![]() |
|
[04.08.72. Potańcówka] Can I have this dance? - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Anglia (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=6) +--- Dział: Dolina Godryka (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=23) +--- Wątek: [04.08.72. Potańcówka] Can I have this dance? (/showthread.php?tid=2692) |
RE: [04.08.72. Potańcówka] Can I have this dance? - Sebastian Macmillan - 04.03.2024 Sebastian dalej podpiera ściany.
Jak na razie, zabezpieczanie stodoły przed zawaleniem szło mu całkiem nieźle. Znalazł sobie przytulny kąt między dekoracjami przygotowanymi przez Brennę i po prostu... wniknął w tło. Na szczęście żadna kobieta nie wpadła na pomysł, aby poprosić go do tańca, bo prawdopodobnie musiałby odmówić. Jeden taniec z Longbottom wystarczy mu do końca roku, kiedy to cały kowen będzie tańczył do swojej własnej muzyki podczas Yule. Tak, kilka miesięcy odpoczynku od takich zabaw na pewno dobrze mu zrobi. Bądź co bądź, co za dużo to nie zdrowo, czyż nie? Tu i ówdzie migały mu znajome twarze, jednak starał się nie zwracać na siebie uwagi. Ładował baterie społeczne, a może celowo unikał ludzi, żeby nie musieć zmuszać się do niezobowiązującej konwersacji? Z Longbottom i Stewardem było nieco łatwiej. Znali go, on znał ich, a przez pracę nauczyli się funkcjonować obok siebie całkiem nieźle. Sebastian nigdy jednak nie czuł się szczególnie komfortowo w dużych grupach ludzi. Dzisiaj nie było inaczej. Miał wrażenie, że znacząco odbiega charakterem od większości ludzi zaproszonych przez Brennę. Widział to, chociażby po tym, jak entuzjastycznie większość sali zareagowała na propozycję konkursu tanecznego. Osobiście nie przyjąłby takiej niespodzianki ciepło, toteż jeszcze bardziej ucieszył się z tego, że znalazł się poza zasięgiem ludzi, którzy nie zdążyli znaleźć sobie pary, zanim rozbrzmiała muzyka, a kolejne pary zaczęły wpychać się na parkiet. Tymczasem, gdy inni dobrze się bawili, Macmillan siedział sobie w kącie, podpierał ściany i... lśnił księżycowym pyłem przez pierścień, który dalej miał na palcu. Gdyby miał kocyk i filiżankę ciepłej herbaty, to byłoby wręcz idealnie. No i gdyby muzyka nie była taka głośna. Na Merlina, ci ludzie nic nie wiedzieli o dobrym nagłośnieniu. Czy nigdy nie byli na obrządkach w miejscach kultu kowenu Whitecroft? Tam to dopiero dźwięk się rozchodził! RE: [04.08.72. Potańcówka] Can I have this dance? - Neil Enfer - 04.03.2024 W ostatnim akapicie paczam na vegetującego Sebę ze swojego miejsca. Parki pędziły na parkiet. Obserwował wszystkich cierpliwie i z uśmiechem, z jakim kryła się gorycz i rozczarowanie. Czemu racjonalizowanie i rozumienie wszystkiego nie rozwiązywało ani trochę skomplikowanych emocji. Może powinien iść do Perseusa i zapłacić mu podwójnie za rozmowę w czasie imprezy? Ha! Żeby go niby było stać, co? Już i tak ledwo na ich zwykłe rozmowy ma pieniądze. Nie wie czy nie będzie musiał spotykać się z nim rzadziej, choć i tak nie robi tego często. Co będzie dalej? Miał wrażenie, że ledwo udaje mu się łapać nitki życia palcami, do tego są one strasznie śliskie, uciekając, non stop musi poprawiać chwyt, plątać się w nich, owijać dookoła nadgarstków, żeby jeszcze chwilę z nim zostały. Wszystko to było bezsensowne i nie widać było końca, bo co może być zakończeniem? Może i rzucenie tego nie byłoby takie ciężkie, w końcu jego ścieżki życia ze wszystkimi osobami tutaj się praktycznie nie przecinają, może Perseusa zobaczy przypadkiem na ulicy, choć ich harmonogramy dnia, też się najwidoczniej różnią, skoro tyle mieszkali obok siebie, a się nie zauważali. Z innej strony, nie szukali też siebie, nie patrzyli, może ignorowali się mijając się codziennie w drzwiach. Westchnął ciężko, bujając nogą, zamyślony obserwował otoczenie, przesuwając spojrzeniem po roślinach, które patrzyły się na niego z wyrzutem. -To nie wasza sprawa...-burknął do zielonego liścia, który skarcony natychmiast skulił się w sobie ze smutną miną, aż wilkołakowi pękło serce na ten widok.-Przepraszam.-wymruczał, a roślina niby przebaczyła, choć dalej było jej przykro. Tak było zawsze. Zrobisz coś, przeprosisz, ale niesmak pozostanie na długo, jak nie na zawsze. Uraza będzie się ciągnąć, a nieufność dzielnie idzie za nią krok w krok. Zastukał paznokciem w kieliszek, obserwując cały chaos na parkiecie, patrząc z daleka na usta tańczących chcąc wyczytać co mówią, z czego się śmieją, co sobie tam wyznają w swojej małej, prywatnej przestrzeni na środku jeziora. Chciałby też coś wyznać, ale dzisiejsza noc jeszcze bardziej uświadomiła mu zasady gry. Nie przeżyje w tym świecie będąc taki jaki jest, czy to przez innych chcących wymusić na nim pewne zachowania, czy przez samego siebie, kiedy rozpacz i poczucie zawodu w końcu go pochłoną całkowicie. Podstaw nie można zmieniać, nie da się, ale miał zamiar to zrobić. Skoro nigdy nie będzie mu dane zatańczyć swobodnie z kimś kogo kocha, nigdy nie będzie mógł pocałować publicznie miłości swojego życia, nie będzie mógł się przyznać przed wszystkimi do związku, to nie będzie tego robił. Nie jest zawiedziony, że nie może mieć gwiazdki z nieba, bo to niemożliwe. Takie samo podejście powinien mieć i do swoich marzeń. Dziecinne, naiwne, ignorujące rzeczywistość. Może to właśnie ich dzieliło najbardziej. Był głupi, wiedział to, był tak strasznie głupi... Uciekł spojrzeniem od parkietu, mając dość widoku tańczących, roześmianych i zauroczonych ludzi. Nie wszyscy jednak tańczyli. Byli też tacy jak oni, siedzący, obserwujący, wewnętrznie zdegustowani a przymilnym wzrokiem na zewnątrz. Przeleciał z daleka mężczyzn wzrokiem, od góry do dołu, od dołu do góry. Nie wypada się patrzeć, nie wypada wskazywać palcami, a jednak ludzie cały czas tak robią. Nie mógł wymagać dobrego zachowania od innych, jeśli sam się tak nie zachowywał. Szybko wrócił spojrzeniem na parkiet, choć w rzeczywistości patrzył się na lśniącą wodniście podłogę. RE: [04.08.72. Potańcówka] Can I have this dance? - Patrick Steward - 04.03.2024 Żegnam się z Brenną. Biorę alkohol i idę na poszukiwania Sebastiana. Znajduję go i proponuję mu wyjście na dwór. Patrick odebrał zamówiony przez siebie alkohol. Znowu skierował spojrzenie na stojącą obok niego Brennę, dalej za nią, na parkiecie wirowały biorące udział w konkursie tańca pary. Nawet przez moment nie rozważał, by samemu zatańczyć. Zdawało mu się także, że rozumiał czemu organizatorka nie brała udziału, chociaż jej brat już tak. Znowu się uśmiechnął, ale tym razem mniej wesoło, przez myśl, która nagle w niego uderzyła. - To naprawdę fajna impreza – powiedział do Brenny. – I Sebastian miał rację, gdy komplementował twój wygląd. – W sukience, lekkim makijażu, z daleka od pracy, ale otoczona ludźmi których lubiła Longbottom, wyglądała zupełnie inaczej niż na co dzień. I nie chodziło tylko o to, że była mniej oficjalna lub że bardziej podkreśliła, ukrywaną na co dzień urodę; ale o zmianę, która dotknęła jej w całości. Steward podniósł szklaneczki z alkoholem do góry, jakby na znak, że musiał już iść. A potem odwrócił się, pozostawiając Brennę innym gościom, i ruszył wzdłuż ściany – tak by nawet przypadkiem nie zahaczyć o parkiet i nie zepsuć komuś tańca – na poszukiwania Sebastiana. Miał nadzieję, że ten jeszcze nie zdążył wyjść z budynku i puścić się biegiem do punktu aportacyjnego. Pozostawał kompletnie nieświadomy tego, że wcześniejszy drink, który McMillan wypił (a który Patrick zamówił na chybił trafił), okazał się aż tak problematyczny dla egzorcysty. Zdawał sobie jednak sprawę z tego, że tańce, że hałas, że tłum nieznajomych twarzy (lub tylko ledwo znajomych) to mogło być dla egzorcysty za dużo. Westchnął, dostrzegając go pod jedną ze ścian. Zbliżył się, od razu pokazując mu trzymane w rękach szklanki z alkoholem. - Masz ochotę się trochę przewietrzyć? – zapytał, gdy znalazł się już na tyle blisko Sebastiana, by nie musiał krzyczeć. – Wziąłem ci jeszcze jednego, tym razem bez żadnych dodatków. Jeśli nie lubisz whisky chrzczonej lodem, mogę wrócić i poprosić o jakieś wino. – Mszalne? RE: [04.08.72. Potańcówka] Can I have this dance? - Sebastian Macmillan - 04.03.2024 Nie zauważam Neila.
Rozmawiam z Patrickiem i zgadzam się na wyjście na zewnątrz. Spojrzenie Sebastiana wędrowało niespiesznie po kolejnych twarzach. Na niektórych spoczywało jedynie na krótką chwilę, na innych nieco dłużej. Postronnym mogło się wydawać, że szuka w tłumie kogoś konkretnego, jednak tak naprawdę niezbyt mu na tym zależało. Sam nie wiedział, czego szukał, więc po prostu patrzył. Był jak pasażer Błędnego Rycerza, który wszedł do zatłoczonego autobusu i nie wie, gdzie podziać oczy. W gruncie rzeczy jedynymi osobami, z jakimi mógł tutaj swobodnie porozmawiać byli Patrick, Brenna, Alastor lub ewentualnie Atreus Bulstrode, z którym badał przed paroma tygodniami kwstię Widm grasujących w Kniei Godryka, po tym, jak szef departamentu polecił go młodemu Prewettowi. Przerażające, że staram się unikać służb bezpieczeństwa, a mam stamtąd większość znajomych, pomyślał z przekąsem. Cóż, taki zawód sobie wybrał, to w tym musiał trwać. Przynajmniej na razie. Nawet nie zauważył, że pewien młody chłopak go obserwuje. Może to przez to, że sam był zbyt zajęty tym, aby wtopić się w otoczenie? Bądź co bądź, nie był tutaj jakąś wielką atrakcją. Ot, kolejny przypadkowy znajomy gospodarzy. Ubrany na czarno, nieangażujący się zbytnio w rozmowy z innymi... Łatwo było go pominąć, jeśli nie było wiadomo, gdzie szukać. Patrickowi się to jednak udało. Zapewne dzięki doświadczeniu wyniesionemu z Biura Aurorów. Ach, te techniki detektywistyczne. — A co, ciebie też przemaglowała? — spytał żartobliwie, odbierając od przyjaciela szklaneczkę. — Myślałem, że się spalę ze wstydu na tym parkiecie. — Posłał mu oskarżycielskie spojrzenie, wskazując ruchem podbródka w stronę baru. — Ten typ co polewa nie jest warty zaufania, mówię ci. Założę się, że po każdej imprezie musi się spowiadać z tego, co dosypuje do tych drinków. Miał nadzieje, że dużo daje na kowen podczas obrządków. Taki barman wynajmowany przez Longbottomów musiał sporo zarabiać. Parę imprez i na pewno zbierała się przyzwoita suma. Parę złotych galeonów mogło wylądować w koszyczku, który krążył podczas grupowych spotkań wiernych. Kapłani i kapłanki na pewno by nie wzgardzili taką ofiarą. Oby dostał też odpowiednią pokutę, rzucił bezgłośnie. Powinien uprzedzać, że te drinki były zaklęte za każdym razem, gdy ktoś takowy brał. — Zdecydowanie — przytaknął na propozycję Stewarda. Obrócił szklaneczkę z alkoholem, obserwując, jak ciemnobrązowa ciecz obijała się o ścianki naczynia. — Nie trzeba, whisky wystarczy. Skoro jest bez dodatków. — Rozejrzał się na prawo i lewo, szukając najbliższego wyjścia. — Jak tu szliśmy, to chyba widziałem jakąś ławkę międy drzewami. Tam powinno być ciszej. RE: [04.08.72. Potańcówka] Can I have this dance? - Patrick Steward - 05.03.2024 Podchodzę do Sebastiana. Wręczam mu alkohol. Gawędzimy i wychodzimy na zewnątrz. Całkiem szczerze, Patrick powstrzymał się przed roześmianiem się na głos. Zamrugał gwałtownie, starając się, nijak nie zareagować na to, że świadomie czy nie, ale Sebastian po raz kolejny poruszał w rozmowie temat Brenny Longbottom. Bo i o kogo innego musiało mu chodzić, gdy wspominał o maglowaniu? - Co się stało na parkiecie? – zapytał zdziwiony. Jak na to, co widział ze sceny, obydwoje tańczyli całkiem – Brenna mówiła tylko, że w dość… oryginalny sposób próbowałeś powiedzieć jej komplement. – Steward ciągle nie wiedział, że Sebastian najwyraźniej został przez drinka zmuszony do kłamania. Stąd nazwanie organizatorki przyjęcia wyglądającą na ofiarę najgorszego opętania, czy jak to tam leciało. Ale gdyby o tym usłyszał, pewnie najpierw przeprosiłby przyjaciela za to, że ten został do tego zmuszony przez alkohol, który mu wziął a potem przyznałby się, że sam dostał chwilowego pomieszania w czasie i w przestrzeni, bo wydawało mu się, że znowu są w Hogwarcie. I co było najdziwniejsze na imprezie w Hogwarcie? Że Sebastian też na niej był. - Będę miał to na uwadze, jeśli kiedyś postanowię mu się zwierzyć – odpowiedział spoglądając przeciągle na kelnera. Na razie jednak, poczytywał sobie za spory sukces, że po przykrych przeżyciach, McMillan w ogóle wziął od niego szklaneczkę z alkoholem, który przyrządził ten człowiek. - Może być ławka między drzewami – zgodził się potulnie, myśląc o tym, że potrzebował jedynie miejsca, gdzie Sebastian poczuje się na tyle komfortowo, by znowu pokazać mu tę mniej zrzędliwą, ale za to specjalistyczną i interesującą część swojej osobowości. Patrick rzucił ostatnie spojrzenie na parkiet, by ze zdziwieniem skonstatować, że Samuel Carrow i jego partnerka, byli najwidoczniej urodzonymi tancerzami, a potem razem z McMillanem skierował się do wyjścia. Postacie opuszczają sesję
Patrick Steward i Sebastian McMillan
RE: [04.08.72. Potańcówka] Can I have this dance? - Atreus Bulstrode - 06.03.2024 kończę tańczyć z Viką, ciągnę ją po drinka, a potem wracamy na parkiet tańczyć konkursowo Uśmiechnął się lekko na jej komentarz odnośnie podarowanych jej komplementów, odrobinę pogłębiając ten wyraz, kiedy roześmiała się wreszcie na sam koniec. Dobrze było widzieć, że podobnie do niego, nie traktowała tego z nadmierną powagą, bo podobnie jak ona - chciał żeby było miło. - Myślisz, że zwiększyło by to ich walory smakowe? W sensie regularne podlewanie tą whisky, bo domyślam się, że tak raz to niewiele by zmieniło - chyba całkiem nieironicznie o tym pomyślał, bo na moment nieco spoważniał, kiedy tak na nią patrzył. - Szczerze, to ciężko mi powiedzieć, bo na pierwszym roku przekonałem się, że Stanley jest jedną z najgorszych osób, które można prosić o notatki - nie to, żeby Atreus często o takie pomoce naukowe zabiegał, ale wciąż. - Ale chyba trochę chciałem wierzyć, że mu się poprawiło przez te wszystkie lata. - bo można by pomyśleć, że regularne struganie raportów w BUMie jakoś w rozwoju pisarskich umiejętności jakoś jednak może pomóc. Dla niego to, co działo się pomiędzy nim a Brenną, nie zmieniało tak naprawdę niczego. Wciąż był w stanie zachowywać się w ten sam, nonszalancki i charakterystyczny dla siebie sposób, nawet jeśli gdzieś na dnie wciąż kłębiły się wątpliwości. Brenna jednak miała pewnie rację - to było zadurzenie, którym nie było co się przejmować, a które równie łatwo i naturalnie w końcu przeminie. Przynajmniej taki obrót spraw ułatwiałby mnóstwo rzeczy i pozwalał, by wiele z nich wciąż pozostawało niedomówieniami. - Miło mi to słyszeć - uśmiechnął się do Victorii wesoło, na moment puszczając ją z resztą, bo muzyka przestała grać, pozwalając ludziom dobrać się w pary czy uskutecznić rotację między parkietem, a strefą dla nietańczących. - Ale jeśli nie masz nic przeciwko, chętnie zahaczyłbym jeszcze raz o bar, tak dla rozluźnienia - zaoferował jej ramię, a potem ruszył w stronę swojego celu. Mając szczerą nadzieję, że nie trafi się nic, co utrudniłoby im całą zabawę na parkiecie. Tym razem nie wychylił drinka na raz, czy to z obawy że znowu jego efekt sieknie go momentalnie, czy to chcąc zwyczajnie wykorzystać oferowaną przez organizatorów przerwę w całości. Kiedy jednak ze sceny popłynęły słowa, że należy szykować się do tańca, wypił ostatni łyk, a potem pociągnął Lestrange ponownie w stronę ciemnej tafli jeziora. - W sumie tak sobie pomyślałem - zaczął, przyciągając ją do siebie, kiedy muzyka zaczęła grać, i ruszając się do rytmu. - Jesteś oklumentką, prawda? Nie chciałabyś mi dać kiedyś na sobie poćwiczyć? Ostatnio w pracy miałem takie nieprzyjemne spotkanie i zacząłem się zastanawiać, że może warto by było trochę nad tym popracować. Oczywiście, jeśli sobie nie życzysz takich zabaw, to rozumiem. Ooo, ale moglibyśmy się założyć? Kto przebije albo zatrzyma zdolność więcej razy? - oczy mu się nawet nieco zaświeciły, kiedy jego myśli wskoczyły na ten tor, że równie dobrze można z tego zrobić zabawę. rzut na af na konkurs [roll=Z] rzucam na drinka, ale jest to coś co mi uniemożliwia tańce i swawole to chwilowo ignoruję na czas konkursu !magicznydrink RE: [04.08.72. Potańcówka] Can I have this dance? - Pan Losu - 06.03.2024 Drink poprawia ci humor do tego stopnia, że zapominasz o wszystkich zmartwieniach, przez turę lub dwie masz ogromną ochotę żartować i się wygłupiać RE: [04.08.72. Potańcówka] Can I have this dance? - Neil Enfer - 06.03.2024 Neil dalej siedzi przy stole i myśli, aż w końcu eychodzi za Sebą i Patim. Kątem oka obserwował mężczyzn stojących z boku i rozmawiających, nie tylko oni tak stali, ale jednak jako jedyni ruszyli do wyjścia z sali. Odprowadził ich wzrokiem znów burcząc pod nosem niezadowolone myśli. Przed chwilą wyszedł już na podwórko, dziwnym by było gdyby znów zniknął. Z drugiej strony czy ktoś zwrócił uwagę na jego wyjście? Na to że wrócił? Że znów ucieknie? No... Nie. Równie dobrze mógłby uciec na całego, zwyczajnie mógł wrócić do domu i nikt by się nie przejął. Pasowałoby. Wyjść po angielsku. Dopił wino do końca, wstał i ruszył do baru po kolejny kieliszek. Świat powoli wirował, ale jako tako dalej szedł prosto. Nie ma co się przejmować. Jeszcze kieliszek nikomu nie zaszkodził. Z resztą nikomu nic nie zrobił, prawda? Nikogo nie skompromitował oprócz samego siebie. Pociągnął nosem, chwycił kieliszek i ruszył w stronę wyjścia, tam gdzie dwóch obserwowanych wcześniej mężczyzn zniknęło. Nie wiedział niestety do końca po co i dlaczego. Wyszli to znaczy, że chcieli być sami, a on idzie im duoę zawracać, znów wklejając się na siłę w czyjeś towarzystwo, tylko teraz robił to celowo. Ehhh... Najwyżej go odgonią i będą mieli do niego uraz. Nie chciał jednak, żeby zaraz podszedł do niego ktoś dziwny aby wymuszać rozmowę, czy co gorsza... taniec RE: [04.08.72. Potańcówka] Can I have this dance? - Victoria Lestrange - 06.03.2024 Tańczymy i gadamy ze sobą Niczego nie oczekuj – to się nie zawiedziesz, to była prawda życiowa, którą Victoria przez swoje dwadzieścia siedem (minus beztroski dziecięcy czas, gdy niewiele się myślało) lat wyznawała z dość wysoką skutecznością. Nie było tak zawsze i ciągle, robiła wyjątki od tej reguły, zwłaszcza w ostatnim czasie częściej. Może zbyt często. Może nie powinna… Ale czy nie każdemu należała się jakaś nadzieja w życiu? Dzisiaj jednak miało być beztrosko. Miało być miło. Miało nie być żadnych oczekiwań; Atreus trafił na wyjątkowo dobry moment z tymi komplementami i żartami. W taki, że Lestrange nie brała wielu rzeczy na serio, ani do siebie. Wręcz odpychała od siebie wiele rzeczy. – Nie, nie zwiększyłoby – odpowiedziała po prostu, całkiem wierząc, że Atreus mógłby o coś takiego zapytać serio. Widząc poziom, jaki sobą reprezentowali Stanley i Sauriel, to już nic ją chyba nie dziwiło. Znosiła to wręcz ze stoickim spokojem. – To tylko marnotrawstwo dobrej whisky – dodała niemalże ze wzruszeniem ramion. Ale nie zamierzała robić tutaj żadnego wykładu na temat roślin, czuła, że nie jest to wymagane, a wręcz, że nie będzie to pożądane. – Nic a nic. Poprawiłam mu kilka bzdur, a był spięty, jakbym mu miała zaraz wpisać Trolla z zielarstwa czy coś w ten deseń – parsknęła cichutko pod nosem i uśmiechnęła się do Bulstrode’a. Oboje mieli swoje problemy sercowe. Rzecz jasna Victoria nie wiedziała o tych związanych z Brenną, zresztą jej własne myśli potrafiły zupełnie niechciane ulatywać w kierunku trudnego do opanowania wampira. Prawda była jednak taka, że Beltane poważnie namieszało w życiu wielu ludzi, w związkach, małżeństwach… Coś, co miało być swoistym połączeniem dusz, chyba w większości przypadków powodowało pewien rozłam. A i tak… Choć ją i Sauriela to denerwowało, zwłaszcza jego, to oboje z szacunku do siebie starali się sobie oszczędzić bólu. Starali się… dla siebie. I żadne z nich nie zadławiło się żadnymi płatkami, choć czuli względem siebie irracjonalną zazdrość o kompletne głupoty. Kiwnęła głową, gdy już przestali grać i tańczyć, i faktycznie skorzystała z podstawionego jej ramienia, by zejść z parkietu. Sama pić już nie zamierzała, dwa drinki w zupełności jej wystarczą na ten wieczór, ale jeśli Atreus chciał – to nie planowała mu robić żadnych wyrzutów czy sprzedawać mądrości. To miał być wieczór rozluźnienia dla wszystkich, zabawy… Dlatego zeszła z nim aż do baru i pokręciła głową do barmana, ale stała sobie obok błękitnookiego aurora, obserwując w spokoju i lekkim uśmiechu salę, gdy ten spokojnie pił. – Jestem – przyznała krótko, spoglądając na swojego partnera spod firany czarnych jak smoła rzęs. Nie była to żadna gigantyczna tajemnica, nie, gdy pracowali w jednym biurze. Przez moment mieliła jego słowa, pozwalając, by te spłynęły sobie i wybrzmiały odpowiednio. Nauczyła się oklumencji głównie dlatego, by chronić swoje myśli i prywatność przed obcymi. Z drugiej jednak strony to, o co prosił ją Atreus… Pewnie by się przydało w pracy – nie, że na nią, a na innych. Widać było, że myśli, dlatego przez moment, w tym tańcu, nie odpowiadała, pozwalając się poprowadzić. – A o co byś się chciał założyć? – odparła w końcu, nie mówiąc definitywnego nie. Póki co była zaintrygowana. [roll=1d100] +10 za AF RE: [04.08.72. Potańcówka] Can I have this dance? - Atreus Bulstrode - 07.03.2024 - Szczerze? Szkoda. Chociaż jestem absolutnie przekonany, ze jakby się za to wziął jakiś przyrodnik, to może coś by z tego wyczarował? Chciałbym spróbować takiego ogórka, co cię jednocześnie upija - rozważał sobie jeszcze, bo najwyraźniej z jakichś powodów musiał się jednak z tym Stanleyem i resztą przyjaźnić i najwyraźniej też - były to powody, które zmuszały go do rozważania tego typu odkryć magicznego świata. Tak samo ich korzyści jak i... no dobrze, powiedzmy sobie szczerze, Atreus nie widział aktualnie żadnych minusów w pijanych ogórkach. W sumie jak tak sobie o tym myślał, to chyba powinien sprzedać ten pomysł Borginowi, za darmo nawet bo to brzmiało jak fenomenalny biznes, szczególnie w tej jego walącej popiołem budzie. Po tym drinku co go sobie zaaplikował jeszcze przed konkursem, to się poczuł nawet całkiem wesoły. Zmartwienia? Jakie zmartwienia - Bulstrode czuł, jakby na całym bożym świecie nie było niczego, co mogłoby mu teraz popsuć humor, dlatego też kiedy stanęli na parkiecie, Victoria mogła zobaczyć, jak uśmiecha się, o wiele weselej jak wcześniej, może nawet trochę głupkowato. - Cholera, szczerze? Nie sądziłem, że zajdę aż tak daleko. Spodziewałem się bardziej odmowy - przyznał bez bicia, obracając ją zgrabnie do rytmu muzyki. - Rozum mówi mi, odbębnianie raportów czy innej papierkowej roboty przez tydzień. Przynajmniej to co się da. Serce natomiast podpowiada mi zaoferowania ci randki-nie-randki. Oboje ustaliliśmy, że nie szukamy chwilowo zapychaczy dla pustki w naszych życiach, ale pójście razem w przyjemne miejsce nie brzmi ani źle, ani zobowiązująco. Możesz postawić wobec tego cokolwiek ci pasuje. Ale też... mój żołądek mówi mi... chwila moment, a jakby tak ogórki ukisić, ale nie w zalewie a w alkoholu? - uniósł lekko brew, na moment wyrywając się z tematu zakładu, wyraźnie wybity tą jedną myślą, która nagle zalęgła się w jego głowie. Spojrzał na nią, faktycznie rozważając co może z tego wyjść, początkowo bardziej zafascynowany tą możliwością, ale potem jego wyraz twarzy zmienił się na coraz bardziej zadowolony z tego, co też mu się w głowie rodziło, aż w końcu na ustach wykwitł głupi uśmiech. - Dobra Vivi, słuchaj, szykuj się, podnoszę cię i zakręcę - oznajmił jej właściwie, zanim pociągnął ku górze, chcąc ją stylowo wynieść nad głowę i zakręcić się razem z nią. robię z Viki samolot, czy mi się uda czy tylko głupio przestawię ją z miejsca na miejsce? XD [roll=Z] [roll=Z] |