Secrets of London
[7.10.1972] Bal maskowy u Lestrange - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5)
+--- Dział: Wokół Magicznych Dzielnic (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=118)
+--- Wątek: [7.10.1972] Bal maskowy u Lestrange (/showthread.php?tid=5408)

Strony: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22


RE: [7.10.1972] Bal maskowy u Lestrange - Lana Dolohov - 24.02.2026

[inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=0phoAtV.jpeg[/inny avek]
Oglądam licytację i występ na sali balowej, a potem podchodzę do Basiliusa

Mimo iż komentarz o Primrose Lestrange brzmiał intrygująco, Lana wiedziała, że lepiej było nie ufać tak niewiarygodnym źródłom jak plotki zasłyszane na balu. Życia członków czystokrwistych rodów zawsze były podatnym tematem do najróżniejszych dywagacji, zwłaszcza jeśli dotyczyły samej śmietanki towarzyskiej. Inną kwestią było, że czasami faktycznie magowie pochodzący z tych rodzin skrywali skandaliczne sekrety, stojące w sprzeczności z ich reputacją.

Początkowo obserwowała licytację z zainteresowaniem, licząc, że być może ród Lestrange zdecydował się wystawić coś ze swoich historycznych zbiorów - w takim wypadku sama była gotowa zawalczyć o wartościowy artefakt. Jednakże poza pierwszym przedmiotem nic nie wydało jej się ciekawe, więc przeniosła swoją uwagę na obserwowanie zmagań licytantów.

Kolejnym elementem wieczoru był występ artystów z The Globe. Lana nie miała jeszcze okazji obejrzeć Upiora w Operze ze względu na swoje podróże, lecz utwór w wykonaniu obecnego tutaj duetu urzekł ją do tego stopnia, że nabrała ochotę na doświadczenie całego spektaklu. Zazwyczaj nie pociągały jej stricte miłosne historie; nawet czytając romanse jako nastolatka skupiała się raczej fabule i otaczających bohaterów świecie. Jednakże nawet Dolohovówna nie mogła oprzeć się pięknej melodii, zwłaszcza jeśli towarzyszył jej tak poruszający wokal.

Drinki z dziwnymi efektami, licytacja, arie... Najwyraźniej rodzina Lestrange chciała dostarczyć swoim gościom jak najwięcej wrażeń. Nie wszystkim jednak takie natężenie intensywnych bodźców odpowiadało. Mimo, iż Lana dzisiejszego wieczoru praktycznie cały czas stała w jednym miejscu, czuła się przytłoczona całym wydarzeniem. Potrzebowała opuścić rezydencję by choć na chwilę odpocząć od zgiełku.

Dolohovówna zaczęła się rozglądać po sali balowej, w poszukiwaniu jakiegoś członka rodziny, z którym mogłaby wrócić do Praw Czasu. Zamiast domowników natrafiła jednak na inną twarz, która nawet w masce wydała jej się znajoma. Być może trauma związana ze Spaloną Nocą sprawiła, że cały czas pamiętała uzdrowiciela, który udzielił jej wtedy pomocy? W nagłym przypływie pewności siebie (prawdopodobnie spowodowanym tym, że w końcu wypatrzyła kogoś znajomego) podeszła do zamaskowanego mężczyzny.
– Pan Prewett? To ja, Lana Dolohov. Miło pana tutaj widzieć. – zagaiła. – Właśnie zamierzałam zaczerpnąć świeżego powietrza. Czy nie zechciałby pan może pójść ze mną do ogrodu? – zapewne prędzej by się uspokoiła przebywając w samotności, ale wtedy istniało ryzyko, że uczepiłby się jej jakiś namolny absztyfikant. Natomiast Basilius wydawał się być kulturalnym człowiekiem, o podobnym temperamencie co ona.


RE: [7.10.1972] Bal maskowy u Lestrange - Laurence Lestrange - 01.03.2026

Podczas rozmowy z gośćmi. Nagła potrzeba wyjścia na zewnątrz. Powrót na salę.


Rozmawiali właśnie z państwem Blishwick, którzy musieli wyrazić swoje zadowolenie z zaproszenia i przedstawienia, jakie miało tutaj miejsce. Przedstawili się sobie, mimo posiadanych masek, aby wiedzieli, kto z kim rozmawia. Przewinęły się tematy o poezji i polityce. Laurenca cieszyło, że goście są zadowoleni a dzięki temu, reputacja ich rodziny była uchowana. Nie to co Blackowie, sobą zaprezentowali na własnym weselu. Nie uniknione były także tematy ostatnich wydarzeń, dotyczące ataków na Londyn i pobliskie mu miasteczka. Dyskusja zahaczyła także o polityczne i zdrowotne kwestie działania. Laurence jednak z jakiegoś nieopisanego w sobie powodu, musiał ich przeprosić i zaczął się powoli oddalać. Zaniepokojona tym zachowaniem Carmille, postanowiła mu towarzyszyć. Bo przecież, nie miał powodu teraz bez wyjaśnienia kierować się do wyjścia.

- Laurence. Gdzie idziesz?
Zapytała, dogoniwszy go.
- Muszę wyjść na chwilę.
Nie wyjaśnił dlaczego. Opuścił salę balową i skierował się do wyjścia na zewnątrz, jakby potrzebował poczuć świeże powietrze.
- Wszystko w porządku?
Dopytała z troską panna Delacour.
Lestrange nie potrafił jednak tego wyjaśnić. I jedynie stał patrząc na nią, wewnętrznie czując się dziwnie. A przynajmniej czuł się tak w środku, jakby potrzebował odetchnąć świeżym powietrzem i podziwiać przyrodę.
- Przejdźmy się.
Zaproponował, użyczając jej ramienia. Ujęła je, a on w trakcie spaceru, zdjął maskę, która go tak denerwowała cały czas.
- Poczułem jakąś dziwną potrzebę wyjścia na zewnątrz.
Wyjaśnił jak potrafił. Zaczynając zastanawiać się, czy to nie jest działanie jakiegoś napoju, składnika w jedzeniu. Eliksiru niespodzianki nie wypił.
- Może wypiłeś coś…
Carmille zaczęła szukać rozwiązania niepokojącego zachowania swojego partnera. Choć na szczęście, samo wyjście na zewnątrz do niepokojących nie powinno należeć. To tylko spacer, zaczerpnięcie świeżego powietrza.
Laurence w pewnym momencie przerwał spacer i skrzywił się, czując jakby coś ciągnęło go we włosach. Coś wplątywało się nerwowo. Sięgnął ręką aby odpędzić, ale to się trzymało.
- Coś mi się uczepiło włosów.
Rzucił słowami, a jego ukochana spojrzała na tyle ile mogła.
- Schyl się.
Poleciła. Więc to uczynił. A na jej ustach zawitał uśmiech.
- Chyba masz elfa we włosach.
Odparła, próbując mu pomóc go odpędzić. Ten odleciał ale nie na dobre. Latał przed twarzą Laurenca marudząc ze zdenerwowania. Machając swoimi rączkami i dobijając się do ubrania. Jakby chciał szarpać. Póki co wyprostowany czarodziej nic na razie nie robił.
- Czy one nie są z tych.. przyjaznych?
Zapytała Delacour.
- Obawiam się, że obecność czarnych róż w tym ogrodzie może mieć na nie różny wpływ.
Wyjaśnił, jedyne co mu przychodziło na myśl. Może ten elf coś od niego chciał, może potrzebował na kogoś wyrzucić swój gniew. Albo też być dzisiaj nerwowym psotnikiem.
- Mam nadzieję, że nie jest to także jeden z gości… Laurence.
Zasugerowała Carmille z lekkim uśmiechem, jak tak obserwowała walkę małego elfa. To mogło być trafne, o czym Lestrange nie pomyślał. Przecież ktoś mógł wypić eliksir niespodziankę i przemienić się w elfa. Przecież kilkoro widzieli na sali balowej. A że na zewnątrz było ciemno i jedyne światło pozostawało w latarniach, nie sposób było przyjrzeć się lepiej małego stworzeniu. O tym Laurence nie pomyślał w tej chwili. Ale ukochana mogła mieć rację. Taka teoria mogła być także wytłumaczalna zachowania elfa.
- Przepraszam, jeżeli cokolwiek z mojej czy rodziny strony, sprawiło ten gniew. Jeżeli to efekt eliksiru, szybko minie.
Próbował załagodzić sytuację... przepraszając elfa, nie wiedząc w sumie za co. Czy poskutkowało? Nie wiadomo. Nerwowy elf dał jednak spokój i oddalił się. Jedyne co zdążył nabroić, to nieład na głowie Lestrange’a. Laurece przeczesał dłonią włosy, starając się jakoś doprowadzić fryzurę do porządku.
- Wracajmy do środka.
Poprosił.
- Już masz dość spaceru?
Zapytała z uśmiechem.
On jedynie westchnął, nie odpowiedział, tylko użyczył ramienia zachęcając do powrotu. Tak, miał już dość podziwiania przyrody. Jeżeli to wciąż w nim siedziało, walczył z tym wewnątrz, aby zostać do końca w rezydencji. Rzucił jeszcze okiem na otoczenie, gdzie przeważnie rosły czarne róże i altanę w oddali. Czy tam nic nie dzieje się niepokojącego.
Ostatecznie weszli do środka, wracając na salę balową.


Posiadana Maska



RE: [7.10.1972] Bal maskowy u Lestrange - Mirabella Plunkett - 06.03.2026

Narracja - post kończący główny wątek



Muzyka wciąż cicho grała. Gwar rozmów mieszał się z cichym chichotem osób, które podsłuchały rozmowy ciotek oraz naczelnych plotkar na temat poszczególnych członków rodziny Lestrange. Mimo obaw, bal maskowy przebiegał bez zakłóceń. Obecni tu ochroniarze pilnowali porządku, chociaż tak po prawdzie ich interwencja nie była konieczna - w porównaniu do niektórych większych wydarzeń wśród angielskiej czystokrwistej socjety ten bal był wyjątkowo spokojny. Może to echo minionych wrześniowych wydarzeń, a może... Po prostu gdy dba się o dobór towarzystwa, to wszystko idzie tak, jak powinno? Czas płynął powoli, a na kilka minut przed północą na scenie zadziało się poruszenie.

- Mili państwo - męski głos potoczył się echem po sali, a muzyka ucichła. - Z przyjemnością pragnę poinformować, że na licytacji udało nam się uzbierać aż 312 galeonów.
Gdzieś rozległy się przytłumione, krótkie oklaski.
- Zgodnie z obietnicą: rodzina Lestrange potraja zebraną kwotę. Wynik dzisiejszego wydarzenia to więc 936 galeonów! - światła zamigotały, a muzyka ucichła całkowicie. - W imieniu każdego członka rodu Lestrange chciałbym podziękować państwu za przybycie i hojność na licytacji. Pokazuje to, że społeczność czarodziejów wciąż jest zjednoczona i silna mimo ostatnich, tragicznych wydarzeń. Wybija godzina 12, zgodnie z tradycją to czas, by zdjąć maski. Bal jednak trwa, bawcie się, jedzcie, pijcie i pamiętajcie: to w jedności tkwi siła.
Mężczyzna ściągnął maskę, a za jego przykładem, w akompaniamencie bicia starego zegara, kolejne maski odsłaniały twarze. Jedynymi osobami, które masek nie ściągnęły, byli ochroniarze i obsługa.

Koniec sesji

Jeszcze raz chcę Wam wszystkim bardzo podziękować za udział w imprezie towarzyskiej. Wątek główny zostaje zamknięty, ale w swoim tempie możecie kończyć wątki poboczne. Jeżeli nie macie tu dobitych 1500 słów, możecie to zrobić edytując swoje posty lub łącząc słowa z tego wątku ze słowami z wątków pobocznych, które założyliście.

Osoby które wylicytowały przedmioty/eliksiry mogą się już zgłosić po ich odbiór w tym temacie