Secrets of London
[Litha 1972] Krąg ognisk - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Anglia (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=6)
+--- Dział: Inne części Anglii (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=145)
+---- Dział: Stonehenge (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=149)
+---- Wątek: [Litha 1972] Krąg ognisk (/showthread.php?tid=2316)

Strony: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38


RE: [Litha 1972] Krąg ognisk - The Little Fox - 06.12.2023

– Ja zobaczyłam puchar! Czuję, że mogę dzisiaj zrobić wszystko – wyrzuciła ręce w górę. – Idziemy na stoiska z grami? Może wygramy gigantycznego misia?! – złapała jego dłoń nie czekając na odpowiedź. Pociągnęła go w kierunku stoisk z grami.

Rozejrzała się po miejscach do gry i zdecydowała się na obręcze, bo było najmniej oblegane, a nie wyglądało wcale tak trudno jak mogłoby się wydawać, prawda? Wyciągnęła z małej torebki parę sykli i rzuciła na ladę. Dostała trzy obręcze i zaczęła rzucać do celu licząc naprawdę, że wygra tę grę. Nie wiedziała, co zrobi jak jej nie wyjdzie. Najwyżej ukradnie jakiegoś misia w odwecie, bo Elaine nie przegrywała choćby świat miał się zawalić, ona nie przegra!

– Dawaj na puszki. Tam ty rzucasz! – załapała znowu jego dłoń i zaciągnęła w kierunku stoiska z rzutami do puszek. Miała nadzieję, że Felix nie będzie od niej lepszy, ale jak wygra to z jego wygranej też się będzie cieszyć. W końcu Felix ją też zawsze wspierał, więc czemu miałaby tego nie robić, co?


[inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=FTxBmtF.png[/inny avek]

+10 za wianek z paproci i puchar w ognisku.
[roll=PO]
[roll=PO]
[roll=PO]


RE: [Litha 1972] Krąg ognisk - Rowena Ravenclaw - 06.12.2023

Lorraine


Twoje modły zostały wysłuchane, chociaż niekoniecznie w taki sposób, w jaki sobie tego życzyłaś. Być może to efekt roślin strączkowych przemyconych do twojego dzisiejszego menu, ale mogłaś poczuć, że twój brzuch zrobił się twardy i wzdęty. Zaczęłaś też odczuwać ból w krzyżu, zaś węch… no, węch się wyostrzył. Czułaś teraz nakładające się na siebie zapachy popcornu, waty cukrowej, smażonych kiełbasek, perfum mijającej was kobiety oraz tego, że jej partner tamtego dnia chyba pokłócił się z prysznicem. Czy to jakaś super moc? Zanim zaczniesz szukać śladu po ugryzieniu pająka, poczujesz mdłości. Ach, no i twoje piersi zrobiły się nagle obolałe i bardziej wrażliwe, ogółem  uczucie -1000/10.
Ten cud macierzyństwa będzie ci towarzyszył przez następne dwie kolejki, a później dyskretnie ulotni się wraz z duchem twojego jedzenia.

Geraldine


Wygląda na to, że psidwak zaakceptował cię jako swoją nową mamę, składając mokre psie pocałunki na twojej twarzy. Postawił uszy, słysząc swoje nowe imię. Cukier? Chyba wolałby mieć na imię Ksylitol, ale ostatecznie nie ma głosu, żeby zaprotestować. Niechaj będzie więc Cukier.
Odtąd zwierzak należy do ciebie i ty podejmujesz za niego akcję.

Bellatrix i Rodoplhus


Dziewczynka z kolei miała mniej wyczucia i taktu, by zrozumieć, że Bellatrix nie życzy sobie dotyku. Kiedy jednak została poklepana po plecach, natychmiast się uspokoiła, puściła czarownicę i zaczęła wycierać łzy dłońmi.
Ostatnio… kupowała… popcorn… Ale tam jej nie było… Bo… bo moja mama jest mulgoplacką… mózgopacką… mugolonką — odparła, wpatrując się w nich swoimi dużymi błękitnymi oczami — I chyba sama się zgubiła się w tym wszystkim, bo ona bardzo gubi się w świecie magii. Ma czerwoną sukienkę i wianek z różami.


Beast, Edge, Cain, Patrick


Jakaś para pochodzenia latynoskiego zaczyna tańczyć przy najbliższym ognisku, a przygrywają im obecni na sabacie bardowie. Niby nic szczególnego,  niby nie jest skierowane bezpośrednio do was, ale nóżki same podrygują wam do rytmu. Dołączycie do nich, czy postaracie się zignorować ich obecność?




RE: [Litha 1972] Krąg ognisk - Bellatrix Black - 06.12.2023

Sytuacja zdecydowanie nie była dla niej komfortowa. Nie lubiła dzieci, do tego to było obce dziecko, nikogo z rodziny zaczęła się więc denerwować. Nie czuła się dobrze, kiedy te małe umorusane rączki ją dotykały. Rodolphus mógł to zauważyć. Jego słowa wcale nie wpłynęły na nią dobrze. Jesteś za miękka. Uderzyło to w jej ego, bardzo mocno. Ona była miękka? Nie skomentowała jeszcze tego, ale po jej minie mógł się domyślić, że będzie tylko gorzej. Nie ułatwiał tego wcale ten wianek, który miała na głowie. Który dodawał jej odwagi i jeszcze bardziej ją nakręcał do konfrontacji.

Dziewczynka wreszcie się od niej odkleiła. Na swoje nieszczęście postanowiła się odezwać. Wszystkie najgorsze obawy, które miała Trixie się spełniły. Był to brudny dzieciak, z mugolskiej rodziny. Odsunęła się o krok, zbladła. Była zirytowana całą tą sytuacją, zareagowała dosyć szybko, bo popchnęła tego dzieciaka w tłum z całej siły niby przypadkiem, licząc na to, że jeszcze bardziej się zgubi. - Ups- Powiedziała cicho, po czym ruszyła przed siebie, nie oglądając się za Rolphem. Była okropnie wkurwiona i nawet zielony wazonik nie będzie w stanie złagodzić jej gniewu. Szła przed siebie, nie widziała właściwie dokąd byleby odejść z tego miejsca, jak najszybciej. Nie spodziewała się, że sabat zamieni się dla niej w taką udrękę. Miała ochotę krzyczeć, tylko, że nie mogła tego zrobić. Dusiła więc w sobie całą tą złość. Zacisnęła zęby, lepiej, żeby teraz nikt jej nie denerwował.




RE: [Litha 1972] Krąg ognisk - Alastor Moody - 06.12.2023

Odpowiedź na ten post.

Wyjazd nad walijskie wybrzeże miał dać mu wreszcie odpocząć, ale Moody wcale nie czuł się dużo lepiej niż przed wyjazdem. Leżąca w szpitalu, doświadczająca regularnych ataków paniki Ida robiła mu za wspaniałą wymówkę - mógł zrzucić na nią coraz to bardziej podkrążone oczy, dziwne odzywki, narastającą z dnia na dzień paranoję. I wszyscy to akceptowali, no bo przecież to był Alastor Moody, któremu ufali nie od wczoraj - współczuli mu sytuacji, okazywali mu tyle wsparcia i zrozumienia ile tylko można było spodziewać się po jego przyjaciołach (a było to naprawdę dużo). Okazywał im wdzięczność z uśmiechem przyduszonym niby to zmęczeniem, a jednak...

A jednak.

Nikomu tego nie powiedział, ale czuł to w środku. Że ta paranoja przestawała być drobnym lękiem, on zaczynał świrować, a Harper popełniła wielki błąd wyznaczając go dzisiejszego dnia do pracy razem z Cainem. Na zachodnim krańcu ognisk Lithy, natrafił wreszcie na to, które ukazało mu jakiś obraz. Plamy czerwonych i złotych płomieni zatańczyły mu przed oczami, rozjaśniając zapadniętą twarz i wrzucając na ziemię migoczący cień jego krępej sylwetki. Widział to wyraźnie, ten jeden płomień niebędący zwyczajnym punktem światła w pustce wszechogarniającej go ciemności - te płomienie ukazywały coś więcej, a on przypomniał sobie najgorsze z możliwych wspomnień.

Wpatrując się w płonące igliwie, Alastor zwolnił swoje kroki, aż wreszcie zatrzymał się zupełnie. Stał tak jak zahipnotyzowany i zdawało mu się, że się w tym zanurza - nie dostrzegł tam tylko wróżby od bogów - dostrzegł tam Mavelle. Nieuchwytna postać, a może bardziej jej delikatny kontur unoszący się w kępie dymu i blasku rytualnych ognisk, przywołał coś, co wykraczało daleko poza granice jego zmysłów. Znów ją widział - leżącą martwo obok stosu płonących kłód, kiedy on musiał gasić kolejne ze świateł. Znów ją widział - wciśniętą pomiędzy konary drzewa, zimną jak diabli, leżącą tak martwo, tak jakby miało jej już nigdy nie być. Jego oddech stawał się coraz bardziej płytki, a on uwięziony pod ciężarem własnej psychiki, zadrżał. Nie uśmiechnął się do Sebastiana, bo w tym momencie nawet go nie rozpoznał. Wszystko wydawało mu się być rozmyte, a on nie wiedział, czy znowu nie udało mu się powstrzymać łez, czy znów nawiedzały go omamy - w jego duszy obudziło się w tej chwili coś uśpionego, a on sam kompletnie zagubiony zaczął iść w losowym kierunku, chcąc odejść od zbierającego się tutaj wokół grających tłumu. Potknął się o Jima, omal nie upadając na ziemię. Nie przeprosił go, bo chyba nie do końca zrozumiał, co się stało. Wiedział, że potrzebuje pomocy, nie powinno go tutaj być, nie powinien przyjmować służby w Lithę, ale przecież nikt inny nie mógł i...

Wpadł na kolejną osobę. Na nieszczęście tej osoby, Moody znajdował się w tym momencie na granicy - zacisnął silną dłoń na kapłańskiej szacie, ze spojrzeniem tak nieobecnym, jakby był tu jedynie ciałem.

!płomienie


RE: [Litha 1972] Krąg ognisk - Pan Losu - 06.12.2023

The Edge


Ogień ukazał ci złocisty stos galeonów w bankowej skrytce; zwiastun prędkiego wzbogacenia się. Twoją głowę zaczynają zaprzątać myśli o tym, jak korzystnie zainwestować swój majątek lub jakich przedsięwzięć się podjąć, aby otrzymać w pracy podwyżkę. A może to pora, by wziąć udział w loterii?



RE: [Litha 1972] Krąg ognisk - Rodolphus Lestrange - 06.12.2023

Gdy rzucił te słowa od niechcenia, zupełnie w gruncie rzeczy nie myśląc, co było dla niego dziwne, zrozumiał jak kurewsko ogromny błąd popełnił. Wiedział to jeszcze zanim Bellatrix zrobiła jedną z tych swoich min. Na chwilę na twarzy Rodolphusa odbił się strach. Coś, co ostatnio mu się zdarzyło jakiś czas temu, gdy również niecelną uwagą uraził narzeczoną. Och, co to wtedy była za masakra... Nie chciał powtórki. Mógł stanąć naprzeciwko samego Voldemorta i zachować kamienną twarz, mógł prowokować Chestera, mógł bawić się w przepychanki słowne z Robertem czy dręczyć po prostu kogokolwiek wyżej stanowiskiem i doświadczeniem, lecz gdy przychodziło do konfrontacji z Bellatrix, nagle malał. Wyglądał jakby trochę skurczył się w sobie.
- Trix, żartowałem - spróbował się wytłumaczyć, ale na darmo. Kobieta już odepchnęła dziecko i ruszyła przed siebie. Cholera jasna. W dupie miał to dziecko, w dupie miał to, że byli tu mugole. W innych okolicznościach pewnie z przyjemnością zapytałby - oczywiście ze słodkim uśmiechem na ustach - gdzie jest ta mama, jak wyglądała i żeby jej razem poszukali. Ale teraz miał to gdzieś. Ruszył za narzeczoną. - Trix, kurwa, zatrzymaj się!

Przepchnął się przez tłum, nie zwracając uwagi na to, kogo popycha i w którą stronę. Przed oczami wciąż miał jej czarne loki, rozsypane w nieładzie, i tę piękną sukienkę, która na koniec tego wieczoru miała zniknąć. A teraz to on tracił Black z oczu. Jeżeli nie zdoła jej złapać, to chyba kogoś zamorduje.
- Stój, proszę cię - spróbował pochwycić jej rękę, żeby móc ją zatrzymać i pociągnąć w swoją stronę.

[roll=N]


RE: [Litha 1972] Krąg ognisk - Bellatrix Black - 06.12.2023

Rolph zdecydowanie za późno pomyślał o tym, żeby nie denerwować panny Black. W jej oczach pojawiły się kurwiki, zdecydowanie bardzo szybko popsuł jej się humor, cały pozytywny nastrój tego święta przepadł. Nie zapomni pewnie nigdy tych słów. Jesteś za miękka. Powtarzała to sobie w duchu cały czas, skoro tak myślał, to zamierzała mu udowodnić, że bardzo się mylił. Kto, jak kto, ale ona nie należała do tych miękkich i powinien zdawać sobie z tego sprawę, najwyraźniej zbyt rzadko mu o tym przypominała. Może wreszcie się nauczy, że pewne słowa lepiej było przemilczeć i zostawić dla siebie.

Do jej uszu dotarły jeszcze słowa o tym, że żartował. No jasne, teraz to żartował, tylko gdy to mówił to wyglądał śmiertelnie poważnie. Na pewno w ten sposób się jej nie wytłumaczy, jeszcze bardziej ją to tłumaczenie rozwścieczyło. Miał ją za idiotkę? No tak, mogła się tego spodziewać. Bardzo śmieszny żart. Naprawdę.

Kiedy tak szła przed siebie, w sumie to prawie biegła odbiła się od jakiejś pary czarodziejów. - UWAŻAJ JAK LEZIESZ. - Wysyczała przez zęby do mężczyzny, o którego ramię się odbiła. Szła dalej, w ten tłum niczym taran. Czuła, że zaczyna się dusić, że musi opuścić to miejsce pełne ludzi, bo jeszcze krótka chwila, moment, a wybuchnie.

Słyszała krzyki narzeczonego, jednak ignorowała je teraz. Nie chciała, żeby się przed nią tłumaczył. Na to było już za późno, zdecydowanie za późno. Tyle, że też nie do końca wiedziała, gdzie powinna pójść, ludzi wokół niej nadal było pełno, a ona czuła się coraz bardziej nieswojo. Kilka łez popłynęło jej po policzku, bo była zirytowana, że nic się jej nie udaje, płakała z bezsilności nad swoim losem. Zwolniła też nieco kroku, kiedy przecierała dłonią policzek.




RE: [Litha 1972] Krąg ognisk - Rodolphus Lestrange - 06.12.2023

Nie złapał jej. Wysmyknęła mu się, nawet nie był blisko, żeby ją sięgnąć. Kurwa mać. Odepchnął kolejne osoby i przyspieszył. Wiedział, że nie może jej zgubić - gardził osobami, które mówiły, że "trzeba kobiecie dać ochłonąć". Absolutnie nie można było ich zostawiać w takim stanie, pomijając już fakt, że było tu pełno ludzi i mugolaków, którzy dodatkowo działali na Bellatrix jak płachta na byka. Żelazo trzeba było kuć póki było gorące.

W końcu ją dopadł, dzięki parze na którą się wydarła. Pochwycił ją od tyłu, zgarniając drobne ciało swoimi ramionami.
- Przepraszam. Nie uciekaj, to ta rozmowa o dzieciach - wyszeptał do jej ucha. Mogła poczuć, że drży. Czy to ze strachu, czy z innych emocji, nie mogła tego odgadnąć, bo wtulał się w jej plecy, trzymając ją mocno tak, by mu znowu nie uciekła. - Uderz mnie, zwyzywaj i opluj, tylko nie uciekaj.
I to wcale nie tak, że bał się, że Bellatrix wparuje mu do mieszkania i je dosłownie rozniesie. Nie. Obawiał się tego, że przez zbyt frywolne podejście do sprawy na ich związku pojawiła się rysa, której nie da się zamaskować. Robił wiele głupich rzeczy, w końcu na standardy wielu osób ich dwójka była tylko gówniarzami więc mieli prawo do popełniała błędów. Sęk w tym, że oboje rzadko kiedy pozwalali sobie na bycie nieidealnymi.
- Ostatnio nas często nawiedzają- spróbował jeszcze raz, tym razem miękkim tonem. Usłużnym wręcz.


RE: [Litha 1972] Krąg ognisk - Perseus Black - 06.12.2023

To on miał dawać poczucie bezpieczeństwa.
Obejmować szerokimi ramionami i przytulać do torsu, wsuwać palce we włosy i szeptać, że wszystko będzie dobrze. To on miał brać na siebie odpowiedzialność, być silny, a w razie zagrożenia zasłonić także swoim ciałem. Dlatego też było mu wstyd, gdy bodźce z zewnątrz go przytłoczyły, chciał zapaść się pod ziemię, schować za jednym z kamieni lub całkiem zniknąć pod jego ciężarem, albo też zawinąć się w swoją czarną szatę, skulić się i skryć pod nią niczym pod żałobnym woalem. Ale szata była krótka, kamienie za daleko, a ziemia nie chciała go przyjąć. Pozostało mu zatem ukryć swe zakłopotanie w białych dłoniach.
I wtedy poczuł jej dotyk, delikatny niczym muśnięcie skrzydeł motyla w trakcie sztormu. Westchnął cicho, pozwalając jej odkryć swoją twarz. Patrzył na Vesperę, prosto w jej oczy, jej ciemne oczy, które przypominały teraz rozgwieżdżone niebo; zanurzył się w tej osobliwej brunatnej galaktyce, pozwolił jej się pochłonąć, aż na moment świat wokół przestał istnieć. Jego oddech się uspokoił, a twarz złagodniała.
Czuł się jak przemarznięty do szpiku człowiek, który po długiej wędrówce w zamieci śnieżnej dotarł wreszcie do do ciepłego domu. Odnalazł jej usta, przypominające swym kolorem i słodyczą dojrzałych czereśni i odwzajemnił ich pocałunek. Ojciec zapewne pokręciłby głową na widok takiego publicznego okazywania sobie uczuć, lecz Perseus nie zaprzątał już sobie głowy konwenansami; był oszołomiony jej bliskością, upity miłością i szczęśliwy, by zwracać uwagę na takie błahostki.
Absolutnie, najdroższa — wyznał z uśmiechem, przyciskając do siebie jej drobne ciało; nie za mocno, by nie skrzywdzić życia, które w niej dojrzewało, a potem uniósł ją na tyle, na ile pozwalało mu własne słabowite ciało - to znaczy zaledwie kilka cali nad ziemią - i obrócił się z Vesperą w powietrzu, nie zważając na ból rozrywający prawą nogę. Zdradziło go jednak to, że tak szybko odstawił ją na ziemię. — Chcę z tobą spędzić resztę życia. Wiem, wiem, jesteśmy razem tak krótko, a do ślubu zmusiły nas… pewne okoliczności, ale to najwspanialsze, co spotkało mnie w życiu. Kocham cię, Vespero, chcę ciebie, chcę to dziecko i ten dom pod Londynem. Chcę co wieczór zasypiać przy tobie i budzić się obok następnego dnia, zwiedzić z tobą świat, pić wino w Paryżu i jeść owoce morza na Sycylii, i śmiać się, i płakać i…i…
Umilkł, przyglądając jej się badawczo. Nie chciał używać daru aurowidzenia; nie teraz, gdy wszystko wokół było tak intensywne, że sprowadzało go na granicę delirium.
W porządku, jeśli nie jesteś pewna. Możemy robić to powoli, bez pośpiechu. Chcę tylko, abyś wiedziała, jak bardzo mi na tobie zależy.

@Vespera Rookwood


RE: [Litha 1972] Krąg ognisk - Leon Bletchley - 07.12.2023

Nie wydawał się przejmować udawanym oburzeniem swojej towarzyszki, która nawet nie wymierzyła mu nawet kuksańca za tak perfidnie wykorzystywanie wypowiedzianych przez niego słów.

Zastanowię się. — Mruknął po tym jak został lekko klepnięty w ramię przez kuzyna. Wiadome było, że długo się nie będzie na niego boczyć. — Wtedy za dużo cię ominie. — Zachowanie Caina wydawało mu się trochę niezrozumiałe w tym momencie, jednak to wynikało z jego poglądów odnośnie korzystania ze wszystkich atrakcji.

Jak to nie wrócimy? Nie będę musiał uporczywie wpatrywać się w te płomienie. A ty będziesz? Po drodze jest Samhain — Zwrócił się do Olivii, na którą spojrzał spod zmarszczonych brwi. Dostrzegał to rozbawienie. Realna obawa istniała, jeśli okaże się, że to on był w błędzie i Olivia przez to, że nie będzie w stanie dostrzec swojego losu w płomieniach, będzie stała i stała w pobliżu tego ogniska. Jeśli chodziło o niego to powinno zająć mu zaledwie chwilę. Jednak... nie mógł wykluczyć tego, że zapatrzy się w ogień, starając się dostrzec znacznie więcej. Przepowiadanie przyszłości z ognia stanowiło jedną z technik dywinacji. Żarty z ich strony były adekwatne. Leon doskonale wiedział, że podczas tego sabatu było jeszcze wiele rzeczy do zobaczenia. To było w jego planach.

Jesteś pewna, że tego nie robią jakieś dobre duszki? Nie przesadzaj tylko z zakupem tych roślin, bo kto to będzie nosić. — Zapytał żartobliwie. Gdyby nie wiedza o tym, że Olivia nie posiada skrzata domowego to w pierwszej kolejności zapytałby o to, czy to on dba o te rośliny, które mogły być też bardzo odporne na niesprzyjające warunki w doniczkach. Jako mężczyzna powinien zaoferować się z tym, że poniesie zakupione przez nią te wszystkie rzeczy, jednak nikt przy zdrowych zmysłach nie powierzyłby mu tego rodzaju obowiązku. — Ja potrafię zadbać o rośliny w swoim otoczeniu. — Nieprzepadający za wykładanym w Hogwarcie zielarstwem Leon posiadał w swoim mieszkaniu kilka niewielkich rozmiarów niemagicznych roślin, których pielęgnacja nie była tak wymagająca dla niego, jak podczas lekcji zielarstwa. Zawsze chciał mieć psidwaka, jednak rodzice nie zgodzili się na jego przygarnięcie. Rozważał wzięcie pod swój dach kuguchara, będącego mniej wymagającym w opiece stworzeniem.

Najlepszą. Stosuję normalną wodę kolońską. Tylko dzisiaj przez wzgląd na spotkanie z tobą porządnie się okadziłem. — Docenił to, że jest dla niego taką dobrą przyjaciółką. Nie byłby sobą, gdyby nie obrócił tego w żart. Jednocześnie w nim była odrobina prawdy, bo wiedział, że dziewczyna wisząca mu na ramieniu i trzepocząca rzęsami przepadała za perfumami z dymnymi nutami. Stanowiły one uniwersalny prezent na każdą okazję, jak i bez okazji. — Rozumiem, że mówisz z własnego doświadczenia? — Zwrócił się do Caina z pytaniem o sprostanie takiemu zapachowi. Spojrzał na niego z ukosa. Zastanowi się nad jego radą.

Może też powinniśmy na nie spojrzeć? Może sprzedają też jakieś eliksiry mające jakieś krótkotrwałe, zabawne działanie. Widziałem po drodze stoisko, na którym sprzedawano gazowany sok pomarańczowy, eksplodującą lemoniadę, wiążący język miąższ cytrynowy, bąbelkową herbatę brzoskwiniową tej ostatniej to bym się chętnie napił. — Leon doszedł do wniosku, że warto było rzucić okiem na to, co sprzedawali rzemieślnicy i mistrzowie eliksirów. Podzielił się z Olivią i kuzynem swoim spostrzeżeniem odnośnie jedzenia i napojów.

Do zobaczenia, kuzynie. — Pożegnał w ten sposób Caina, który postanowił oddalić się od nich. Ta randka będzie zdecydowanie miła. — Chodźmy tam! Można wygrać pluszaka. — Dojadający ze smakiem lody Leon dostrzegł stoiska z grami zręcznościowymi, stanowiącymi jedną ze standardowych atrakcji podczas tego rodzaju wydarzeń. Leon nie mógł się poszczycić dobrą kondycją fizyczną i dobrym zdrowiem. Dostępnych tutaj gier zręcznościowych nie utożsamiał z biegiem na pięćset metrów i chociaż nie sądził, że udałoby mu się przezwyciężyć swoje słabości, to uznał że warto było spróbować wygrać dla Olivii pluszaka. Liczyły się chęci i dobra zabawa, prawda? Zapłacił właścicielowi straganu dwadzieścia sykli za siebie i Olivię, jeśli ona chciałaby spróbować swojego szczęścia, po czym otrzymał trzy piłeczki, którymi zaczął po kolei rzucać do piramidy z puszek z zamiarem ich strącenia.


Rzucam 3k100 na AF + 10 do rzutów za noszenie wianka z sosny
[roll=T]
[roll=T]
[roll=T]