![]() |
|
[Litha 1972] Krąg ognisk - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Anglia (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=6) +--- Dział: Inne części Anglii (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=145) +---- Dział: Stonehenge (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=149) +---- Wątek: [Litha 1972] Krąg ognisk (/showthread.php?tid=2316) |
RE: [Litha 1972] Krąg ognisk - Chester Rookwood - 07.12.2023 Troszczenie się o rodzinę miało różne oblicza: Chester dbał o reputację swojej rodziny, pomimo wcielenia w szeregi popleczników Czarnego Pana większości jej członków starał się dbać o ich bezpieczeństwo, wynikająca z poczucia obowiązku troska o wnuki była w dużej mierze związana z myśleniem o przyszłości świata czarodziejów czystej krwi. Z tego właśnie względu starał się znaleźć odpowiednią kobietę dla swojego syna po to, aby podtrzymać czystość ich rodu oraz uzyskać dodatkowe korzyści dla nich, jako rodziny. Odpowiednio zaaranżowane małżeństwo niosło ze sobą stabilność, której w jego mniemaniu nie gwarantowały porywy serca. Podejmowane przez niego rozważania odnośnie poszukiwania dla siebie partnerki nie stały zbytnio w sprzeczności z jego poglądami, ponieważ miał za sobą całkiem udane i stabilne małżeństwo, w trakcie którego spłodził trójkę dzieci i niektóre z nich miały wnuki. Nie oznaczało to, że odpuściłby swoje standardy odnośnie czystości krwi kandydatki. Przez wzgląd na bycie ojcem trójki dorosłych dzieci, posiadanie kolejnych nie wydawało mu się priorytetem. Jednocześnie ich nie wykluczał. Będący jego bratem Eryk posiadał wyłącznie jednego syna, natomiast Albert stracił obu synów. Michael również założył rodzinę. — W porównaniu do innych... odszczepieńców, z którymi miałem już styczność podczas tegorocznej Lithy, ten faktycznie wydawał się niegroźny. — Nie zamierzając wdawać się w szczegóły luźno nawiązał do tego niefortunnej próby kradzieży i naruszania jego nietykalności przez tego obscenicznie ubranego zboczeńca, którego miał nadzieję zastać w dniu jutrzejszym wraz z towarzyszką w ministerialnym areszcie, zatrzymanych na maksymalnie czterdzieści osiem godzin. Biorąc jednak pod uwagę swoje przypuszczenie, że jeden ze złodziei jest szlamą, tak wolałby zająć im się nim inaczej. Oficjalnie ograniczało go prawo, które mógł łamać jedynie gdy przywdziewał czarną szatę Śmierciożercy i ukrywał twarz za maską, w służbie Czarnemu Panu. Uwadze Chestera nie uszedł wkradający się na policzki kobiety rumieniec, nawet jak starała się odwrócić wzrok. Nie wypadało mu tego w żaden sposób komentować. Zwłaszcza jak otrzymał za niego stosowne podziękowanie, tak samo jak jego brat... będący bardziej bezpośrednim od niego. — Proszę się nie krępować i zostać tak długo, jak pani uważa za stosowne. — Chester podzielał zdanie swojego brata odnośnie obecności Camille. Chester potrafił radzić sobie z takimi ludźmi. Zwrócił za to uwagę na sposób, w jaki Eryk wypowiedział te słowa, z radością w głosie. Nie wiedział, że to ma związek z powrotem do czasów ich wspólnego dzieciństwa. Widział że Eryk uśmiechał się błogo, że spoglądał w bezchmurne niebo i przetrząsał kieszenie. Zmrużył powieki, dostrzegając to skupione na nim dziwnie rzewne spojrzenie. Nie uszło to jego uwadze, że nachylał się niemu. Chciał powiedzieć coś na osobności? W tym czasie pod namiot, pod którym stali, wszedł czarodziej ze swoją partnerką, która niosła pluszowego jednorożca, którego posiadanie przykuło uwagę wnuków Chestera. Chłopcy po zjedzeniu waty cukrowej do końca ożywili się i zaczęli domagać się podobnych maskotek. Chester postanowił zapytać pary o to, gdzie można takie dostać. Spodziewał się, że można było gdzieś tutaj je zakupić, a to okazało się, że trzeba było je wygrać. — Spróbujemy z wujkiem wygrać je dla was. — Spojrzał znacząco na Eryka. Jedna maskotka dla dwóch chłopców okaże się niewystarczająca i stanie się kością niezgody. Nie obiecywał im, że na pewno je wygrają, bo wiedział jak wyglądają tego typu zabawy. Podejście do tego stoiska stanowiło kolejną sposobność do dojrzenia swojego syna i jego żony, z którymi miał się tutaj spotkać. — Zechce nam pani towarzyszyć? — Zapytał Camille, po tym jak doczyścił buzie i ręce chłopców z waty cukrowej. Miał na uwadze to, że ona chciała pozostać przy nich przez chwilę z powodu kontaktu z tamtym dziwakiem. RE: [Litha 1972] Krąg ognisk - Bard Beedle - 07.12.2023 Uniosła lekko brwi na tak niespodziewany, błogi uśmiech Eryka. Zauważyła to nachylenie się, zauważyła szukanie po kieszeniach. Uśmiechnęła się lekko i pokręciła głową. - Zostawię was, spędźcie ten czas z wnukami, rodzina zawsze powinna być na pierwszym miejscu - powiedziała lekkim tonem, przechodząc obok Chestera. Posłała mu spojrzenie, tym razem już kontrolowane, z mieszaniną niewinności i filuterności. Przejechała dłonią po jego biodrze. - Znajdź mnie potem. Kiwnęła głową Erykowi na pożegnanie, a dzieciom posłała szeroki, ciepły uśmiech. Niełatwo było być dzieckiem w otoczeniu dorosłych - to nigdy nie było łatwe. I tak byli bardzo grzeczni, nie miała im za złe, że zaczęły naciskać na pluszaki. Nachyliła się w ich kierunku. - Jak im się nie uda, znajdziecie mnie przy ogniskach. Wyczaruję wam coś - mrugnęła do chłopców, a potem skierowała kroki w stronę płomieni, wyciągając po drodze paczkę papierosów. Nie dopaliła tamtego, ale zamierzała spróbować z kolejnym, chociaż podejrzewała jaki mógł dać efekt. Zdjęła więc z głowy wianek, nałożyła go jakiejś dziewczynce, która przechodziła obok, i zniknęła w tłumie. RE: [Litha 1972] Krąg ognisk - Danielle Longbottom - 08.12.2023 Czasem ucieczka była najłatwiejszym rozwiązaniem. Przed konsekwencjami swoich decyzji, przed palącym poczuciem winy, przed niewiadomą tego, co może się zdarzyć i co może usłyszeć. Najłatwiejszym, ale czy właściwym? Pewnym rzeczom trzeba było po prostu stawić czoła. Miała wyrzuty sumienia, że ignorowała Rookwooda przed miesiąc i nie dawała znaku życia, po tym gdy ich kontakt miał miał okazję się odnowić. Zaprzepaściła tą szansę? Odpowiedzią na to pytanie miała być reakcja Ulka na jej pojawienie się w zasięgu wzroku. I chyba właśnie tej odpowiedzi zwyczajnie się obawiała. Że znudziło mu się czekanie, a jej brak odpowiedzi uznał za brak chęci do kontaktu. Skomplikowane sprawy. Głupia głowa. Jak dobrze, że nikt z obecnych tutaj nie potrafił do niej zajrzeć - Tak myślisz? Pewnie przez tą spinkę, to jej należą się komplementy - wskazała na wpiętą we włosy żółtą ozdobę od kuzynki, a na jej twarzy mimowolnie pojawił się uśmiech. Ulek wydawał się być bardziej... wyluzowany, o ile to było dobre słowo. Mniej spięty niż zwykle, o. Może to kwestia okoliczności oraz atmosfery na sabacie? A może dlatego, że był z przyjaciółmi? Jakikolwiek nie był to powód, zdecydowanie był to widok, który mogłaby oglądać częściej. - Mi również! - uścisnęła dłoń Cathala, posyłając mu lekki uśmiech, a jej głowa odruchowo skierowała się ku górze - Dużo słyszałam o waszych podróżach. Same dobre rzeczy! O wykopaliskach, Egipcie... w porównaniu do tego, Wielka Brytania musi być strasznie nudnym miejscem - rozgadała się, przez chwilę zupełnie tak, jak to miała w zwyczaju nim wydarzył się poprzedni sabat. Na wspomnienie o uratowanym psie, w jej oczach mignęły iskierki. Ani na moment nie zapomniała o zwierzaku, który stanął im na drodze, gdy wyruszyli przeczesywać las - Znalazłeś mu dom? Udało Ci się znaleźć zaufanych ludzi, którzy chcieli go zaadoptować? - zapytała w pierwszej chwili. Ani przez moment nie zakładała, by Ulysses zamierzał go zatrzymać u siebie. Po co miałby to robić? Uścisnęła dłoń Lety, nie mogąc powstrzymać krótkiego rozbawienia, słysząc jej słowa - Mogę dać Ci mój, jeżeli tylko chcesz - zaoferowała Ulkowi. Skoro w jednym wianku byłoby mu dobrze, w dwóch byłoby mu podwójnie dobrze - to było bardzo logiczne i jasne. Słowa Cathala sprawiły, że przez moment poczuła konsternację. Ostatnie czego chciała, to zawracać głowę Ulyssesowi, podczas gdy on był zajęty na spędzaniu czasu z przyjaciółmi. Przerzuciła wzrok po kolei - Znaczy ja... nie chcę przeszkadzać... - zaczęła, ale urwała. Nie chciała, by Ulek pomyślał, że ta nie chce z nim rozmawiać. Z kolei nie chciała też wtrącać się w jego plany na ten dzień i rozmowę z przyjaciółmi. Głupia głowa. RE: [Litha 1972] Krąg ognisk - Murtagh Macmillan - 08.12.2023 Murtagh pozwolił siostrze ucałować się w policzek, chociaż nie sprawiało mu to jakiejś specjalnej przyjemności. Wiedział jednak, że tak wypada, bo przecież byli rodzeństwem. Ramy i normy socjalne, były jego zdaniem właśnie tym, co odróżniało ludzi od zwierząt, a nawet czarodziejów od mugoli. Jeśli by nagle wszyscy przestali się do nich stosować, równie dobrze mogliby po prostu porzucić cywilizację i zamienić się w małpy. Z tego też powodu wysłuchał uprzejmie zarówno odpowiedzi Leviathana jak i swojej siostry. Zignorował tylko zaczepkę o tym, czy to matka kazała mu powiedzieć to co mówił. Dawno już wyrósł z słuchania się maminych rad i traktowania ich jak drogowskazów w życiu, jeśli nawet w ogóle kiedykolwiek to robił. Westchnął lekko, kiedy Sarah ruszyła w stronę wianków. Gdyby miał taką możliwość, najchętniej zrobiłby krok w bok i opuścił towarzystwo tej dwójki, aby poszukać jakiegoś ciekawszego towarzystwa. Nie byłoby to jednak uprzejme a nawet mogłoby zostać zinterpretowane jako olewcze, więc bez protestów podążył do stoiska z wiankami. Pozdrowił Agathę skinieniem głowy. Odkąd przestał się udzielać w kowenie, jego członkowie traktowali go dosyć chłodno a i on nie miał potrzeby przesadnie się z nimi spoufalać. Nie mógł jednak udawać, że kompletnie ich nie zna. Obserwował, jak kobieta podaje im świeże, mocno pachnące, dopiero co splecione wianki i po chwili wahania przyjął jeden z nich. Może nie udzielał się w kowenie, a wiarę w siły wyższe uznawał z zasady jako coś co potrzebne było głównie ludziom słabszym jako oparcie, ale też wierzył w wartość tradycji i norm. Nie zamierzał ostentacyjnie odmówić udziału, szczególnie kiedy stała tuż obok jego młodsza siostra i jej przyszły mąż. - Cóż, jak zmienię się w kozę, oczekuję, że będziesz mnie doić siostro. - oznajmił, nakładając dość duży i mocno pachnący wianek na głowę. Wiedział już, że za około pół godziny od tego zapachu rozboli go głowa, więc planował się wianka pozbyć przy pierwszej nadarzającej się okazji. @Sarah Macmillan @Leviathan Rowle !wianki RE: [Litha 1972] Krąg ognisk - Bard Beedle - 08.12.2023 Mabel była podekscytowana przez cały poranek, nie tylko dlatego, że uwielbiała święta czarodziejów, ale też dlatego, że tego dnia były urodziny jej mamy. Chciała coś dla niej przygotować, ale przez ostatnie kilka dni była bardzo zajęta różnymi rzeczami, więc nie zdążyła narysować dla mamy laurki. Wieczorem zaś miała zostać z babcią, bo mama miała IMPREZĘ i to brzmiało jak dobry moment, żeby przygotować dla Nory odpowiedni prezent. Tymczasem mama wystroiła ją w śliczną, białą sukienkę z kwiecistym wzorkiem i związała jej długie, ogniste włosy w warkocz. Mabel specjalnie zabroniła upinać sobie wysoko włosy bo miała nadzieję, że uda jej się dostać jeden z wianków. Rok temu wianek niewygodnie leżał jej na głowie i chociaż sprawiał, że czuła się cały czas wesoła to musiała go w końcu zdjąć. Aż do Lammas ozdabiał jednak jej pokój i rozsiewał w okół piękny zapach. Kiedy tylko weszły między stragany, głowa Mabel zaczęła się kręcić i rozglądać na wszystkie strony. Chciała wszystko zobaczyć i niczego nie pominąć, chociaż mnogość dorosłych czarodziejów, którzy przybyli na tą okazję wcale tego nie ułatwiała. Słysząc propozycję otrzymania wianku, pokiwała energicznie głową. - Tak, tak, tak!- po czym sama pociągnęła mamę w stronę stoiska. Pomachała Mirabelli, która jednak zajęta była obsługiwaniem kogoś innego i przyjęła wianek od jakiejś innej czarownicy. Nie mogąc się doczekać, zamknęła oczy i ostrożnie umieściła wiecheć na głowie, ciekawa co akurat jej się trafiło. !wianki RE: [Litha 1972] Krąg ognisk - Pan Losu - 08.12.2023 RozmarynAromatyczny wieniec z rozmarynu napełnia cię niezwykłą siłą; czujesz magię płynącą w twoich żyłach, objawiającą się delikatnym mrowieniem, podobnie jak jesteś w stanie wyczuć słabe wibracje z kamieni Stonehenge. Stajesz się podekscytowany otaczającymi cię bodźcami.
RE: [Litha 1972] Krąg ognisk - Nora Figg - 08.12.2023 Czuła ekscytację Mabel, pamiętała, że sama jako dzieciak kochała sabaty. Zawsze można było dostać tu coś nietypowego, czego na co dzień brakowało w zwyczajnych sklepach. Nie dziwiło ją więc wcale, że Mab również ma podobne odczucia. Tyle, że kiedy Norka była mała sabatom nie groziło niebezpieczeństwo, popaprańcy nie atakowali niewinnych jak leci. To powodowało u starszej z Figg stres. Nikt nie wiedział, co może się wydarzyć. Pocieszało ją jedynie to, że było tu sporo osób, najwyraźniej wszyscy pragnęli normalności. Zamierzała pozwolić córce obejrzyć każdą pierdołę, którą tylko będzie chciała dotknąć. Oczywiście nie miała zamiaru pozwolić jej wszystkiego kupić, bo trzeba było mieć jakieś granice (miała wrażenie, że tylko ona o tym pamiętała, bo wszyscy okropnie rozpuszczali dziewczynkę). Od rana też czuła dziwny niepokój, udało jej się już z tym oswoić. Wiedziała, że dotyczy on Erika, najprawodpodobniej był na służbie i ścigał kogoś niebezpiecznego, bo czuła, że wpadł w kłopoty. Starała się o tym nie myśleć, bo bała się, że może zareagować bardzo emocjonalnie, a nie chciała wystraszyć Mabel. Udało im się dostać do stoiska z wiankami, co wcale nie było takie proste. Ogromna ilość osób, czekała na swoją kolej. Odstały swoje, kiedy Mab dostała swój wianek. Norka uśmiechnęła się do ciotki, podziękowała jej serdecznie za to dzieło sztuki. Poprawiła córce wianek na głowie, żeby jej przypadkiem nigdzie nie drapał (miała świadomość, że może to być bardzo irytujące), a później sięgnęła po kolejny dla siebie i nałożyła go sobie na głowę. Mogły ruszyć dalej. - Wata cukrowa, lody, czy czekolada? - Zapytała jej, co najbardziej chciałaby teraz zjeść. !wianki RE: [Litha 1972] Krąg ognisk - Pan Losu - 08.12.2023 SosnaŚwieża zieleń sosnowych gałązek napełnia cię siłami witalnymi; jesteś w stanie podnieść nieco więcej niż zwykle, poruszać się odrobinę szybciej i trochę wolniej się męczysz. Jeśli chorujesz na którąś z magicznych chorób, jej dolegliwości stają się mniej uciążliwe niż zwykle.
RE: [Litha 1972] Krąg ognisk - Bard Beedle - 08.12.2023 Mabel wcale nie czuła żadnego niepokoju, wręcz przeciwnie. Już wcześniej była bardzo podekscytowana świętem a teraz zaczęła wręcz podskakiwać w miejscu. Czuła, że ten dzień jest wspaniały i pełen niespodzianek, i była pewna, że każda z nich będzie wspanialsza od poprzedniej. - Mamo, mamo! - zawołała, bo między dwiema przechodzącymi osobami mignęła jej dziewczyna, może już jednak kobieta, z psiakiem o dwóch ogonach. Czyż nie wspaniale byłoby mieć takiego na własność?! - Mamo, chodźmy tam! - wykrzyknęła i pociągnęła Norę za rękę w stronę dziewczyny, a potem w stronę trzech stojących obok siebie stoisk. Jeśli oczy dziewczynki wcześniej były podekscytowane, teraz zrobiły się okrągłe i błyszczące a jej buzia uchyliła się w zachwycie. Wiedziała już, że gdyby miała zwierzątko. Uroczego szpiczaka, psidwaka albo majestatycznego abraksana to dużo lepiej byłoby jej znosić mieszkanie w Londynie. Do głowy jej nie wpadło, że większe z tych zwierząt wymagają odpowiedniego miejsca do życia i utrzymania. Przecież mogłoby mieszkać w jej pokoju! Albo u babci w ogródku! A potem zobaczyła stojącego nieco na uboczu jednorożca i jej ciało zaczęło dosłownie wibrować od energii ekscytacji, która przez nie przepływała. RE: [Litha 1972] Krąg ognisk - Nora Figg - 08.12.2023 Dostrzegła, że kiedy Mabel ubrała wianek na głowę stała się jeszcze bardziej przepełniona entuzjazmem. Sama zaś poczuła, że ten jej spowodował, że była jakaś bardziej żywa, jakby szybsza, silniejsza, coś dziwnego, bo nie sypiała ostatnio najlepiej. Ciekawe, czy ciotka zaczarowała jakoś te wianki, czy skorzystała ze specjalnych odmian kwiatków. No nic, dobrze się składało, potrzebowała dużo siły, żeby obejść z Mabel wszystkie stoiska. Gdzie tylko księżniczka będzie chciała, tam Norka pójdzie. Ruszyła więc w stronę, którą pokazała jej córka. Podejrzewała, że powodem był przesłodki piesek, który kroczył przed nimi. Liczyła na to, że nie zacznie jej znowu męczyć o kolejne zwierzę, trzy koty to było maksimum, jakie mogła pomieścić kawiarnia. Wolała też nie wracać pamięcią do momentu, w którym Erik wpadł na to, że kupi chrześnicy hipogryfa, skutecznie mu to wtedy wybiła z głowy. Miała świadomość jednak, że jeśli Mab znowu wpadnie na podobny pomysł i pójdzie z nim do Erika, to na pewno kupi jej to zwierzę. Nie potrafił się jej oprzeć, na nieszczęście Norki. Usłyszała pisk córki, momentalnie spojrzała w stronę, w którą spoglądała jej latorośl. Na samą myśl o tym, zrobiło jej się gorąco. Nie oszukujmy się, Nora Figg nie była tytanem sprawności fizycznej, była tego zaprzeczeniem, potykała się o własne nogi. Widziała jednak wzrok własnej córki, nie ma siły na pranienia bombelka, nie potrafiłby się jej oprzeć sam Lord Voldemort. Westchnęła ciężko, bo wiedziała, że może być to naprawdę trudne zadanie, wianek z sosny dodawał jej jednak siły i chęci, żeby wziąć udział w konkurencji. - Spróbuję skarbie, dla ciebie wszystko, ale może być ciężko. - To na pewno nie będzie proste zadanie. Miała tego świadomość, ale kim była, żeby odmówić Mabel tej przyjemności? Przyjrzała się dokładnie każdej z trzech konkurencji, żadna nie wydawała się prosta. Procę wolała ominąć, bo mogłaby strzelić Mabel z gumki w oko, znając swoje szczęście. Obręcz mogłaby się zatrzymać na czyjejś szyi... Pozostały więc puszki. Zapłaciła więc odpowiednią kwotę, no i przeszła do rzeczy. - Trzymaj kciuki. - Powiedziała jeszcze do Mab. Rzucam 3 razy na AF, mam bonusik za wianek z sosenki +10 [roll=T] [roll=T] [roll=T] |