Secrets of London
[Litha 1972] Krąg ognisk - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Anglia (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=6)
+--- Dział: Inne części Anglii (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=145)
+---- Dział: Stonehenge (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=149)
+---- Wątek: [Litha 1972] Krąg ognisk (/showthread.php?tid=2316)

Strony: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38


RE: [Litha 1972] Krąg ognisk - Olivia Quirke - 07.12.2023

Olivia przewróciła oczami. Dobre duszki - też jej coś. Po prostu był zazdrosny, wiedziała to. Lecz gdy wspomniał o okadzeniu się specjalnie dla niej, trąciła go w bok, ale na jej policzkach pojawił się rumieniec. Czasem zapominała, jak dużo o niej wiedział.
- Ja będę to nosić, jestem silna i niezależna, sama noszą swoje zakupy i sama nawet potrafię wiązać swoje buty, wiesz? - uśmiechnęła się lekko, machając Cainowi na odchodne. - Dziwny jest ten twój kuzyn, ale miły.
Nie byłaby sobą, gdyby nie dodała swoich trzech sykli do tej całej sytuacji. Ale w gruncie rzeczy nic złego nie powiedziała, a i Cain elegancko się ulotnił, zostawiając ich samych sobie. Nie na długo jednak, bo Leon już ciągnął ją w stronę stoisk z grami. Na widok pluszowych maskotek oczy Olivii zaświeciły się jak dwie bardzo błyszczące monety.

Przynajmniej wyrównało się za lody. Wiedziała, że Leon jest chory - niezbyt podobało jej się, że tak tu latał i się przemęczał, ale gdy widziała jaki był szczęśliwy, to nie miała serca po raz kolejny przypominać mu, że powinien na siebie uważać. Zresztą każda bliska mu osoba ciągle powtarzała, że powinien być ostrożny, nie powinien chodzić za szybko, nie powinien się tak gwałtownie ruszać... To musiało być dla niego cholernie obciążające, dlatego zdecydowała się na ten jeden krótki moment zapomnieć o tym wszystkim i po prostu dać mu pograć.
- Powodzenia - pocałowała go w policzek i chyba właśnie to sprawiło, że nie trafił ani razu. Olivia rozłożyła ręce w niewinnym geście. - Nie patrz na mnie, mówiłam nie raz i nie dwa że przynoszę pecha. Patrz, udowodnię ci.
A potem sama wzięła do ręki piłeczki, a potem rzuciła trzy razy, trochę od niechcenia, bo jednak nie robiła tego żeby wygrać. No dobrze, może i robiła, ale nie przykładała się jakoś specjalnie, bo przecież jej celem było udowodnienie Leonowi, że jest pechowa i że piłeczki przelecą dobre kilkadziesiąt centymetrów od piramidy z puszek.


+10 do rzutów przez wianek z paproci

[roll=N]
[roll=N]
[roll=N]


RE: [Litha 1972] Krąg ognisk - Bellatrix Black - 07.12.2023

Bella powstrzymywała się od tego, żeby nie wybuchnąć płaczem. Te kilka łez, które spłynęło jej po policzku to był chwilowy moment zwątpienia. Bała się, że to spowoduje, że Rolph upewni się tylko w tym, że jest miękka, a tego zdecydowanie nie chciała.

Udało mu się ją dogonić. Złapał ją w momencie, w którym wyładowywała swoją złość na jakichś obcych ludziach. Nie miała możliwości, żeby uciec dalej, bo jego ramiona oplotły jej drobne ciało tak, że nie mogła mu się wymknąć.

Mógł poczuć szybkie bicie jej serca, nie próbowała z nim walczyć, czuła, że jest coraz bardziej bezsilna. Jego bliskość wcale tego nie ułatwiała, bo była na niego zła, tyle, że jej ciało wcale o tym nie przypominało. Miała ochotę sie po prostu przytulić i jakoś to przetrawić, ale byłaby to ujma na jej honorze.

- Tak, zwal wszystko na te dzieci. - Być może ostatnio nieco ich prześladowały, jednak najprościej było winić wszystkich obok, tylko nie samego siebie. Zauważyła, że drży, nie wiedziała jednak dlaczego, słowa które wypowiedział tak lekko sprawiły jej ogromną przykrość, czym się teraz przejmował? Na to było już trochę za późno. Mleko się rozlało.

- Naprawdę, myślisz, że to coś zmieni? - Nie miała ochoty się nad nim znęcać, musiała to przetrawić, najlepiej jak najdalej stąd, bo źle na nią zaczynał działać tłum ludzi, który znajdował się obok.

- Zabierz mnie do domu. - Nie chciała już tu dłużej być, zależało jej na tym, żeby jak najszybciej opuścić to miejsce pełne szlam i innych wątpliwych osobistości. Co miała na myśli mówiąc dom? Sama do końca nie wiedziała, bo ostatnio żyła trochę u rodziców, trochę u niego, co wcale nie ułatwiało jej prośby.




RE: [Litha 1972] Krąg ognisk - Rodolphus Lestrange - 07.12.2023

Westchnął. Kompletnie nie chodziło mu o to, by zwalić winę na dzieci. Przecież nie powiedział, że to ich wina, przyznał się do własnego błędu i przeprosił. Co jeszcze miał zrobić?
- Nie, myślę że nie zmieni - powiedział cicho, luzując uścisk. Już mu nie ucieknie, nie było powodu by ją tak ściskać. - Wezmę cię dokąd tylko chcesz. Chcesz iść do rodziców?
Była na niego tak zła, że domyślał się, że wcale nie miała ochoty wracać do niego. Szanował to, miała wybór - nie założył z góry, że chce iść do jego mieszkania. Którejkolwiek opcji by nie wybrała, zaprowadził ją tam, gdzie chciała. Dla nich Litha skończyła się w chwili, w której głupio wypowiedział kilka słów za dużo.

Postacie opuszczają sesję



RE: [Litha 1972] Krąg ognisk - Felix Bell - 07.12.2023

Och... Felix zbladł, gdy Elaine zobaczyła stoisko z grami. Cholera, tego nie przewidział. Teraz to nie było już zwykłe wyjście na sabat, a sprawa życia lub śmierci, bo przecież skoro Elaine chciała misia, to dostanie misia, choćby miała tutaj zaraz kogoś zamordować. Chociaż pewnie to spadnie na niego. Dostanie go, nawet jeśli mieliby potem dyskretnie tego misia podwędzić, chociaż... Był na tyle duży, że mogłoby to być problematyczne. Bell westchnął. Chyba będzie trzeba sięgnąć po uczciwość.
- Dobra, ale nic nie obiecuję - a gówno, zrobi wszystko, żeby dziewczyna dostała to, co chce. Podszedł do puszek, mijając dwie osoby, które właśnie spudłowały, i zapłacił. Ten pierwszy raz może zabulić, najwyżej później się odkuje. Wycelował jeden, drugi i trzeci raz. Zdecydowanie wolałby, żeby wygrał, bo znając jego towarzyszkę, to będzie tu rzucał do rana, próbując ugrać tego miśka.

[roll=Z]
[roll=Z]
[roll=Z]


RE: [Litha 1972] Krąg ognisk - Philip Nott - 07.12.2023

Idący obok Logana Philip doskonale wiedział, że bycie starszym bratem posiadało wiele minusów, w tym obowiązek bycia dziedzicem. Pod tym względem to on miał znacznie więcej swobody, z której skrupulatnie korzystał. W ostatnim czasie nie wszystko układało się po jego myśli i to wszystko za bardzo na niego wpływało. Ta Litha miała być taka jak wszystkie poprzednie, a on starał się być dawnym sobą, zamierzając się bawić w najlepsze. Pod wieloma względami tego potrzebował. Tak jak potrzebowali tego wszyscy uczestniczy sabatu, doświadczeni przez tragedię tegorocznego Beltane. Odrobiny normalności.

Trzymam cię za słowo, bracie. — Starał się uwierzyć w złożoną mu deklarację, co nie było łatwym zadaniem. Przez to, że Logan jest jego starszym bratem to znał go na wylot od lat. Nie było tutaj ich rodziców, którzy będą wymagać od swoich synów nienagannego zachowania. W jego przypadku gdyby nawet ich rodzice towarzyszyli im to wiele nie wskóraliby - nie zdołaliby tego na nim wymóc. Przebywając w miejscu publicznym jako celebryta musiałby powstrzymywać się od poróżnienia się z nimi i wciągnięcia w to swojego starszego brata, który powinien stać po jego stronie w sporze z rodzicami.

Masz okazję udowodnić to, że potrafisz się bawić. — Stwierdził po tym jak odeszli spod straganu, na którym sprzedawano piwo i oddalili się od ognisk, w których ujrzeli swoją przyszłość. W płomieniach Philip dostrzegł dwa skrzyżowane ze sobą miecze. Wydawało mu się, że nawet płonące polana trzaskają w momencie ścierania się ze sobą kling. Poczuł przypływ determinacji. Wskazał palcem na stoisko z jarmarczną zabawą, polegającą na strzelaniu z procy do ruchomego celu w postaci biało-czerwonych blaszanych tarcz. Postawił piwo przy straganie. Zapłacił za siebie i za swojego brata, odbierając od właściciela stoiska dwie proce i sześć metalowych kulek. Trzy z nich oddał bratu wraz z procą. Odsunął się od niego kawałek, nakładając na procę jeden pocisk. Wycelował ją w stronę ruchomych tarcz, zamierzając potem spożytkować w ten sam sposób kolejne dwa pociski. Nagroda była warta wysiłku - za jeden celny strzał otrzymało się malutką maskotkę, za dwa większą, za trzy olbrzymią. Po tej konkurencji chciał spróbować rzucania obręczą, a może i rzucania do wieży z puszek.


Rzucam 3k100 na AF
[roll=PO]
[roll=PO]
[roll=PO]


RE: [Litha 1972] Krąg ognisk - Persephona Degenhardt - 07.12.2023

Wrócił. Nadal to do ciebie nie docierało, ale on wrócił. Czułaś jak umysł nagle się rozluźnił, a w dusze wkradł się ten dziwny rodzaj spokoju. Mięśnie bolały cię po waszym ponownym spotkaniu, na szyi miałaś znowu świeże siniaki. Dwa lata twoja skóra była czysta, alabastrowa, bez żadnych niedoskonałości, a teraz była wypełniona miłością Hadesa. Szedł obok ciebie taki dumny, wysoki, taki twój, jedyny w swoim rodzaju. Twoje burzowe oczy spoglądały na niego nadal z niedowierzaniem. Miałaś wrażenie, że jesteś obłąkana, że zwariowałaś, a go tu nie było. Prawda była jednak inna, czułaś, że był prawdziwy, udowadniał ci to każdego dnia. Obejmował cię mocno, zaborczo, pokazując, że jesteś jego, że nikt nie ma do ciebie prawa.

Ubrałaś dzisiaj białą sukienkę z czarnym jak noc gorsetem, ciasno zasznurowanym na plecach, ograniczał ci ruchy, sprawiał ból, ale ty to lubiłaś. Dłonie miałaś zimne, a jedna z nich zaciskała się też na jego boku, bo też chciałaś pokazać, że Hades był tylko twój. Nadal byłaś na niego wściekła, że cię tak zostawił, że odszedł, że przez dwa lata był martwy dla każdego w jej otoczeniu i tylko głupi medalik utrzymywał cię przy zdrowych zmysłach. W ostatniej chwili zdecydowaliście się wybrać na ten sabat. Chcieliście spędzić ten czas tu, w domu, we dwoje, razem, na zawsze, ale jednak Litha była idealnym miejscem do pokazania się, do udowodnienia, że jesteście prawdziwi.

Stanęliście w kolejce po wianki, bez słowa pochyliłaś się do kobiety po jeden z nich i pozwoliłaś jej na wsunięcie go na głowę. Przypadkowość, rzadko kiedy sobie na nią pozwalasz, prawda? Nie przepadałaś za nie planowaniem, dlatego też tak bardzo byłaś na niego zła i mimo, że go kochałaś, że dzisiaj był dzień, że chciałaś go kochać, to złość nadal tliła się w twoich ciemnych, granatowych oczach.


!wianki


RE: [Litha 1972] Krąg ognisk - Pan Losu - 07.12.2023

Lawenda


Skromny wianek spleciony z lawendy sprawia, że ogarnia cię wewnętrzny spokój oraz harmonia. Jesteś jak niezmącona tafla wody; masz w sobie więcej cierpliwości i wyrozumienia względem otoczenia, lecz także i powściągliwości względem zabawy.



RE: [Litha 1972] Krąg ognisk - Cain Bletchley - 07.12.2023

Poruszył lekko brwiami w górę, obrócił na bok głowę, jakby ta rewelacja, którą przedstawił Stewart była rewelacją, która przekraczała jego zdolności zniesienia tego. Nie przekraczała. Ku swojemu własnemu zdziwieniu widział tę sprzeczkę, ciężko było nie - zamieszanie wokół tego powstało nie małe. A jeszcze ta dwójka rzucała się w oczy. Wyglądali prawie jak bezdomni, którzy zostali akurat rzuceni koło jednego z dżentelmenów i resztę towarzystwa czarodziejskiego, które uważało samych siebie za poważanych i szanowanych. Dopiszcie do tego gromadkę dzieci i dostaniecie scenę rodem z teatru. Jakiegoś bardzo współczesnego teatru, który wybrał akurat granie komedii.

- Zabawię go opowieściami o upadku rodu Rookwoodów. - Odparł gładko na ostrzeżenie, że mężczyzna będzie jutro o nich pytał. Tak, pewnie będzie. Pracując w Ministerstwie ciężko było nie być przyzwyczajonym do ludzi z kijami w tyłkach, ale ten w kiju Chestera zawstydzał je wszystkie. Albo to jego tyłek zawstydzał. Pewnie oba. - Dzięki. Odpłacę później. - W bliżej niezidentyfikowany sposób, bo to nie tak, że się z Patrickiem rozliczał na przysługi czy coś takiego. Zwyczajnie był wdzięczny, że był w stanie "przymknąć oko" na ten moment na pewną niewygodną rewelację. I na to, że Cain chciał tę dwójkę posłać... gdziekolwiek, byle nie w ramiona diabła. - Dokumentów też bym nie szukał. - Niestety dla samego Edga nie było żadnego znaku, żadnego mrugnięcia, żadnego gesty czy znaku dłonią. W ogóle niczego nie było. Nieprzenikniona twarz i spojrzenie Caina, który przestał się uśmiechać przesunęło się znów na Edga to na jego towarzyszkę - Jane. Czy to było jej prawdziwe imię? To jedna z tych głupszych? O głupotę tutaj można było też podejrzewać samego Flynna, ale z drugiej strony - niewiedza, och, błogosławiona niewiedzo, która pozwalasz na więcej... Ciekawe, czy obrabowaliby każdego, kto by im się nawinął. Niby ciekawe - ale niekoniecznie istotne. Istotne było to, żeby tego NIE robili.

- Zapraszam. - Wskazał gest dłonią na bok, tak całkiem pokazowo wyciągając różdżkę - bo zamierzał iść za nimi, skoro już kierunek im pokazał. Chciał z nimi odejść poza tłoczny teren samej Lithy. Spoglądając tylko na moment na grajków, bo ostatnie w tym momencie, o czym myślał, to to, żeby pójść tańczyć. Niekoniecznie był z niego zapalony miłośnik tańców w ogóle. - Stop. - Zawyrokował, kiedy odeszli już na bok. - Zróbcie sobie dużą przysługę i się stąd zmyjcie. - Przesuwał wzrok od jednego do drugiego. Potem powie: ale panie Rookwood, mieli przewagę liczebną! No przecież się zgadzało, prawda? Nie było ważne w to, jak bardzo Chester uwierzy, może zapomni o temacie (wątpił). Gość był jak wściekła cziłała, która gotowa była szarpać zębami twoją nogawkę dopóki nie dostała czego chciała. Pewnie można o nim pomyśleć dostojniej, ale Cain chuja kładł na te dostojności rodów czystej krwi.




RE: [Litha 1972] Krąg ognisk - Hades McKinnon - 07.12.2023

Taaa... Potrzebowałem uchodzić za normalnego, uśmiechniętego, jak gdyby nigdy nic, żywego i przykałdnego obywatela czarodziejskiej społeczności. Nie przepadałem za tłumami, a te tu to jakaś paranoja była. Pełno hałasu - podniesionych rozmów, krzyków dzieci, jakieś pierdolnięte melodyjki, nadające się do niszczenia umysłów, a nie do zabawy. Pełno zapachów - pewnie byłbym zadowolony, bo uwielbiałem jeść, ale tu się zapiekane mieszało z obrzydliwie słodkim, a jeszcze machnąłem ręką by odbić spierdalającą komuś, czekoladową żabę. Mało co nie walnęła w Persephonę, a tego to już bym nie zniósł i dzieciaka bym zgniótł jak robaka, a publicznie to tak nie za bardzo wypadało, więc tylko uśmiechnąłem się nieco. Niech se popierdala mały grubas za tę żabą. Fajna super zabawa. Może trochę schudnie po drodze.
Persephona wpatrywała się we mnie jak w obrazek taki... droższy obrazek za parę tysięcy galeonów, o ile nie więcej. Taki ze złotą ramą i wszelkimi bajerami, jakie można sobie wymarzyć. Nie powiem, trochę mi to schlebiało, ale trochę też mnie dekoncentrowało i wprawiało w drobne wyrzuty sumienia, że ją na tyle czasu zostawiłem samą. Cóż, sam tego dobrze nie znosiłem i najchętniej to jednak aportowałbym się z nią z powrotem do domu, ale... WIANKI! ŁIII! WIANKI! KOCHAŁEM TAK BARDZO WIANKI, że wcale. Będę wyglądał jak przerośnięty kretyn w tym, ale zauważyłem bystro, że nie będę najwyższym debilem z wiankiem na głowie.
- Zjadłbym coś - stwierdziłem do Persephonki, tak nieco pochylając się w jej kierunku. Zapewne by to usłyszała, nawet gdybym normalnie to powiedział, bo nie odsuwaliśmy się od siebie nawet o milimetr, niemalże wzajemnie się depcząc, ale po tych latach małżeństwach, pomimo prawie trzyletniej nieobecności, mieliśmy takie sprawy w jednym paluszku. Gdybym postanowił splunąć, Pers by wiedziała, w którym kierunku to zrobię. Albo na kogo.
- Czy ja wyglądam w tym wianku jak cnotka-niewydymka? - zapytałem małżonki z ciekawością, wcale nie odstępując jej na krok. W pierwszej chwili chciałem, ale potem pomyślałem, że jakaś menda mogłaby się ośmielić mi ją gdzieś porwać, a jak będę ją obejmował, to będzie w najbezpieczniejszych ramionach na świecie. - Co sądzisz? - zapytałem jej i zdjąłem na moment ten wianek, na krótką chwilę, by zobaczyć co to za badziewie miałem na głowie. Zapach nieco sam przez się mówił, ale chciałem zobaczyć to na własne oczy raz jeszcze badawczym okiem.

!wianki


RE: [Litha 1972] Krąg ognisk - Pan Losu - 07.12.2023

Werbena


Gdy tylko purpurowe kwiaty werbeny znalazły się na twojej głowie, poczułeś wszechogarniające poczucie bezpieczeństwa. Jesteś przekonany, że tej nocy złe moce się ciebie nie imają; wypełnia cię radość i spoglądasz w przyszłość z przekonaniem, że wszystko jakoś się ułoży.