płótno – mruknęła z lekkim rozbawieniem, ale nie wypowiedziała na głos pozostałych myśli, które krążyły jej po głowie a propos tego tematu. Bo chociaż zapewne chodziło mu o dosłownie przystrajanie skóry pleców, to ona jednak nie mogła się powstrzymać i nie pomyśleć o wszystkich oprawionych w ludzką skórę księgach, o których czytała, chociaż nie miała nigdy okazji zobaczyć takiej na żywo. Albo o krwi spływającej po plecach i czy w samej Ekstazie Merlina nie było miejsca na samobiczowanie?  – W takim razie proszę pogratulować pańskiemu kostiumografowi talentu i jeszcze raz powodzenia na scenie. Życzyłabym panu też połamania nóg, ale jednak artysta z połamanymi nogami, jest problematyczny zarówno dla siebie, jak i całej widowni.
Kolejny uśmiech, a gdy Hannibal już odszedł, spojrzała na Gabriela.
To z takimi śmiertelnikami chętnie rozmawiasz? Sklamalabym gdybym powiedziała, że mnie to dziwi, ale wydaje się wpasowywać w twoje gusta. Jak na niego trafiłeś? – spytała już, gdy obok niej został deugi wampir.
Występ się zaczął i musiała przyznać, że głos Hannibala I z tej perspektywy był naprawdę czarujący. Wampirzyca w pełni skupiła swoją uwagę na młodym wykonawcy, z pewnym żalem czując jeszcze bardziej niż wcześniej, że brakowało jej takiego obcowania z muzyką. Zwlaszcza na balach. I w ładnej sukni.
Gdy występ się skończył zaczeła klaskać i nachyliła się do Gabriela.
Poproś o bis – poprosiła, czy raczej zarządała, samej nie chcąc dać się poznać publiczności, jako ktoś, kto aż tak entuzjastycznie podszedł do dzisiejszej muzyki.

[inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=sEEiqNc.jpeg[/inny avek]


RE: [7.10.1972] Bal maskowy u Lestrange - Gabriel Montbel - 07.02.2026

[inny avek]https://i.pinimg.com/1200x/f6/63/3d/f6633d8522390d01697cba8b218ba913.jpg[/inny avek]
Rozmawia z Lucy i Hannibalem, potem słucha koncertu, potem głośno domaga się bisu

Skóra, skóra, skóra i jej kreatywne zastosowanie.

Och zdecydowanie on TEŻ miał myśli na ten temat, ale najprawdopodobniej nie podobałyby się one ani jednemu, ani drugiemu jego rozmówcy. Fakt jednak był taki, że nieco się wyłączył przez to, przez ciężar i chłód rytualnego noża w dłoni, przez echa wrzasków jego ofiar, gdy płat po płacie przychodziło mu zdobić ołtarz krwią, a plugawą figurę...

To było. Minęło. Dwieście lat.

Przeszłość.

Przełknął ślinę i przypomniał sobie, że był w innym miejscu, i w zdecydowanie innym czasie. Nieco nerwowo podrapał palcami wnętrze lewej dłoni, próbując wymyślić na swoim martwym umyśle przyjemniejsze wizji, pełne erotycznych uniesień, a nie śmiertelnej ostateczności.

Jedna skóra, tyle możliwości.

Ja... em... cóż, rozważałem, czy uczynić z niego swojego familianta – przyznał po francusku, nieco wybity z rytmu przez całą sytuację i surrealizm balu w którym brali udział. Trafiliśmy na siebie w Soho, gdy doświadczałem jednego ze swoich epizodów. Pomógł mi wtedy, tak jak Ty pomogłaś mi niewiele później. I o ile potrzebowałem nieśmiertelnej dłoni, aby ta pomoc była bardziej trwała, o tyle ma moją wdzięczność, za podjęcie próby. Cóż. Jest młody. I smaczny. Przez moment dziwiłem się, że z jego żył nie tryska chłodzone prosecco. – kontynuował w szczerości, nie widząc powodów, by cokolwiek zatajać przed swoją towarzyszką. Jako że jednak jakaś dama sarknęła Ciii! na te ich rozmowy podczas występu więc i Gabriel umilkł i po prostu słuchał, nawet jeśli myśli uciekały mu w wiele różnych stron, na czym nie miał większej kontroli. Na przykład nad tonami perfum, które zdobiły doskonałość łuku odsłoniętej szyi jego towarzyszki. Czy dobrze wyczuwał różę w jednym z tonów głowy? Czy kiedykolwiek zdawała mu się słodsza niż w tej chwili, ubrana w tak doskonały odcień czerwieni, pozornie tylko oklepanej dla wampirzego rodzaju?

Zaraz gdy koncert skończył się, padała prośba, rozkaz właściwie i nie czekając większej zachęty Gabriel zaklaskał z większym entuzjazmem, pokrzykując co jakiś czas:

Encore! Encore! – co szczęśliwie brytyjczycy przejęli od francuzów, nie powinien być to więc gest niezrozumiały ani dla otaczającej ich publiczności, ani - co ważniejsze - dla artystów.


RE: [7.10.1972] Bal maskowy u Lestrange - Lucy Rosewood - 08.02.2026

Rozmawiam z Gabrielem, obserwuję wystep

Familianta? – spytała szeptem, unosząc do góry jedną brew. – Myslalam, że postanowiłeś na razie odpuścić jakiekolwiek bliższe relacje ze śmiertelnikami, zwłaszcza tymi londyńskimi.

Pomógł mu tak jako ona pomogła jemu! Jakoś nie wydawało jej się, aby zostanie chwilowym podwieczorkiem w koronkach miało taką samą wartość, jak to co ona zrobiła dla niego począwszy od tego ile z nim siedziała, rozmawiała, poprzez zapewnienie mu schronienia, aż po fakt, że go nie zamordowała bez zadawania pytań. Naprawdę. On znowu to robił. Znowu przypisywał znacznie większe znaczenie i wspaniałość komuś kto zaraz umrze lub wystawi go bo coś tam coś tam.
I znowu ona będzie musiałaby go ratować. I znowu on byłby załamany. I znowu coś zapewne zostałoby spalone. Absolutnie nie.

Nie była jednak w stanie złościć sie długo na jego sytuację. Nawet nie była pewna czy przemawiała przez nią złość, czy raczej tylko troska. Ciężko jednak było patrzeć się na niego gniewnie, gdy wampir rzeczywiście poprosił o bis.
Dziękuję – powiedziała, a grymas na jej twarzy został zastąpiony przez lekki uśmiech.

[inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=sEEiqNc.jpeg[/inny avek]


RE: [7.10.1972] Bal maskowy u Lestrange - Mirabella Plunkett - 13.02.2026

Narracja



Gdy występ Hannibala w akompaniamencie Cordelii zakończył się, w tłumie rozległy się oklaski. Kilka cichych brawo potoczyło się echem po sali, a światła przygasły, dając czas osobom ze sceny na założenie masek i ulotnienie się tuż po tym, jak mogli dostrzec reakcję tłumu.

Zaraz po tej krótkiej chwili świece na nowo zapłonęły mocniejszym światłem, a magiczne instrumenty na powrót uniosły się w powietrze. Sala balowa znowu pełniła swoją pierwotną funkcję - goście dobrali się w pary i rozpoczęli taniec do spokojnej melodii. Kieliszki na powrót wypełniły się alkoholem, a obsługa uwijała się, żeby na stołach z przekąskami nie zabrakło żadnej potrawy. Wydawało się, że na ten moment niespodzianki się skończyły. Uzbierano dużą sumę pieniędzy z licytacji, której finał z ostateczną kwotą zapewne zostanie ogłoszony o północy, kiedy to nastąpi tradycyjne ściąganie masek.

Teraz był czas na to, by wycisnąć z balu tyle, ile się dało. Jedzenie, picie, tańce, śmiech, plotki, zwiedzenie oranżerii - na co tylko mieli goście ochotę, w granicach rozsądku oczywiście. Ochrona wciąż krążyła wśród zamaskowanych, przypominając dobitnie o zasadach, panujących w rezydencji Lestrange.

Wątek główny pozostanie otwarty do 6.03.2026 roku. Nadal możecie rzucać kostkami na eliksiry i otoczenie, nadal możecie grać i rozpoczynać sesje poboczne związane z balem. 6 marca podsumuję licytację w tym wątku i dam post kończący bal. Dziękuję wszystkim za przybycie i udział Serduszko



RE: [7.10.1972] Bal maskowy u Lestrange - Laurence Lestrange - 18.02.2026

Taniec z Carmille. Następnie poczęstowanie się przekąskami. W dalszej kolejności, podchodzenie do gości i nawiązywanie rozmów.

Najważniejsze, że zaplanowane atrakcje odbyły się bez zakłóceń i w spokojnej atmosferze. Nie odbyło się do tej pory nic, co miałoby zakłócić porządek, pomijając drobny incydent z wtargnięciem nieproszonego gościa. Miał nadzieję, że sprawa wyjaśniła się.

Także oddał oklaski, w podziękowaniu za występ. A kiedy muzyka znów zagrała zapraszając do dalszej zabawy, Laurence poprosił Carmille do tańca. Wypadałoby choć jeden taniec zaliczyć na tym balu, skoro już tutaj byli. Po tańcu, skierowali się do stolika z przekąskami, aby czegoś spróbować i między sobą porozmawiać. Mając też nadzieję, że jego syn Louis dobrze się bawi i buduje relacje z kuzynostwem, oraz innymi dziećmi, które rodziny przyprowadziły, nie mając z kim innym ich zostawić. To był dobry pomysł, aby dzięki temu móc być spokojnym o bezpieczeństwo pierworodnego, wiedząc, że jest w tym samym budynku co oni wszyscy.

Skończywszy przekąski, odstawili naczynia i ruszyli razem przez salę, aby zająć rozmowami samotnie stojące osoby, czy pary. Zapytać o samopoczucie i szanowny gość, dobrze bawi się na balu.



Posiadana Maska

!balmaskowy


RE: [7.10.1972] Bal maskowy u Lestrange - Pan Losu - 18.02.2026

Czujesz nagłą, niewyjaśnioną potrzebę wyjścia na ogród i nie potrafisz się jej oprzeć. Idziesz więc na zewnątrz, sam lub z kimś, by podziwiać przyrodę, gdy nagle na twojej głowie ląduje elf. Wydaje się rozwścieczony i brzęczy na ciebie oraz szamocze, wplątując się w twoje włosy lub ubranie.


RE: [7.10.1972] Bal maskowy u Lestrange - Laurent Prewett - 20.02.2026

Słyszenie wulgarnych słów z ust damy było zawsze czymś - Victoria za każdym razem potrafiła go tym zaskoczyć. Pewnie dlatego, że tak rzadko mówiła coś... takiego. Były jednak słowa, które nie uchodziły za wulgarne, a jendak nie kojarzyły się dobrze - jak chociażby świnia. I w tym momencie Laurent doznał pewnego dysonansu, ale nawet jeśli mimika miałaby go zdradzić, to zostało to ukryte za jego maską. Uśmiechnął się na moment szerzej, bo co tu więcej dodać - miała rację. I pozostał im uśmiech, bo już płakać za tragediami, jakie potrafiły się dziać, nie było sensu - nie pomyślał Laurent nigdy. Był w końcu mistrzem świata w płakaniu za wszystkim, wszystkimi i przeżywania werterowskich bóli serca za utraconymi cudami świata.

- Cieszę się, że trafiłem na tak wspaniałomyślną osobę względem tego. Wszak... to nie tak oczywiste. - Nawet jak na to, jak sam chciałby o tym myśleć. Chciał wierzyć w ludzką dobroć, w szczerość, w przychylności słane sobie wzajem. Czasem próbował siebie samego oszukiwać, że już tak aż w ludzi nie wierzy, że teraz stał się realistom. Potem uświadamiał sobie, że przekleństwo morza kołysało nim na boki i nakazywało być ciągle tą samą istotą, która spoglądała w niebo i myliła je z odbiciem gwiazd w tafli wody.

Na następne słowa o bohaterce zawtórował jej śmiechem - dźwięcznym, delikatnym, który był muzyką samą w sobie. Szmerem dzwonków na wietrze, dotykiem kropel deszczu na wiosennych liściach. Fakt, dzisiaj była bohaterką.

- Zamaskowana, tajemnicza bohaterka. - Odezwał się tak, że brzmiało to... zalotnie. A na pewno wybrzmiewała w tym adoracja i ciepło słane względem tych słów. Wziął ją więc pod ramię, prostując się i wzrokiem zapytał, gdzie chciałaby się udać. Mogła prowadzić - mógł spełnić życzenie jej serca, bo... tak, był jej to wszak winien. - Z przyjemnością. Nie mógłbym odmówić mojej tajemniczej wybawicielce. Choć... ponad ogień preferuję wodę. - Szczególnie po ostatnich wydarzeniach. Mogła poczuć, że na wspomnienie o tym płonięciu nieco się napiął, ale wyraz jego twarzy nie zdradził emocji z tym związanych. Zaraz zresztą się rozluźnił i ruszył z nią do drinków. - Co dla pani?




RE: [7.10.1972] Bal maskowy u Lestrange - Astoria Avery - 20.02.2026

[inny avek]https://64.media.tumblr.com/ab134dda1f3d01c6927ccdd9df29fc1f/0e02927a58c84d58-e1/s1280x1920/ed8ff786775db10eacf274ce577390a0ee15b606.jpg[/inny avek] Z Levim przy barze

Parsknęła cicho, gdy wspomniał o pokazach sprzed lat. Wyobraźnia podsunęła jej obraz tak wyraźny, że niemal zobaczyła go przed sobą.
- Czyli doświadczenie już masz. Widzisz? To byłaby idealna okazja na wspominki dziecięcej beztroski - kolejny argument, który miał skruszyć lód jego niechęci. Wiedziała, że jeśli odpowiednio długo będzie wierciła dziurę w brzuchu, w końcu jej ulegnie. Zresztą nie wymagała nieosiągalnego, prawda? Oboje bawiliby się świetnie.
Przez moment patrzyła przed siebie, na smugę światła rozlaną po marmurowej posadzce, jakby właśnie tam próbowała odnaleźć właściwą odpowiedź.
- To chyba najgorsze, gdy miłość całkowicie pochłania. Gdy jedno zaczyna istnieć wyłącznie przez drugie. Taka rezygnacja z własnego głosu - mówiła spokojnie, niemal analitycznie, jakby omawiała koncepcję z podręcznika, a nie coś, co mogło dotknąć ich osobiście. W jej głowie pojawiły się obrazy kobiet, które znała - tych, które z czasem zaczynały mówić cudzymi zdaniami, myśleć cudzymi ambicjami, nosić cudze marzenia jak własne. W świecie, w którym dorastali, taki model był nie tylko akceptowany, ale pożądany. Harmonia. Jedność. Stabilność. Maszyna, która działa. Ale maszyna nie oddycha.
- Ale są ludzie, którzy przy drugiej połowie nie znikają, tylko... rozkwitają - zrobiła krótką pauzę, pozwalając tej myśli wybrzmieć. Nie była naiwna. Wiedziała, że miłość potrafi być słabością. Że zmusza do irracjonalnych decyzji, że rozbija chłodną logikę na drobne kawałki. Ale wiedziała też, że są relacje, w których człowiek nie maleje, tylko rośnie.
- Może to nie tyle śmierć jednostki, co próba. Sprawdzenie, czy twoje "ja" jest na tyle silne, by nie rozpaść się w czyjejś obecności - mówiła, a raczej zastanawiała się na głos, ale przecież dobrze rozumiała jego podejście. Śmierć jednostki jest wygodną teorią, która usprawiedliwi dystans i chroni przed ryzykiem. Byli pod tym względem bardzo podobni.
- Myślę, że jestem na tyle silną osobowością, że nawet jeśli się zakocham to nie zniknę - prychnęła lekko, a w jej głosie była spokojna pewność kogoś, kto zna własne granice, bo musiał je budować od nowa więcej niż raz. Nie była przecież dziewczyną, która bezrefleksyjnie pozwalała, by cokolwiek ją definiowało.
- Jeśli kiedyś się zakocham - ciągnęła. - to nie po to, żeby stać się czyimś cieniem. Ani czyimś przedłużeniem. Nie interesuje mnie rola dodatku - pogładziła kostki jego dłoni w zamyśleniu, ale zaraz wróciła do rzeczywistości. - Nie martw się, w moim sercu zawsze będzie dla ciebie miejsce.
Kiedy dotarli do baru, przyjęła kieliszek czerwonego wina z niemal ceremonialną uwagą. Rubinowy płyn odbił światło świec, rzucając na jej maskę ciepłe refleksy. Uniosła szkło, przez chwilę obserwując, jak ciecz osiada na ściankach. Zachichotała lekko na słowa o różach. Rola śpiącej królewny ani trochę jej nie odpowiadała.
- Okradłabyś dla mnie Lestrangów? - wyszeptała konspiracyjnie, odrobinę go prowokując. - Z błahszych powodów rodziły się konflikty między rodami. - Upiła wreszcie łyk wina. Smak był głęboki, cierpki, przyjemnie ciężki na języku. I dopiero po chwili wzrok Leviathana ją zaalarmował. Opuściła wzrok na swoją dłoń, a kiedy zamiast porcelanowej barwy była błękitna, otworzyła buzię ze zdumienia. - Jestem... niebieska? - zaśmiała się i pokręciła głową. Gospodarze dbali, by ten wieczór był pełen niespodzianek. - Levi, twoje włosy! - uniosła dłoń, by palcami przeczesać kruczoczarne kosmyki, a zaraz chwyciła go za rękę i pociągnęła w stronę najbliższego lustra.

jestem niebieska 1/2


RE: [7.10.1972] Bal maskowy u Lestrange - Deirdre Malfoy - 22.02.2026

Z Oleandrem do Ogrodu

Również preferuję dyskusję niż... tak. Dziękuję. A licytacja? To test, um, zasobności portfela, Oleandrze. Kobiety wabią wdziękami i... ym, magicznym rodowodem, mężczyźni możliwościami zapewnienia życia na poziomie. Jeden zakupiony przedmiot świadczy, em, jak to powiedzieć, o zasobie galeonów do zużycia na przyjemności, większa ilość o nierozsądnych transakcjach po zawyżonej cenie, rozrzutności i możliwym nałogu do ryzyka ekonomicznego oraz sposobach na radzenie sobie z porażką. Bo wiesz. Nikt nie chce rozrzutnego, agresywnego męża— ciągnęła swoją teorię. Pewnie prowadziłaby rozważania dalej, jednakże nastąpiła przerwa na występy, więc zamilkła. Śpiewaczka kojarzyła jej się z Piszczyskoczkiem, chociaż nie była w stanie powiedzieć konkretnie, dlaczego. Deirdre zmarszczyła nos na dobór repertuaru The Globe. Upiór w Operze? Na prawdę? Opowieść o śpiewaczce z Opery, która bierze ślub ponad swoim stanem? W tych czasach?

Występ był bardzo ładny, musiała przyznać, ale nie dziwiło jej to wcale, w końcu nawet rozrywki były przygotowywane przez czystokrwistych czarodziejów. Nic mniej nie mogło się pojawić na scenie podczas przyjęcia rodu Lestrange, należało to przyznać. W końcu o to właśnie chodziło, aby poprawny występ zadowolił jak największą grupę, poruszył wrażliwe nuty w głębi zatwardziałych serc na kilka sekund.

I jaki romantyczny nastrój. To już... to już trzeci dowód na moją, em, teorię. Nie lubię tej sztuki. — Wychodząc na zewnątrz Deirdre była zadowolona, że nie zrezygnowała z etoli z lisiego futra. Mijając kelnera, odebrała dla sobie lampkę z alkoholem, jednym z płonących drinków. Zamierzała wypić trzy, chociaż zastanawiała się czy nieudany eliksir do tego wliczać czy nie.

Wiem, że dla wielu brzmię bardzo, hm, pruderyjnie, ale tak, myślałam o tym, chociaż bardziej w... W takim ogólnym zainteresowaniu. Obiekty myśli... — Należałoby ją zabić i wskrzesić, aby wydusić z niej słowo fantazje. — Obiekt myśli jest zazwyczaj bardzo rozmyty. Moja edukacja mocno nie, em, nie pomaga. Jakby to powiedzieć. Ciężko mi to ująć w słowa, ale chodzi o to że.. um... Obawiam się bardzo, że zamiast odczuwać ekscytację, będę... Będę diagnozować.

Spłoniła się i utkwiła wzrok w kieliszku.

Bo. Bo wyobraź sobie. Całujesz kogoś i nagle, och, twój puls ma dziwny rytm, powinieneś sprawdzić czy to nie włochatość serca. Ale nie. Nie jesteś pierwszy.

I chyba nie zamierzała rozwijać, kim był ów jegomość, bo zamiast tego napiła się płonącego drinka.


[inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=BLNfhD2.jpeg[/inny avek]

!plonacedrinki


RE: [7.10.1972] Bal maskowy u Lestrange - Pan Losu - 22.02.2026

Wibrująca czerń
Twoje włosy zmieniają kolor na głęboką czerń, jakiej jeszcze świat nie widział. Przyciągają wzrok i błyszczą, jakby były częścią samej otchłani. Lekko falują, nawet jeżeli w środku nie ma wiatru. Efekt utrzymuje się 2 kolejki.